Rozdział X

Udręka."

- Co z nią, Bobby?- usłyszał po jakimś czasie, kiedy pogrążony w otchłaniach rozpaczy i strachu czekał na lekarza, albo kogokolwiek innego, kto powie mu, co się dzieje. Niestety…

Nikt nie chciał mu powiedzieć ani słowa.

Crash podniósł głowę i ujrzał nad sobą Jacka i resztę ekipy, a w ich oczach dostrzegł ten sam strach, paraliżujący i jego.

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem…- powiedział zdruzgotanym głosem.- Chyba nadal ją operują, ale nikt nie chce mi nic powiedzieć!- jęknął. W tym momencie poczuł na ramieniu kojący dotyk Sue i dziewczyna usiadła obok niego.

- Wszystko będzie dobrze…- próbowała go pocieszać.- Musimy zaufać Bogu, a wszystko się ułoży…

- Boję się, Sue. Boję się, że ją stracę…- wyszeptał i reszta drużyny spojrzała zdumionym wzrokiem.

- Trzymaj się Bobby!- powiedziała blondynka.- Musisz być silny, dla niej…

- Wiem, ale jestem przerażony…- wyznał.- Tuż przed tym, jak straciła przytomność, Tara coś mi powiedziała i boję się, że to prawda…

- Co to było?- zapytała łagodnie Sue.

- Kiedy ją trzymałem, mówiąc, że kula jej nie zabije…- zaczął opowiadać.- …wtedy ona odparła, że to bez znaczenia, bo i tak umiera!- dokończył ze łzami w oczach.- Sue! Ja wiedziałem, że coś jest nie tak! Dlaczego nie zareagowałem wcześniej? Dlaczego nic nie zrobiłem?- płakał.

Jego słowa zmroziły wszystkich i każde z osobna poczuło wyrzuty sumienia. Zawiedli Tarę… Nie zauważyli jej cierpienia. Jakimi przyjaciółmi się okazali? Teraz ona leżała na stole operacyjnym, walcząc o życie, a oni byli bezsilni i pełni wstydu. Zawiedli…

Stali tam w milczeniu, nie wiadomo jak długo, nie mając odwagi się odezwać. Po prostu stali, a z ich oczu płynęły łzy, gorzkie łzy strachu i winy.

Bobby nie przestawał się wpatrywać w szklane drzwi prowadzące na chirurgię i modlić się w myślach.

- Panie Boże, nie zabieraj mi jej… Nie możesz mi jej odebrać. Nie umiem żyć bez Tary! Nie zabieraj mi jej!

To były najdłuższe, najgorsze godziny w jego życiu…

TBC