oryginał: Six Years to Life (link w moim profilu)
autor: Laume (link w moim profilu)
Tłumaczenie za zgodą autorki.
Rozdział dziesiąty
Severus chichotał jak szalony.
- Przestań! - Harry posłał mu gniewne spojrzenie.
Co tylko sprawiło, że chłopiec śmiał się jeszcze mocniej.
Harry rzucił okiem w lustro i sam nie mógł powstrzymać krótkiego chichotu.
Postanowili obaj, że będą udawać ojca i syna, aby jednak plan się powiódł, Harry musiał wyglądać na nieco doroślejszego. Dlatego wypił eliksir postarzający, który działał tylko jeden dzień. Wyglądał w tym momencie tak, jak zapewne wyglądałby jego ojciec, gdyby żył. Jego nadal gęste, potargane włosy siwiały na skroniach, srebrne nitki widać też było na czubku i z tyłu głowy, twarz miał lekko pomarszczoną. Zdecydował, że wykorzysta też mugolskie metody zmiany wyglądu, ponieważ nie można ich było odczarować. Użył więc kolorowych szkieł kontaktowych i miał teraz brązowe oczy. Bliznę ukrył zarówno zaklęciami, jak i mugolskim makijażem. Severus chichotał przez cały czas nakładania tego ostatniego.
Harry wykrzywił się w jego stronę, po czym podniósł go i posadził na stole.
- Śmiej się, śmiej. Kolej na ciebie.
Za pomocą tymczasowej, łatwej do zmycia farby zmienił kolor włosów chłopca na brązowy, a następnie zawahał się.
- Naprawdę powinienem...
Severus entuzjastycznie pokiwał głową.
- Tak, tak, zetnij je!
Parę dobrze wymierzonych czarów tnących później włosy dziecka sięgały mniej więcej uszu i lekko kręciły się na końcach. W tej fryzurze wyglądał jeszcze cudowniej.
- Cóż, synu - rzekł Harry, szeroko uśmiechając się do Severusa - chodźmy.
Ulica Pokątna była zatłoczona i Harry prowadził Severusa za rękę. Najpierw wstąpili do Esów i Floresów; nastolatek przewrócił oczami, gdy jego podopieczny oszalał na widok tylu książek. Harry wybrał sobie kilka pozycji o zaawansowanej obronie, technikach walki i magii bezróżdżkowej oraz nieco poświęconych innym tematykom, które mogły mu się przydać. Zapłacił za nie i schował zmniejszone do kieszeni, po czym wybrał się na poszukiwania Severusa. Chłopiec siedział w dziale literatury dziecięcej z poważnym wyrazem twarzy.
- Znalazłeś jakieś książki, które ci się spodobały? - zapytał Harry.
Severus zawahał się.
- Ha... tatusiu?
- Tak?
- Nie... nie mam ani trochę pieniędzy. A nie mogę iść do Gringotta, prawda?
Harry uśmiechnął się.
- Zabrałem cię na wypad na miasto, synu. Nie martw się o pieniądze. Dzisiaj się bawimy, dobrze? Idź, przynieś książki, które wybrałeś.
Severus spojrzał na niego z powagą.
- Nie sądzę, żeby twój profesor się na to zgodził - zauważył.
Harry westchnął.
- Prawdopodobnie masz rację. Powiem ci coś. - Pochylił się na tyle nisko, że mógł szeptać chłopcu do ucha. - Jeżeli zmienisz się z powrotem i stwierdzisz, że chcesz mi zwrócić pieniądze, będziesz mógł. Stoi?
Severus przytaknął radośnie i ruszył na łowy. Harry z trudem powstrzymał prychnięcie, kiedy zauważył, że wśród upolowanych książek znajdowały się również takie, które zdecydowanie nie były przeznaczone dla małych dzieci. Niektóre byłyby odpowiedniejsze dla hogwarckich trzecioklasistów. Zapłaciwszy za nie i dołączywszy je do kolekcji zmniejszonych tomów, obaj panowie odwiedzili sklep z markowym sprzętem do quidditcha. Severus poruszał się w środku ostrożnie, niemal w nabożnym skupieniu, przyglądając się wystawionym towarom, ale nie śmiąc niczego dotknąć. Harry obserwował go z rozbawieniem.
- Potrzebny mi jest Nimbus 2000 - powiedział do mężczyzny za ladą. - Z dodanymi paroma zaklęciami.
- Dla małego, co? - Sprzedawca mrugnął porozumiewawczo.
Harry z zażenowaniem wyszczerzył zęby.
- To ma być niespodzianka dla niego - wyznał konspiracyjnie. - Ale miałbym problemy, gdybym nie nałożył na nią zaklęć dla bezpieczeństwa. On się niczego nie boi, kiedy lata, a nie chciałbym, żeby spadł i coś sobie zrobił. Któregoś dnia pewnie spróbuje się zakwalifikować do drużyny jego domu!
Mężczyzna słuchał go z lekkim uśmiechem na twarzy; był przyzwyczajony do rodziców przechwalających się zdolnościami ich dzieci. Gdyby tylko wszyscy oni kupowali swoim pociechom Nimbusy 2000, byłby szczęśliwym człowiekiem.
Harry zapłacił za miotłę i zmniejszył ją. Po opuszczeniu sklepu zabrał Severusa na zasłużone lody do Floriana Fortescue.
- Mam dla ciebie prezent urodzinowy. - Uśmiechnął się do chłopca.
- Ale moje urodziny są w styczniu - zaprotestował Severus, choć jednocześnie szeroko otworzył oczy w wyrazie wyczekiwania.
- Dostałeś coś? - spytał Harry niewinnie.
- N... nie.
Harry wyjął z kieszeni pudełeczko z miotłą i podał je dziecku.
- Jest zmniejszona, oczywiście. Moja pierwsza miotła była tej marki. Naprawdę ją kochałem...
Severus otworzył pudełko i zachłysnął się powietrzem.
- Ni... Nimbus 2000? - Poczerwieniał jak burak. - Prawdziwa miotła?
Harry roześmiał się lekko.
- Naturalnie. Jak inaczej mielibyśmy grać razem w quidditcha, gdybyś nie miał prawdziwej miotły?
Nieoczekiwanie zdał sobie sprawę, że ma na kolanach podekscytowanego sześciolatka, który obejmuje go za szyję z siłą grożącą uduszeniem. Niezręcznie klepiąc małe plecy, Harry uśmiechnął się. Przypomniał sobie radość, z jaką powitał pierwszy otrzymany prezent, i chciał, aby Severus czuł się równie szczęśliwy. Pokręcił głową. Wszelkie myśli o zemście, jakie przeszły mu przez głowę, kiedy spotkał odmłodzonego mistrza eliksirów, wyparowały niczym kamfora w ciągu tych kilku tygodni, które Sevvy z nim spędził. Zaś po historiach, jakie usłyszał od chłopca - chociaż był pewny, że przedstawiały ledwie wierzchołek góry lodowej tego wszystkiego, co rzeczywiście się stało - odkrył, że współczuje dorosłemu Snape'owi, a nawet odnalazł w sobie, ku swemu rozgoryczeniu, rosnące zrozumienie dla tego człowieka. W tym samym czasie nauczył się kochać to dziecko. Przytulił je mocno.
- Proszę bardzo, dzieciaku - szepnął, nieświadomie używając słowa, jakim nazywał go Syriusz. - Tak... Zaplanowałem resztę dnia. Będziesz musiał mi powiedzieć, czy ci się to podoba.
Severus spojrzał na niego wielkimi oczyma.
- Co?
- Czy chciałbyś się przejść do zoo? - spytał.
Harry przyjemnie spędził czas w zoo ten jeden raz, gdy tam był. Tym razem nie było ani Piersa, ani Dudleya, ani ciotki i wuja, którzy mogliby mu zepsuć zabawę. Zamiast nich obok niego maszerował Severus praktycznie podskakujący z radości.
Zwierzęta były zadbane, jak zauważył, a ogród prowadził różne zaawansowane programy, lecz mimo to nie potrafił przestać się zastanawiać, czy zwierzęta nie czuły się tak samo jak on, zamknięty najpierw na Privet Drive, a później w Hogwarcie.
Severus pociągnął go za rękaw.
- Chcę zobaczyć węże, Ha... tato. Proszę!
- Ślizgon - zwymyślał go Harry żartobliwie.
Chłopiec pokazał mu język.
- Wężousty - odciął się i czym prędzej pobiegł do przodu, zanim opiekun zdążył mu odpłacić.
Ich ślizgońskie serca nie ucieszyły się jednak na widok tak wielu węży w tak wielu klatkach. Harry pogawędził krótko z każdym z nich, podczas gdy Severus stał na czatach, pilnując, czy nikt się nie zbliża. Potem podzielił się z chłopcem odpowiedziami gadów.
Ktoś na tyłach przeprowadzał demonstrację, trzymając wielkiego węża. Harry spojrzał na Severusa.
- Czy myślisz o tym samym, co ja? - zapytał.
Chłopiec uśmiechnął się psotnie.
- Chyba tak.
- Witaj, kumplu. Czy mógłbyś nam zrobić tę przysługę i tu podpełznąć?
Treser spanikował, gdy potulny z początku wąż nagle się ożywił, wysunął mu się z rąk i po nogach ześlizgnął się na podłogę. Widzowie zaczęli wrzeszczeć i odskakiwać na wszystkie strony, żywo przypominając Harry'emu wydarzenia z jedenastych urodzin Dudleya.
Severus znakomicie się bawił. Cały dzień był cudowny. Harry kupił mu naprawdę ekstra prezent, a teraz jeszcze pozwolił mu wziąć udział w jednej z jego sławnych psot. Mugoli tak łatwo było przestraszyć, myślał, siadając i głaszcząc węża.
- Dziękuję - wysyczał Harry. - Chcieliśmy was poznać i dowiedzieć się, czy możemy coś dla was wszystkich zrobić.
Wąż owinął się wokół chłopca, ale nic mu nie zrobił, tylko muskał głową jego włosy.
- Mówisz naszym językiem. To wielki dla nas zaszczyt, Mówiący. Ci ludzie tutaj dobrze się nami opiekują, jednak nie jesteśmy wolni. A niektórzy chcieliby być wolni.
- Można to załatwić, lecz ucieczka z zoo, a tym bardziej z Anglii, może być trudna - zauważył Harry.
- Jest nas tylko troje, Mówiący. Weź nas ze sobą i wyślij w nasze strony.
Harry uśmiechnął się szeroko i spojrzał na Severusa, podczas gdy reszta tłumu uciekała.
- Co powiesz, mały? Masz ochotę na drobną kradzież z włamaniem?
Chłopiec ochoczo pokiwał głową. Gryfon pokazał mu dwie szyby, za którymi wierciły się BARDZO rozgorączkowane węże.
- Pozbądź się szkła - powiedział. - Chodźcie do mnie - syknął do węży.
Severus rzucił zaklęcie na szyby, kiedy zaś Harry zajmował się wężami, usiłując ułożyć je na sobie tak, żeby wszyscy razem mogli się deportować, chłopiec zauważył małego zaskrońca w pudełku. Wyglądał na bardzo nieszczęśliwego, a Harry powiedział przecież, że ich psota miała polegać na uwolnieniu węży, które chciały być wolne... Szybko podniósł pokrywkę i wsunął zaskrońca do kieszeni akurat w momencie, kiedy Harry zawołał do niego:
- Gotowy?
Severus przytaknął. Chwilę później w bungalowie pojawił się kłąb ludzi, węży i paczek z zakupami. Harry zgiął się wpół ze śmiechu, po czym przybił piątkę z Severusem.
- Dobra robota, Sevvy. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Widziałeś miny tych ludzi?
Oczy Severusa błyszczały, gdy powoli wstawał z podłogi, starając się nie zgnieść zaskrońca schowanego w kieszeni. Harry usiadł na ziemi, aby omówić następne kroki z trzema dużymi wężami. Chłopiec przykucnął w kąciku i głaskał swoje zwierzątko, które owinęło się wokół jego ręki.
- Severusie, idę poprosić Griphooka o pomoc w przeprowadzce naszych gości. Jakby co, możesz się ze mną skontaktować przez sieć Fiuu, dobrze?
Dziecko w milczeniu skinęło głową, zasłaniając swą dziwną bransoletkę.
Pół godziny później zadowolony Harry był już z powrotem.
- Całej trójki już nie ma w Anglii. Griphook znał parę osób z tych części świata, skąd pochodziły... Severusie! Czy ty masz węża dokoła ręki?
Chłopiec przygryzł wargi, patrząc na własne stopy, po czym przytaknął.
- Wy... wyglądał na takiego samotnego i nie mogłem go zostawić, no wiesz, uwalnialiśmy je przecież... proszę, nie bądź wściekły. - Spojrzał na Harry'ego ze strachem.
Gryfon pokręcił głową i objął chude barki ramieniem.
- Jasne, że nie jestem. W końcu to ja to wszystko zacząłem. Ale pozwól, że porozmawiam z twoim nowym przyjacielem.
Zabrał Severusowi węża i przeprowadził z nim krótką rozmowę. Następnie oddał go z szerokim uśmiechem.
- Przede wszystkim on to ona. Po drugie masz całkowitą rację. Rzeczywiście czuła się samotna. Lubi cię, jednak chciałaby też móc wychodzić na dwór na polowanie. Nie trzymaj jej w klatce - ostrzegł chłopca.
Dziecko uśmiechnęło się promiennie, głaszcząc główkę zaskrońca.
- Pobawisz się czasem ze mną? - spytało.
Wąż bardzo wyraźnie kiwnął głową.
- Zbuduję ci kryjówkę w ogrodzie - obiecał Severus, kładąc ją na podłodze.
Harry syknął do zaskrońca, który ponownie przytaknął, a następnie powoli wypełzł do ogrodu za domem, gdzie znalazła sobie nasłonecznione miejsce blisko ściany domu.
- Co byś powiedział, Severusie - zagaił Harry - gdybyśmy teraz wypróbowali twoją nową miotłę?
Znacznie dalej na północ podekscytowany Artur Weasley pośpieszył do żony.
- Złapaliśmy magiczną sygnaturę Severusa gdzieś w Londynie. Trwało to zbyt krótko, żebyśmy dokładnie zdołali oznaczyć lokalizację, lecz jesteśmy pewni, że to był on. On żyje!
KONIEC
rozdziału dziesiątego
Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).
Hakkarii To może należy czytać mniej opowiadań ciężkich, a więcej lekkich? ;-) Faktem jednak jest, że mnie ciężkie też ciekawią, żeby nie powiedzieć, że fascynują. Nieco dziwne jest - a może tylko mi się tak wydaje - że ciężkie teksty odbierane są jako teksty lepsze, lepiej świadczące o autorze. Tak jakby trudniej było pisać o rzeczach przygnębiających lub wręcz złych niż o dobrych, dających poczucie radości, szczęścia. A ja odnoszę wrażenie, że trudniejsze jest jednak to drugie. O tym, co człowieka może spotkać złego - albo jeszcze gorszego - wiemy wszyscy, jak nie z własnych doświadczeń, to z licznych wiadomości, książek i filmów. Tego zaś, co może go spotkać na tyle dobrego, aby dla czytelnika nie było to nudne, a wręcz przeciwnie, wzbudziło w nim pozytywne odczucia, nie jest tak łatwo wymyślić, jeszcze trudniej jest to ciekawie napisać. Tak przynajmniej odczuwam; może dlatego, że sama mam problemy z pisaniem tekstów pogodnych, nie wspominając już o zabawnych. Cóż... zazwyczaj podziwia się u innych to, w czym samemu nie jest się szczególnie dobrym. Ale chyba trochę zbyt daleko odbiegłam od tematu ;-). Temat, taaak... O zdaniu Severusa odnośnie pozostania dzieckiem lub powrotu do dorosłości dowiemy się w swoim czasie. Który nadejdzie raczej szybko. Chociaż przy moim ostatnim tempie tłumaczenia... Ech... Harry'emu się nie dziwię: na jego miejscu też zapewne nie napisałabym, że mam przy sobie Severusa. Po pierwsze Harry wie, że Severus też jest poszukiwany, a po drugie, nawet gdyby nie był, dorośli z reguły dają więcej spokoju i luzu nastolatkowi, który jest sam i troszczy się tylko o siebie, niż takiemu, który ma pod opieką sześcioletnie dziecko, nad którym w dodatku znęcali się rodzice, więc podwójnie trudne w obchodzeniu się z nim. Sądzę, że Harry albo w ogóle nie pomyślał, co będzie z Severusem, kiedy zacznie się rok szkolny, albo postanowił zastanowić się nad tym jakoś pod koniec sierpnia, albo ma obmyślone rozwiązanie, a my po prostu (jeszcze) o tym nie wiemy. Trudno to ocenić, szczególnie kiedy zna się ciąg dalszy i wie się, jak potoczyły się wydarzenia (powiem tylko, że w sposób, który nie determinuje, na ile Harry o swoim powrocie do Hogwartu myślał).
Esien Heh, odpowiedzi na komentarze ostatecznie się pojawiły, ale nieco później niż sam rozdział. Podobnie jak w przypadku niniejszego rozdziału. Powodem jest oczywiście prozaiczny brak czasu, staram się to jednak nadrabiać jak najszybciej. Chociaż... Chociaż jeśli nieodpowiadanie na komentarze powoduje, że kolejne komentarze z konieczności są merytoryczne, to chyba muszę się nad tym zastanowić :-P. Faktem jest, że, znając całość, trudno myśleć tylko o tym, co stało się do pewnego momentu, i komentować, nie biorąc pod uwagę ciągu dalszego. W pewien sposób następne wydarzenia i sposoby, jakie autor(ka) wybrał(a) na rozwiązanie pewnych kwestii, siedzą w głowie i utrudniają niemyślenie o nich. Brzmienie listu Harry'ego jest, mam wrażenie, uzasadnione - przynajmniej w przypadku tego konkretnego Harry'ego, bardzo wyraźnie zawiedzionego postawą otaczających go dorosłych nie tylko w tym momencie, ale podczas wszystkich lat życia chłopca, w każdym razie od czasu śmierci jego rodziców. Już sama ucieczka i chęć życia samotnie, brak kontaktu z przyjaznymi dorosłymi, których przecież Harry zna i z którymi bez problemu mógłby się skontaktować, pokazują, że jest rozczarowany dorosłymi w jego życiu i nie zamierza oddać się pod niczyją opiekę. Chce być sam nie dlatego, że ma ochotę na przygodę, jaką jest samotne życie w wieku lat nastu (przynajmniej kiedy ma się pieniądze, dach nad głową i magię, której swobodnie można używać), lecz dlatego, że dorośli nie zasłużyli sobie na jego zaufanie. Ten Harry sprawia wrażenie, jakby wciąż chciał mieć opiekuna, kogoś dorosłego nad sobą... ale odpowiedniego opiekuna, właściwego dorosłego - w otaczających go, znajomych dorosłych po prostu nie widzi kandydata do tej roli. Tak przynajmniej ja to widzę. Z jednej strony tak, ten brak słowa odpowiedzi na wiadomość o losie znienawidzonego nauczyciela mógłby zastanowić dorosłych, z drugiej jednak, jeżeli zna się stosunki Harry'ego i Severusa Snape'a, spokojnie można uznać, że chłopak woli nie myśleć o tym człowieku póki nie musi. Są wakacje, mało nastolatków myśli w tym czasie o szkole w ogóle, a o znienawidzonych profesorach szczególnie. Ignorowanie danego tematu u wielu osób, również całkiem dorosłych i raczej racjonalnie myślących, daje odczucie, jakby temat - problem - nie istniał. I według mnie łatwiej założyć człowiekowi, który nie wie, co się naprawdę dzieje, że Harry tak właśnie podchodzi do kwestii Snape'a, niż przypuszczać, że obaj mogą się ukrywać razem, w tym samym miejscu, że Harry otoczył Severusa opieką itd. Po pierwsze samo ich spotkanie jest kwestią potężnego, wręcz niewiarygodnego zbiegu okoliczności, który, jak to się nieraz mówi, może zdarzyć się w książce, ale nie w realnym życiu. Mało komu przyjdzie do głowy, że coś takiego mogło się naprawdę wydarzyć. Po drugie nawet gdyby komuś przyszło do głowy coś tak niemożliwego, pozostaje kwestia niechęci Harry'ego do Snape'a - równie trudno, jak w ich przypadkowe spotkanie i to, że Harry w Severusie rozpozna znienawidzonego nauczyciela, wydaje się to, że zaopiekowałby się chłopcem, a nie zostawił go na pastwę losu czy wręcz wykorzystał okazję i zemścił się za lata krzywd. Choć jest to, oczywiście, tylko moja opinia na ten temat. Cóż, Harry miał i wciąż ma czas na zastanawianie się, co zrobić z Severusem - a nawet co zrobić ze sobą, w końcu jest dorosły, na dobrą sprawę nie musi wracać do Hogwartu - z początkiem września. Ilu znasz nastolatków (żeby nie powiedzieć, że ludzi w ogóle), którzy przed każdym działaniem zastanawiają się, co zrobią dalej, co będzie później, w takiej czy innej przewidywalnej sytuacji? Sądząc po tym, ile osób pozbywa się na przykład zwierząt, bo z jakiegoś powodu stały się niewygodne, nie jest takich ludzi bardzo dużo. A co tu mówić o nastolatku, który praktycznie dopiero zaczął smakować wolności i odpowiedzialności za swoje czyny... Dla mnie bardzo prawdopodobne jest, że Harry'emu w ogóle taka kwestia nie przeszła mu przez głowę. To wybitnie ludzkie, a jeszcze wybitniej nastolatkowe ;-). Wypoczynek udał się niestety średnio, bo nie padało tylko jeden dzień. Ale mimo to jestem zadowolona, że pojechałam, bo strasznie się za Tatrami i Zakopanem już stęskniłam.
lwica Zachowanie Harry'ego względem Severusa z jednej strony tłumaczy właśnie to, że Harry przeżył to samo i z autopsji wie, jak wyglądało dzieciństwo Severusa i co Severus czuje, a z drugiej z tego samego powodu dziwi - bo Harry nie ma podstaw do bycia tak empatycznym, a przynajmniej nie dało mu ich jego wychowanie. Jak prawie wszystko, ten kij ma dwa końca, ta moneta ma dwie strony. W zależności od tego, jak kto chce to widzieć, z równym prawdopodobieństwem można założyć zarówno taką reakcję Harry'ego, jak zupełnie inną. Zresztą u ogromnej większości osób taki możliwy dualizm jest normą; naprawdę trudno z całkowitą pewnością przewidzieć zachowanie danego człowieka w danej sytuacji, nawet jeśli już się kiedyś w podobnej sytuacji znalazł. Znęcanie się nad dziećmi - nad dorosłymi zresztą też - to potworność; nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy są do tego zdolni. Gratuluję nowego komputera; u mnie w domu sytuacja poniekąd odwrotna: Rodzice zlikwidowali internet. Teraz mam dostęp tylko w pracy, więc już w ogóle straciłam ochotę na odwiedzanie rodzinnego domu :-P. Będę sobie wreszcie musiała załatwić mobilne połączenie z netem...
Klio Skąd ja to znam... Też zawsze w ciągu roku szkolnego znajdowałam czas na przyjemności... no, w zasadzie znajdowałam ten czas głównie na przyjemności, bo uczyć jakoś nigdy mi się nie chciało :-P. Tylko że wtedy nie były to dla mnie fanfiki potterowskie, bo za moich szkolnych lat HP jeszcze nie zostało napisane ;-). Owszem, dobrze, że Remus napisał list do Harry'ego, szkoda tylko, że nie wziął sobie do serca odpowiedzi chłopaka. Wyniknie z tego sporo nieprzyjemności... dla wszystkich. Przyznam, że naprawdę nie pamiętam, czy Hermiona się domyśli; prawie na pewno nie będzie zdziwiona, widząc ich razem, ale czy powie komukolwiek wcześniej o tym, że obaj zaginieni są razem...? Nie wiem, nie pamiętam. Czytając takie rzeczy, jak odpytywanie z historii i wypowiedź ustna z polskiego, naprawdę się cieszę, że szkolne czasy dawno już za mną. Choć to wcale nie znaczy, że jest mniej obowiązków - po prostu są one inne. I chyba te aktualne bardziej mi odpowiadają...
Mysiszczurek O, nowy komentator :-D. Jak miło. W kwestii wyboru tekstów, przyznam, zdaję się na swój gust - występuję do autorów z prośbami o pozwolenia na przekłady tych ich fanfików, które sama lubię. Dlatego tak wiele wśród moich tłumaczeń jest opowiadań z Harrym i Severusem w rolach głównych; mam do tego rodzaju tekstów wielką słabość, praktycznie jestem od nich uzależniona i niewiele poza nimi czytam innych fanfików. Te parę wyjątków, jakie się wśród moich przekładów znajduje, to niemalże wypadki przy pracy :-D. Bardzo się cieszę, kiedy komentujący piszą również - a raczej głównie - o takich kwestiach, na jakie nie mam wpływu, czyli właśnie na przykład charakterystyki postaci albo przebieg fabuły. Jest to, moim zdaniem, pewnego rodzaju hołd oddany autorowi; podejrzewam, że mało który czytelnik tłumaczenia zostawia komentarze pod oryginałem - jeśli ma ochotę powiedzieć coś o fabule, to gdzie, jeżeli nie w komentarzu pod tłumaczeniem? Zresztą, przyznam, wyłącznie komentarze dotyczące kwestii ode mnie niezależnych uważam za konstruktywne. Owszem, lubię, kiedy komentujący powie też coś na temat przekładu, pokaże mi na przykład błędy czy niedociągnięcia, ale dla mnie powinno się przede wszystkim komentować tekst sam w sobie, pisać o tym, jakie tekst wywarł na czytelniku wrażenie, jakie może uczucia wzbudził. Takie komentarze cenię najbardziej. Jeżeli zaś chodzi o postaci, to chociaż ten tutejszy Dumbledore dla mnie właśnie nie jest kanoniczny (Harry zresztą też - w kanonie nie był tak dojrzały, tak myślący, ani nawet tak troskliwy; w kanonie był dzieckiem, tu właściwie nim nie jest; ale takiego też go lubię - w dobrych, budzących uczucia fanfikach), lubię go tu. Mogę czytać o postaciach bardzo według mnie odbiegających od kanonu, jeżeli zmiany w ich charakterach i zachowaniu nie są przesadzone i mieszczą się w moim poczuciu możliwości. Wiem - z różnych dyskusji chociażby - że różne postaci kanoniczne, w tym właśnie Albus Dumbledore, który lubi wręcz pod tym względem przodować, są różnie postrzegane przez różnych czytelników kanonu i fanfików. Więc przez różnych autorów fanfików zapewne tym bardziej. Toteż ich wizje dyrektora mogą się mocno rozmijać. I choć moje zdanie na temat kanonicznego Albusa jest mocno ugruntowane i bardzo jemu nieprzychylne, takiego Dumbledore'a też lubię czytać. Bo miło mi pomyśleć, że mógłby tak się zachowywać również w kanonie :-P.
Kinga M.B Cieszę się, że Ci się spodobało. Ta autorka ma jeszcze parę innych fanfików o odmłodzonym Severusie, którym opiekuje się Harry - jeden z nich już przełożyłam do końca, gdybyś miała ochotę go przeczytać. Nosi tytuł "Strzeż się głupiego wymachiwania różdżką". Tam sytuacja jest nieco inna, ale też ciekawa. A wracając do tego fanfika: jak się jest dzieckiem źle traktowanym przez dorosłych, to łatwo lubić takiego Harry'ego jak ten tu. Szczególnie że Severus nie pamięta ani Harry'ego, ani jego ojca - a to przecież ten drugi w największym stopniu sprawił, że mistrz eliksirów był z góry do Harry'ego uprzedzony. Sam w sobie Harry nie jest aż taki zły (chociaż aniołkiem trudno go nazwać; cóż, normalny nastolatek), a w tym fanfiku jest znacznie lepszy niż w kanonie - w sensie, że doroślej się zachowuje, więc z punktu widzenia dorosłej osoby (jak ja ;-)) w pewnym sensie łatwiej go polubić. Teoretycznie rozdziały powinny się ukazywać w poniedziałki, co tydzień, ale że praktycznie zawsze zdarzają mi się opóźnienia, to właściwie nie wiadomo, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Najlepiej zarejestrować się na tej stronie i ustawić alert na opowiadanie - wtedy na maila będzie przychodziła wiadomość, że jest nowy rozdział.
KaTi Ten kontakt z Harrym będzie praktycznie niewykorzystany - w końcu dorośli wiedzą lepiej niż jakiś tam nastolatek, więc im Harry nie będzie dyktował, co mają robić :-(. Cóż, dorośli, po prostu; większość z nich taka jest (napisała dorosła :-P). Nic się nie martw, z Sevvym będzie wszystko w porządku. Już autorka o to zadbała ;-). W komentarze można wejść z dwóch poziomów: z zewnątrz opowiadania, czyli tam, gdzie jest spis opowiadań i można przeczytać te krótkie opisy (tam należy kliknąć na pomarańczowe słowo reviews), albo z poziomu dowolnego rozdziału (tam należy kliknąć na podświetloną na niebiesko liczbę, która znajduje się za słowem Reviews i dwukropkiem, oznaczającą całkowitą liczbę komentarzy do danego tekstu). Nie, masz rację, na pewno nie chciałoby mi się kopiować komentarza :-D. Zresztą wszedłszy w komentarze, można poznać opinie również innych komentujących na temat tekstu, a to bywa bardzo ciekawe ;-).
HekateAkaKariaO, widzę, że mamy podobne gusta: ja też lubię opowiadania, w których Harry jest źle traktowany, szczególnie przez Dursleyów; nie wiem, może jestem sadystką albo co. Z drugiej strony uważam, że tylko prawdziwi sadyści, osoby naprawdę lubiące sprawiać innym ból, po przeczytaniu paru takich opowiadań mogliby źle traktować dzieci. Bo nawet jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić, co może czuć takie dziecko, nad którym inni się znęcają, takie teksty potrafią otworzyć oczy na tę potworną krzywdę. Tak, Harry stanął tutaj na wysokości zadania i okazał się doroślejszy, dojrzalszy od samego Severusa (nie odmłodzonego, tego kanonicznego): wybaczył osobie, która uprzykrzała mu życie na wszelkie możliwe sposoby, odłożył uprzedzenia na bok i zdołał się zaopiekować Sevvym tak, jakby to wcale nie był Severus Snape. Podziwiam go za to. Hm... Nie chciałabym niczego z dalszej fabuły zdradzać, dlatego dam odpowiedzi na te kwestie, które chciałabyś wiedzieć. Powiem tylko, że wszystko znajdzie swoje rozwiązanie. I wszystko będzie dobrze ;-), jakkolwiek w pewnych momentach może się wydawać inaczej. Laume zdarzają się, co prawda, opowiadania z przygnębiającymi zakończeniami, ale chyba tylko miniaturki; jej fanfiki wieloczęściowe są raczej pozytywne.
cukierkowa Cieszę się. Muszę przyznać, że ja też.
