Wiem, długo mnie nie było. I wiem, że ten rozdział nie jest wart tak długiego czekania. Ale mam już pomysł na kolejny i postaram się go dodać koło 4 stycznia.

A tym czasem Szczęśliwego Nowego Roku ;)


- Powinnam powiedzieć Ci to wcześniej – wyznała Caroline odwracając się do Klausa z poważną miną, kiedy dotarli do drzwi domu jej matki – mama ma w domu broń

W odpowiedzi mężczyzna uśmiechnął się i gładząc policzek kobiety odarł:

- Nie martw się kochanie – po czym całując ją lekko w usta dodał – Wiesz przecież, że kobiety nie są w stanie mi się oprzeć

Nie przestając się uśmiechać położył swą lewą dłoń na brzuchu blondynki .

- Tutaj mamy na to najlepszy dowód

Nim Caroline zdążyła coś odpowiedzieć , otworzyły się drzwi i w progu stanęła jej matka.

- Caroline nareszcie jesteś!

- Mamo!

Kobiety wpadły sobie w ramiona nim, nim Klaus zdołał chociaż mrugnąć. Nie czując się jednak dobrze w roli osoby ignorowanej po kilku minutach biernego przyglądania się mężczyzna zaczął chrząkać, by zwrócić na siebie uwagę dwóch blondynek.

- Przepraszam, zapomniałam Was przedstawić – zreflektowała się Caroline – Mamo, to jest Klaus Mikaelson, Klaus to jest…

- Witaj Elizabeth – przerwał kobiecie

- Mówiłam, żebyś mówił do mnie Liz – odparła starsza z kobiet kładąc ręce na biodrach i udając zagniewaną

Caroline przewróciła oczami obserwując rozgrywającą się przed nią scenę, po czym zwracając się matki powiedziała:

- To bezcelowe. Klaus nigdy się tak o Ciebie nie zwróci. Ma fioła na punkcie wymawiania pełnych imion – widząc zdziwione miny pozostałych dla wyjaśnienia dodała - Do mnie ani razu nie powiedział Care. Woli Caroline i używa do tego, tego swojego akcentu, od którego dostaję gęsiej skórki. Czasami mam wrażenie, że robi to właśnie po to… - kobieta zatrzymała potok słów płynący z jej ust, kiedy uświadomiła sobie pewną rzecz – Chwila! Skąd wy się w ogóle?… Jak?… Kiedy? – układając w swojej głowie różne scenariusze Caroline jedno tylko wiedziała na pewno- kto za tym stał - Klaus! Coś ty zrobił?!

- Wejdźmy do domu – powiedziała Liz otwierając drzwi na oścież i gestem zapraszając gości do środka


- Nadal czekam na wyjaśnienia – powiedziała pełnym złości głosem Caroline, popijając swoją ulubioną gorącą czekoladę słodzoną cukrem waniliowym i zajadając się przy tym piankami

- Elizabeth, czy Caroline zawsze była taka niecierpliwa?- dopytywał Klaus

- Nie jestem i nigdy nie byłam niecierpliwa – odparła przez zaciśnięte zęby blondynka

-Oj, tak – potwierdziła Liz, nie zważając na słowa wypowiedziane przez swą córkę

- Mamo!

- Ale to prawda córeczko. Pamiętasz jak kiedyś wyrzuciłaś przez okno…

- W porządku! Może jestem trochę niecierpliwa. Ale nie próbujcie zmieniać tematu. Chcę się dowiedzieć gdzie i w jakich okolicznościach się poznaliście. TERAZ.

- Klaus zgłosił się do mojej firmy, abym pomogła mu w poszukiwaniach domu – wyjaśniła Liz

- Ale Klaus nie potrzebuje domu. Ma fantastyczny apartament w Nowym Yorku. Poza tym w pobliżu nie ma domu, który zdołał by sprostać jego wymaganiom. No chyba że posiadłość Youngów. Ale tego nie można nazywać domem. To prawdziwy pałac – stwierdziła Caroline

- Pójdę sprawdzić co z kolacją – powiedziała starsza z kobiet po czym udała się w pośpiechu do kuchni, zostawiając parę samą.

Blondynce wystarczyło jedno spojrzenie na unikającego jej wzroku i uśmiechającego się przy tym Klausa, by domyślić się prawdy.

- O Mój Boże, kupiłeś ten dom – wyszeptała Caroline

- Przed chwilą powiedziałaś, że to nie jest dom – Klaus, który sprawiał wrażenie wyraźnie rozbawionego spojrzał wreszcie na kobietę

- Kupiłeś go czy nie? – koniecznie chciała dowiedzieć się blondynka

- Tak – odparł mężczyzna i czekając na reakcję Caroline upił kolejny łyk czekolady, na jego gust zbyt słodkiej

- Ale dlaczego?

- Bo mogę.

- Ale dlaczego ten dom?

- To podobno nie jest… - Klaus ponownie chciał przytoczyć słowa blondynki, ale widząc jej rozgniewaną minę postanowił odpowiedzieć na pytanie – Bonnie powiedziała, że ten dom to spełnienie Twoich marzeń, więc postanowiłem Ci go sprezentować.

Do Caroline dopiero po chwili dotarły słowa mężczyzny, a po kolejnej była w stanie mu odpowiedzieć.

- Sprezentować? Dom Youngów?

- Tak – odparł swobodnie mężczyzna, jakby ofiarowanie komuś domu było czymś najnormalniejszym na świecie

- Nie możesz podarować mi domu! – powiedziała Caroline odstawiając z hukiem kubek a stół i wstając

- Dlaczego? – zapytał szczerze zdziwiony Klaus

- Bo to jest DOM! – wykrzyczała kobieta

W odpowiedzi Klaus wzruszył jedynie ramionami i ponownie upił trochę czekolady.

- A tak właściwie to co powiedziałeś mojej mamie? – chciała się dowiedzieć Caroline

- To znaczy? – spytał mężczyzna nie rozumiejąc o co chodzi

- Jak jej wyjaśniłeś nasze relacje? Dlaczego nie zdziwiła się widząc nas dzisiaj razem? Powiedziałeś jej, że jestem… – dociekała kobieta

- Nie. Powiedziałem, że zastępuję mojego brata na stanowisku prezesa firmy i że jesteś teraz moją asystentką

- I co jeszcze?

- Że zawsze bardzo ciepło mówiłaś o swoim rodzinnym mieście, więc chciałem je obejrzeć i jeśli znalazłoby się coś odpowiedniego kupić tu dom.

- I … - nie odpuszczała kobieta

- Że skoro nie podoba Ci się wystrój apartamentu, w którym obecnie mieszkamy, dobrze by było, gdyby dekoracją wnętrz tego domu zajął się ktoś kto bardzo dobrze zna Ciebie i Twój styl

- Nigdy nie powiedziałam, że nie podoba mi się…

- Powiedziałaś, że mieszkanie jest zimne i że bardziej przypomina gabinet niż dom

- Tak, ale… Czekaj powiedziałeś mojej mamie, że razem mieszkamy? Dlaczego? – zapytała gniewnie kobieta

- Bo ty tego nie zrobiłaś – odparł na to spokojnie Klaus

- Ale miałam taki zamiar!

- Caroline, minęły już 3 tygodnie. Miałaś wystarczająco czasu, aby jej o tym powiedzieć.

- Kiedy?

- W czasie tych 3 tygodni – odpowiedział mężczyzna

- Nie o to pytam. Kiedy jej o tym powiedziałeś? – dokończyła pytanie blondynka

- W środę, kiedy przyleciałem obejrzeć dom

- Przyleciałeś, obejrzałeś i podpisałeś papiery tego samego dnia?

- Właściwie to mam pojechać do tego domu dzisiaj po kolacji, aby dopełnić formalności. I w związku z tym, chciałem zapytać czy zgodziłabyś się mi towarzyszyć.

- Jak miło, że pytasz – odparła słodko Caroline, po czym dodała gniewnym tonem – odpowiedź brzmi NIE!

- Czytałem gdzieś, że w czasie ciąży hormony kobiety szaleją – odparł na to z uśmiechem Klaus

- Jak zareagowała mama, kiedy dowiedziała się, że mieszkam u Ciebie? – zapytała blondynka

- Cóż, na początku wydawała się zszokowana. Ale używając swojego nieodpartego uroku przekonałem ją, że jestem najlepszym, co mogło się przydarzyć jej córce.

- Jesteś niemożliwy – powiedziała przewracając oczami kobieta

- Pojedziesz ze mną podpisać papiery? – zapytał ponownie mężczyzna

- Nie – odpowiedziała tym razem bez przekonania Caroline

- Wspomniałem, że dostałem już klucze od stajni? – kusił Klaus, wiedząc od Bonnie, że konie to jedna z największych miłości Caroline

- Nie grasz fair – odparła blondynka

- Wiem kochanie. I nie zamierzam. Ani teraz ani nigdy.