James poczuł jak robi mu się słabo. Voldemort próbował zabić Harry'ego trzy razy po tym, jak umarł!

- Kiedy to wszystko się zaczęło?

- Na pierwszym roku, gdy rozpoczął naukę w Hogwarcie. Syriusz nie blefował, mówiąc że Harry jest bardzo dzielnym chłopcem. Profesor Quirrell miał na swojej głowie twarz Voldemorta, chciał zdobyć Kamień Filozoficzny, który został ukryty w murach szkoły. Harry pod koniec pierwszego roku zmierzył się z nim jako młody niedoświadczony czarodziej - i wygrał. W kolejnym roku również miał spotkanie z Voldemortem - uratował córkę Molly i Artura, Ginny. Czwarty rok był dla niego bardzo traumatyczny. Był naocznym światkiem powrotu Voldemorta.

- Co?

- Na jego oczach zamordowano przyjaciela. Zdołał uciec, ale nikt mu nie wierzy, że Voldemort znów powrócił – dodał Syriusz.

- Jak są podstawy, żeby nie wierzyć w powrót Voldemorta?!

- Ministrem jest Knot, James. On jest zepsutym tchórzem i nie potrafi przyjąć tego do wiadomości - łatwiej jest mu osądzić Harry'ego o kłamstwa i Dumbledore'a jako wariata. Knot polubił władzę. Jeśli zaakceptowałby powrót Voldemorta, oznaczałoby to tyle, że takiego sajgonu Ministerstwo Magii nie miałoby od czternastu lat! Korneliusz podejrzewa Dumbledore'a o szpiegostwo i sądzi, że Dyrektor chce zająć jego miejsce. Lubi myśleć o nim jako wrogu, aby pocieszyć samego siebie – opowiedział Remus, wręczając Potterowi świeży egzemplarz Proroka Codziennego.

Na pierwszej stronie widniała twarz Harry'ego o iście chwytliwym tytule:

" Chłopiec Który Przeżył, czy Chłopiec Który Kłamie?"

Ręce Jamesa zacisnęły się na gazecie, a knykcie jego dłoni pobielały. Jak ministerstwo może ośmieszać jego syna, tylko dlatego, że minister boi się o własny tyłek?!

- Nie możemy w tej chwili nic zrobić. Jedynym rozwiązaniem jest przedstawienie ministrowi jednoznacznych dowodów. Bez tego, Knot może nam pomachać Prorokiem przed nosem – wyjaśnił Lunatyk.

- Jak znosi to Harry?

Syriusz westchnął.

- Stara się zachowywać tak, jakby go to nie obchodziło, ale jestem pewien, że boli go bycie nazywanym kłamcą... On ma tylko Rona, Hermionę i parę innych osób, które mu wierzą.

James ukrył głowę w dłoniach i westchnął. Co może zrobić, aby mu pomóc? Mógł tylko sobie wyobrażać, jak bardzo boli to Harry'ego. Dlaczego nie mógł żyć normalnie?

- Są pewne rzeczy, o których musisz wiedzieć, James – powiedział z powagą Kingsley.

- Jakie? – zapytał James, podnosząc głowę.

- Miesiąc temu dwaj dementorzy pojawiły się w Little Whinging, w pobliżu domu Harry'ego.

- Co? – podniósł głos, wstając. – Dementorzy są przecież pod kontrolą ministerstwa!

- Wiemy – powiedział nad wyraz spokojnie Remus, prosząc gestem Jamesa, aby ten usiadł. – Uważamy, że ktoś z ministerstwa wysłał je celowo.

- W jakim celu? Co dokładnie się stało?

- Dementorzy byli w pobliżu Privet Drive 4, zaatakowali Harry'ego i Dudleya – jego kuzyna. Harry'emu udało się rzucić zaklęcie patronusa. Uratował kuzyna przed pocałunkiem. Niedługo po tym dostał list z ministerstwa, stwierdzający, że został wydalony z szkoły.

- Co?! - wykrzyknął James.

- Dumbledore'owi udało się przekonać ministra, aby wyrok został odwołany.

- Harry nie powinien mieć rozprawy! Nieletni czarodziej może użyć czarów w sytuacjach zagrażających życiu! Tak jest napisane w jednym z dekretów!

- Tak , ale Knot szukał pretekstu do wydalenia Harry'ego z szkoły. Młody miał dużo szczęścia, bo stał przed całym Wizengamotem.

- Ale on wyszedł...? – zapytał James spoglądając ostro na Remusa.

- Tak, kiedy Dumbledore wszedł na środek - dopowiedział Black.

Jamesowi nie mieściło się w głowie, że poziom korupcji w ministerstwie osiągnął szczyt, aby zwołać rozprawę w sprawie używania przez nieletniego czarodzieja czarów. Westchnął.

- Nie było takiej opcji, aby został wydalony. Dlaczego Harry nie może mieć normalnego dzieciństwa?

Do pomieszczenia wpadła młoda kobieta o intensywnie różowych włosach, przy okazji zahaczając o próg futryny, lecz w ostatniej chwili przytrzymała się klamki. W pomieszczeniu dało się usłyszeć salwy śmiechu. Powiedziała radośnie:

- Znam Harry'ego od wakacji! Jestem Tonks. – I podała rękę Jamesowi.

- Moja kuzynka - wyjaśnił w woli ścisłości Syriusz.

- Cześć, Tonks. – Potter uścisnął jej dłoń i uśmiechnął się. Następnie zwrócił się do Syriusza:

- Nie wiedziałem, że masz jeszcze inną kuzynkę?

- Cóż, jednak mam. Jej matka, Andromeda jest moją ulubioną kuzynką, pamiętasz?

-Och, ta kuzynka, która kończyła szkołę, gdy my ją rozpoczynaliśmy. Przyzwoita Ślizgonka?

- Tak, to ona.

- No tak! – wykrzyknął James, uderzając się dłonią w czoło - Jak mogłem zapomnieć! Mała Nimfadora, urocza dziewczynka której włosy zmieniały kolor. Teraz pamiętam!

Włosy Tonks zmieniły się w intensywną czerwień, gdy James wspomniał jej pełne imię.

- Poważnie, nawet ty?! – burknęła z wyrzutem.

James spojrzał na nią zszokowany, a wszyscy wybuchli śmiechem, nie fatygując się z wyjaśnieniem powodu frustracji kobiety.

Drzwi do kuchni otworzyły się, a w nich stanął Dumbledore.

- Miła pogawędka? – zapytał uśmiechając się. Każdy zwrócił swoje oczy na postać Dyrektora.

- Gdzie podział się Szalonooki Moody? – zapytał James z zaciekawieniem. Moody był jego instruktorem na kursie aurorskim.

- Alastor pewnie jest na jakimś tropie Śmierciożercy. Powinien niebawem się tutaj zjawić, aby oddać raport.

James skinął głową, a potem zwrócił się do ludzi zgromadzonych w pomieszczeniu.

- Jakie są plany Voldemorta w tej chwili? Jakie są najnowsze wieści?

- Wiemy, że Voldemort znów buduje armię, podobnie jak w czasie pierwszej wojny – powiedział Syriusz.

- Walczyłem na pierwszej wojnie, zanim umarłem. Mam zamiar walczyć z nim ponownie. Jeśli Voldemort rzeczywiście buduje armię, chcę przeciwko niemu stanąć - orzekł James cichym głosem.

- Oczywiście, James - możesz pomóc – powiedział Dumbledore. Młodszy mężczyzna usiadł zadowolony. Potem jego myśli zajęte były czymś innym.

- Kiedy mój powrót będzie ogłoszony w publicznej wiadomości? Nie zamierzam ukrywać się tutaj przez cały czas. Kiedy wszyscy dowiedzą się że żyję, mogę zaświadczyć, że Syriusz jest niewinny i stanie się wolnym człowiekiem.

Syriusz spojrzał na niego z wdzięcznością, ale Dumbledore przeszył go ostrym wzrokiem.

- Informację upublicznimy po twoim spotkaniu z Harrym.

- Oczywiście, kiedy?

- W ten weekend, Harry ma masę zajęć w tygodniu. Przygotuję sowę, by zaniosła mu list.

James nie posiadał się z radości na wieść o spotkaniu z synem.

- Ale niestety. Musisz na razie wrócić do Hogwartu. Możesz spędzać czas na Grimmauld Place i wziąć udział w paru misjach, ale teraz musisz wracać.

James skinął głową, objął Syriusza i Remusa w przyjacielskim uścisku i uścisnął dłonie członkom Zakonu Feniksa. Czuł smutek, opuszczając przyjaciół. Gdy Dumbledore zauważył, jak na twarz mężczyzny zakrada się przygnębienie, dodał.

- Możesz wrócić tu jutro i nadrobić stracony czas, James.

Następnie James wszedł do kominka za Dumbledorem wypowiadając słowa:

- Gabinet Dyrektora Hogwartu!

James spędził następny poranek w domu rodzinnym Blacków, nadrabiając czas z przyjaciółmi. Wybrał się również na misję z Syriuszem i Lunatykiem, a wieczorem wrócił do Hogwartu. Całe czwartkowe popołudnie spędził w zamku.

Chwycił zapasową pelerynę niewidkę od Dumbledore'a, - jego własna była w posiadaniu Harry'ego – i wyszedł na błonie.

Uśmiechnął się, kiedy zobaczył nastolatków, bawiących się w śniegu. Chłopiec o rudych włosach został powalony na ziemie przez siostrę. Harry wraz z bliźniakami śmiali się histerycznie obserwując z boku całe zdarzenie. Nie musiał czekać długo aż rozpętała się prawdziwa bitwa na śnieżki. James uważnie obserwował Harry'ego, każdy jego ruch, słuchał każdego słowa, które wypowiadał. Po poprzyglądaniu się młodzieży przez dobre pół godziny, zziębnięty i zmęczony wycofał się do wnętrza zamku.