10. Dożynki
Nad równinami Rohanu robiło się coraz ciemniej. Jednak w promieniu 20 kilometrów od Helmowego Jaru było wyraźnie słychać głośną muzykę. Był to znak, że zabawa układa się jak najbardziej pomyślnie. Jedynie kilka osób znało niebezpieczeństwo, jakie zawisło nad świętującymi pomyślne zakończenie plonów.
W najbardziej luksusowym apartamencie lokalnej stodoły zebrał się sztab kryzysowy - Theoden, członkowie Drużyny Pierścienia, wójt oraz proboszcz. Jako pierwszy odezwał się Aragorn, który opisał dokładnie oddział orków, który zobaczył gdy był w drodze do Jaru. Zapewniał kilka razy, że nie było to jedynie jego złudzenia. Wreszcie głos zabrał Theoden:
- W takim razie musimy czekać na ich wizytę. I tak nie mamy najmniejszych szans aby się obronić.
W tym momencie zabrzmiał donośny róg. Pomimo najgorszych obaw nie byli to jednak Uruk-h*je nasłani przez Sarumana, lecz tajemniczy sojusznicy.
- To są ci twoi orkowie - zawołał gniewnie władca - ale zaraz... kim wy w ogóle jesteście?
- Nie pytaj się ich, bo odpowiedz będzie trwała do rana. To elfowie, niezrównani łucznicy. Przydadzą nam się w bitwie - rzekł Legolas
- W jakiej bitwie? Z kim? - zapytał Theoden zupełnie już przekonany, że Aragorn widział tylko wędrowną trupę cyrkową
- Z wrogiem - odkrywczo stwierdził milczący dotąd dowódca elfów - jest o rzut kamieniem stąd - i w tym momencie jakiś mały przedmiot oderwał kawałek ucha wściekłego z powodu nieufności władcy Aragorna
Po półgodzinie ogromne oddziały stanęły przed murami obronnymi wioski. Na wieżyczce pojawił się Theoden z Aragornem w charakterze żywej tarczy:
- Po co tu przybywacie i kto wydał wam pozwolenie na poruszanie się po mojej prowincji? - powiedział z udawanym oburzeniem i zaskoczeniem
- Pozdrawiamy Cię w imieniu Sarumana, zabójczej Białej Ręki, która zdusi ciebie i twój ród- odrzekł Kazik, jeden z ludzi, którzy zajmowali wysokie miejsca w hierarchii oddziałów Czarodzieja. Wypowiedział tradycyjne powitanie Isengardu, gdyż jego niski iloraz inteligencji spowodował, że Saruman kazał mu unikać odpowiadania na pytania innych i zamiast tego nakazał zadawanie własnych - mówił bowiem: "To najlepszy sposób na ukrycie swojej głupoty". Kazik ciągnął dalej: - Przyszliśmy rozegrać z wami partię szachów, aby udowodnić wam, że Isengard jest największą potęgą i mocarstwem w każdej dziedzinie pod słońcem.
- A macie szachownicę? - przytomnie wtrącił Aragorn
- A co to jest szachownica? - Kazik tym razem, na swoje nieszczęście, nie posłuchał rady przełożonego
- Plansza do gry w szachy. - powiedział ze śmiechem jeden z Rohańczyków
- Planszą będzie ta wioska i okoliczne pola uprawne. A grę rozegramy mieczami - powiedział najwyższy z uruk-j*jów śmiejąc się złośliwie
Przez najbliższą godzinę nerwowa krzątanina zapanowała w Helmowym Jarze. Na Murze ustawili się łucznicy, tymczasem sztab kryzysowy przystąpił do rozdawania ludziom niskiej jakości uzbrojenia - dwieście kos, trzysta par grabek, oraz pięćset łopatek do budowania zamków z piasku. Reszta miała obsypywać wroga kostką brukową i (pustymi) butelkami od wyrobów alkoholowych, które były jedynym towarem którego nie można było uznać za deficytowy. Tymczasem poza murami swój dziki taniec bojowy uprawiały hordy Isengardu. Niestety jednemu z żołnierzy formacji butelkowej znudziło się trzymanie ręki w górze, co spowodowało wstrząśnienie mózgu wymienionego już największego z uruków. Niezmiernie rozwścieczyło to żołnierzy Isengardu:
- Na te wstrętne psy! Do ataku! - krzyczeli
- No to mamy już kompletnie przesrane - powiedział Theoden do Aragorna, który rozglądał się już za potencjalnymi ścieżkami ewakuacji.
