No dobra, w końcu TEN chapter! Ciekaw jestem, jak na to zareagujecie... możnaby rzecz, że podjąłem się rzeczy ryzykownej :P Ale zobaczymy, jak to wyjdzie...
Otworzyła oczy. Próbowała rozejrzeć się dookoła. Jej gałki oczne wolno się poruszały… dziwnie się czuła. Chrząknęła. Po chwili zaczęła odzyskiwać mobilność. Poruszyła się. Mimo, że obraz był rozmazany, widziała, że są w jakimś słabo oświetlonym miejscu.
- O, no proszę… w końcu się obudziłaś. - usłyszała znajomy głos. Podniosła się z pozycji leżącej. Usiadła. Szybko przetarła oczy i spojrzała się w kierunku źródła dźwięku. Zobaczyła Wdowę. Siedziała przy oknie i patrzyła się na zewnątrz. Przez chwilę Lena wpatrywała się w nią bez słowa. Rozejrzała się dookoła. Obie były w celi. Nie takiej, jaka była w bazie Overwatch… zadbana, nowoczesna, podobna do budynków z Cyberpunka. Ta była mroczna… jak średniowieczne lochy. Wtedy wydarzenia z ciasnej alejki przy Domie Żebraków zaczęły napływać do jej głowy.
- Zamknął nas? Obie?
- Co się tak dziwisz? Ciebie chce wykorzystać… jako agentka Overwatch możesz mu się przydać do wielu rzeczy. A mnie… chce wydać McDayziemu. Za pieniądze. Oczywiście, jeśli najpierw nie pozabijamy się nawzajem. - spojrzała się na Lenę. Ta udała, że nie słyszała ostatniego zdania. Wtedy poczuła dziwną pustkę. Dziwne uczucie, które było obecne tylko jeden raz. Po walce z Wdową w Londynie.
- Akcelerator nie działa… - wyszeptała. - Dobrze, że stabilizator ciągle mnie trzyma przy ziemi.
- Wątpię, żeby cokolwiek w tym twoim światełku zostało… kiedy je zniszczyli mignęło kilka razy… a potem się wyłączyło.
- Nawet seria z karabinu w to miejsce nie zniszczy stabilizatora. Jest bezpiecznie ukryty… to jedna z części, która trzyma mnie na tym świecie. A z resztą… pewnie Cię to nie interesuje. - pokiwała głową. Zaczęła się rozglądać po celi. Przestudiowała dokładnie drzwi. Chciała podejść do okna… ale uznała to za ryzykowny pomysł.
- Mogłabyś… odsunąć się trochę?
- Po co? - odpowiedział obojętnie.
- Chcę… poszukać drogi ucieczki. - Wdowa pokiwała głową.
- Oszczędź sobie… próbowałam.
- Być może coś przeoczyłaś.
- Wątpię.
- Przestań marudzić, tylko mi pomóż… mamy ten sam problem. Połączymy siły i wyrwiemy się stąd. - Wdowa zachichotała.
- Widzę, że nic się nie zmieniło… nadal tam sama, głupiutka dziewczynka. - Jej wyraz twarzy stał się bardziej poważny. - No dobrze, uciekniemy… i wtedy co? Nie puścisz mnie wolno… więc albo Cię zabiję, albo ucieknę… choć nie widzę powodu, by się powstrzymywać.
- Nie? - Lena uniosła brew. - Na pewno? - Złotooka spojrzała się na nią pytającym wzrokiem. - Słuchaj… Wdowa. - westchnęła. - Myślisz, że siedzieliśmy na tyłku i nic nie robiliśmy, podczas gdy ty mordowałaś kolejne osoby? Cóż… może Cię zdziwię, ale tak nie było. Studiowaliśmy wszystko, co o Tobie mamy. Kamery zarejestrowały kilka z twoich… zleceń. Mimikę twarzy widać… całkiem dobrze. - cisza.
- Co próbujesz przez to powiedzieć.
- Przestań udawać… wiem, że ta obojętność, to tylko poza. W rzeczywistości zabijanie Cię boli. - Wdowa uniosła brwi.
- Czyżby…
- No… może nie do końca boli. Ale przed pociągnięciem za spust masz wątpliwości, to było widać. Podczas zabójstwa Bena i komisarza szczególnie… ale ostatnie nagranie, jakie zdobyliśmy, z morderstwa prezesa Eques, pokazuje, że ręka Ci się trzęsła. Podczas zabójstwa kogoś, kto uważany jest za bezdusznego… i kogo w ogóle nie znasz. Podczas naszego spotkania sprzed kilku tygodni… zachowywałaś się zupełnie inaczej. Jak przypomnę sobie ten twój śmiech po tym, jak spytałam Cię, czemu zabiłaś… - potrząsnęła głową. - To nie ty. Założę się, że serce w końcu zaczęło Ci mięknąć… choć rychło w czas. - Wdowa popatrzyła się z powrotem na okno.
- Mylisz się
- Być może przesadzam… ale jest w tym ziarno prawdy. Programowanie zaimplementowane przez Szpon nie zakładało czegoś ważnego… albo nie wytrzymało. Oczywiście potrafisz to opanować, więc podczas walki ze mną pewnie by Ci to zbytnio nie przeszkadzało...
- ...A ucieczka przed Tobą bez twojego działającego światełka nie byłaby taka trudna… ciągle nie widzę powodu, dla którego chcesz się ze mną układać.
- No dobrze… załóżmy, że uciekniesz, niezależnie od tego, czy mnie zabijając, czy nie… co dalej? Dalej będziesz żyła mordując?
- To jedyne, co potrafię, więc… tak.
- Oszalałabyś szybciej, niż myślisz. - Wdowa zaśmiała się.
- Śmiem wątpić.
- Teraz nie wiem, czy jesteś głupia i naprawdę tak sądzisz, czy po prostu chcesz, żebym przestała gadać…. albo jedno i drugie. - cisza.
- Co proponujesz? - Lena ułożyła usta w dzióbek.
- Zabiorę Cię do siedziby Overwa…
- Chyba żartujesz. Wolę oszaleć, niż własnowolnie dać się zamknąć.
- Nie, nie zamknąć…
- A, tak… - Wdowa znowu przerwała. - Chcecie się dokopać do Amélie… nadal łudzicie się, że coś we mnie zostało. Wybacz, ale to dla mnie jak wyrok śmierci, jeszcze gorsza alternaty...
- Dasz mi dokończyć?! - krzyknęła Lena. Wdowa spojrzała się na nią z zaskoczeniem. - 'Ma do zaoferowania coś jeszcze innego?' - pomyślała zdziwiona. Lena westchnęła. - Pewnie mnie wyśmiejesz, ale… może… zrobilibyśmy z Ciebie pożytek. - kobieta przy oknie przymknęła oczy.
- Nie myślisz o tym, co ja… prawda?
- Obawiam się, że jednak tak - Lena zarumieniła się.
- Chcesz, żebym dołączyła do Overwatch? - Smuga przytaknęła. Wdowa zaśmiała się szaleńczo. Pokiwała głową i z uśmiechem na twarzy spojrzała za okno. - Do końca oszalałaś.
- Słuchaj, wiem, że to brzmi głupio, ale… pomyśl… Ty przecież…
- Tu nie chodzi o mnie… tylko o co to zrobiłam. Po setkach zabójstw chcesz mnie nawrócić… jesteś głupia, próbując mnie wykiwać… albo nienormalna. - cisza.
- Wiem, to brzmi niedorzecznie… ale wiele można wybaczyć… nawet zbrodniarzowi… jeśli rozumie swój błąd…
- Skąd pomysł, że go rozumiem? - Wdowa pokiwała głową. I znów, przez dłuższą chwilę nastała kolejna cisza. - No tak… Smuga… - zaczęła spokojnie. - Wieczna optymistka… wierząca, że życie jest bajką ze szczęśliwym zakończeniem dla każdego… jakież to słodkie. I naiwne. To nawet do Ciebie pasuje.
- Słuchaj, skończmy to już… i tak pojedziesz ze mną. Jeśli nie dobrowolnie, to Cię zmuszę.
- Oho… zaczęło się robić groźnie. - Lena odwróciła się od niej i poszła w kierunku ławki. Usiadła. - Nawet jeśli ty wierzysz w tą utopijną wersję… reszta twoich przyjaciół na pewno nie.
- Oho… czyżbym zaczęła Cię przekonywać. - Wdowa ucisnęła zatoki - 'Chyba nie myślę zbyt trzeźwo… te cholerne powietrze zaczyna wpływać na mój mózg…' - Tak z innej beczki… ile tu już siedzimy? - Kobieta wzruszyła ramionami.
- Kilka dni… nie liczę.
- Tydzień?
- Może. - Lena zaczęła szukać jakiejkolwiek rzeczy pod ławką.
- O co chodzi z tym… no, tym…
- Żniwiarzem?
- Tak.
- Wygląda na to, że dorabia sobie na boku… bez wiedzy Talona.
- ...Talona? - Wdowę przeszedł dreszcz. Miała tego nie mówić. Lena spojrzała się na nią. Zobaczyła, że coś ją trzęsło.
- Kto to jest? - spytała nagle tracąc zainteresowanie ławką.
- Nikt ważny. - Kobieta zaśmiała się.
- Nie potrafisz kłamać złotko. Kawa na ławę, mów.
- Nie dowiesz się tego ode mnie.
- Czyżby głównodowodzący Szponem. - Wdowa spojrzała się za okno. Nie chciała powiedzieć czegoś głupiego, coś, co by utwierdziło Lenę w jej przekonaniu.
- Coś zbyt cicho… więc chyba mam odpowiedź. - Złotooka ciągle się nie ruszyła. - To pseudonim czy nazwisko? - Ciągle nic. Lena westchnęła. - No dobra… tego już Cię od Ciebie nie dowiem. No już, spadaj z okna. - Podeszła do niej. Wdowa popatrzyła się na Lenę. Stały pół metra od siebie. - To co… sztama? - Wdowa spojrzała na wyciągniętą dłoń. Potem z powrotem na drugą kobietę.
- Nigdy nie podawaj ręki morderczyni… inaczej może Ci ją złamać. - Lena przekręciła oczyma. Wyciągnęła dłoń, do jej ręki. Złotooka błyskawicznie złapała ją za nadgarstek i wykręciła go. Lena obróciła się o 180 stopni, przez chwilę wyjąc z bólu.
- Aj… dobra, dobra… zrozumiałam. - Wdowa puściła jej rękę. Smuga upadła na podłogę, ciężko oddychając. po chwili wstała i spojrzała na swój nadgarstek.
- Cholera… nie tylko zmienili Ci kolor skóry… jesteś cała lodowata. - Była zabójczyni zignorowała to, ale odeszła od okna. To pozwoliło Lenie na przypatrzenie się jemu. Zaczęła przyglądać się kratom, wychylać się, by zobaczyć, czy w zasięgu ręki jest coś, co może wykorzystać.
- Wydaje Ci się, że zabijanie dla Overwatch cokolwiek zmieni? Że nie będę czuła tej… pustki? Nie uwzględniłaś tego w swoim planie...
- Overwatch zabija tylko w ostateczności… ostatecznej ostateczności. Zresztą każdy, który dołącza do tej grupy całkowicie zmienia spojrzenie na świat… na przykład Jesse. Z Tobą nie będzie inaczej. - Wdowa pokiwała głową. - Masz coś giętkiego, długiego i metalowego?
- Nie wiem, czy to się wpasuje… ale jedna z warstw mojego stroju jest zrobiona z hartanu. Zapewnia mi ograniczoną ochronę przed elektrycznością.
- Jak bardzo ograniczoną? - Złotooka spojrzała się na nią z przymkniętymi oczami.
- Lepiej mów, co wymyśliłaś. - Lena zagryzła wargę.
- No dobra… tu na zewnątrz jest… no, ta… skrzynka z prądem. Nieważne, myślę, że z pomocą wytrychu uda mi się dosięgnąć zamka… otworzymy skrzynkę. Wtedy będziemy musieli wywołać zwarcie. Przydasz się. Złapiesz jedną ręką za jakiś przecięty kabelek, a drugą za mnie. W ten sposób naładujesz mój akcelerator. Kiedy wejdą strażnicy, urządzę piekło.
- Ciekawy plan… tylko, że akcelerator masz zepsuty.
- Nie mam… jest zbudowany z odmiany heligradanu. To taki… metal, którego struktura może być kontrolowana. Oglądałaś Tranformers 4? - Wdowa zmarszczyła brwi
- Co to jest?
- Nieważne… musi wystarczyć Ci informacja, że akcelerator będzie działał bez zarzutu… jeśli go naładujemy.
- Tylko, że jeśli mam Cię złapać, nie mogę być uziemiona… ani dotykać krat.
- No to po prostu złapię twoją rękę… i tyle.
- To Cię… trochę porazi. Nie będziesz dla mnie przydatna w stanie szoku.
- Widziałam oznaczenia. Napisali, że prąd jest niskonapięciowy. Wytrzymam kilka sekund… oczywiście, jeśli nie zapomnisz mnie puścić. I nie martw się, walczyłam w gorszych warunkach.
- A wytrych?
- Leżał sobie pod ławką… albo nie zauważyli go po poprzednim wejściu, albo uznali, że nie da nim rady otworzyć drzwi. - Wdowa spojrzała się na kraty.
- Jesteś pewna, że to zadziała?
- Absolutnie. - cisza. - To… zaczynamy? - Złotooka westchnęła. Przytaknęła. Lena podniosła wytrych spod ławki, wysunęła rękę poza kraty i znalazła zamek. Spróbowała go otworzyć.
- Długo jeszcze?
- Chwila… niełatwo to ogarnąć w takiej pozycji… ledwo dosięgam... O! - drzwiczki otworzyły się. Lena zrobiła miejsce Wdowie. Podała jej wytrych. Ta podeszła powoli, wzięła go i wysunęła rękę. Poczuła jakiś kabelek. Wtedy Smuga z trudem zmieściła swoją przez inną część kraty i dotknęła jej ręki. Wdowę przeszyło dziwne uczucie. Nie była przyzwyczajona do dotyku. - Dobra... jedziesz. - Lena przełknęła ślinę. Niebieskoskóra złapała wytrych za metalową końcówkę. Przecięła kabel. Lena zacisnęła dłoń… przez te kilka sekund Wdowa czuła się, jakby ktoś jej odrywał kończynę. W końcu puściła. Smuga upadła na podłogę. Miała drżące zęby, była spocona i ciężko oddychała. Popatrzyła się na swoją rękę. Wyglądała okropnie. Wdowa spojrzała się na nią. Ogarnęło ją niepodziewane poczucie winy… ale tylko na chwilę. Zaraz potem usłyszała szybkie kroki.
- Idą tu… - Lena nie reagowała. - Smuga! - podniosła rękę.
- Już, już… - przełknęła ślinę.
- Są po drugiej stronie pokoju, wchodzimy! - dwóch strażników otworzyło drzwi. Celując w kobiety weszli do środka. Zobaczyli ciężko oddychającą Lenę. Spojrzeli się na jej rękę. - Kobieto… oszalałaś?! - Lena przełknęła ślinę. Powoli wstała. Złapała się na kark.
- Dobra… - popatrzyła się na Wdowę. - Poradzę sobie. - W mgnieniu oka mignęła do jednego strażnika i znokautowała go nieporażoną ręką. Nim ten drugi zdążył zareagować, odepchnęła go w kierunku Wdowy. Ta złapała go i uderzyła w tył głowy. Kolejny padł na ziemię.
- Greg? Co tam się dzieje? - usłyszeli głos z dołu.
- Zaraz będziemy mieli towarzystwo…
- Poradzimy sobie - przerwała Lena. - I pamiętaj… żadnego zabijania.
- Taaa, oczywiście… - usłyszały kolejne kroki, tym razem nikt nie biegł, tylko szedł. - Muszę odzyskać swój sprzęt.
- Dobra, niech będzie… wiesz, gdzie jest?
- W życiu nie widziałam tej placówki. Nie mam pojęcia, co to jest, ani gdzie... musimy wszystko przeszukać.
- Cóż… miejmy nadzieję, że miejsce nie jest jakieś duże.
- Otwarte drzwi! Zawiadomcie Alana!
- Alana? To ten Żniwiarz? - spytała zaraz po tym, jak mignęła przed za drzwi i w korytarzu obezwładniła jednego z nich. Uderzyła tak mocno, że jego towarzysze przewrócili się.
- Nie… on nie ma imienia. - Wdowa wyskoczyła zza drzwi i rzuciła się na kilku pozostałych. Szybko wszystkich pozbawiła przytomności. Strażnicy próbowali walczyć, jednak każdy cios był parowany, albo unikany. Ostatni z nich został przyciśnięty do ściany. Po chwili zorientował się, że ma na szyi ostrze.
- Do jasnej cholery, co tam się dzieje?! - kolejny zniecierpliwiony głos z dołu.
- Nic takiego. - wyszeptała Wdowa. - Próba ucieczki… trzeba było dać panienkom nauczkę. - delikatnie przejechała ostrzem. - I radzę Ci to wypowiedzieć czysto. - Strażnik przełknął ślinę. Poczuł, że ostrze coraz bardziej naciska.
- Nic takiego… tylko… próbowały uciec… ale sytuacja opanowana… trzeba było dać im małą nauczkę… - jego głos nie zdradzał przerażenia, które było widocznie wyraźne na twarzy.
- Nie potrzebujesz… pomocnej ręki? - usłyszały śmiech. Wdowa dała mu diabelski uśmieszek.
- Nie potrzebujesz. I zajmiesz się naprawą.
- Nie... już nie. Dajcie mi chwilę… ogarnę prąd z powrotem.
- Grzeczny chłopczyk. - wyszeptała i obezwładniła go.
- Ale… nie zabiłabyś go, nie? - Złotooka przekręciła oczyma. Udała, że nie słyszała tego pytania.
- Przez jakiś czas jesteśmy bezpiecznie… musimy planować kolejne ruchy ostrożnie.
- Jasne… więc… w którą stronę?
- Jesteśmy w czymś w rodzaju wieży… na samej górze. Nie pozostaje nic, jak chodzić w dół. - Lena zaśmiała się.
- Kto mocuje tą… skrzynkę z prądem na zewnątrz, kilkadziesiąt metrów na ziemią?
- To projekt Żniwiarza… od razu widać.
- Hmmm… a może dalibyśmy radę zejść po ścianach?
- Cegły są mokre i gładkie, widziałaś… poza tym, gdyby ktoś nas zauważył, nie mielibyśmy gdzie uciec.
- Fakt… czyli droga ucieczki jest tylko jedna. - Lena zaczęła schodzić, Wdowa za nią. Przymknęła oczy patrząc się na Smugę. Potem na wytrych. Teoretycznie mogła teraz to zakończyć… ale czy to na pewno był dobry pomysł? - 'Byś może ma rację… może faktycznie bym oszalała… widać było już pierwsze oznaki...' - pomyślała. - 'Z drugiej strony, prawie na pewno mnie okłamuje, trafię pod klucz...'
- Myślisz, że Żniwiarz tu jest? - szept Leny wyrwał ją z zamyślenia.
- Wątpię… inaczej wezwaliby jego, nie jakiegoś… Alana.
- Wydawał się znacznie potężniejszy, niż w muzeum… nie chciałabym na niego trafić. Musimy działać ostrożnie. Jeśli coś pójdzie nie tak, wszyscy z okolicy się tu zejdą…
- Co ty nie powiesz... - Lena przekręciła oczyma.
W centrum Overwatch panowały ponure nastroje. Każdy zajmował się tym samym… chciał znaleźć jak najwięcej informacji o tym, gdzie mogła podziać się Lena. Przesłuchali Amy, próbowali znaleźć ślady walki, Winston za pomocą sygnatur próbował namierzyć akcelerator… ale nic nie wychodziło. Jack w swoim pokoju wpatrując się w hologram. W pewnym momencie walnął pięścią w stół. Nie mógł na nic wpaść. Odpalił telewizję.
- ...jednak w ostatnim tygodniu nie zarejestrowano aktywności agentów. Niektórzy twierdzą, że rząd zaczął domagać się od Overwatch zaprzestania działania. Niestety na obecną chwilę nic więcej nie wiadomo. - Hologram wyłączył się. Jack spojrzał się w tył. Zobaczył Jessiego.
- Znalazłeś coś? - spytał go.
- Nie, nic… ale nie poddaję się. Szukam dalej. Rano wyjeżdżam na południe… wezmę ze sobą Torbjörna. Będę potrzebował narzędzi. Winston mówi, że kilkadziesiąt kilometrów stąd coś nadało podobny sygnał do tego z akceleratora Leny…być może to jest to. - Jack westchnął.
- Kręcimy się w kółko… nie znaleźliśmy do tej pory żadnej informacji…
- Mamy poszlaki. Nie martw się, Jack… znajdziemy ją.
- Nie był bym tego taki pewien…
- Weź się w garść. Nie siedziałeś tak z tą miną na twarzy, gdy Lena zniknęła po awarii akceleratora, a teraz będziesz? Daj spokój...
- Może masz rację… - wzruszył ramionami.
- Jesteś przywódcą… nie powinieneś się poddawać. Obszedłem wszystkich… dzielą się swoimi przemyśleniami, nawet, jeśli niewiele pomagają… naprawdę starają się znaleźć Lenę. A ty… jako lider powinieneś dawać przykład. - Jack popatrzył się na Jessiego z kwaśną miną.
- Doceniam motywację… ale nie przesadzaj. - Kowboj westchnął.
- Idę do kuchni… chcesz coś?
- Obejdzie się. - podsunął się do biurka i spojrzał się na hologram. Podparł głowę jedną ręką, a drugą zaczął coś wpisywać na klawiaturze. Jesse pokiwał głową, ale nic nie powiedział. Wyszedł.
Wkrótce zmienimy nieco punkt patrzenia na tą historię :) Tymczasem dajcie znać, co myślicie o tym chapterze.
