Rozdział 08 – Doświadczenie

Wpatrywała się w niego. Czy to uśmiech? Nie… nie może być…
A jednak.

Kiedy skończyli posiłek, Hermiona uznała, że obiad przygotowany przez Severusa był akceptowalną formą przeprosin za rozwalenie w drzazgi mebli. Żałując tego, co musi zrobić, wolno składała serwetkę.
- Dziękuję. Było wyśmienite.
Skinął głową, lecz zesztywniał w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić…
Przepraszająco potrząsając głową, powiedziała:
- Jest coś, czego mi nie mówisz.
- Wiele rzeczy.
- Coś szczególnego. Te symbole, Severusie. One miały sens, a teraz go utraciły. Czego mi nie mówisz o Lily?
- Odgadłaś co działo się w Hogwarcie, prawda?
- Wystarczająco wiele – przyznała.
Wyraz ulgi przemknął przez jego twarz, zanim został zastąpiony czymś ostrzejszym.
- Poskładałaś wydarzenia w całość. Te z szóstego roku.
Przytaknęła.
Wyciągnął do niej rękę ponad stołem, przyciągając jej wzrok do kciuka. Nowe skaleczenie.
Dlaczego się nie uleczył… Och. Stara blizna obok świeżej rany.
Uniósł brwi.
Zatem wciąż ma w zanadrzu jakieś niespodzianki.
- Żaden wielki rytuał. To było… sentymentalne. Mugolskie.
- Czyli wiedziała. Że jesteś półkrwi.
- Tak. Wystarczająco często widziała mój podręcznik do Eliksirów. I uwielbiała zagadki. Miała nadzieję, że będę wystarczająco odważny by postawić się moim współdomownikom. Wierzyła, że to zrobię. „Jesteśmy silni, Severusie. Nasza krew jest silna. Udowodnię ci to." Skaleczyła mnie sztyletem i… - Patrzył przez nią, na zimne palenisko za jej plecami. – Myliła się. Nie co do swojej siły. Lecz mojej.
Umilkł na dłuższą chwilę. Potem kontynuował:
- Hermiono, domyślam się, że wiesz jaka była moja rola w przepowiedni?
- Z tego co wiem, to tak.
- Bardzo dobrze. – Stał wpatrując się w okno. Wciąż zamglone. Zmarszczył brwi. – Chodźmy gdzieś, gdzie będzie wygodniej. – Machnął różdżką i talerze wyczyściły się.
W milczącej zgodzie wrócili do biblioteki. Skierowała się w stronę stołu, jednak wskazał jej krzesło. Usiadła zmieszana.
Złączył palce i przez chwilę milczał.
Czując upływ czasu i będąc niespokojną o wynik swoich obliczeń, okazała w końcu zniecierpliwienie odsuwając krzesło.
¬¬Wyprostował się na krześle i zaczął mówić:
- To nie kwestia tego, że nie chcę ci powiedzieć – jestem pewien, że przekonasz się, iż już to wiesz. Nie, muszę po prostu zdecydować od czego zacząć.
Podkuliła nogi, siadając wygodniej i wpatrując się w niego wyczekująco.
- Zanim wyjaśnię symbole – zrozumiesz je i zaczniesz widzieć ich następstwa nim skończę mówić, jestem pewien… - odwrócił wzrok i coś wymamrotał.
- Przepraszam? Nie dosłyszałam.
- Mogłabyś… - Transmutował swoje krzesło by było trochę szersze.
Jej brwi uniosły się nieznacznie, po czym niepewnie dołączyła do niego. W porządku. Trochę to dziwne. Otoczył ją ramieniem, przyciągając do siebie. Może nie aż tak… mhm… Skup się , Granger; to ważne.
Wydawało się, że jej dotyk uwolnił jego głos.
- Powiedziałem ci wcześniej, że moc, która ostatecznie odebrała życie Dumbledore'owi, była tą, która ocaliła Pottera.
Skinęła głową.
- Magia krwi. – Jej oczy otwarły się szeroko. – Och.
- Nie, to była Lily. Była matką. To zmienia postać rzeczy. – Po czym dodał delikatnie. – Jednak miało to na mnie wpływ. Jej postanowienie by ocalić dziecko. Jej desperacja. I jej poświęcenie. – Zamknął oczy i westchnął. Potem podniósł na nią wzrok. – Jak to wnikliwie dostrzegłaś, nie zawsze mówię dokładnie to co mam na myśli.
Odwracając się nieznacznie, spojrzała na niego pytająco.
- Nie zastanawiałaś się nigdy, dlaczego Albus mi ufał?
- Szczerze? Tak. Wystarczało mi, że tak było, jednak nie mogę – cóż… - wskazała na stół, gdzie leżały jej papiery i na wpół przepraszająco wzruszyła ramionami.
- Nie przepraszaj za swoją ciekawość, Hermiono. Nigdy. A zwłaszcza nie teraz. – Przyciągnął ją bliżej siebie.
Nawet gdy pewniejszy uścisk jego ramienia napełniał ją poczuciem bycia ochranianą, martwiło ją to, co go skłoniło do tego gestu.
- Wiem, że ci ufał. Wierzył w ciebie. – To nie wystarczało – cóż, wszystkim innym – nie, odkąd… Jednak ja… - Uniosła podbródek, gestem nieznacznym, ale gwałtownym.
To go na moment rozproszyło.
- Już tego dowiodłaś, Hermiono. I to jest sedno całej sprawy – dowód. Dumbledore nie ufał mi – jak sama to powiedziałaś – na podstawie samej wiary. Jednak nie było w jego stylu by polegać całkowicie na wierze w większości spraw. Nie myl jego wiary z głupotą, w tym przypadku miał również dowód.
- Wiedział o… o tobie i…
- Tak, wiedział o mnie i Lily. Niewiele umykało jego uwagi z miejsca za Stołem Nauczycielskim. Jednak odnosiłem się do wydarzeń późniejszych i kilka lat.
Czekała.
- Przepowiednia. Wiesz, że ją słyszałem.
- Tak.
- I – jego głos stwardniał – doniosłem o tym.
Przytaknęła.
- Nie wiedziałem, Hermiono. Nie miałem pojęcia, czyją… egzekucję właśnie… - Przycisnął pięść do ust i trzymał ją tam zaciskając zęby.
- Nie wiedziałem, że spodziewa się dziecka, ani kiedy to miało nastąpić. Jednak dowiedziałem się. Na początku byłem… cóż, wciąż wściekły. Lecz wreszcie… po tak długim czasie…
- Poszedłeś do Dumbledore'a.
Przytaknął.
- Poszedłem do Dumbledore'a, a on ich dostrzegł. Lily i… i Longbottomów. Spodziewałem się śmierci, jednak nie ukarał mnie. Zamiast tego zostałem szpiegiem.
Przejrzała obrazy wspomnień i gwałtownie odetchnęła.
- Złożyłeś Dumbledore'owi Niezłomną Przysięgę.
- Nie jemu. – Jego pięść wciąż była przy ustach. – Lily. Lily… Potter.
Opuścił dłoń i wpatrzył się przed siebie.
Hermiona obserwowała go. Nigdy wcześniej tak jej nie nazwał.
- Dumbledore związał nas. Każdego dnia, gdy widział, że wciąż pozostaję przy życiu, wiedział – nie wierzył, wiedział – że jego zaufanie nie zostanie zawiedzione.
Tysiąc pytań przemknęło przez jej umysł, jednak zignorowała je.
- Wierzył w ciebie, tak po prostu – upierała się.
- Był skomplikowanym człowiekiem.
- Czyli gdy powiedziałeś, że moc, która ocaliła Harry'ego była tą samą, która go zabiła…
- Tak było, Hermiono. Ja byłem tą mocą.
Dał jej chwilę, by to co powiedział, dotarło do niej. Myśl, Hermiono.
Zmarszczyła czoło.
- Mecz Quidditcha. Jego miotła. Musiałeś go przez ten cały czas obserwować.
- Natychmiast zacząłem wypowiadać przeciwzaklęcie. Nie miałem wystarczająco dużo czasu by zidentyfikować źródło klątwy. Ponieważ mam w żyłach jej krew, Przysięga jest bardziej niż dobrowolna.
- Wewnętrzny przymus.
Przytaknął.
Jej oczy rozszerzyły się.
- To okropne. – Jej oczy zwęziły się. – Severusie… jakie – dokładnie – są warunki tej Przysięgi?
- Ochraniać dziecko, które wtedy w sobie nosiła. Pomóc mu w jego misji, jeśli to on będzie miał przepowiedzianą konfrontację z Czarnym Panem. I, jeśli zawiedzie, ukończyć jego zadanie – odpowiedział bardzo cicho.
Hermiona gwałtownie odetchnęła.
- Tak, Hermiono, dokładnie. Dokładnie o to Narcyza poprosiła mnie w zeszłym roku.
- Wciąż ją kochałeś. Lily.
- Tak.
- Ale… zaczekaj. Nie jesteś w stanie tego dokonać. Tylko Harry może.
Uniesiona brew. Dobrze, Hermiono… Teraz troszkę dalej…
Wsunęła dłonie we włosy i zacisnęła pięści.
- Jeśli Harry'emu się nie uda, ty także przegrasz i umrzesz.
- Tak, Hermiono. Jeszcze dalej…
Spojrzała na niego.
- Kolejny dar. Nie będziesz musiał żyć pod panowaniem Voldemorta, jeśli on… - Zdumiona, potrząsnęła głową. – Dumbledore mógł być geniuszem, ale Lily… Ona była…
- Pełna współczucia. A ty, Hermiono, jesteś wyjątkowa.
Och. OCH. Jej oczy rozszerzyły się.
- Pasja, desperacja i poświęcenie. I krew. – Jej ton był oskarżający. – Wszystko twoje.
Przytaknął.
Nie zrobił tego. Na pewno nie! Sięgnęła do jego twarzy i zwróciła ją do siebie – gest współczucia, a jeszcze bardziej rozkazu.
- Twoje poświęcenie. Wiedziałeś. Wiedziałeś, że z powodu więzi krwi może pojawić się coś więcej, jakiś dodatek do Przysięgi i ty… ty…
- Przyjąłem to.
- Wewnętrzny przymus. Dla miłości. Przeciwieństwo Mrocznego Znaku.
Nie mógł uciec jej spojrzeniu.
- Miłość. Druga strona mocy Voldemorta. I ty ją wybrałeś – zmieniłeś ją w przymus. Związałeś się. Przez magię krwi. Do Przysięgi.
- Tak.
Wpatrywała się w niego.
- Co za średniowieczna postawa.
Średniowieczna? Nieufnie spojrzał na nią. Jednak wyraz jej twarzy zmieniał się, gdy na nią patrzył. Znowu ten uśmiech.
- I samolubna i głupia – tak, zdecydowanie głupia – jednak, co najważniejsze, średniowieczna.
Wpatrywał się w nią. Ten umysł… Nie miał pojęcia, co za chwilę zrobi.
Ujęła jego twarz w dłonie i trzymała ją delikatnie.
- Severusie Snape'ie jesteś prawdziwym idiotą. – Nachyliła się i pocałowała go w kącik ust.
Oddech… Ciepło… - pomyślał, przymykając oczy.
- I myślę – powiedziała, ich usta dzielił oddech – że twój średniowieczny idiotyzm może dać nam szansę, jakiej potrzebujemy.

Nie miał pojęcia, dlaczego jego odpowiedzią na nazwanie „idiotą" było zanurzenie rąk w jej włosach i przyciągnięcie jej do siebie, domaganie się pocałunków, delikatnie, nalegająco, zagubienie w ciężarze jej głowy spoczywającej w jego dłoniach, jego ust poruszających się stanowczo, zaborczo…
Jego jedyną spójną myślą było: Moja.