Tony miał bardzo poważne problemy ze skupieniem wzroku. Z jednej strony musiał się bezustannie skupiać na Furym, z drugiej jednak - po raz pierwszy od sześciu miesięcy miał okazję znaleźć się w towarzystwie Glena. A raczej Steve'a Rogersa. Bo przecież nie mógł podać mu swojego prawdziwego imienia. Fakt ten niespodziewanie zirytował młodego Starka. Czy jego imię i nazwisko były aż tak tajne, że nie mógł się nimi podzielić z kimś, kogo bez większych skrupułów przeleciał? Ze złości omal nie zazgrzytał zębami.
A przecież nie można było zaprzeczyć, że wytworzyła się między nimi chemia, jakiś specyficzny rodzaj oddziaływania, które przyciągało ich ku sobie, zmuszało go poszukiwania spojrzenia tego drugiego, skupiania na sobie jego uwagi.
Cholera! Przecież tak w ogóle nie da się funkcjonować!
- Panie Stark?
Aż podskoczył, słysząc nad sobą głos Fury'ego. Posłał mu przepraszający uśmiech i wyznał, z resztą zgodnie z prawdą:
- Przepraszam. Do późna siedziałem nad nowym projektem.
- Wolałbym, żeby się pan jednak porządnie wysypiał - odparł dyrektor TARCZY głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Może ktoś powinien tego przypilnować? - zaproponował bezczelnie blondyn, siedzący po prawej stronie Steve'a. Jak mu tam było? Clint Barton?
Fury skinął głową.
- To, między innymi będzie wasze zadanie - powiedział, po czym skinął Tony'emu głową i wyszedł, jak gdyby nigdy nic. W drzwiach minął się z mężczyzną w średnim wieku, który zasalutował mu sprawnie, po czym zajął jego miejsce w sali konferencyjnej.
- Nazywam się Phil Coulson i będę nadzorował wszystkie pańskie projekty... - zaczął, wyciągając w stronę Tony'ego dłoń.
- Nie potrzebuję nadzoru - przerwał mu Stark pospiesznie.
Zbyt pospiesznie. Na gładkim czole Coulsona wypiętrzyła się i zapulsowała ostrzegawczo żyłka.
- Jeśli chce pan pracować dla TARCZY...
- Kto powiedział, że chcę? - Cholera, powinien przestać irytować tego gościa. Takie zabawy na pewno się dobrze nie skończą. - Moja asystentka stwierdziła, że to dobrze wpłynie na wizerunek firmy. Firmy mojego ojca, jakby pan nie zauważył. Dlaczego zatem miałbym chcieć dla was pracować?
- Pracując dla nas, może się pan przysłużyć ojczyźnie - syknął Coulson, wciąż nie przestając się uśmiechać.
- Czy wie pan ilu ludziom daje pracę Stark Industries? Czy naprawdę uważa pan, że powinienem się jakoś dodatkowo przysługiwać komukolwiek?
- Skoro już o tym mowa... - zaczął coraz bardziej zirytowany agent, ale tym razem przerwał mu Steve.
- Phil, proszę - rzucił po prostu i Coulson momentalnie zakopał topór wojenny.
Że co? Tak po prostu? Ale to przecież oznaczałoby...
Tony posłał Rogersowi jedno ze swoich najbardziej jadowitych spojrzeń. Nie potrzebował żadnych dodatkowych wyjaśnień. Spodziewał się, że to spotkanie może go zaboleć, ale nie wiedział, że aż tak bardzo. Po co ta cała cholerna Romanoff w ogóle przychodziła zawracać mu gitarę, skoro Steve był już zajęty kimś innym? Przecież Tony zgodził się na tę współpracę tylko ze względu na niego!
- Panie Stark, czy chciałby pan zobaczyć warsztat, który będzie do pana dyspozycji? - zapytał Rogers z udawaną powagą. Nie, na pewno nie był poważny. Kąciki ust aż drżały mu od ledwie powstrzymywanego śmiechu.
Takie to zabawne?
- Nie.
- Ale...
- Będę pracował u siebie, a projekty przekażę przez pośredników. Nie ma potrzeby, żebym spędzał czas... tutaj - oznajmił dobitnie, po czym wyszedł bez pożegnania.
„Nie odwracaj się, nie odwracaj" powtarzał sobie w myślach, świadomy, że gdyby tylko jeszcze raz zerknął na Steve»a, wybuchnąłby płaczem.
