Rozdział 10
Bunt Patrosa
Rei przyglądała się twarzy Toushirou i nie była pewna, co w niej dostrzega. Chłopak miał zamknięte oczy, a w ustach miarowo żuł źdźbło trawy. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wygładziły się zmarszczki na jego młodzieńczej twarzy i dziewczyna mogła obserwować partnera spokojnego i wyciszonego. Jednakże z drugiej strony doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że była to cisza przed burzą. Nawet więcej: była stuprocentowo pewna, że sztorm, który miał nadejść będzie bardzo gwałtowny i silnie odbije się na ich zdrowiu.
Leżeli na zboczu nad rzeką przepływającą przez Karakurę i rozmyślali. Odpoczywali, nie martwiąc się o nic. Minął bowiem tydzień od czasu, kiedy pożegnali się z Shotą i do tej pory nic alarmującego się nie wydarzyło. Sado trenował z Abaraiem u Urahary, Ayasegawa i Madarame wzięli na siebie patrolowanie miasta, zaś Rukia poświęcała czas Inoue. Ichigo z kolei zniknął z Vaizardami, aby opanować nowe moce. Hitsugaya i Eiki postanowili spędzić wspólnie trochę czasu, kiedy nad ich głowami nie wisiało niebezpieczeństwo.
Shirou wiedział, że spokój jest pozorny. Co jakiś czas kontaktował się z Departamentem Technologicznym, aby wysłuchać raportów o aktywności Arrancarów w Karakurze – konkretnie o jej braku. Dzięki obecności Rei nie nudził się, ale nie podobało mu się marnowanie cennego czasu. Zima zbliżała się wielkimi krokami i srebrnowłosy wiedział, czuł w kościach to, że krótki czas spokoju powoli się im kończy.
- Też to czujesz, prawda? – zapytała od niechcenia Eiki, zauważając drobne zmiany w mimice chłopaka. – Już niedługo.
Chłopak otworzył gwałtownie oczy i światło słoneczne uderzyło w zimne, szmaragdowe tęczówki. Nigdy nie mógł zrozumieć, w jaki sposób Rei udawało się tak dobrze odczytywać zmiany jego nastroju.
Uśmiech brunetki nagle stał się identyczny, jak u Shinjiego.
- To miłość, kochany – powiedziała, kładąc dramatycznym gestem dłoń na jego ramieniu i próbując z powagą spojrzeć na niego. Nie udało się jej i wybuchnęła głośnym śmiechem, do którego po chwili się przyłączył.
- Chyba masz rację – odpowiedział, gdy już mógł wydobyć z siebie głos. – W obu kwestiach. Hyorinmaru się niecierpliwi.
Rei spojrzała z zaciekawieniem na miecz partnera i poczuła w myślach jego obecność. Toushirou miał rację – miecz miał dość powolnego oczekiwania. Zastanowiła ją zbieżność nastrojów dwóch Zanpakutou, gdyż Kaze no Kitai również czekała w napięciu na rozpoczęcie walk.
Nie minęło pół godziny, gdy Rei poderwała się, zmrużonymi oczyma wypatrując oznak czegoś dziwnego na niebie. Jednocześnie odezwał się milczący od dłuższego czasu telefon Hitsugayi:
- Potwierdzono obecność Arrancarów w mieście Karakura – odezwał się stłumiony głos Shinigami z dwunastego składu. – Powtarzam: potwierdzono obecność Arrancarów w mieście Karakura.
Srebrnowłosy wstał i szybkim ruchem dłoni pozbył się z ust źdźbła. Rei nie mogła się nigdy nadziwić swobodzie w gestach chłopaka. Zawsze poruszał się godnie, czasami nawet w jego postawie można było znaleźć ślady dawnego chłodu i wyniosłości. Proste plecy, wysoko podniesione czoło i przenikliwy wzrok upodabniały go do arystokraty.
- W waszym zasięgu pojawiła się trójka Arrancarów – informował dalej podwładny Mayuriego.
- Rozumiem – odpowiedział dowódca dziesiątej dywizji, zrywając się do biegu. Podświadomie zarejestrował, że Rei ruszyła za nim. – Będziemy potrzebowali zwolnienia blokady reiatsu.
- Wszystko już zostało potwierdzone, kapitanie – Rei rozpoznała Rina, Shinigami, który odnalazł wzór w działaniu ich poprzedniego przeciwnika. – Departament Technologiczny wydał już zgody na zwolnienie blokad. Czekamy tylko na potwierdzenie rozkazu od generała.
- Dobra robota – Shirou rozłączył się i wybrał inny numer. – Ayasegawa, Madarame, Abarai… Słyszeliście to?
- Wygląda na to, że znowu się zabawimy – mruknął do słuchawki Ikkaku, a Eiki wyczuła w jego głosie niezwykłą wesołość.
Sama musiała stłumić rozbawione prychnięcie. Zawsze wiedziała, że przyjaciel jest zabijaką, ale nie musiał pchać się w ramiona śmierci. Z wyjątkiem Yumichiki, wszyscy oficerowie jedenastego składu byli pod tym względem podobni: liczyła się tylko porządna walka.
- Tu Abarai. Niestety, jestem najbardziej od was oddalony, więc mogę przybyć trochę spóźniony – wytłumaczył się. – Nie czekajcie na mnie.
Rei poderwała głowę i zawołała Hitsugayę, który spojrzał na nią i skinął głową. Już dawno zauważył, że zmysły dziewczyny działają lepiej niż niejeden radar reiatsu. Prawdopodobnie ta umiejętność szła w parze z opanowaniem Kidou na mistrzowskim poziomie, bo Hinamori potrafiła dokładnie to samo.
- Przygotuj się, Rei – szepnął, lądując na dachu bloku mieszkalnego w centrum Karakury. – Oni już tu są.
Kilka sekund później obok rozglądających się uważnie oficerów dziesiątego składu wylądowali podwładni Kenpachiego.
- Kapitanie Hitsugaya – zameldowali się, salutując, po czym ich dłonie automatycznie powędrowały do rękojeści Zanpakutou.
Shirou skinął głową z zadowoleniem.
- Bardzo dobrze. Przygotujcie się.
Przed spiętymi Shinigami pojawiło się dwóch ubranych na biało mężczyzn. Niższy miał rudawe włosy zaplecione w cienki warkoczyk. Nad żółtymi oczami, które posyłały obrońcom miasta aroganckie spojrzenie, widniała pozostałość maski Hollowa. Z kolei wyższy Arrancar uśmiechał się ze złośliwą radością. Jego maska, chociaż różniąca się od noszonej przez partnera, znajdowała się w tym samym miejscu.
- Całkiem odważne z was śmiecie – powiedział niższy, lekko przeciągając samogłoski. – Co wam w niczym nie pomoże… Dźgaj, Elisa.
Jego dłoń powędrowała do miecza o zielonej rękojeści, który tkwił w pochwie przytroczonej do pasa Arrancara. Wybuch reiatsu poderwał z podłoża piach i kurz, które omiotły zaskoczonych Shinigami.
Rei musiała zamknąć oczy i stłumić cisnący się na wargi jęk. Była całkowicie nieprzygotowana na tak silne uderzenie. Czy to może być kolejny Espada? zastanawiała się, starając się przyjrzeć agresorowi.
Gdy dym się rozwiał, oczom czwórki oficerów ukazał się całkowicie osłonięty przez hierro stwór. Jego dłonie upodobniły się wyglądem do długich, segmentowanych macek, zaś krótko przycięte rude włosy chłopaka szybko stały się czupryną przypominającą lwią grzywę.
Drugi Arrancar przyglądał się poczynaniom partnera ze znudzeniem.
- Różnica w naszej sile jest oczywista – parsknął, przenosząc spojrzenie na Shinigami. – Nie jesteście nawet warci tego, abyśmy walczyli z wami używając całej naszej potęgi. Niestety, nie mamy dużo czasu, a waszym przeznaczeniem jest umrzeć z naszych rąk. Bierz ich, Abare!
Ponownie w powietrze wzbił się kurz, który chwilę wcześniej opadł, ale tym razem nikt się nie wahał. Yumichika i Ikkaku natarli na zmieniającego się mężczyznę, zaś Arrancar z uwolnionym już Resurection zaatakował Toushirou.
Srebrnowłosy odskoczył i machnął Hyorinmaru, obserwując, w jaki sposób przeciwnik paruje najprostsze pchnięcie. Zaskoczony patrzył, jak ramiona stwora rozwijają się, i chociaż chłopak stał tak daleko, prawie zdołały go dosięgnąć. W ostatniej chwili zniknął w shuunpo, aby pojawić się wysoko w powietrzu, gdzie nadal nie był bezpieczny. Arrancar był tuż za nim i ponownie wystawił ręce przed siebie. Shirou dyszał ze zmęczenia, przeklinając blokady reiatsu, których nie mieli czasu zdjąć i patrzył, jak straszliwa broń Hollowa zbliża się do jego twarzy.
Wtedy między nimi pojawiła się wściekła Rei z Kaze no Kitai.
- Króluj na zmarzniętych niebiosach, Hyorinmaru – krzyknął chłopak i lodowy smok przemknął nad głową brunetki, zderzając się z wyciągniętymi ramionami wroga.
Rei ruszyła zaraz za nim, trzymając miecz w dwóch rękach.
- Niech cię cholera – warknęła, zamierzając się na uśmiechniętego nagle stwora.
- To nic nie da – roześmiał się, machając ogonem i łapiąc nic nie podejrzewającą Eiki. Dziewczyna krzyknęła w bólu. Zdążyła tylko usłyszeć, jak Ikkaku zabrania przyjacielowi wtrącać się w walkę. Potem musiała skupić się na złapaniu oddechu.
Uśmiechnęła się złośliwie.
- Tnij, Kaze no Kitai – wyszeptała łamiącym się głosem i miecz rozpadł się na mnóstwo kryształowych ostrz, które, wirując wokół pojmanej dziewczyny, mieniły się wszystkimi kolorami tęczy w promieniach zachodzącego słońca. Po drugiej stronie nieboskłonu już zarysowywał się księżyc.
Shikai zaatakował ogon trzymający Eiki i Arrancar wrzasnął z bólu. Brunetka wyślizgnęła się z niego i wpadła wprost w otwarte ramiona Hitsugayi, który poświęcił sekundę na spojrzenie w szafirowe oczy podwładnej. Po chwili postawił ją obok siebie i ponownie skupił uwagę na zawodzącym z bólu przeciwniku.
Rei zrobiła swoje: ostrza uwolnionej Kaze no Kitai były na tyle małe i cienkie, że wsuwały się pod ułożone na sobie na kształt zakładek hierro, raniąc bardzo dotkliwie wroga. Teraz stała naprzeciw niego i przyglądała się swojemu dziełu z chłodnym profesjonalizmem, analizując i kalkulując.
Shirou zadrżał. Nieraz widział dziewczynę w akcji, ale nigdy nie miał okazji przyjrzeć się jej w chwili oczekiwania na kolejny ruch ze strony agresora. Jej spojrzenie nie było zimne. Było obojętne i twarde jak najlepsza stal. Wzrok tych szafirowych oczu był tak straszny, gdyż Rei nie widziała w tym momencie przeciwnika i sojusznika. Ona szukała miejsc, w które mogłaby zadać ciosy wyrządzające największe szkody. Tak, jak nauczył ją Tarou…
Nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem, ruszyła w shuunpo i znalazła się po drugiej stronie Arrancara, leniwym ruchem dłoni kierując strumień śmiercionośnych kryształów w stronę wroga.
Hitsugaya machnął zamaszyście Hyorinmaru i z jego Zanpakutou wystrzelił ogromny lodowy smok, który zaatakował z drugiej strony. Hollow jednak, widząc, że został wzięty w krzyżowy ogień, poderwał się w górę. Toushirou podążył za nim i zaatakował go kilka razy z bliskiej odległości, za każdym uderzeniem odskakując na kilka metrów.
Po pół godziny chłopak miał dość. Pot spływał z jego czoła, sprawiając, że nieposłuszne kosmyki białych włosów przyklejały mu się do twarzy. Dodatkowo, wpadając do oczu, słone krople uniemożliwiały mu ostre widzenie. Oddychał ciężko, patrząc spod zmarszczonych gniewnie brwi na parskającego złośliwym śmiechem Arrancara.
- Tak niewiele potrzeba, aby doprowadzić cię do tego stanu?
- Kurwa! – zaklął pod nosem, rzucając Rei naglące spojrzenie.
- Nie wierzę, że to wy zabiliście pięciu z nas – kontynuował. – Naprawdę, nie macie się czym pochwalić.
Zamiast ramionami, tym razem stwór machnął ogonem, ale spotkał się tylko z tarczą, której ustawienie zabrało Eiki niecałą sekundę. Toushirou spojrzał na nią zdziwiony, bowiem nie słyszał, aby partnerka cokolwiek mówiła. Nigdy nie słyszałem, aby Shinigami był zdolny do posłużenia się Bakudou bez wypowiedzenia jakichkolwiek słów, pomyślał.
Widząc, że jego atak nie zadziałał na Rei, Arrancar rzucił się na Hitsugayę.
- No, co jest? – zapytał, patrząc na wściekłego kapitana, który całą energię marnował na odparowywanie ciosów.
Po chwili jednak srebrnowłosy znalazł szansę na wyprowadzenie ataku i machnął Zanpakutou. W powietrzu zamigotały niewielki kawałki lodu, po czym pokryte nim zostały oba ramiona, próbujące dosięgnąć zdyszanego młodzieńca.
- Nie mam czasu, który mógłbym marnować na kogoś, kto nawet nie jest Espadą – warknął, zastanawiając się, dlaczego jeszcze nie otrzymali pozwolenia na zwolnienie blokad reiatsu, chociaż Departament Technologiczny już zatwierdził cały proces.
- Nie powinieneś mnie nie doceniać – wrzasnął Hollow, strząsając z siebie lód. – Taki słaby atak nie wyrządzi mi żadnej krzywdy.
Nie dziwię się, pomyślał Hitsugaya, uśmiechając się krzywo. Ten atak był strasznie słaby w porównaniu z moim normalnym potencjałem.
Rei obserwowała pojedynek swojego dowódcy w zamyśleniu. Od pewnego czasu czuła na Ziemi nieznane reiatsu, dużo silniejsze od energii trzech Arrancarów, którzy przybyli na początku. Rozumiała, że ktokolwiek to był, starał się ukryć swoją obecność, co mu się w większym stopniu udało. Doskonale też zdawała sobie sprawę z tego, że przybysz jest bardzo silnym Arrancarem… Czy to możliwe, że na Ziemię przybył również Espada?, pomyślała. Jego reiatsu było niesamowite: przesycone złymi intencjami, ale spokojne i zrównoważone.
Jednocześnie dziewczyna czekała na potwierdzenie zwolnienia blokad reiatsu. Była w stałym kontakcie z Departamentem Technologicznym, którego pracownicy doskonale zdawali sobie sprawę, że po jej powrocie do Społeczeństwa Dusz, czeka ich gehenna.
Nagle Arrancar zaczął bardzo szybko biec. To chyba się nazywało Sonido, przypomniała sobie leniwie, opuściła tarczę i spoglądając porozumiewawczo w zmęczone oczy Toushirou, pognała za nim.
Zatrzymali się przed sklepem Urahary, wyczuwając walkę toczącą się w podziemiach. Cicho zeszli do piwnicy, w której Kisuke stworzył warunki treningowe dla Sado, ze zdziwieniem stwierdzając nieobecność właściciela. Zamiast Urahary przywitał ich widok Renjiego, wygrywającego pojedynek z Arrancarem, którego widzieli po raz pierwszy.
Toushirou, zirytowany i zły za marnowanie jego czasu, dotknął czubkiem Hyorinmaru ziemię. W powietrzu zamigotały kryształki, ziemię pokrył lód, który pokrył również niskiego Arrancara.
- Nie wierzę – wyjąkał, patrząc, jak zamrażanie rozpoczęło się od jego stóp.
Po chwili przypominał lodową statuę, a ostrza uwolnionej Kaze no Kitai uderzyły w niego, rozbijając posąg w drobny mak. Dwoje oficerów dziesiątego składu wyszło zza wielkiej skały i stanęło za Renjim, opierając się o głaz.
Wyższy Arrancar, zakrwawiony, po chwili runął na ziemię. Renji zmarszczył brwi.
- Wiedziałeś, że zginą, prawda, Arrancarze Patros? – zapytał.
- Tak – skinął głową. Jego potężne ciało pokryte było w całości hierro, jedynie po prawej stronie głowy można było dojrzeć ciemnoniebieskie włosy. – Nie mogłem nic na to poradzić. Zresztą, nie potrzebuję kogoś, kto nawet nie jest w stanie spowolnić kilku Shinigami.
- Ty dupku – warknął Abarai, marszcząc groźnie brwi.
- Zrobię wszystko, aby poznać sekret Hougyoku i zniszczyć Aizena – kontynuował Patros, nie przejmując się zdumionymi westchnieniami Rei i Toushirou. – Nie mogę z tobą przegrać.
- Ja również nie mogę przegrać – odpowiedział porucznik szóstego składu i machnął dłonią trzymającą rękojeść Hihio Zabimaru. Ogromny smok uniósł się w powietrze i jasnoczerwona poświata otoczyła młodego mężczyznę. – Skończmy to.
Zabimaru ruszył na przeciwnika w tym samym momencie, w którym Patros wypalił ze swojej broni. Ogromny smok i złoty promień zderzyły się, tworząc oślepiającą kulę jasnego światła. Najpierw do uszu Rei dotarł ogłuszający huk, po którym do głazu docisnęła ją siła fali uderzeniowej. Czując napór na swoje ciało, krzyknęła przeciągle, ale zamarła, gdy obok niej w skałę wbił się Renji.
Z blasku wyłonił się Patros.
- Podziwiam cię – powiedział cicho. – Dzięki tobie mój szacunek dla Shinigami wzrósł nieznacznie. Jednakże to cię nie uratuje. Wszystko musi mieć swój koniec.
- Nie uda ci się z tego wyjść cało – wykrztusił Abarai, zauważając u swojego boku przyjaciółkę. Rei tylko się tajemniczo uśmiechnęła, po czym przesunęła spojrzenie na krew cieknącą z czoła czerwonowłosego i jej mina zrzedła.
- Nadchodzą takie czasy, kiedy człowiek musi zaakceptować swoją porażkę – dodał Arrancar, nie zwracając najmniejszej uwagi na drobną dziewczynę, która znalazła się przy obolałym Shinigami. – Jakieś ostatnie słowo? Żadne?
Patros przygotował się do zadania ostatecznego ciosu, kiedy za nim pojawiło się kilkanaście kopii Renjiego i zaatakowało zdumionego Arrancara.
W tym czasie Rei postawiła przed nimi tarczę z dość niskiego poziomu Bakudou, która jednak ochroniła ich przed lecącymi na wszystkie strony odłamkami ziemi.
- Co się dzieje? – zapytała zaskoczona, wskazując głową klony.
- Nie pamiętasz, że u Urahary mieszkają też Claud, Lilin i Nova? – odpowiedział pytaniem i Eiki musiała się uśmiechnąć.
Jakby na zawołanie podbiegła do nich jasnowłosa dziewczynka, która pomogła porucznikowi wstać.
- Czemu nadal tu jesteście? – zapytał Abarai, pozwalając Lilin sobie pomóc. – To, co on sobą reprezentuje, to dla was za dużo.
- Przecież nie mogliśmy tak ciebie zostawić – prychnęła oburzona blondyneczka i Rei musiała przyznać jej rację. Po chwili zmarszczyła brwi i zniknęła, podążając za dwojgiem towarzyszy, którzy przemieścili się prawie niezauważenie.
Pojawiła się obok Novy, gdzie stał już zmęczony Hitsugaya i leżeli Abarai i Lilin. Wszyscy wyglądali fatalnie, szczególnie po ostatniej eksplozji wywołanej przez Patrosa. Rei uśmiechnęła się uspokajająco do Shirou i skupiła uwagę na słowach Lilin.
- Znalazłam jego słabość – powiedziała zmodyfikowana dusza. – Claud, Nova, wiecie, co robić?
- Oczywiście – odpowiedzieli.
- My powstrzymamy jego ataki, podczas gdy wy będziecie mieć okazję, aby go zniszczyć – powiedziała, patrząc na Abaraia.
- Pomogę ci – zaofiarowała się Eiki, widząc zmęczenie pozostałych Shinigami. Spojrzała w oczy Lilin, która jednak pokręciła przecząco głową. – Czy wy na pewno sobie poradzicie?
- Głupia – fuknęła blondynka. – Jesteśmy zmodyfikowanymi duszami, stworzonymi, aby brać udział w walkach. Nie poddamy się nawet wtedy, gdy walczymy z kimś, kogo nie możemy pokonać.
- W porządku – wtrącił Renji, wstając z ziemi. – Tylko nie dajcie się zabić.
Rei słyszała wściekłe nawoływania Patrosa, ale nie pokazała się. Razem z Renjim czekali na odpowiedni moment.
- Przejrzałam twoją technikę – krzyknęła Lilin, pojawiając się dokładnie naprzeciw zdziwionego Patrosa, który roześmiał się, słysząc jej głos.
- Zastanawiałem się, kto stanie do walki ze mną i okazuje się, że potężni Shinigami wystawiają do pojedynku płotkę – prychnął z rozbawieniem. – Przecież potrafisz używać tylko prostych iluzji, dziecko.
- Kto tu jest płotką? – wrzasnęła, wytrącona z równowagi. – To ty jesteś idiotą, który zna tylko jedną technikę!
- Słucham? – dopiero te słowa przykuły uwagę Arrancara.
- Przecież powiedziałam, że przejrzałam twoją technikę! Jeśli chcesz wygrać, musisz użyć jakiejś innej.
- Jeśli masz zamiar tak gadać, to nie zostawiasz mi większego wyboru – Patros odchylił się lekko do tyłu. – Gdy już cię zabiję, nie będzie żadnych resztek do pozbierania.
- Więc do dzieła – prowokowała go.
Lilin zaczęła nagle świecić czerwonym światłem, a jej włosy nieco się uniosły, gdy zbierała wokół siebie całą swoją energię. Wokół Arrancara pojawiło się mnóstwo kopii całej trójki. Patros wyciągnął miecz z pochwy i zaatakował. Wszystkie klony zniknęły w błysku światła, zaś mężczyzna, chciał schować miecz z powrotem do pochwy.
I właśnie tam napotkał przeszkodę.
Katana zatopiła się w ciele Clauda, który tylko jęknął z bólu, po czym odwrócił głowę i spojrzał na wroga ze złośliwym uśmiechem.
Lilin podczołgała się do nich.
- Zdradził cię twój styl – wykrztusiła. – Po każdym ataku musiałeś schować miecz do pochwy. To znaczy, że właśnie tam zbiera się twoja moc, którą możesz uwalniać tylko za pomocą Zanpakutou. A to z kolei oznacza, że dopóki nie schowasz katany, nie możesz wyprowadzić kolejnego uderzenia. Dodatkowo, im silniejsze były twoje ciosy, tym większy zamach brałeś.
Słuchając przemowy blondynki, która teraz musiała dłonią trzymać swoją różową sukienkę, aby ta nie zleciała z niej, Rei uśmiechnęła się z uznaniem. Widziała szok w oczach Arrancara, co świadczyło o tym, że dziewczynka celnie trafiła.
Patros zaatakował drugą ręką, gdzie zaczął formować Cero i Eiki klepnęła Renjiego w ramię. Jednak zanim zdążyli coś zrobić, między Lilin i Patrosem pojawił się Nova, który wchłonął pocisk i przeniósł go do innego wymiaru. Blondynka zauważyła poruszenie za Arrancarem i jej oczy się rozjaśniły.
- Renji, Rei… Teraz!
- Ty, który nosisz maskę z krwi, unosisz się na tysiącach trzepoczących skrzydeł, utwórz dwa lotosy na ścianie niebieskich płomieni! Otwórz niebiosa i uderz niebieskim ogniem. Hadou, numer 73. Podwójny Lotos, Niebieski Ogień, Upadek!
Z rąk Eiki wystrzelił potężny błękitny promień, wokół którego owinął się Hihio Zabimaru. Smok otworzył paszczę i posłał podobny do Cero pocisk, który wraz z zaklęciem Rei uderzył Patrosa. W błysku oślepiającego światła Arrancar przestał istnieć. Na ziemię upadła niewielka, przezroczysta skrzyneczka.
Jednocześnie osunęła się uśmiechnięta Lilin.
- Udało się, Renji – zdążyła wyszeptać, kiedy poczuła uścisk silnych dłoni na swoich ramionach. Z wysiłkiem otworzyła oczy i spojrzała prosto w zmartwioną twarz Kisuke. – Urahara-san?
- Przykro mi, że się spóźniłem – przeprosił, co było skierowane również do zbliżających się Renjiego, Rei i Toushirou. – Już jesteśmy w domu, Abarai-san.
Ledwo zdążył to powiedzieć, nad Sado otworzyła się brama wymiarów, przez którą wypadli Claud i Nova. Renji drgnął, ale Eiki położyła mu dłoń na ramieniu.
- Świetnie się spisaliście – Kisuke odwrócił do nich głowę i uśmiechnął się spokojnie.
- Trochę dostaliśmy po tyłkach – roześmiał się Claud.
Za plecami Toushirou pojawili się Yumichika i Ikkaku.
- Kapitanie Hitsugaya – zasalutowali. – Wszystko w porządku?
- Widzę, że wszyscy mocno oberwaliście – Urahara zacmokał, zdziwiony, patrząc na zadrapania i krwawiące rany Shinigami ze Specjalnego Składu Hitsugayi. Najdłużej jego spojrzenie spoczywało na zamyślonej, spoglądającej w dal Rei. Jeśli kiedykolwiek Shinji zobaczy ją w takim stanie, jak ostatnio, zabije mnie za to, że jej nie dopilnowałem, pomyślał, mrugając. – Widzicie, Aizen manipulował tymi trzema Arrancarami.
- Manipulował? – zapytał Shirou, podchodząc bliżej Eiki. Dziewczyna otrząsnęła się i z uśmiechem spojrzała w zmęczone oczy partnera.
- Czy to jest Hougyoku, które mieli przy sobie? – Kisuke wskazał głową skrzyneczkę, która wypadła z ciała Patrosa. Toushirou chciał coś odpowiedzieć, ale w tym momencie szkło i znajdująca się w nim kulka skruszyły się. Zdziwieni Shinigami odwrócili się do klęczącego Urahary, na którego kolanach nadal znajdowała się Lilin. – Aizen pozwolił im wziąć fałszywe Hougyoku. Jestem jego twórcą, więc powinniście mi uwierzyć, że Hougyoku nie może tak łatwo zostać zniszczone. Aizen ich oszukał, prawdopodobnie wykorzystując Kyouka Suigetsu. Gdyby to nie była fałszywka, kradzież byłaby dużo trudniejsza…
- Pozwolił im ją wziąć? – zapytał Renji, zastanawiając się, skąd Urahara bierze swoją wiedzę. – Ale dlaczego?
- Nie wiem na pewno – mężczyzna schylił głowę, a Rei zacisnęła zęby. Była pewna, że blondyn nie mówił im całej prawdy. – Gdy wracaliśmy do sklepu, spotkaliśmy Espadę, który, o dziwo, nie chciał z nami walczyć. Otworzył Gargantę i odszedł do Hueco Mundo. Prawdopodobnie Aizen miał jakiś cel w tym, aby ta trójka odwróciła waszą uwagę, co pozwoliło temu młodemu Espadzie wykonać jego zadanie. Nie mogło być innego powodu, aby ktoś śledził Patrosa i jego współpracowników.
Rei skinęła głową. Była pewna, że wyczuwała reiatsu Espady. Wiedziała również, że kiedyś będzie musiała się z nim spotkać, aby zrozumieć to dziwne przyciąganie, jakie czuła. Potrząsnęła mocno głową i wyrzuciła wspomnienie o jego energii duchowej z pamięci.
- Aizen wiedział, że my się nimi zajmiemy – dopowiedziała, patrząc drwiąco na Kisuke. – Mógł ich spokojnie zignorować. Nie mieli prawdziwego Hougyoku i było pewne, że na Ziemi zginą. Nawet jeśli miał jakieś ukryte zamiary, na pewno udało mu się jedno…
- W jego oddziałach nie ma już zdrajców – dokończył jej wypowiedź Toushirou.
Spojrzeli po sobie, po czym się pożegnali. Rei i Shirou chcieli wrócić do domu Inoue, aby wziąć gorący prysznic i odespać zmęczenie.
Brunetka przez cały czas miała jednak wrażenie, że to wcale nie była ta burza, którą zwiastowała cisza. Sztorm miał dopiero nadejść i dziewczyna zastanawiała się, ile żyć tym razem zabierze.
