AUTORKĄ TEGO FF JEST CUPCAKERIOT!

POSIADAM ZGODĘ NA TŁUMACZENIE!

Link do oryginału:

www(kropka)fanfiction(kropka)net/s/7724528/1/Magnetic

Link do profilu autorki:

www(kropka)fanfiction(kropka)net/u/3156624/cupcakeriot


ROZDZIAŁ 10

If you could envision | gdybyś mógł zrozumieć
The meaning of a tragedy | znaczenie tragedii
Ooh, you might be | ooch, mógłbyś być
Surprised to hear it's you and me | zaskoczony słysząc, że to ty i ja

~ Christina Perri

Duże dłonie obejmują mój niewielki ciążowy brzuch, a palce głaszczą delikatną i bladą skórę. Edward przyciąga mnie do swojej klatki piersiowej, wprawiając tym samym w dobre samopoczucie.

Oczywiście, miałam poranne mdłości – dolegliwość, która występuje u kobiet w ciąży.

Jednak na Ziemi, gdzie ciąża trwała dłużej, nudności były łagodne w przeciwieństwie do tego, czego doświadczałam. Nawet podczas samego oddychania mój brzuch buntował się. Chce mi się pić, ale myśl o wodzie – bądź czymkolwiek w moich ustach – sprawia, że jest mi niedobrze.

Edward nie wiedział co robić. Jego dłonie, równocześnie gładkie i chłodne, powodowały, że było mi niewiarygodnie gorąco oraz niewygodnie, chyba, że znajdowały się na moim brzuchu.

Z przepraszającym wyrazem twarzy był zagubiony w tym co powinien zrobić. Wyraźnie i jasno chciał ulżyć moim dolegliwościom bez równoczesnego pozbywania się w ciąży.

Nieprawdopodobnie słodko.

Żadnymi sposobami nie mogłam uspokoić rozszalałego żołądka. Rozkoszowałam się każdym posiłkiem, który organizm starał się przyswoić.

Stworzyliśmy życie.

Minęły dwa dni odkąd dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży; sześć dni od mojej cieczki i zdumiewających kolców zagłębionych w moich drogach rodnych.

Trzy dni, od momentu, gdy Edward opowiedział o podsłuchanej kłótni jego rodziców.

Jeden dzień, gdy Królowa – z życzliwym spojrzeniem i uosobieniem – przyszła uprzedzić mnie o szybkim rozwoju ciąży oraz o niekomfortowych i intensywnych aspektach, które mogły nie być oczywiste na Ziemi. Myślałam, że będę w stanie przewidzieć wszystko cokolwiek by nie miało nadejść.

Byłam w błędzie.

Czułam delikatne trzepotanie w brzuchu, kiedy Edward całował skórę na moim rosnącym, ciążowym brzuszku. Nie tęskniłam za płaskim brzuchem.

Wraz z trzepotaniem nudności zawładnęły moim żołądkiem, więc wiercąc się, skryłam swoją twarz pomiędzy barkiem, a szyją Edward - w miejscu, gdzie jego zapach jest silniejszy.

- Gdzie są zioła, które przyniosła twoja matka?

Królowa poświęciła swój czas na zebranie i przygotowanie mieszaniny ziół, które miały być parzone w gorącej wodzie, jako herbata – domowe lekarstwo, którego używały Leumiańskie kobiety od bardzo dawna.

Edward ostrożnie odsunął się ode mnie i owinął futrami moje podatne ciało, zanim szybko wyskoczył i czym prędzej przyrządził napar. Zapach ziół jest silny – niemal zbyt silny.

Jednak gdy kontynuuje wdychanie silnego zapachu, odnajduję wewnętrzny spokój. Moje ciało reaguje instynktownie, jakby wiedziało skąd dokładnie pochodziły zioła. Najwidoczniej jest we mnie jakaś zakorzeniona reakcja, która reaguje na styczność z leumiańską tradycją.

Na szczęście herbata smakuje znacznie lepiej niż pachnie i z łatwością uspokaja wzburzony żołądek.

Wydaje się, że nasze dziecko lubi herbatę, ponieważ całkowicie uspokaja się. Kiedy Edward nie może dłużej wyczuć maleńkich drgań, marszczy brwi.

Byłam zszokowana, że tak szybko jest w stanie wyczuć ruch dziecka, kiedy jest ono jeszcze malutkie. Jednak Królowa szczegółowo opowiedziała mi o leumiańskiej ciąży.

Nie będę miała więcej niespodzianek.

Właśnie teraz dziecko szybko rozwija się we mnie. To co dzieje się podczas siedmiu miesięcy na Ziemi, na Leuminum następuje w ciągu jednego miesiąca. Pozostałe dwa miesiące mają być zapewnieniem, że dziecko po urodzeniu będzie na tyle silne, że będzie w stanie samodzielnie żyć. Wszystko więc wskazuje, że w przeciągu jednego miesiąca mój brzuch z całkowicie płaskiego zmieni się na kompletnie zaokrąglony.

Tak inny.

Zastanawiałam się, czy ciąża mojej matki była podobna.

I właśnie wtedy w mojej głowie pojawia się głośna i nagląca myśl, która powoduje, że moje gardło zaciska się.

Mój ojciec wiedział.

Wiedział, że moja matka była Leumianką, wiedział, że jestem półkrwi. Jestem pewna, że wiedział co wydarzy się, gdy mnie tu wyśle.

Jest mi niedobrze, gdy uświadamiam sobie zasięg manipulacji mojego ojca.

Polityka.

Nigdy ojca.

Moja głowa opada do tyłu i nawiązuję kontakt wzrokowy z Edwardem, gdy szepczę moje przerażone podejrzenia. – Co jeśli Król miał rację?

Nudności różnią się od tych, które towarzyszą z powodu ciąży, a impulsy elektryczności na mojej skórze, jak i w centrum umysłu sygnalizują nasilenie się mojego niepokoju.

Edward uspokajająco głaszcze moje krótkie włosy. – To niczego nie zmienia. Jesteśmy połączeni. Ty i nasze dziecko jesteście bezpieczni.

- Ale jeśli odgrywam rolę w planie –

- Zajmiemy się tym, gdy nadejdzie czas.

Edward brzmi twardo i na pewnego siebie.

Jak Książę, którym jest.

Nagle zmienia temat, ześlizguje się z łóżka i wyciąga eleganckie pudełko spod wyjątkowo puszystego futra.

- To dla ciebie – uśmiecha się, całując moją szczękę otwartymi ustami.

Biorę płaskie pudełko, zaskoczona jego ciężarem. – Co to jest?

- Tradycja.

Rzucam na niego okiem, podnosząc brwi do góry.

- Na Leuminium tradycją jest, że samiec podczas ciąży swojej samicy, jako matce swojego dziecka, podarowuje jej, jako prezent, szczególnego rodzaju kamień. Najczęściej pierwszy kamień jest szlifowany, jako element biżuterii. Otwórz – Edward szturcha mnie, nie mogąc powstrzymać szerokiego i odsłaniającego kły, uśmiechu na twarzy.

Zmuszam wzrok do oderwania się od jego twarzy i spoglądam na pudełko spoczywające w moich rękach.

Otwieram je.

Z trudem oddycham.

Łańcuszek jest krótki i delikatny, srebrny, lecz nieco ciemniejszy, jak pochodzący ze starożytności stop cyny z ołowiem. Czuję procentowy ciężar metalu na łańcuszku – oraz sporą wagę samego kamienia.

Nazywanie tego kamieniem jest niemal obraźliwe. To skarb – srebrny na środku i przechodzący w inne kolory, jak odwracam pudełko – każdy kąt prezentuje inny kolor, bardziej fascynujący od poprzedniego.

- Nazywamy go lormaline – mówi, podnosząc łańcuszek z pudełka i wkładając mi go przez głowę. Kamień dobrze dopasowany spoczywa na środku moich piersi, a ciepły ciężar zdaje się rozbudzić małe dziecko w moim łonie.

Dziecko porusza się, jakby próbowało znaleźć się bliżej lormaline. Mówię o tym Edwardowi, a on kiwa głową.

- Kamień wpływa na dziecko – potwierdza, jego ręka ponownie wędruje w dół, aby znaleźć się na moim nagim brzuchu.

Nie zadawałam sobie trudu, aby się ubrać – ponieważ Edward nalegał na obserwowanie rozwoju naszego dziecka.

Nie przejmowałam się tym, oraz nie mogłam mu odmówić widząc błagający wyraz twarzy. To było jego, nasze, pierwsze dziecko. Był podekscytowany rolą ojca; podekscytowany obserwowaniem zmian zachodzących w moim ciele, jako bezpośredni rezultat naszego zachowania.

Nigdy nie będę potrafiła mu odmówić.

Moje palce delikatnie dotykają klejnotu. Przy każdym kontakcie moje palce napotykają kojące iskry. Czuję się związana z kamieniem i odczuwam pewną znajomość, chociaż z tego co wiem, nigdy wcześniej nie przebywałam w pobliżu lormaline.

Mój umysł kolejny raz analizował zawartość metalu, a w tym samym czasie unosiłam brwi ku górze. – Do czego jest jeszcze wykorzystywane lormaline?

Palce Edwarda kontynuują bezmyślą wędrówkę na moim brzuchu. - Lormaline jest bardzo ważny na Leuminum – zaczyna poważnym głosem. - Wierzę, że ludzie mają kopalnie węgla, prawda? Leumianie wydobywają lormaline drążąc bardzo głęboko w skałach i przeczesując naturalne źródła . Lormaline w naturalnych warunkach jest wydobywany w postaci cienkich tafli, ale odpowiednio przetworzony może zostać użyty, jako źródło energii. W rzeczywistości, cała energia w pałacu pochodzi od lormalińskich płyt. Kamień, jak jestem przekonany, że możez stwierdzić, zawiera ogromne pokłady energii. Jedna z nich uspokaja kobiety w ciąży oraz ich dzieci.

Kiwam głową, chłonąc wszystkie łagodnie wypowiedziane fakty.

- Nie wiedziałam, że na Leumium jest tyle źródeł energii.

Edward zatrzymuje dłoń i patrzy na mnie. – Chronimy te informacje.

Oczywiście.

Nagle brak informacji na temat Leumin zaczyna mieć sens i wraz z powiększającą się dziurą w brzuchu, zaczynam zastanawiać się, czy leumiański sekret nie został kiedykolwiek zdradzony.

Czy moja matka ufała wystarczająco mojemu ojcu, aby ujawnić mu najbardziej skrywany sekret na jej rodzimej planecie?

Miałam nadzieję, że nie.

- Leumianie potrafią również kontrolować lormaline – Edward mówi.

A potem, gdy pozwalam by dotarł do mnie sens jego słów, lormaline unosi się dookoła mojej szyi, a następnie szybuje nad głową; w tym samym czasie ręka Edwarda unosi się i wolno kieruje unoszącym się kamieniem, który płynnie porusza się po całej komnacie.

Oczywiście dziecko awanturuje się nerwowo trzepocząc w moim brzuchu, gdy lormaline coraz dalej oddala się. Po zauważeniu nagłego napięcia na mojej twarzy, Edward pospiesznie oddaje naszyjnik.

Kiedy ciepły klejnot leży z powrotem na mojej klatce, szepczę moje zdziwienie. – To było niesamowite.

Edward zmarszczył czoło, podobnie do ziemskich mężczyzn, kiedy unoszą brew. Brak owłosienia na twarzy, uwydatniły jej wyrazistość. – Robisz dokładnie to samo, Bello.

Nieznacznie rumienię się. Zgadza się, również to robię, w pewnym stopniu. Być może moja zdolność kontrolowania metalu – oraz lormaline o wysokiej zawartości metalu – pochodzą od mojego leumańskiego dziedzictwa.

Myśl ta jest pocieszająca, jakby tajemnica została w końcu wyjaśniona. Mój drugi talent zawsze burzył spokój moich myśli. Czułam się prawie, jakby z moich ramion został zdjęty ciężar, a mój umysł miał o jedną troskę do zmartwienia mniej.

Ostatecznie Edward niechętnie opuszcza nasz pokój – albo naszą komnatę, jak ją nazywa – aby znaleźć dla nas jedzenie. Nie ufa żadnemu ze służących. Dodatkowo, najwyraźniej była to kolejna niepisana tradycja według której, mężczyzna troszczył się o specjalne jedzenie dla swojej samicy. Leumianie wierzyli, że jedzenie spożyte podczas ciąży wpływa na siłę oraz umysłowe zdolności dziecka. Nie uważałam by ta teoria była dziwna, ponieważ ziemskie kobiety myślały identycznie.

Z lormaline spoczywającym na szyi, wystarczająco ogrzaną skórą by wytrzymać panujący chłód, który odczuwałam od momentu zajścia w ciążę, nie czułam się już dużej zmęczona, niż miało to miejsce zanim Edward podarował mi kamień.

Zastanawiałam się, czy Leumianie zdają sobie sprawę, jak wiele zastosowań ma lormaline.

Jako, że nie byłam już zmęczona, mój umysł zaczął swobodniej funkcjonować. Bardzo szybko pokusa, aby stanąć na nogi stała się nie do zniesienia. Zawsze byłam aktyną osobą, poruszającą się na własnych nogach. Może będę w stanie przypisać tę cechę mojemu leumiańskiemu pochodzeniu.

Ostrożnie wstaję, naciągając na siebie jedwabiście gładkie szaty – jasnoniebieski rąbek unosi się wokół moich stóp i pląta się między nogami przy każdym robionym kroku. Rękawy rozszerzają się i są za długie. Być może jest to jedyny strój Leumianek, który umożliwia im zakrycie ramion. Edward powiedział, że to dlatego, ponieważ nosiły go samice w ciąży.

Mój umysł wciąż nieznacznie reaguje na dotyk lormaline na skórze, a sam klejnot prowokuje do użycia mojej drugiej zdolności.

Nie mogłam się oprzeć.

Automatycznie, na rozgrzewkę, zajęłam się metalowymi przedmiotami, które były rozmieszczone w całym pomieszczeniu. Kontrola szybko powróciła, chociaż dawno już nie używałam telekinezy.

Ciężki skład zawartości lormaline szydził sobie ze mnie.

To wyzwanie.

Skupienie całej uwagi na klejnocie było łatwe.

Niestety, nie poruszyłam choćby na ćwierć cala kamienia na mojej klatce.

Nigdy nie zetknęłam się z tak ogromną ilością metalu w tak małym przedmiocie. Lormaline składał się z lekkiego metalu, a sama stal była tym, czym najbardziej zmagałam się na Ziemi.

Marszczę brwi, myśląc o tym, z jaką łatwością Edward manipulował lormaline.

Najprawdopodobniej utrudniała mi to pół-ludzka krew.

Mimo to, koncentruję się dalej. Wywieram nacisk, który powoduje ból głowy i prawie nerwowe trzepotanie skłania mnie do zaprzestania. Dziecko wie, że nadwyrężam się.

Tak jak i Edward.

- Co robisz? – Edward żąda, pędząc przez pomieszczenie z mocno zaciśniętą szczęką, jego dziwne włosy podniosły się do góry na jego anielskiej głowie.

Nigdy nie widziałam go takiego rozzłoszczonego.

Jego wysunięte kły wywierają silny nacisk na dolną wargę.

- Starasz się zranić?

Natychmiast czuję się winna. Nie myślałam i nie byłam sobą. Zawsze przed podjęciem decyzji analizowałam wszystko, jednak nie tym razem.

Byłam egoistką.

- Przepraszam – szepczę, czując napływające do oczu łzy.

Twarz Edwarda łagodnieje i przyciąga mnie blisko do swojej klatki piersiowej, przesuwając swoją dłonią w dół ku mojemu brzuchowi i głaszcze go, w miejscu, gdzie pomiędzy nami dziecko wierci się. – Wiem. Ale nigdy ponownie tego nie zrobisz – rozkazuje i milknie. – To niesprawiedliwe. Nigdy nie zrobisz tego ponownie sama – zmienia zdanie, przebiegając dłonią po krzywiźnie moich pleców. – Nie chcę, aby którejś z was stała się krzywda.

- Nie myślałam. Po prostu tęskniłam…

- Zrozumiałe. To duża część twojego życia. Ale to również niebezpieczne, ta'jema.

Czuję, że mrużę brwi na dźwięk jego dziwnych słów. Staram się naśladować dźwięk, ale nie potrafię rozciągnąć sylab w sposób, w jaki zrobił to Edward.

Edward fuka ze śmiechem i powtarza słowa.

- Co to znaczy?

- To stary Leumiański – odpowiada, kierując nas do łóżka, gdzie odłożył tacę z jedzeniem. – Oznacza pożądanie lub miłość. Ta'jema.

Uśmiecham się. – To bardzo pięknie.

Edward dotyka palcem mojego nosa. – Jesteś bardzo piękna. I nasze głodne dziecko.

Ściąga z tacy przykrywkę, a moje oczy szeroko rozszerzają się z powodu różnorodności zapachów, kształtów oraz kolorów.

- Szef kuchni radził mi przynieść wiele jedzenia, ponieważ kobiety mają często zachcianki ciążowe.

Kiwam głową z roztargnieniem, zgadzając się z nim w milczeniu, ponieważ z nieznanego powodu kawałek fioletowego owocu, z przypominającą pióra skórką, wyglądał przepysznie. Sięgnęłam po niego i podobnie, jakbym jadła owoc już wcześniej, sprawnie ściągnęłam pióra.

To nie był owoc, jak Edward wytłumaczył później po zjedzeniu przeze mnie czterech okazów. To było warzywo z nasionami. Porównałam go do dziwnego pomidora, chociaż był bardziej kwaśny, niż słodki.

Po zjedzeniu poczułam, że nagłe zmęczenie wygrywa z moim ciałem i uległam głębokiemu snu – ciało Edwarda owinęło się wokół mnie, osłaniając mnie od powietrza i światła.

Śnię o dziecku z psotnymi, turkusowymi oczami, jasną karnacją i włosami wpadającymi kolorystycznie w miedziane włosy ojca. Dziecko jest piękne. Po przebudzeniu czuję, że dziecko rosnące wewnątrz mnie ukazało moment z przyszłości.

Edward niezwykle niechętnie wypuszcza mnie z naszych komnat, po moich naleganiach, ponieważ tęskniłam za Rosalie i Alice. Obydwie próbowały odwiedzić mnie dwa dni temu, ale Edward odesłał je, warcząc coś zacięcie i nie pozwalając im wejść do pokoju by mnie zobaczyć.

Nie mogłam być na niego zła.

To leumiańskie zachowanie.

Po wejściu do sali tronowej, gdzie posiłek został ustawiony na długim stole, Królowa i jej córka uśmiechały się do mnie szeroko. Sukienka, którą miałam na sobie całkowicie maskowała mój brzuch pomiędzy fałdami materiału, ale Królowa już wiedziała o ciąży. Zakładam, że podzieliła się nowiną z Rosalie.

Jednak nie poinformowała swojego męża.

Czuję jego gniewne spojrzenie na naszyjniku spoczywającym na mojej szyi, zanim słyszę rozwścieczony ryk.

Chwilę później moich uszu dociera brzdęk talerzy i krzeseł.

W następnej chwili ręce Edwarda ciągnął mnie i znajduję się za nim, dociśnięta do pleców, a jego ciało napina się, a głuche warknięcia uciekają z klatki piersiowej.

- Ona nosi demona! – Król krzyczy. Słyszę, że szarpie się i zakładam, że Jasper z Emmett'em powstrzymują go, chociaż nie miałam czasu by dostrzec ich obecność w pomieszczeniu. To muszą być oni, ponieważ są jedynymi Leumianami wystarczająco odważnymi i silnymi, by walczyć przeciwko Królowi, w momencie kiedy Edward mnie ochrania. Służba jest zbyt przerażona.

Moje ciało drży z niepohamowanego strachu w odpowiedzi na słowa, ramiona w ochronnym geście otaczają brzuch i kuląc się, dociskam czoło do pleców Edwarda.

Ochraniam swoje dziecko.

Czuję energię przenikającą przez skórę i nerwowe drganie w mózgu, które zmusza mnie do poruszenia metalowymi przedmiotami. Nie jest to idealny czas, aby ujawnić Królowi moje umiejętności.

- Carlisle! – Królowa płacze przerażona. Słyszę ostro wymierzony policzek i mogę niemal zobaczyć jej dłoń policzkującą Króla, ponieważ całe pomieszczenie wypełnia cisza. Po tym wszystkim znowu dociera do mnie wściekły głos Królowej. – To jest nasz wnuk. Malutki książę. Maleńka księżniczka. Nigdy nie powiesz tego ponownie.

- Będę mówił co będę chciał!

- Bella ma większe prawo do tronu niż ty – Królowa deklaruje zimnym głosem.

Król syczy.

Rozważam jej słowa. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że technicznie, mam większe prawo do objęcia tronu, niż rodzina Edwarda. Nie chcę tej władzy, ale jest we mnie. W mojej krwi.

Nie muszę niczego się lękać ze strony Króla.

Zdanie sobie z tego sprawy powoduje, że prostuję się, zaciskam wargi i nie chowam się dłużej za plecami Edwarda. Robię obok niego krok do przodu, analizując rozgrywającą się przede mnie scenę.

Dłoń Królowej jest wciąż podniesiona, a policzki Króla wściekle czerwone. Jasper i Emmett przetrzymują go w mocnym uścisku.

Cień dotyku palców Edwarda muska moje ramię.

Robię następny krok w stronę Króla, czując iskry elektryczności swobodnie przenikające przez moją skórę. Jeśli tylko go dotknę, powalę go na podłogę i nie będzie mógł się ruszyć przez następną godzinę. Kurczowo palcami trzymam suknię.

- Nie chcę twojego tronu – mówię cicho, ale powoli, więc wyraźnie mnie słychać. – Chcę żyć z moim samcem w spokoju. Nasze dziecko urodzi się i będzie mieć spokojne życie i będzie szanowane. I – wstrzymuję, pozwalając energii na mojej skórze na wzmocnienie się, dopóki nie czuję, jak moje włosy unoszą się do góry z dala od mojej twarzy – jeśli skrzywdzisz moje dziecko, to ja skończę z tobą.

Król rozszerza oczy. – To zdrada!

Wysuwam podbródek do przodu i stawiam kolejny krok do przodu. Wzdryga się. – Nie. Jak twoja Królowa uprzejmie zauważyła, mam większe prawo do tronu. Będę bezpieczna od oskarżenia.

Obserwuję, jak zrozumienie maluje się na jego twarzy.

Tak łatwo zapomniał o moim pochodzeniu – być może nie niepokoiło go, chociaż powinno.

- Ale nie chcę twojej korony. Nie w ten sposób.

Odchodząc relaksuję się, a moje włosy gładko opadają na twarz. Edward ciągnie mnie w ramiona, nie zwracając uwagi na ostatnie iskierki elektryczności pojawiające się przy naszym dotyku. Jego dłoń wędruje do mojego brzucha, ostrożnie głaszcząc wciąż rosnące wybrzuszenie – dziecko ponownie porusza się na co uśmiecham się łagodnie.

Król przebiega obok nas, prędko opuszczając komnatę.

Nieprzyjemna cisza nie trwa długo – przerywa ją Alice pytając o dziecko.

Jemy w cichej atmosferze i powracamy do naszych komnat. Zasypiam niemal natychmiast.

Budząc się, Edward ochoczo – ale delikatnie – wsuwa swoje palce do mojego gładkiego centrum. Przesuwa ustami po moich piersiach i zamiast zaczyna skubać moje uszy i gardło.

Przed wejściem we mnie obdarowuje mój brzuch drobnymi pocałunkami, słodko szepcząc do naszego dziecka.

Wchodzi prawie ledwie poruszając się, utrzymując kość miedniczą blisko mojej, więc niemal nieustannie ociera się o łechtaczkę. To utrzymuje mnie nad przepaścią, powoli doprowadza do szaleństwa, dopóki ciało nie płonie z potrzeby. Jęcząc i sfrustrowana, biorę się w garść.

Edward szeroko uśmiecha się – porusza swoimi dłońmi i utrzymuje moje nadgarstki nad głową, zmuszając moje biodra do leżenia płasko na łóżku. Porusza się wolniej, upewniając się, że zadbał o najbardziej wrażliwe części mojego wnętrza, podczas poruszania biodrami.

- Moja dzielna mała samica – warczy, liżąc skórę od mojej szyi do obojczyka.

Moje centrum zaciska się, a Edward całkowicie zatrzymuje się, odczekując kilka sekund nim znika zarumienienie na mojej klatce. Kiedy wznawia poruszanie się, ruch jest przypadkowy – gładki i wolny, szybki, a następnie wyjątkowo mocny, nim dociska do mnie biodra i powoli wchodzi oraz wychodzi.

Zaciskam się ponownie, a on ciągnie mnie za ucho. – Matka mojego dziecka – szepcze.

Następnie gorliwie zaczyna pchać i spoczywając na kolanach, unosi moje biodra, po czym jeszcze bardziej zwiększa tempo. Jego dłonie mocno się we mnie wbijają, więc nie mogę nawet pomyśleć o poruszeniu się.

W tym samym momencie osiągamy orgazm. Gdy nadchodzi kulminacyjny moment wydaję z siebie chrapowaty jęk, a Edward cicho warczy ze spojrzeniem spoczywającym na mnie.

Dalej drżę, gdy Edward przyciąga mnie do siebie i delikatnie całuje.

- Byłaś bardzo kusząca, gdy spałaś – mówi, głaszcząc moje ciało gładką dłonią. – Nie mogłem się oprzeć.

- Czy to bezpieczne dla dziecka?

Wiedziałam, że seks w czasie ciąży jest bezpieczny na Ziemi, ale mogło być inaczej na Leuminum.

Edward chichocze. – Oczywiście. Moje uwolnienie zawiera pewne enzymy, które są ważne dla rozwoju. W rzeczywistości powinienem częściej rościć sobie do ciebie prawo.

I właśnie tak zrobił. Tym razem moje nogi są szeroko rozłożone, spoczywają na jego ramionach.

Później po długiej kąpieli, Edward zaprowadził mnie do ogromnego pokoju, który był podobny do starożytnych ruin biblioteki pałacu Skye.

- Muszę się tutaj spotkać ze Starszym. Swobodnie porozglądaj się dookoła. Pokój jest bezpieczny.

Wiedziałam, że zawartość zwoju nie daje jego myślom spokoju i zgodnie z prawdą, nie chciałam opuścić jego boku. Lubiłam jego obecność i chciałam go wspierać.

Skóra starszego była cienka jak papier i koloru palonej sjeny, a jego szeroko otworzone oczy są złote. Na mój widok ukłonił się na znacznie dłuższy czas i złożył pokłon Edwardowi, oraz również okazał szacunek życiu rozwijającemu się we mnie.

- Obawiam się, że wiele zwojów zostało zniszczonych – mówi do Edwarda, a jego głos jest szorstki i niski.

- Czy coś rozszyfrowałeś?

- Och, tak. Pamiętaj, że wszystko jednak zajmie trochę czasu, ponieważ język jest bardziej starszy niż początkowo sądziłem.

Edward uważnie przygląda się rozwiniętemu zwojowi, a brudny papier jest rozdarty oraz nadpalony w przypadkowych miejscach. – Co tam pisze?

- To proroctwo.

Marszczę brwi. – Jakiego rodzaju przepowiednia? Czy została spełniona?

Starszy spogląda na mnie z roztropnym uśmiechem. – Jeszcze nie, młoda królowo.

- Co tam pisze? – Edward pyta znowu, mrużąc swoje oczy spoczywające na zwoju.

- Proroctwo mówi o dziecku mieszanej krwi, które ochroni planetę przed wrogiem, który zniszczy nasz kamień.

Starszy pozwolił dotrzeć sensu słów do nas, nim kontynuował.

- Nie wiadomo, czy dziecko już się urodziło – mówi, znacząco na mnie patrząc. – Nie jest również oczywiste, czy wrogowie są starzy albo nowi. Jedyną sensowną rzeczą, wydaje się być fakt, że poprzez kamień musi chodzić o lormaline. To najcenniejsza rzecz na Leuminum.

Moje palce dotykają naszyjnika, kiedy moje myśli ścigają się nawzajem.

Z pewnością wrogiem jest mój ojciec.

Gdyby mój ojciec wiedział, że moja matka była Leumanką, to mógłby wiedzieć o lormalinie.

Ale czy to mnie ochroni?

Lub moje nienarodzone dziecko?

Edward cicho dziękuje starszemu i płaci, choć starszy grzecznie odmawia przyjęcia jakiejkolwiek formy wynagrodzenia powołując się na swoją radość bycia pomocnym koronie.

Idąc z powrotem do naszych komnat oboje byliśmy pochłonięci własnymi myślami.

Nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy Króla cierpliwie czekającego pod naszymi drzwiami.

Zanim zdołałam zamrugać choćby z zaskoczenia, Edward przygotowuje się do skoku, ukrywając mnie za sobą.

- Nie chcę wyrządzić krzywdy – Król mówi, unosząc do góry ręce, aby pokazać, że nie ma broni. – Przyszedłem, aby złożyć najszczersze przeprosiny.

Cichną powarkiwania dobiegające z klatki piersiowej Edwarda.

Stoi nieufnie patrząc na swojego ojca, w dalszym ciągu skrywając moje ciało sprzed oczu Króla.

- Myliłem się. Twoja samica nie zasługiwała na żadne –

- Masz rację. Nie zrobiła nic złego – Edward chłodno przerywa.

Król wzdycha. – Udowodnię, że zmieniłem swoje nastawienie, synu.

Kiedy Król odchodzi, a ja w ciszy przyjmuję jego przeprosiny, chociaż żadne słowa nie zostały wypowiedziane bezpośrednio do mnie.

Były ważniejsze rzeczy którymi musiałam się martwić.

Zamykam oczy i dotykam ustami pleców Edwarda.

Sytuacja tak bardzo szybko się zmienia.