Po zniknął w drzwiach Jadeitowego Pałacu pośród powszechnej radości i głośnej muzyki. Panda był powszechnie lubiany w wiosce i wszyscy cieszyli się z tego, że to właśnie on otrzyma tytuł Smoczego Wojownika. W dodatku dobrze go znali. Jako mały chłopiec często schodził do wioski i bawił się z innymi dziećmi, a nawet później, jako dorosły, dość często witał u mieszkańców, żeby z nimi porozmawiać, a nawet trochę pomóc lub urządzić mały pokaz ku uciesze wieśniaków. Po dobrze wiedział, że go lubią, ale nie to go teraz cieszyło. Podszedł do stawu, nad którym wisiał Smoczy Zwój. To, czego tak bardzo pragnął Tai Lung. To on, Po, go dostanie, a nie ten przestępca. I Shifu wreszcie zobaczy, że jest wart dużo więcej, niż sądził. Nareszcie. Tak długo czekał na ten moment. Ten, w którym wreszcie pokaże swojemu mistrzowi, że nie jest tylko tłustym pandą, pałacowym podrzutkiem. Jest wojownikiem.
- A więc od dzisiaj jesteś Smoczym Wojownikiem, tak? - rozległ się tuż za nim głos Shifu. Ten ton nie wróżył niczego dobrego. Żadnej poprawy. Mina natychmiast mu zrzedła. Nagle cała radość gdzieś odpłynęła. Przecież jeden tytuł nic nie zmieni. Jego mistrz miał już swojego wybranka, swój ideał. I to nie był on.
- Nie cieszy cię to za bardzo - zauważył i odwrócił się, żeby na niego spojrzeć. Miał surowy wyraz twarzy i na pewno był zły.
- A niby dlaczego miałoby?
Te słowa naprawdę go zabolały. No tak. Jak mógł być tak głupi, żeby sądzić, że wybór Oogway'a cokolwiek zmieni.
- Owszem. Nie ma powodu - stwierdził chłodnym, lecz zawiedzionym tonem. - Przecież nie jestem tym, który powinien otrzymać Smoczy Zwój.
Mistrz poruszył nieco uszami, najwyraźniej nieco zdezorientowany.
- O co ci teraz chodzi, Po? - spytał. Panda prychnął z lekką irytacją.
- Nadal uważasz, że się do tego nie nadaję. Twoim zdaniem to Tai Lung powinien go otrzymać, prawda? - wypalił. - W końcu zawsze był ode mnie lepszy.
- Po, przecież dobrze wiesz, że Tai Lung nie może dostać zwoju - odparł ostro Shifu, mocno akcentując słowa "nie może".
- Ale chciałbyś, żeby mógł. Wtedy miałbyś mnie z głowy.
Shifu uniósł dłoń, kręcąc głową.
- Stop, stop, stop. Od początku. Musisz mi wyjaśnić parę spraw - powiedział. Po wziął głęboki oddech na uspokojenie.
- Słucham - odparł już spokojniej. Dopiero teraz zauważył, jaki był nabuzowany. Mistrz również odetchnął.
- Po pierwsze: Gdzie ty się, do cholery, podziewałeś?! - wrzasnął, na co oczy Po momentalnie rozszerzyły się ze zdziwienia. O co tu chodziło?
- Przy Źródle Niebiańskich Łez - odparł zaskoczony.
- I nie mogłeś dać znaku życia?!
Po nie wiedział, co się dzieje. W jednej chwili prawie się kłócili, a w drugiej Shifu wrzeszczał na niego o to, że zniknął po ich kłótni i się nie odezwał. Czyżby on się... martwił? O niego?
- Nie sądziłem, że to konieczne. W końcu oboje byliśmy nieźle nabuzowani - zauważył. Mistrz potarł nieco czoło i westchnął.
- Tak, owszem. Co nie zmienia faktu, że się martwiliśmy. Zniknąłeś bez słowa, nie powiedziałeś, dokąd idziesz, na jak długo i po co - powiedział nieco zdenerwowany. Panda tylko patrzył na niego ze zdziwieniem. Czyżby on naprawdę się martwił? Właśnie to powiedział!
- Nie sądziłem, że po tym, co powiedziałem, mógłbyś jeszcze chcieć mnie w pałacu - przyznał cicho. Shifu spojrzał na swojego ucznia z pewnym politowaniem w oczach.
- Po, wiem, że zawsze trzymałem cię na dystans i zabraniałem ci trenować kung-fu, ale sądziłem, że tak będzie lepiej. Myślałem, że jest dobrze, a ty nagle powiedziałeś mi, co naprawdę czujesz. Nie wiedziałem, że odebrałeś to w taki sposób. Sam widziałeś, co stało się z Tai Lungiem. To przez kung-fu. To ta moc go tak zniszczyła. Nie chciałem, żeby spotkało cię to samo - wyznał. Wreszcie czas powiedzieć chłopakowi prawdę. Teraz będą musieli trenować jeszcze intensywniej. Więc będą musieli się dogadać, chociaż ani trochę nie odpowiadała mu ta sytuacja.
- I dlatego nie chciałeś, żebym dołączył do Piątki? Dlatego nie cieszy cię to, że zostałem Smoczym Wojownikiem? - spytał zaskoczony Po. Shifu westchnął.
- Co do Piątki to tak. Właśnie dlatego. Ale... Jeżeli chodzi o ten tytuł... Po prostu nie chcę, żebyście stawali przeciw sobie. Ty i Tai Lung byliście przecież jak bracia.
Po prychnął z nieukrywaną złością.
- Tak, dopóki omal mnie nie zabił. Mnie i mieszkańców wioski - powiedział. Oczy Shifu rozszerzyły się z wyraźnego zaskoczenia.
- O czym ty mówisz? - spytał. Po pokręcił głową.
- Nic nie wiesz, bo zamknąłeś się w pokoju i medytowałeś. Medyk i Oogway ledwo mnie odratowali. Tai Lung wyżył się na mnie, gdy Oogway odmówił mu oddania Smoczego Zwoju - powiedział. Na chwilę zapanowała cisza.
- Po, ja.. nie wiedziałem... - zaczął mistrz, ale Po tylko pokręcił głową.
- To już nie ma znaczenia. Ważne jest to, że ja chcę walczyć. Chcę, żeby wreszcie zapanował spokój. Wiem, że nadal ci na nim zależy, mistrzu, ale kiedy wreszcie się spotkamy, nie będę miał wyboru.
Shifu skinął tylko głową.
- Wiem, Po. Zrobisz to, co słuszne - odparł. Po uśmiechnął się blado.
- Dziękuję.
Oboje ukłonili się w swoją stronę, według zwyczaju kung-fu. Panda już miał odejść w stronę koszar, gdy zatrzymały go słowa wychodzącego mistrza.
- Jesteś ważny, Po. Tak samo, jak Tai Lung. Nawet bez tego tytułu.
Po tym wyszedł i Po został sam, zaskoczony obrotem sprawy, ale też zadowolony z tego, że mistrz wreszcie powiedział mu prawdę. Całą prawdę. Wszystko wreszcie mu się rozjaśniło i poukładało. Ruszył na spotkanie swoich przyjaciół. Nie musiał już rozmawiać z Oogway'em. Oboje potrafili przekazać sobie swoje odczucia bez używania słów. Bardzo przydatna umiejętność.
Kiedy tylko znalazł się w kuchni powitały go gromkie śmiechy, brawa i gratulacje. Oczywiście było im przykro, że to nie oni zostali wybrani, ale w końcu padło na ich najlepszego przyjaciela, który wrócił do pałacu w tak imponujący sposób! To cieszyło ich bardziej, niż jakiś tam tytuł. Przecież byli członkami Potężnej Piątki! Po napotkał spojrzenie Tygrysicy, która tylko delikatnie się uśmiechała, ale poza tym nie brała udziału w szaleństwach pozostałych. Postanowił, że musi z nią poważnie porozmawiać, jak tylko skończą świętować.
Impreza skończyła się późną nocą. Głównie dlatego, że Shifu w końcu przyszedł, żeby zagonić ich do pokoi. Skomentował to jako zachowanie podobne do małych dzieci, a nie mistrzów kung-fu. Po leżał na łóżku, ale z tych wszystkich emocji po prostu nie mógł zasnąć. Wstał więc i najciszej, jak tylko mógł wyszedł z koszar i skierował się w stronę Drzewa Brzoskwiniowego. Na krótką medytację.
- Wymykamy się? - usłyszał za sobą czyiś głos. Odwrócił się i zobaczył Tygrysicę. Uśmiechnął się nieco złośliwie.
- Powiedziała ta, która leży grzecznie w łóżeczku - odparł wesołym, a jednak ironicznym tonem. Tygrysica wzruszyła ramionami.
- No dobra, remis - uznała. Normalnie Po nigdy nie zgodziłby się na żadne remisy, ale wiedział, że lepiej teraz się nie kłócić, bo ich kłótnie mogły się zakończyć źle.
- Remis - potwierdził. Nastała dość długa chwila ciszy. Co to oni właściwie chcieli sobie powiedzieć? Fajnie, że jesteś, mam się z kim kłócić? Nie...
- Więc jednak wróciłeś - zauważyła Tygrysica. Po uśmiechnął się nieco. Kobieta nadal widziała delikatny chłód w jego oczach i odczuwała dystans, który oboje utrzymywali. Nie irytowało to jej jednak tak bardzo. Może to sprawka treningu, albo medytacji. Albo ich szczerej rozmowy przy Źródle Niebiańskich Łez, gdzie wreszcie czegoś się o nim dowiedziała. Nie wiedziała. Ważne jednak było to, że zapewne nie będą próbowali już się nawzajem pozabijać albo wyrzucić z pałacu.
- Jak widać. Dzięki za tamtą rozmowę przy Źródle Niebiańskich Łez - powiedział. Podziękowanie wyszło z jego gardła z lekkim trudem, ale co tam. Tygrysica tylko skinęła głową.
- Dzięki za rozjaśnienie mi całej sytuacji - odparła, ale wyraźnie również z niemałym trudem. Chyba wystarczyło na dzisiaj tego słodzenia. Oboje odchrząknęli i już chcieli odejść każde w swoją stronę, gdy usłyszeli czyjeś stękanie i dyszenie. Spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. Chwilę później przy ich nogach wylądował Zeng, pałacowy posłaniec. Po natychmiast się nad nim pochylił.
- Zeng, co się stało? - spytał.
- B...Byłem w więzieniu Chor-Gan. Mam wiadomość dla mistrza Shifu. To pilne - wydyszał gąsior. Oczy Po rozszerzyły się w przerażeniu. Czyżby to już?...
- Chor-Gan? Zeng, co się dzieje? - spytał. Posłaniec spojrzał na niego zmęczonym, ale i przerażonym spojrzeniem.
- Chodzi o Tai Luna i zabezpieczenie więzienia. Głównodowodzący powiedział, że Shifu ma stawić się osobiście w Chor-Gan, żeby obejrzeć zabezpieczenia.
- CO?! Przecież to niebezpieczne! - krzyknął Po. Spojrzał na Tygrysicę, która wydawała się być równie zaskoczona, jak on.
- Zeng, nie mów nic Shifu o tym, że ma się tam stawić. Powiedz, że głównodowodzący wykona polecenie, jasne? - powiedział. Gąsior spojrzał na niego podejrzliwie.
- A to niby dlaczego? - spytał.
- Bo ja tak mówię, Zeng. Nie wolno ci powiedzieć Shifu o tym wezwaniu, czy to jasne? - odparł twardo Po, przybierając groźny wyraz twarzy. Posłaniec zadrżał i zgodził się z nim skinieniem głowy, po czym odleciał, przekazać mistrzowi zmodyfikowane informacje.
- Po, co ty kombinujesz? - spytała podejrzliwie Tygrysica.
- Tai Lung jest niebezpieczny. Nawet przy takich zabezpieczeniach. Pokona je bez trudu, a skoro Oogway mówi, że to już niedługo, Shifu nie może tam pójść - powiedział.
- A więc?
Po spojrzał na nią twardo.
- A więc to ja tam pójdę - powiedział. - I nie wolno ci o tym nikomu powiedzieć, jasne?
Tygrysica pokręciła głową.
- Nie, nie zgodzę się na to.
- Wolisz, żeby mistrz zginął? - spytał Po. Kobieta zastygła w bezruchu.
- No właśnie. Przysięgnij na Jadeitowy Pałac i na wszystko, co jest dla ciebie ważne, że nikomu nie powiesz o tym, co się tu stało, ani co planuję.
Zapadła cisza. Oboje wpatrywali się w siebie twardo, a jednocześnie ze złością.
- Zgoda. Przysięgam na wszystko, że nikomu nie powiem - uległa w końcu, a Po odetchnął z ulgą.
- Dobrze.
- Kiedy wyruszasz? - spytała.
- Jutro w nocy.
Oboje spojrzeli na siebie przelotnie. Bał się. Bał się tego spotkania, ale wiedział, że nie pozwoli, żeby mistrz Shifu zginął. Wiedział, że jego nauczyciel nie będzie w stanie zabić swojego przybranego syna. Więc on musiał zrobić to sam.
Już następnej nocy...
No wiem, że teraz to już całkowicie odchodzę od fabuły, ale właśnie o to chodzi, więc się nie martwcie. Teraz będę budować napięcie i różne momenty po swojemu :D Ale nie martwcie się, wątek główny zostanie zachowany... w pewnym sensie :D
A więc do zobaczenia w następnym rozdziale :D Proszę o opinie ;D
