X
Winda nie działała, żarówki na większości pięter się przepaliły, a on sam zgubił szalik na silnym, wiosennym wietrze, jednak Tommy, zmuszony wchodzić na samą górę po schodach i w zupełnej ciemności, czuł się lekki jak piórko. Dochodziła druga w nocy, a on był tak pobudzony, jakby właśnie wypił kilka espresso. Ledwie otworzył drzwi, starając się włożyć klucz do zamka trzęsącymi się dłońmi i wszedł cicho do środka, aby nie obudzić śpiącego zapewne Adama.
Jednak zastał mieszkanie jasno oświetlone i rozbrzmiewające czystym, dźwięcznym głosem jego współlokatora, który najwyraźniej śpiewał swoje partie do nowego musicalu. Tommy odwiesił kurtkę na wieszak i zsunął buty, po czym na palcach przeszedł do salonu, w którym zastał wszystkie meble porozstawiane pod ścianami, tworzące coś na wzór parkietu. Stanął w wejściu, obserwując Adama śpiewającego i ćwiczącego choreografię w opustoszałym pokoju, zupełnie niezdającego sobie sprawy z jego obecności.
Podziwiał jego płynne i subtelne, technicznie doskonałe ruchy bioder, silnych ramion, smukłych nóg. Jego ciało opowiadało historię życia jego bohatera, ale nie to zwróciło uwagę Tommy'ego. Blondyn nie mógł oderwać wzroku od jego twarzy. Pięknej twarzy. Nie miał na sobie ani grama makijażu, a zaciśnięte powieki i rozchylone, pełne wargi oznaczały, że targały nim potężne emocje – jak zawsze, kiedy występował; obojętnie czy na scenie teatru przed dziesiątkami widzów, czy w domu, jedynie dla siebie samego.
Tommy patrzył na niego jak urzeczony, a jego usta mimowolnie wygięły się w uśmiechu. Poczuł znajome już podekscytowanie, choć nadal, po kilku tygodniach jego nieregularnego i nagłego pojawiania się, nie umiał doszukać się jego źródła.
Nagle Adam otworzył oczy i w połowie obrotu zauważył przypatrującego mu się muzyka. Zatrzymał się, chwiejąc się lekko.
- Och, cześć. Późno dziś jesteś. – Podniósł ze stojącego nieopodal krzesła ręcznik i wytarł nim zroszone potem czoło i szyję. – Już myślałem, że powitam cię rano śniadaniem. – Uśmiechnął się, mimo widocznego zmęczenia.
Tommy pomyślał, że nigdy nie połączyłby zawodu musicalowego aktora z tak ciężką pracą, jaką wykonywał niemal codziennie Adam.
- A niby gdzie miałbym przepaść na całą noc? – Zachichotał, nadal opierając się o framugę.
- Do dziewczyny, rzecz jasna. – Adam ruszył do kuchni, aby z lodówki wyciągnąć butelkę wody. Usiadł na krześle i wypił kilka łyków, przyjemnie chłodzących jego gardło.
Blondyn wzruszył ramionami i podążył za nim, aby usiąść z Adamem przy stole. – Raczej nic z tego. Nie ciągnie mnie ostatnio do dziewczyn.
- To może do facetów?
Spojrzał na niego niemal karcąco, a Adam wyszczerzył zęby, wycierając z policzka kapiący na niego z włosów pot. – Nie mam teraz do tego głowy. I na razie raczej nie będę miał.
Adam zmarszczył lekko brwi. - Co masz na myśli?
Na ten dzień czekał od miesięcy i nareszcie mu się to udało. Nigdy nie był osobą, która pokazuje swoje emocje, ale teraz chciał wyjść na dach krzyczeć głośno tak, aby usłyszało go całe miasto. Czuł mieszankę podekscytowania, niedowierzania i niewysłowionej ulgi. Był pijany radością.
Kiedy z ust Adama padło to pytanie, Tommy starał się utrzymać powagę, lecz jego twarz rozświetlił uśmiech, kiedy emocje wzięły górę nad jego zwykłym opanowaniem.
- Mam angaż. Podpisałem kontrakt.
Adam zamrugał, a jego usta bezwiednie rozchyliły się w oniemieniu. Po chwili zapytał: - Naprawdę?
Tommy przytaknął, cały w skowronkach; sam wątpił, czy uśmiech kiedykolwiek zniknie z jego twarzy.
W tym momencie Adam podskoczył na krześle i krzyknął głośno z radości. – Wiedziałem! Wiedziałem, że ci się uda! –Pod wpływem emocji nachylił się i pocałował niczego niespodziewającego się Tommy'ego w usta.
Muzyk odskoczył do tyłu, przewracając krzesło. Zaskoczony, uniósł brwi i otworzył szeroko oczy, patrząc na swojego równie zdumionego przyjaciela.
- Przepraszam! Wybacz, nie chciałem… To… Jakoś tak…
- N-nie przejmuj się. Wszystko w porządku. – Skłamał, siadając z powrotem na krześle; nie ufał lekko trzęsącym się nogom.
- Naprawdę, to nie jestem ja, nigdy tak nie robię… - Adam zdawał się być niemal przerażony jego własnym zachowaniem.
- Mówiłem ci, wszystko okej. – Powiedział już nieco pewniejszym głosem. – Nie szkodzi.
Rzeczywiście nie miał mu tego za złe, jednak wcale nie było wszystko w porządku. Tak naprawdę Tommy był przerażony, jednak nie tym, że Adam go pocałował. Był przerażony tym, że - choć nie trwał nawet sekundy - pocałunek wzbudził w nim co najmniej tyle radości i ekscytacji, co podpisany kilka godzin temu kontrakt.
Po raz kolejny poczuł znajome podekscytowanie i dreszcze. Jednak nie miał teraz głowy do tego, aby je analizować, choć podświadomość podsuwała mu swoje tłumaczenie.
Usłyszał mówiącego do niego Adama. Jego słowa były przytłumione, jakby słuchał ich spod wody.
- … więc opowiesz o tym kontrakcie? Jak to w ogóle się stało?
Blondyn odetchnął głęboko i uśmiechnął się słabo. Odrzucił na bok wszystkie krążące mu po głowie myśli i skupił się na wiadomości miesiąca, która zdominowała w końcu całkowicie jego umysł.
Opowiedział ze szczegółami, jak do baru przyszła grupa muzyków i zamówiła kilka butelek wódki. Wyglądali na dość przybitych i już po pierwszych shotach zwierzyli się Tommy'emu z ich sytuacji. Właśnie podpisali kontrakt płytowy, ale ich gitarzysta dostał nagle lepszą ofertę w Los Angeles. Mieli wakat i tydzień na znalezienie kogoś na to miejsce, zanim wejdą do studia nagraniowego. Tommy wspomniał, że gra na gitarze i prosto z baru pojechali na przesłuchanie.
- … Spodobało im się, więc i ja podpisałem od ręki. Jak na pierwszą umowę to chyba wyszło całkiem nieźle. – Wyjął z kieszeni złożony na cztery spięty plik kartek i rozłożył go, pokazując brunetowi.
Adam przeglądał umowę i przytaknął. – Rzeczywiście, dostali dobre warunki. – Podniósł wzrok znad kartek na swojego przyjaciela. – Gratuluję. Zasługujesz na to i nareszcie ci się udało. Cieszę się. – Uśmiechnął się szeroko i dodał. – Ja też mam nowinę, ale najpierw wypijmy za twój sukces!
Tommy przekrzywił w zainteresowaniu głowę. - Jaką nowinę?
Ale Adam już go nie słuchał; wyjął z jednej z niezliczonych kuchennych szafek butelkę wina, po czym rozlał czerwony płyn do dwóch wysokich kieliszków.
- Za sukces! Pierwszy z całej masy na twoim koncie.
Stuknęli się lekko kieliszkami i wypili po łyku słodkiego napoju.
- No to jaką ty masz nowinę? – Zapytał Tommy, kiedy przeszli do salonu i poustawiali wszystkie meble z powrotem na swoje miejsca.
Usiedli na ogromnych poduszkach pełniących role foteli i zgasili światło, zapalając wiszące pod sufitem lampiony.
Adam odstawił w połowie pusty już kieliszek na podłogę i wstał, kierując kroki do swojej sypialni.
- Pokażę ci. Zaraz wracam.
Tommy nie zdążył dolać sobie wina, a Adam był już z powrotem, trzymając w ramionach małe, białe zawiniątko.
Popiskujące zawiniątko.
Blondyn obserwował z ciekawością, ale i z lekkim niepokojem, kiedy aktor siadał z powrotem na poduszce i odwijał miękkie, bawełniane płaty cienkiego ręcznika. Podsunął je Tommy'emu, a ten ostrożnie przejął je i położył sobie na podołku. Odwinął ostatnią warstwę materiału i jego oczom ukazała się mała, czekoladowobrązowa kulka, która zamilkła, otworzyła czarne jak węgiel oczy i poruszyła kilkakrotnie wilgotnym noskiem, obwąchując dłonie muzyka.
Psiak miał kędzierzawą sierść i krótki ogonek, którym merdał delikatnie na boki. Nagle kichnął – a Tommy, choć nigdy by się nikomu do tego nie przyznał, uznał to za przeurocze – i wrócił ponownie do cichego popiskiwania.
- Znalazłem ją rano na chodniku. – Powiedział Adam, obserwując pieska uspokajającego się pod dotykiem blondyna. – Chyba ktoś ją wyrzucił. Dobrze, że rano nie ma tu tłumów, bo by ją zadeptali.
- I nadal uważasz, że Nowy Jork jest taki wspaniały?
- To nie miasto ją skrzywdziło. – Zaoponował aktor. - To ludzie zawodzą.
Tommy pokiwał w zamyśleniu głową. – Pewnie masz rację.
- Zabrałem ją ze mną do teatru, spała grzecznie w torbie, a potem wziąłem ją do weterynarza. Powiedział, że to okaz zdrowia. – Uśmiechnął się, widząc jej próby ugryzienia szczupłego palca muzyka.
- To widać. Jest śliczna. – Tommy przełożył ją na grzbiet, aby pogłaskać po miękkim brzuchu. Nie potrafił powstrzymać uśmiechu na jej widok. Kogo jednak nie rozczulały małe zwierzęta?
- Myślę, że ją zatrzymam. – Tommy milczał. Adam nie wiedział, jak ma tę ciszę z jego strony rozumieć. – Nie mogłem jej tam zostawić, przecież wiesz.
- Nie musisz mi się przecież tłumaczyć, Adam. – Podniósł psiaka do góry i pocałował w malutki pyszczek, na co suczka zareagowała kolejnym kichnięciem. Zaśmiali się obaj. – Dobrze, że ją wziąłeś. Bardzo dobrze.
- I nie masz nic przeciwko? Żadnej alergii, wstrętu czy fobii?
Tommy zaśmiał się głośno. – Skąd! Uwielbiam psy. I właściwie to brakowało mi tutaj zwierzaka. – Wyznał. – W moim rodzinnym domu zawsze było ich pełno.
- Ach, fantastycznie! - Klasnął w dłonie Adam, a na ten dźwięk piesek pisnął bojowo jeszcze raz. - A więc poznaj, proszę, Cher Madonnę.
Tommy odwrócił wzrok od maleństwa liżącego właśnie jego kciuk. – Słucham? Nie dość, że Cher, to na drugie Madonna? Nie za dużo szczęścia na raz?
- Możesz się śmiać. – Adam nie wyglądał ani odrobinę na obrażonego; patrzył z uwielbieniem na psiaka w ramionach Tommy'ego. – Jest w sam raz. To będzie najbardziej zajebista suczka w Nowym Jorku.
Tommy zaśmiał się, wyobrażając sobie Adama strojącego ją w kolorowe, psie ciuszki. - Co do tego nie mam wątpliwości.
Adam uśmiechnął się i spojrzał na zegar wiszący na ścianie pomiędzy plakatami. – Już po trzeciej. Nie wiem, czy jest sens się kłaść.
- Ja też już dziś nie zasnę. – Przytaknął Tommy, głaszcząc skulonego na jego dłoni psa. Zerknął w dół i przekonał się, że suczka cicho pochrapuje. – W przeciwieństwie do niej.
Adam zachichotał. - W takim razie, co powiesz na jakiś film?
- Pewnie. Zaraz coś wybiorę.
- A ja zrobię popcorn. Zaniesiesz Cher do mojej sypialni? Połóż ją na żółtej poduszce przy łóżku.
Tommy ostrożnie podniósł się, aby nie obudzić zwierzaka i podążył w kierunku pokoju Adama. Otworzył drzwi i zapalił światło, rozglądając się wokół. Tak naprawdę był tu tylko raz i nawet nie przestąpił progu – nie dlatego, że Adam postawił tu tak wyraźną granicę, ale po prostu nigdy nie miał okazji.
Położył Cher na poduszce i przykrył ją miękkim, bawełnianym ręcznikiem. Rozejrzał się po pokoju; jego większą część zajmowało ogromne, okrągłe łóżko, a resztę wolnej przestrzeni niezliczone wieszaki z dziesiątkami ubrań oraz szafki z kosmetykami i… seks zabawkami.
Tommy przekrzywił w zainteresowaniu głowę i zerknął na przymknięte drzwi, po czym podszedł kilka kroków w kierunku półki. Pomiędzy znanymi mu pejczami i kajdankami, zobaczył mnóstwo kolorowych przyrządów i sprzętów, z których wielu przeznaczenia nawet nie znał.
Cicha woda, pomyślał Tommy.
Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wrócił do salonu, gdzie Adam układał poduszki na kształt wielkich foteli naprzeciwko powieszonego na ścianie telewizora. W całym mieszkaniu roznosił się zapach maślanej, prażonej kukurydzy.
Tommy podszedł do półki zapełnionej pudełkami z filmami na DVD. Przejrzał je pobieżnie i wyciągnął kilka z nich, pokazując je Adamowi. – Kronika opętania, Sierociniec czy Rec?
- Słucham? Nie zmusisz mnie do obejrzenia horroru. Nie ma mowy. – Założył ramiona na piersi i pokręcił głową.
- To czemu je tu w ogóle masz?
Adam wzruszył ramionami. – Sam nie wiem. Pewnie należą do Brada.
Tommy pokiwał głową, zerkając jeszcze raz na pudełka. – To może Dracula? Nie jest aż tak straszny.
- Nie powiedziałem, że się boję… - Zaczął Adam, jednak urwał w połowie zdania, widząc kpiący wzrok blondyna. – No dobrze, nienawidzę horrorów, bo umieram ze strachu. Zadowolony?
- Będę, jeśli obejrzysz chociaż jeden. – Wybrał Draculę, a resztę odłożył na miejsce. Adam nie wyglądał na przekonanego. – Nie daj się prosić. Potrzymam cię za rękę. – Mrugnął do niego i uśmiechnął się szeroko.
Adam odwzajemnił uśmiech. – Niech ci będzie. Ale pod jednym warunkiem.
Tommy uniósł do góry jedną brew. – Jakim?
- Potem obejrzymy musical. Muszę cię w nich wyszkolić. – Spojrzał wyzywająco na muzyka, jakby spodziewając się, że odmówi, a wtedy i on będzie zwolniony z obietnicy obejrzenia horroru.
Tommy przygryzł wargę. Gra była warta świeczki.
- Umowa stoi.
Aktor zamrugał ze zdziwieniem, ale nie skomentował decyzji blondyna. Podniósł z podłogi dwa kieliszki i podał mu jeden, idąc do kuchni po drugą butelkę wina. Nie ma mowy, aby przetrwał dwie godziny zielonych trupów, hektolitrów krwi i szaleńców z siekierami na trzeźwo.
Rozsiedli się na poduszkach, a Tommy włączył film, kładąc miskę z popcornem na swoich kolanach. Adam westchnął cicho i szybko wychylił do połowy wypełniony czerwonym płynem kieliszek, po czym od razu napełnił go ponownie.
Film rzeczywiście okazał się nie być tak strasznym, jak przypuszczał, jednak nie obyło się bez zasłaniania rękoma oczu w niemal co drugiej scenie.
- Jak możesz to oglądać?
Podczas trwania filmu zdążył przygotować drugą miskę popcornu i nakarmić Cher, która zaczęła piszczeć coraz głośniej, domagając się mleka.
Dokończyli też drugą butelkę wina i od razu otworzyli trzecią.
- Nienawidzę cię. Przez tydzień nie zasnę.
Tommy uśmiechał się pod nosem, słuchając komentarzy Adama, jednak nie miał zamiaru mu ustępować i zmieniać film na inny, bardziej przystępny. W końcu on sam miał potem oglądać musical, więc teraz była kolej Adama, aby obejrzeć coś spoza swojej strefy bezpieczeństwa.
- Miałeś trzymać mnie za rękę.
Byli w połowie trzeciej butelki alkoholowego napoju i na policzkach Adama pojawiły się rumieńce. Uśmiechnął się wyzywająco do Tommy'ego, który widział w jego oczach figlarne błyski. Blondyn pokręcił z uśmiechem głową i – przenosząc wzrok z twarzy Adama z powrotem na ekran – wyciągnął rękę, aby zgodnie z obietnicą chwycić dłoń bruneta.
Była ciepła i miękka. Trzymał ją luźno, ale Adam wzmocnił uścisk i splótł ich palce ze sobą. Tommy poczuł się nagle wyjątkowo bezpiecznie. I właściwie, dziwnie na miejscu. Poczuł słabe wibracje w okolicach brzucha, które nasilały się nieco z każdą sekundą.
Adam westchnął cicho. Tommy zerknął na niego kątem oka, jednak brunet nie odezwał się ponownie, więc gitarzysta z powrotem przeniósł wzrok na ekran.
Wolną dłonią sięgnął po w połowie pełny kieliszek i wypił kilka łyków słodkiego napoju. Od wina kręciło mu się w głowie i nie wiedział, czy te sensacje w jego ciele także były skutkiem alkoholu, czy może jednak czegoś zupełnie innego.
Miał wielką nadzieję, że to nie grypa żołądkowa.
Po dłuższej chwili obraz zgasł i pojawiły się napisy końcowe. Adam wydał z siebie westchnienie głębokiej ulgi, po czym zwrócił wzrok w kierunku Tommy'ego. Blondyn widział w jego oczach triumf.
- Moulin Rouge, Grease czy Hair?
Uśmiechnął się na widok nagle ożywionego Adama. – Obojętnie. Wybierz swój ulubiony.
Adam wstał, aby wybrać odpowiedni film i włożyć płytę do odtwarzacza. W tym czasie Tommy wychylił do końca wino i odstawił pusty kieliszek. Nawet nie zorientowali się, kiedy skończyli trzecią butelkę.
Z ekranu popłynęły pierwsze obrazy i dźwięki, choć Tommy nie zarejestrował, jaki musical wybrał dla nich Adam.
Czuł przyjemne zawroty głowy i osobliwą lekkość umysłu. Nie wiedział, czy to alkohol, radość z podpisanego kontraktu, czy ciepło bijące z ciała przyjaciela siedzącego tuż obok. Czy może wszystko naraz.
Dopiero teraz poczuł, że emocje zelżały, adrenalina zniknęła i ich miejsce zajęło zwykłe zmęczenie. Ziewnął dyskretnie i bardziej zagłębił się z swoim siedzeniu. Powieki ciążyły i z wysiłkiem podążał za fabułą filmu, ale miał nadzieję, że wytrwa do końca.
Jednak nawet nie poczuł, kiedy głowa opadła mu na ramię Adama, a powieki przegrały walkę z grawitacją. Kilka minut później spał już głęboko, zwinięty na kolanach bruneta, dopóki ten o świcie nie przeniósł go do jego własnego łóżka.
Aktor zaciągnął zasłony i przykrył go kołdrą. Ostrożnie odgarnął na bok niesforną blond grzywkę i niemal na palcach wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
