Zatrzymał się u progu klasy zdyszany. Wziął kilka głębszych oddechów, przekonując się mentalnie by wejść do pomieszczenia. Trzymając rękę na klamce, wypuścił powietrze z płuc, zamykając oczy, szeptał do siebie „ Dalej Malfoy, ty blondynko! Właź tam". Już miał nacisnąć klamkę, gdy drzwi się otworzyły, a w nich stanął …
- Długo miałeś zamiar tu tak stać? – zapytał z lekkim uśmiechem Harry.
Lecz Draco nie odpowiedział, tylko wszedł do klasy z wysoko uniesioną głową. Rozejrzał się dookoła.
Pomieszczenie, jak każde inne było zbudowane z chropowatej, beżowej cegły. W klasie było mało światła mimo tego, iż znajdowało się dużo okien, które wpuszczały blask księżyca. Stanął w jego srebrnej łunie, oglądając obraz za szybą. Widać było za nim Zakazany Las, w którym panowała całkowita ciemność, przeszyta jedynie słabą szarą mgłą . Ten widok przypomniał mu ogród w Malfoy Manor. Tam także był las. Tylko że mniej ponury. Hasały w nim różne zwierzęta, z którymi ostatnio w wieku 11 lat bawił się, biegał. Sarny, Jednorożce, Centaury i Wsiąkiewki… Z tymi zwierzętami spędził swoje, jakże krótkie, ale jakieś, dzieciństwo. Ostatni raz gdy się z nimi widział, był to najgorszy dzień jego życia… I to wszystko przez ojca…
Z rozmyślań wyrwał go dotyk Harry'ego na ramieniu.
- Wszystko gra? – zapytał.
- Tak, oczywiście. Co niby miało by być źle?
- Nie wiem, tak się pytam.- odparł Potter wzruszając obojętnie ramionami i odwracając się do niego tyłem.
W pomieszczeniu zapadła nieprzyjemna cisza. Co miał mu powiedzieć? Zwykłe przepraszam raczej nie wystarczy. Gdy tu biegł tyle słów, zdań kłębiło mu się w głowie. A teraz? Kompletna pustka. Dopadły go okropne poczucie winy i wyrzuty sumienia. To jak się zachował w stosunku do Harry'ego było okrutne. Nie pomyślał nawet jakie to może być dla chłopaka bolesne. Jest prawdziwą, ohydną, wielką świnią. Przeprosi go. Tu i teraz. Nie ważne czy będzie to powiedziane z sensem czy nie. Ważne, że powie iż mu jest przykro!
Wziął głęboki oddech i spojrzał na chłopaka.
- Harry, ja…
- Rozumiem. – przerwał mu Potter, nawet nie odwracając się ku niemu. – Patrz co mam! – wykrzyknął całkowicie olewając, to co Draco chciał powiedzieć. Zamiast tego, poszedł na środek klasy, poczym stanął i … łapał powietrze?
- Co ty robisz? – zapytał zdziwiony blondyn.
- Zaraz zobaczysz – odparł, nadal na niego nie patrząc. Zaprzestając szukania czegoś, wyciągnął różdżkę. – Accio Peleryna-niewidka!
Słychać było świst materiału, by potem Harry mógł się odwrócić z przyzywanym przedmiotem w ręku. Oczom Draco i Pottera ukazało się lustro Ain Eingarp. Stało ono na środku sali, odbijając chłopców. Obicie ukazywało zdziwionego blondyna patrzącego na siebie, a bruneta uśmiechającego się lekko, spoglądając skrycie na niebieskookiego.
- C-co ono tu robi? – zapytał chłopak wciąż zdumiony.
- Sprowadziłem je tu. Zapytałem Dumbledore'a czy jest możliwość bym mógł lustro dostać. Okazało się, że profesor miał je cały czas od pierwszej klasy.
- Ale po co? - odparł z niezrozumieniem blondyn.
- Chce się dowiedzieć jak będzie wyglądać moja przyszłość oraz o czym głęboko w sobie marzę… Nigdy cię nie gnębiło pytanie „jakie będzie moje życie kiedyś"? Mnie zawsze. I dziś się tego dowiem. Ty także. – odpowiedział mu Potter, całkowicie poważnie, patrząc się wprost w swoje odbicie. Po chwili ciszy odwrócił się do niego przodem. Spoglądał na niego z jakąś dziwną iskierką w oku. By w końcu rzucić: - Ty pierwszy.
Blondyn spuścił lekko głowę, drapiąc się po niej, by potem skinąć twierdząco. Podszedł wolnym krokiem do lustra, wahając się przed spojrzeniem w nie. Lecz przełamując się, podniósł głowę. Przez chwilę widział tylko siebie, Harry odszedł tak by mu nie zawadzać, aż tu nagle w odbiciu, obok niego, stanął… Sam Potter.
Byli na jakimś ciemnym korytarzu, rozświetlonym przez tylko jedną pochodnię. To było przejście koło jego portretu, prowadzącego do komnat prefekta. Byli na nim sami. Harry trzymał go za poły bluzy, a on stał tak z beznamiętną miną. Brunet coś mówił, lecz w odbiciu nic słychać nie było. W końcu zielonooki pociągnął go za bluzę, złączając ich usta w namiętnym pocałunku… Aż tu nagle obraz zniknął i Draco znów widział tylko siebie.
Malfoy oglądał to wszystko z kamienną miną, lecz w środku zawzięcie analizował wszystko. Wyciągnął rękę przed siebie chcąc dotknąć tafli lustra, ale uznał w końcu, że to bez sensu. Za to odwrócił się do Harry'ego. Tam ten zrozumiał i zamienił się z blondynem miejscami. Stanął przed lustrem z powagą. Draco obserwował go w milczeniu. Na początku Potter starał się zachować powagę, lecz na jego twarzy pojawiły się rumieńce a jego pożądliwy wzrok skierowany był na lustro. Nie odrywał go choćby na chwile. Po chwili scena w zwierciadle się skończyła i Harry odszedł pośpiesznym krokiem od niego. Chwycił leżącą na ziemi pelerynę-niewidkę i ruszył w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Draco szybko się zreflektował co chłopak ma zamiar zrobić i przeszkodził mu w tym, łapiąc go za ramię. Odwrócił go twarzą do siebie, patrząc na niego z powagą.
- Gdzieś idziesz? Mieliśmy omówić to co widzieliśmy, nieprawdaż?
Harry rozglądał się wszędzie, by tylko nie patrzeć na Ślizgona.
- J-ja m-mam coś do załatwienia. – odpowiedział pośpiesznie.
- Tak nagle, Harry? – zapytał podejrzliwie, podchodząc do niego o krok bliżej.
- Tak! – krzyknął i już chciał wybiec, ale blondyn go powstrzymał. Zacisnął bardziej rękę na jego ramieniu, by potem złapać go za nadgarstki i przysunąć chłopaka jeszcze bliżej, tak że czuł jego oddech na ustach. Patrzył na jego wargi i mówił:
- To jest najgłupsza wymówka jaką słyszałem, Potter. Domyślam się co widziałeś w lustrze . Tylko nie chcesz się przyznać co to było. Powiem ci co widziałeś. Byłem to ja i ty. Razem. W tej chwili. A dokładniej robiliśmy…
Nie dokończył gdyż przybliżał twarz do Harry'ego. Był już tak blisko… Jeszcze tylko kilka centymetrów… Już miał dotknąć jego gorących ust, gdy… Gdy Wybraniec tak po prostu wyrwał mu się z uścisku.
- J-ja ja nie mogę Draco… Przepraszam…
Powiedział i wybiegł z sali, zostawiając chłopaka samego.
CDN
Koniec części 10 …
