Keriann: i mnie zastanawiała postawa Finwego, świadczyła bowiem o ślepocie i ograniczeniu. Jako żywo przypominał mi rodzica, który robi w szkole aferę bo jego dziecko dostało naganę za bójkę z kolegą. Przypominał mi też rodzica, co uważa, że pozwalanie dziecku na wszystko, pomoże poradzić sobie ze stratą. A tymczasem każde dziecko potrzebuje zasad, musi wiedzieć co można a co nie.
Tak, ja też tak oceniłam powód małżeństwa, bo co to za wielka miłość do żony i dzieci, jak się wszystkich zostawia, olewając obowiązki? I cóż Manwe jak nie był ślepy, widział, że coś bardzo, ale to bardzo nie gra.
Ronin: to ja dziękuję za komentarz i wyjaśnienia. Trafiłeś idealnie z tą konwencję. Traktowałam Sila w podobny sposób do eposy rycerskie czy mitologię, niż powieść jak "Hobbit". A jest wielka różnica w stylu i konwencji między "eposem o Rolandzie" a "Krzyżakami" Sienkiewicza, chociaż jedno i drugie opowiada o rycerzach średniowiecza. Zaczęłam czytać ciekawa przeszłości Elronda, Galadrieli czy Saurona i pewnie gdybym zaczęła od Sila pewnie bym nie przebrnęła dalej niż pierwsze rodziały, bo ciężko się czytało przez patetyczny styl. Wolę powieści. Kojarzę ficki, które znasz i faktycznie są napisane w stylu Sila, bardzo dobrze napisane. Mnie osobiście blizszy był styl autorek jak AzureSky23, Quantumphysica czy Aladanna.
Postrzegałam Valinor tako rodzaj Utopii czy Raju Utraconego, z Valarami jako natywnymi mieszkańcami Utopii (był cytat w Silu, że Valinor był tym czym by była Arda jakby nie skażenie Melkora) a ich zachowanie to moje wizja zachowania mieszkańców Utopii: mądrych, łagodnych, dobrych i otwartych, którzy jeśli mają gości z zewnątrz, rozmawiają z nimi w sposób mający łagodzić stres. W Utopii rządzi arystokracja ducha: najbardziej szlachetni, dzielni, mądrzy i oddani, zaś mieszkańcy się nawzajem szanują. W Utopii nie ma społeczeństwa klasowego, bo klasy, feudalizm czy niewolnictwo to dla mnie kontinuum barbarzyństwa, zaś Utopia to miejsce gdzie liczą się zalety ducha, moralne itd. nie zaś wysokość urodzenia. Dlatego opisuję rosnącą koncentrację elfów na tym punkcie jako upadek i stratę pierwotnej szlachetności, dziecięcej świeżości czy też ufnbości itd. Dlatego Valarowie rozmawiają w ten sposób z elfami, bo jako ci starsi, szlachetniejsi itd. nie muszę używać sztuczek z padaniem na twarz i są uprzejmi i taktowni.
Nauczanie to akurat rozwinięcie pomysłu Profesora: wiemy, że Miriel pobierała nauki u Vaire zaś Mahtan należał do ścisłego grona sług/pomocników Aulego, ale ze względu na konwencję Utopii - Valinoru bardziej mi pasuje określenie "pomocnik" niż "sługa". Wiemy też że jeden z synów Feanora był przyjacielem Oromego zaś Ingwe wedle niektórych interpretacji był przyjacielem Manwego (bo określenie "zasiadał u stóp" można różnie interpretować).
Moim zdaniem Valarowie w Silu byli zarysowani jako bohaterowie eposu a ci są czarno-biali i psychologiczne bardzo prości, nie zaś z "krwi i kości" jak Gandalf, Boromir czy Bilbo, dlatego staram się pisać w konwencji powieści nie podniosłego eposu. I oczywiście teoretycznie można by zrobić z tego inne uniwersum, ale moim zdaniem lepszy jest fick z kategorii AU niż kiepski plagiat genialnej całości. Dla mnie Sil był rodzajem mitologii czy też eposu, nie zaś powieści. Chciałam się skupić na opisywaniu relacji między postaciami nie zaś tworzeniu uniwersum.
Zastanawiało mnie jak Indis i inni zareagowali na decyzję Finwego i wydawało mi się niemożliwe, by byli tym zachwyceni. Zapewne jak to w życiu, zdania były podzielone. Bo to wyglądało jak, jakby Finwego w ogóle nie ruszyło, że synowie zaczęli walkę.
Co do języka faktycznie zapewne mi się zaczynają mieszać.
Ci spośród Noldorów, którzy popierali Fëanora i jego postulaty, przebywali wraz z nim na Formenos. Wydawali się zachwyceni myślami o powrocie do Śródziemia, widząc w odległych krainach niezamieszkane tereny, gdzie każdy mógłby znaleźć ziemie dla siebie. Podobnie myślała także spora grupa w Tirionie, lecz nie nazywała tego równie otwarcie. Nikt nie wiedział, że Finwë usiłował wyciszać ich emocje apelując o rozsądek, przypominając o cieniach, porywających nieostrożnych podróżnych z okolic Cuiviénen. Być może gdyby wiedzieli, nie oceniali by decyzji króla jako zdrady i porzucenia. Lecz Fëanor, rozwścieczony na wyrok Valarów i konieczność przeprosin nie pozwalał wysyłać ni nie przyjmował posłańców. Zamierzał zbudować fortecę i opracować plan ucieczki z tej krainy, którą uważał za więzienie.
- Jesteśmy nieśmiertelni i tworzymy wielkie dzieła. Valarowie nie mają prawa nas tu trzymać, dołączmy do naszych braci w Śródziemiu i załóżmy własne królestwa. Zdobądźmy ziemie i rządźmy wedle własnych zasad bez niczyjej kurateli!
Te słowa budziły radość w sercach zwolenników i oburzenie u przeciwników Fëanora, zgromadzonych wokół Mahtana. Fingolfin, szlachetny i lojalny, nie powiedział publicznie złego słowa ni na ojca ni na przyrodniego brata. Broniąc publicznie obu, wywołał złość wśród elfów, do których trafiały słowa; „Miejsce króla jest przy narodzie, miejsce męża przy żonie a miejsce ojca przy dzieciach". Ale w zaistniałej sytuacji nie było dobrego rozwiązania. Jeden z dworzan wyjaśnił im też co się dzieje na mieście i że odejście Finwëgo najwyraźniej otworzyło cały worek z problemami.
- W mieście rośnie w siłę pewna frakcja – wyjaśnił elf – nazywają się Stronnictwem Mahtana lub Stronnictwem Rzemieślników i zdobywają popularność.
- Mahtana? Czy to nie ojciec?- zaczął Fingolfin
- Tak książę, to teść twego brata Fëanora, wielce z nim poróżniony. Nie może mu wybaczyć, że właśnie pod wpływem jego nauk wykuł miecz, którym.. którym tobie zagroził książę. Opowiada wszem i wobec jak został oszukany a pragnienie przekazywania wiedzy zostało źle wykorzystane. Przez lata zyskał szacunek wielu rzemieślników i mieszkańców, zaś jako Uczeń i domownik Aulëgo ma ku temu środki.
- Wiem, uczniowie Valarów są szanowani – wtrącił Finarfin – ale co to..
- Stronnictwo Mahtana nie bez powodu ma dwie nazwy. Jest ktoś jeszcze, kto im sprzyja: Nimwen, córka rzemieślnika z Tirionu, a poza tym wybrana na Uczennicę przez samego Manwëgo.
- Co o niej wiadomo? – spytał coraz bardziej zmęczony Fingolfin.
- To uczona chyba niespecjalnie zainteresowana polityką, zajmuje się tłumaczeniem tekstów z języka Valarin i innymi sprawami, w tym nauczaniem. To ona cytując prawa jeszcze z czasów Cuiviénen nadaje mocy słowom „Miejsce króla jest przy narodzie, miejsce męża przy żonie a miejsce ojca przy dzieciach", przypomina bowiem starodawny koncept króla jako ojca swego ludu.
- Ładny mi brak zainteresowania – zauważył Finarfin – jakie postulaty ma owo Stronnictwo?
- I tutaj mamy problem szanowni książęta, bo Stronnictwo nie mówi nic, co pozwala im zarzucić cokolwiek. Mahtan i Nimwen opowiadają mieszkańcom o sile pracy, o szlifowaniu talentów i sami siebie podają za przykład jak daleko można zajść uczciwie pracując i realizując pasje. Opowiadają też o czasach sprzed przybycia do Amanu, przypominając o cieniach z Utummo i apelują o spokój i nie występowanie przeciw Valarom i apelują by zaakceptować ciebie jako króla.
- Zatem to sojusznicy – powiedział Fingolfin – posłuchaj mnie bracie – kontynuował widząc zaciętość na twarzy Finarfina– wiem, że boli cię ich otwarte występowanie przeciw naszemu ojcu, lecz oni tylko powiedzieli na głos co czujemy. Decyzja ojca bardzo nas zabolała i podobnie odczuwa wielu.
Bracia jeszcze przez chwilę rozmawiali, ale nie potrafili znaleźć konsensusu. Słowa wypowiadane przez Stronnictwo, jawne przypomnienie o porzuceniu obowiązków przez Finwëgo otwierały bolesne rany w ich serach. Dlatego pewnie ciężko im było podjąć reakcję, zwłaszcza jeśli obaj głęboko wierzyli i mieli nadzieję, że ojciec wkrótce do nich powróci, lecz Fingolfin postanowił zaprosić do pałacu przedstawicieli Stronnictwa i z nimi porozmawiać.
Xxxxxx
Mahtan ostatnimi czasy coraz mniej pracował w kuźni a coraz więcej rozmawiał z pobratymcami. Część Noldorów opuściła Tirion i ostatnie czego potrzebowali to by pozostali zaczęli wzbudzać bunt. Regularnie pisał do Nimwen z prośbą o przybycie do miasta. Rodzina dziewczyny miała bardzo rozsądnie podejście do spraw i także apelowali o zachowanie spokoju i nie kwestionowanie woli oraz wyroków Valarów. Niestety to ona mogła się powołać na swój status. Owszem przesłanie tłumaczeń ksiąg z przypomnieniem jakie zagrożenia czyhały z okolicach Cuiviénen, czy też poselstwa Valarów wysłanego do elfów na pewno pomagały. Przypomnienie, że na zewnątrz niekoniecznie rośnie zielona trawa i czeka cudny raj na pewno studzi gorące głowy. Ale jednocześnie trzeba kogoś osobiście przemawiającego do ludzi.
Nimwen postanowiła odwiedzać Tirion pod pozorem nauczania. Nie chciała by jej działalność wyglądała na polityczną na pierwszy rzut oka, a już wcześniej odwiedzała Calanona i nauczała młodych Vanyarów. Argument, że pragnie też podzielić się wiedzą z Noldorami brzmiał rozsądnie i wiarygodnie. Nic lepszego nie wymyśliła niestety.
- Miejsce króla jest przy ludzie, ale my lud, jak dzieci winniśmy czekać na króla jak na ojca. Czy mamy go witać kwaśnymi minami? – mówiła.
- Ojciec nas porzucił? Czemu mamy go witać! Chcemy kogoś kto się o nas zatroszczy!
- Król Fingolfin nikogo nie zdradził, tylko wysłuchał woli ojca. Mówienie i występowanie przeciw niemu będzie złamaniem praw i na pewno ściągnie na nas gniew Valarów – mówiła, po czym przygryzając wargę kontynuowała – poza tym dziecko ma jeszcze nauczyciela, piastuna i ich winno słuchać i od nich się uczyć!
- Mahtan był zawsze przy nas i nas słuchał, tak pójdziemy do niego. Ty zaś pani nauczasz nasze dzieci i słusznie przestrzegasz, dobrze skoro zgodnie z prawem Finwë ma być tytularnym królem niech tak będzie, lecz to Mahtan nas prowadzi.
Podobne słowa stanowiły nieomal zapowiedź buntu. Nimwen i kowal wymienili zatroskane spojrzenia. Mieli dość rozsądku by wiedzieć, że jak zaczną naraz nakazywać posłuszeństwo Finwëmu, elfowie poczną słuchać jeszcze bardziej szalonych podszeptów.
Poczęli więc mówić im o pracy, nauce, dzieciach i by ze względu na rodziny nie robili nic gwałtownego. Tak, król wybrał wygnanie na Formenos, ale przecież ich piękne miasto musi funkcjonować nie ze względu na Finwëgo, ale przez budowniczych, którzy wznosili owe mury. „Ciężko pracowaliśmy na nasz dobrobyt, to elfowie jak wy czy mój ojciec wiele dali temu miastu i nie możemy tego zniszczyć niczym rozzłoszczone dziecko. Król podjął decyzję lecz my musimy żyć dalej, dla naszych rodzin i przyjaciół. Finwë odszedł, lecz jego syn przejął obowiązki i winniśmy zaufać nowemu władcy, dać szansę i nie oceniać z powodu czynów ojca".
Stronnictwo Mahtana skutecznie uspokajało. Zarówno Mahtan jak i Nimwen zachęcali do studiów i pracy. Dziewczyna przekonała nawet rodziców by zapraszali gości do swego domu i być może rozmawiali przy wspólnych robótkach i nauczali. Ojciec, spędzający ostatnio sporo czasu z największym kowalem Noldorów, wyraził zgodę nieomal bez wahania. Mahtan należał do grona najbardziej rozżalonych na rodzinę królewską a głównie zięcia, ale nade wszystko nie chciał doprowadzić do rozruchów. Ich rodzina stała się naraz rozpoznawalna w mieście, a fakt, że wcześniej zyskali opinię spokojnych i pracowitych teraz procentowała i nadawała słowom wiarygodności.
Fingolfin i Finarfin słyszeli o grupach rzemieślników organizujących się w większe grupy, zwane cechami. Czy to rzeźbiarze czy hafciarki zbierali się razem, zwykle w domu jednego z nich by wspólnie pracować i nauczać młodych sztuki. Jak tłumaczyli, pracując razem mogą dokonywać wymiany materiałów a także doświadczenia. Zaś dzięki temu ich dzieła będą jeszcze piękniejsze i coraz lepsze, a przecież praca i wykuwanie talentów to cel życia Noldora. Książęta kiwali głowami z aprobatą, zwłaszcza jeśli wysiłki poprawiały ich miasto. Jeśli nawet słowa o doskonaleniu były jawną dewizą Stronnictwa Rzemieślników, nie można im było niczego zarzucić, wszak czyż kowal czy rzeźbiarz nie powinien nieustannie podnosić swoich umiejętności? Nie wiedzieli przecież, że zbierający się na owych spotkaniach coraz bardziej uważali Finwëgo za byłego króla, Fëanora za niebezpiecznego i coraz mniej tęsknili za swym przywódcą. Zresztą o wiele bardziej szanowali i poważali słowa Mahtana, wybitnego kowala i darzyli go zaufaniem, jednocześnie traktowali jako „jednego z nas". Słuchali też Nimwen, która nauczała ich dzieci historii i wielu ciekawostek a pomimo swej rangi podopiecznej Manwëgo, traktowała wszystkich uprzejmie i bez zadęcia. Wzorowała swe zachowanie na Miriel, wciąż wspominanej jako „dobra królowa".
Spotkania między synami Finwëgo a Stronnictwem za czasów Fingolfina przebiegały w spokoju a wręcz przyjaznej atmosferze. Pełniący obowiązki władcy drugi z królewskich synów kiwał głowami słuchając postulatów rzemieślników, jedynie zaciskał zęby słysząc gorzkie słowa pod adresem ojca. Raz po raz do niego pisał prosząc o powrót i informując o nastrojach, lecz nigdy nie dostał odpowiedzi. Skąd mógł wiedzieć, że Fëanor nakazał synom i najbardziej zaufanym przechwycić i kierować wyłącznie do niego wszelką korespondencję? Nikomu nie mówił o listach, chcąc tworzyć wrażenie, że zostali zapomniani na pozostałych terenach.
Nimwen odczuwała zdenerwowanie przed pierwszym spotkaniem z Fingolfinem, lecz opanowała emocje. Szła razem z Mahtanem do pałacu, a przecież na co dzień przebywała z istotami o wiele dostojniejszymi i starszymi niż synowie Finwëgo. Młody król, wysoki, elf o uprzejmej i troskliwej twarzy, wzbudził w niej instynktowną sympatię. Przekonała się, że warto mu ufać. Powitał ich uprzejmie niczym gości i wskazał miejsce na sofie by usiedli. Niedługo potem przyniesiono wino oraz przekąski, by rozpocząć rozmowę.
- Królu Fingolfinie dziękuję za serdeczne przyjęcie – odparła upijając łyk rubinowego płynu.
- Każdy uczciwy elf zasługuje na podobne względy pani – wyjaśnił z uśmiechem, ignorując kwaśną minę brata - Mahtanie – zwrócił się do brodatego kowala – dziękuję wam oboje za uspokajanie emocji wśród mieszkańców. Odejście ojca.. – zaczął – wiesz sam co to dla nas znaczyło.
- Wiem – odparł elf – moja córka poszła za mężem, mając nadzieję dotrzeć do Fëanora, wasz ojciec – westchnął – odszedł co zezłościło wielu. Nie potrzebujemy awantur czy sprzeczek, nic tak nie pomaga na złość jak praca. Irytacja pomaga przy uderzaniu w rudę metalu i daje siłę, kilka uderzeń młota czyni cuda! – zapewniał.
- Vanyarowie z kolei preferują medytacje – wtrąciła Nimwen – dla tych co nie mają sił do równie ciężkiej pracy.
- Każdy coś dla siebie znajdzie – zapewnił Fingolfin – nauczacie elfów, co jest dobrym czynem, lecz słowa na temat mego ojca, króla….
- Byłego króla mój panie– podkreśliła Nimwen – dobrowolnie poszedł na wygnanie i dobrowolnie wyrzekł się tronu, obowiązków i przekazał władzę. Czy mamy go za to chwalić? – zapytała.
- A co córka rzemieślnika może wiedzieć o królewskich powinnościach? – syknął oburzony Finarfin.
- To – odparła lodowato – że nauczam praw i historii, a w żadnej księdze nie jest chwalone gdy król porzuca swój lud dla prywaty. Bycie królem to nie tylko noszenie korony i przywileje, ale przede wszystkim wielka odpowiedzialność i ciężka praca!
- Masz całkowitą rację pani – powiedział Fingolfin piorunując brata wzrokiem – lecz zrozum, że podobne słowa nas ranią jako synów.
- Rozumiem i przepraszam królu za dokładanie ci trosk – powiedziała spokojniej – zdania nie zmienię, lecz zacznę je wyrażać w sposób bardziej taktowny.
Fingolfin tylko skiną głową, dbając by młodszy brat nie miał okazji znowu powiedzieć czegoś zaogniającego dyskusję, nie potrzebowali jeszcze jednej awantury. Rozmawiając z dwójką Uczniów Valarów zdołał osiągnąć z nimi porozumienie i przekonać, że raczej nie przekona ich by zmienili zdanie na temat ojca i Fëanora, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Ale należał do cierpliwych osób, toteż nie nalegał i nie zamierzał nikomu narzucać zdania siłą. Postanowił poczekać i wykorzystać czas, zasób którego im nie brakowało i jak sądzili nie zabraknie nigdy.
Rozmawiał uprzejmie tak w Mahtanem jak i Nimwen, nie mówiąc o niej pogardliwie „córka rzemieślnika", co irytowało i kobietę i siedzącego obok kowala. To Finarfin wyraźnie nie lubił elfki, wyraźnie oburzony faktem, że osoba niskiego pochodzenia popija z nimi i rozmawia, niczym jedna z dam dworu. Fingolfin nie dawał mu okazji by zbyt często wyraził na głos opinie, ale patrzył na Nimwen z dezaprobatą, wyraźnie zadowolony gdy ta reagowała pewną nerwowością.
- Do czego dążysz mówiąc z takim przekąsem o rzemieślnikach? – pytał Fingolfin gdy zostali sami.
- Przypominam tej dziewczynie gdzie jej miejsce – wyjaśnił – żeby córka zwykłego rzemieślnika nauczała o królewskich powinnościach i cytowała nam księgi a ty ją zachęcasz!
- To sojusznicy – przypomniał – kiedy nabrałeś takiej pogardy dla naszego ludu? Każdy czy to myśliwy, rybak, łowca czy książę zasługuje na spokojną rozmowę i dobre traktowanie. Na tym polega nasza rola by słuchać i reagować, ale jak mamy poznać potrzeby naszych, kiedy im zabronimy mówić? Ojciec nas porzucił i tak samo czują nasi pobratymcy. Co chcesz osiągnąć obrażając tę kobietę?
- Nic, poza upomnieniem na które zasłużyła. Z tego co wiem, jej ojciec jest jubilerem i winna znać swoje miejsce jako kobieta niskiego pochodzenia. Nasze rodzinne sprawy nie powinni obchodzić nikogo, co wyjaśniłem mojej żonie.
- Po pierwsze – zaczął surowo Fingolfin – nie tylko nasza, bo gdy król zostawia naród nie jest to tylko kwestia najbliższego otoczenia. Po drugie nie chcę nigdy więcej słyszeć jak mówisz z przekąsem o naszych rodakach, to rozkaz. Po trzecie ta córka rzemieślnika jak wspominasz kąśliwie, jest także Uczennicą Manwëgo a Fëanor i bez twych słów dość go zirytował. My elfowie rządzimy miastem i okolicami, ale on całym krajem i Ardą, więc warczenie na jego podopieczną nic nam nie da i w niczym nie pomoże. Szczególnie jeśli wedle praw i zwyczajów ona ma wiele racji. Ojciec nas porzucił, pokazując jak niewiele dla niego znaczymy.
Finarfin przygryzł wargi, pozornie wyrażając zgodę. Lecz wyraźnie nie cierpiał Stronnictwa i Nimwen, którą witał niechętnie i lodowato. Rozmawiał z Mahtanem ostentacyjnie ignorując elfkę, którą uważał za bezczelną dziewczynę z ludu. Na szczęście Fingolfin miał dość opanowania oraz refleksu by zająć się kobietą i nie doprowadzić do większej awantury. I dopóki mieszkał w pałacu w Tirionie, panował spokój i wydawało się, że najgorsze już za nimi i nadszedł czas pokoju. Jakże się omylił!
Do spotkań dochodziło regularnie, bowiem Fingolfin chcąc utrzymać duch zjednoczenia wśród Noldorów, zapraszał przedstawicieli Stronnictwa na wspólne wyprawy oraz niektóre uczty. Najgłośniej protestował Finarfin, ale reszta rodziny albo zachowywała neutralność lub życzliwość. Jego żona, niezmiernie uduchowiona i łagodna osoba, marzyła by poznać Uczniów Valarów, co stanowiło dla niej rodzaj namiastki przebywania z którymś z Władców. Być może dlatego okazała zainteresowanie Nimwen, z którą mogły porozmawiać w sposób w jaki nie było to możliwe wobec kowala Mahtana.
Finarfin wydawał się wielce niezadowolony z obrotu sytuacji, ale zapewne gniew stanowił odpowiedź na zaistniałą sytuację i fakt, że dzieci wykazywały wielkie zainteresowanie słowami Fëanora. Córka Artanis wyraźnie nie przepadała za wujem, ale głośno mówiła o nadmiernej kurateli Valarów i koniecznej wolności dla elfów, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiecych postaci wśród niezadowolonych. Finarfin nijak nie był w stanie jej przekonać by zaprzestała głośnych protestów, a co gorsze przekonała braci do swego zdania zawsze miała bowiem ogromną charyzmę. Dlatego pewnie książę, mając różne troski w domu, tak ostro reagował na Nimwen, która nazywała wiele spraw dosadnie i po imieniu. Ku jeszcze większej złości Noldora, jego żona Earwëna, będąc przyjaciółką żony Fingolfina poczęła rozmawiać uprzejmie z nieznośną „dziewczyną z ludu" ku dalszej zgryzocie księcia opowiadająca obcej w zaufaniu zdecydowanie za dużo. Przyjaźń z bratową to jedno, ale z „córką rzemieślnika" to inna sprawa. Zwłaszcza jeśli dziewczyna ze zdecydowanie nadmierną gorliwością opowiadała o mądrości i wspaniałości Valarów, przez co mogła rywalizować na tym polu z Vanyarami oraz żoną Fingolfina. Jeśli zamierzały tworzyć kółko uduchowionych wyznawców, czy łaskawie nie mogą iść gdzie indziej? To właśnie wtedy Finarfin uznał Nimwen za bezmyślnie powtarzającą słowa zasłyszane w pałacu, nie zaś samodzielną i niezależną jak na Noldora przystało.
Melkora nie było między nimi i nie mógł siać więcej zamętu między nimi, ale słowa wypowiedziane w złości i nienawiści zostały i sprawy zaczynały powoli przybierać coraz gorszy obrót i wymykać się spod kontroli. Złe słowa nie znikały ot tak po prostu, ale zaczynały żyć własnym życiem i już powoli znikała wiedza o tym kto pierwszy rzucił podejrzenia. Kłamstwa zaczynały wydawać owoce.
Kiedy Stronnictwo Rzemieślników nawoływało do spokoju oraz pozostawienia spraw jakimi są, znacznie większa grupa wyraźnie wspierała ideę opuszczenia cieplarnianych brzegów Valinoru. Ci co ani nie darzyli miłością Fëanora, ani nie uważali obecnego systemu za najlepszy, skupili się wokół młodszych członków rodziny panującej, dzieci Fingolfina i Finarfina. Stronnictwo nie wchodziło im w drogę, ani nie krytykowało, we własnym gronie organizując spotkania oraz wzajemne nauczanie. Dlatego też obie grupy, pomimo różnic żyły zasadniczo zgodnie, wspólnie oceniając zachowanie Fëanora jako niewłaściwie i przesadne.
Xxxxxx
Dla Nerdeneli życie w Formenos było pasmem rozczarowań, ale także i dobrych chwil. Podążyła za mężem na wygnanie dwa mając ku temu powody. Pragnęła zawrócić ukochanego ze ścieżki szaleństwa i zaapelować do lepszej części jego osobowości, oraz mieć oko na swoje dzieci. Jak czas pokazał zawiodła na obu płaszczyznach, bowiem do Fëanora już nie sposób było dotrzeć. Nie słuchał jej, a mówić musiała ostrożnie by nie dostrzegł w niej wysłannika wroga, zaczął bowiem traktować Valarów, wściekły na surowy wyrok. Głośno przeklinał i złorzeczył wszystkim, na czele z bratem, który jak przekonywał ukradł mu tron.
Tej pierwszej nocy, po tym jak powiedziała mu o swej decyzji, chwycił ją na ręce i zaniósł na łóżko. Widziała szczęście oraz radość w oczach Fëanora, co dawało nadzieję że miłość jednak znajdzie miejsce w jego sercu. Kochali się wówczas czule, a jednocześnie nie bez namiętności, jak za najlepszych, pierwszych lat małżeństwa, gdy wszystko było jak należy. Przysięgał na wszelkie świętości, że kocha i jest dla niego ważna, co dawało nadzieję, że ten dawny ambitny, ale też rozważny Fëanor wciąż gdzieś tam tkwi! Niestety nadzieje miały zostać starte na proch.
Dołączenie do nich Finwëgo wprawiło jej męża w ekstazę, a nią samą przeraziła. Wiedziała, że ojca odwiedzają grupy niezadowolonych zaś Mahtan uspokaja ich jak może korzystając ze swej pozycji Ucznia Aulëgo. Nieraz widziała też w ich otoczeniu młodą uczoną, Nimwen przemawiającą w bardzo podobny sposób. Skoro król porzucił swój lud, żonę i dzieci skutki mogą być poważne, Nerdanela nie miała wątpliwości i próbowała rozmawiać z Finwëm. Lecz teść nawet nie chciał słyszeć o powrocie do Tirionu, gdyż smutek po wygnaniu Fëanora kazał mu porzucić wszystko i nie czuł się już królem Noldorów, nie chcąc im przewodzić, tracąc zainteresowanie wszelkimi sprawami poza synem i wnukami. Na szczęści wieści nie dotarły poza Formenos.
- Doceniam Nerdanelo troskę o lud, lecz moje miejsce jest przy moim dziecku. Fingolfin zadba o porządek i nasze rządy w mieście. Zresztą nikt nam nie zagraża! Chodźmy do twych dzieci i nie frasuj się.
Zagryzła wargi by nie odpowiedzieć co myśli o podobnych słowach. Nienawidziła być traktowana niczym bezrozumna istot. Rozumiała i dostrzegała całkiem sporo, a zachowanie teścia budziło niepokój. Najwyraźniej świadomie i dobrowolnie odrzucał wszelkie obowiązki i wyraźnie wspominał, że nie zamierza wracać do Tirionu, lecz zostać w Formenos.
I wtedy odkryła plany męża. O tak, wiele zrobił by ukryć przed nią zamiary czy to z braku zaufania czy też z obawy przed odrzuceniem. Pracował nad zamianą Formenos w przyjemne do życia miejsce, zaś wieczorami odwiedzał jej łoże i na nowo był czuły jak za pierwszych lat ich małżeństwa. Czy dlatego straciła czujność i uznała, że kara być może nieco otrzeźwiła męża.
- Czy na pewno tego chcesz synu? – głos Finwëgo drżał.
- Tak ojcze, Valarowie nas tutaj trzymają siłą, a przecież mamy dość zdolności by sami się rządzić daleko stąd bez nich!
- Ale tam nie jest bezpiecznie, pamiętam cienie – wtrącił Finwë.
- Wtedy byliśmy jak dzieci we mgle. Teraz znamy sztukę obróbki metali, umiemy tworzyć bronie! Sam mówiłeś, że twój przyjaciel tam mieszka. My stworzymy sobie własne królestwo i ani Manwë ani nikt inny nie będzie nam mówił co mamy robić. Niech Valarowie się rządzą w swoim kraju i nic mi do tego. Niech ci z elfów co nie mają ambicji tutaj zostaną, ale ja pragnę być władcą! Ty zaś ojcze jako król ze Śródziemia rozmawiać będziesz z nim jak równy z równym a nie poddany!
- Lecz jeśli Valarowie powiedzą „nie"?
- Wtedy wywalczymy sobie drogę do wyjścia. Nie mają nas prawa więzić, a jak nam odmówią chwycimy za miecze! Jak trzeba będzie zaatakujemy ich ulubieńców, zniszczymy dzieła i zmusimy by wysłuchali!
- Szaa nie tak gwałtownie – prosił Finwë.
Nerdanela nie wiedziała czy bardziej przerażała ją lekkość z jaką jej mąż mówił o zniszczeniu i walce, czy wyraźne poparcie w słowach teścia. Król nie potępiał pomysłów syna, a jedynie proponował bardziej subtelne metody, a raczej bardziej skuteczne. Niemniej jednak najwyraźniej nie widział nic złego w planach ucieczki czy porzuceniu swego ludu. Po prostu jako starszy i bardziej doświadczony wymieniał z synami opinie i podpowiadał.
W pierwszej chwili zamierzała wykrzyczeć mężowi w twarz o sądzi o planach. Wtedy jednak podsłuchała, jak krzyczy na dziewczynę roznoszącą świeżą bieliznę. Nie słyszała słów, ale głos przeraził, zwłaszcza że wcześniej nigdy nie podnosił głosu na nikogo. Mąż naprawdę przestawał panować nad swoim charakterem, a Finwë do cna oślepł na wady syna. Okropna myśl, że jako jedyna dostrzega problemy uderzyła z brutalną siłą. Tym bardziej musiała zostać by chronić mieszkańców przed Fëanorem, nim sytuacja całkowicie wymknie się spod kontroli. Odczuwała rosnące przerażenie, ale córka Mahtana nie ucieknie.
Bywały też dni radości. Czasem razem z mężem i teściem spędzali wspaniałe dnia jeżdżąc po okolicy na koniach. Maglor komponował wówczas swe pieśni, a Maedhros trenował szermierkę. Inni synowie także znajdowali sobie zajęcia i rodzina spędzała prawie normalne chwile. Polubili też Formenos, za ciszę, spokój oraz całkowicie odmienny klimat niż w Tirionie. Mroźna północ miała swoje uroki, zaś tutejsze niebo, chociaż surowe miało w sobie piękno. Nerdanela tęskniła za ojcem i innymi bliskimi w Tirionie, ale pozostali najwyraźniej nie zamierzali wracać nawet kiedy minie czas wygnanie. Także Finwë ku zgrozie elfki zdecydowanie pragnął zostać i już na zawsze zrzec korony oraz zwierzchności nad pobratymcami. Najwyraźniej zaczynał ulegać szaleństwu podobnie jak swój syn, zatracając kontakt z rzeczywistością. Nie trzeba było daru jasnowidzenia by odgadnąć, że czekają ich poważne problemy, a sprzeczka Fëanora i Fingolfina stanowiła jedynie posępny wstęp.
