Cześć wszystkim! Wróciłam!
Przepraszam, że trwało to tak długo... niestety różne w życiu zdarzają się okoliczności. Lecz teraz mam nadzieję, że uda mi się publikować jeden rozdział na tydzień. Mam nadzieję, że dalej będziecie czytać moje opowiadanie.
Cały świat HP należy do JK Rowling, ja się tylko nim bawię :)
Nadeszło wyjście do Hogsmede. Był luty, a śnieg przykrył cały Hogwart i jego okolice. Zimno otaczało każdy centymetr odsłoniętej skóry, ale uczniowie tego nie odczuwali. Cieszyli się wyjściem z murów szkoły. Było już południe, gdy Harry Potter szedł wkurzony w miejsce spotkania się ze swoją rudowłosą przyjaciółką i ojcem chrzestnym. Chciał udusić Ginny. No może nie do końca, bo nie byłby w stanie jej tego zrobić. Ale na pewno trochę sponiewierać, że kazała mu umówić się na randkę. Była to jego jedyna i ma wrażenie, że najgorsza randka, jaka mogła istnieć. Idąc nie zwracał uwagi na przechodzących obok uczniów, ale oni widzieli go. Każdy odsuwał się od niego jakby został poparzony. Z zielonych oczu wyzierała złość, mogąca stopić nawet najtwardszy lód.
Dostrzegł ją. Jej włosy odznaczały się na białym krajobrazie. Tego koloru nie mógłby pomylić z żadnym innym. Kolor płomieni. Mieniący się czerwienią i miedzią. Stała tyłem do niego. Wziął śnieg i zrobił z niego kulę, którą rzucił prosto w jej pośladek. Odwróciła się zaskoczona i już leciała na nią kolejna. Tym razem trafiła w brzuch. Zobaczyła, że to jej zielonooki przyjaciel.
- Harry!
Kolejna kula w twarz.
- Co ty robisz?
Kolejna w szyje.
- Jest to kara za zmuszenie mnie do pójścia na najgorszą randkę!
- To nie moja wina, że wybrałeś sobie taką dziewczynę.
- To miejsce było koszmarne!
I zaczęli się nawzajem rzucać kulkami śnieżnymi. Z każdą byli coraz bliżej siebie. Gdy był już na tyle blisko, to wziął Ginny i ją popchnął. Straciła równowagę i stoczyła się z lekkiego wzniesienia. Harry zszedł do niej, ale po drodze się potknął i upadł. Miażdżąc Ginny. Podniósł się na rekach i popatrzył na swoją poduszkę. Miała na twarzy pełno śniegu i włosów. Odgarnął je. Przez myśl jeszcze mu przemknęło, że są cudowne w dotyku.
- Harry! - Powiedziała Ginny. - Zejdź ze mnie!
- Nie.
- Harry!
- Masz mnie przeprosić!
- Za co?
- Za ta randkę.
- Ale to ty się umówiłeś z tą a nie inną.
- Zapraszałem ciebie, ale się nie zgodziłaś.
- Nie lubię tego miejsca.
- Dobrze wiem, czemu - odpowiedział Harry ze złością.
Patrzył na nią wyzywająco i oczekująco. Stwierdził, że nie odpuści. Choćby miał odmrażać się później. W tym czasie jego rozsądek poszedł sobie na spacer, a stery przejęło rozczarowanie i gniew. Ginny patrzyła na niego i widziała w jego oczach determinacje i ból. Musiała przyznać sama przed sobą, że to było trochę wredne. Nawet jak na nią. Patrzyła na niego tym samym spojrzeniem, co on na nią. Ona też nie chciała dać za wygraną. Kochała czuć kontrolę. Lecz po chwili rozmyślań, jej oczy zmiękły. Dostrzegła w umyśle obrazy Harry'ego myśli. Dostrzegła go, gdy miał nie więcej niż 9 lat i krzyczącą na niego ciotkę. Później widziała wspomnienie z jego jedenastych urodzin, gdy Hagrid pokazał mu magiczny świat. Później widziała siebie w Komnacie Tajemnic leżącą na podłodze. W jego oczach widziała prośbę by się obudziła. Później zaczęły wirować obrazy ich wspólnych chwil. Gdy się śmiali i byli szczęśliwi. Czuła przez ich więź szczęście. Harry był szczęśliwy będąc z nią i jej rodziną. Widziała, pomimo iż zmusiła go do randki, to nie był na nią zły. Po prostu był niezadowolony, że to tak wyszło. Zaatakował ją, bo nie myślał o tym racjonalnie. Poczuła się źle, że nie zgodziła się na tą randkę z nim. Choć z drugiej strony miała satysfakcję, że teraz już nie musi czuć się zazdrosna o Cho. Spojrzała jeszcze raz w jego oczy i powiedziała:
- A chrzanić to!
I nachyliła się by go pocałować. Była sama przed sobą zaskoczona, że to zrobiła. Ich usta się spotkały, ale tak delikatnie, jakby były z porcelany. Harry nie spodziewał się takich przeprosin. Zaskoczyła go. Lecz, gdy dotarło do niego, że ma okazje pocałować Ginny to uśmiechnął się w myślach i odwzajemnił pocałunek, poruszając swoimi wargami. Rudowłosa odpowiedziała tym samym. Wcześniej zaczynał marznąć, ale teraz ogień, który się pojawił topił wszystko. Począwszy od jego złości skończywszy na zmarzniętych kończynach. Czuł, że ręce Ginny wędrują do jego włosów i bawią się nimi. On sam położył jedną rękę na jej plecach i muskał końcówki jej włosów, a drugą dotykał jej karku. Było to niesamowite uczucie. Ich myśli przeplatały się ze sobą, co chwila słysząc imię jednego, bądź drugiego. Oderwali się od siebie. Zetknęli się czołami i otworzyli oczy. Dostrzegli w nich zrozumienie i akceptacje. Harry położył swoją dłoń na jej policzku i potarł kciukiem jej usta. Ona zrobiła to samo w stosunku do niego. Rozchylili lekko usta, wciąż jakby nieświadomi swoich działań. Wtedy przerwano im:
-Co robicie dzieciaki? - Usłyszeli głos tak bardzo podobny do Syriusza. Oderwali się od siebie i Harry wstał z Ginny. Zapomnieli, że cały czas leżą na śniegu. Koło nich stał Łapa z szerokim uśmiechem na ustach. Podniósł brwi. Oczekiwał odpowiedzi. Harry otrzepując się ze śniegu powiedział:
- Gin przepraszała mnie za zmuszenie mnie do najgorszej randki.
- Harry! - Oponowała Ginny. - Sam sobie wybrałeś dziewczynę!
- Ty się nie zgodziłaś!
- Potter! Przypominam Ci, że ja nie jestem normalną dziewczyną.
- A ja normalnym chłopakiem! Poszlibyśmy, jako przyjaciele! A tak teraz nie odważę się na ponowny taki krok.
- Przesadzasz! Spotkasz kiedyś długonogą czarownice i nie będziesz miał wyboru.
- Dobry punkt Ginny! Jak spotkam! A na razie żadna czarownica nie jest tego warta.
- Nawet ja? - Spytała zadziornie. Mignęły jej sceny sprzed kilku chwil.
- Sama mówiłaś, że jesteś inna. Gdybym się z Tobą umówił musiałbym zaprosić cię na latanie na miotłach, w dodatku przypadkiem nie pozwolić ci wygrać. A jedlibyśmy na kocu rozłożonym na środku boiska z Twoimi ulubionymi przysmakami, a na koniec dałbym ci zaproszenie na spotkanie z Gwenong Jones.
Harry mówił to strasznie niedbale, wręcz lekceważąco, jakby każdy był świadom tego, czego ona oczekuje. Ją natomiast zamurowało. Patrzyła na niego, jak mówił nie wierząc. Jeszcze bardziej pożałowała, że nie zaakceptowała zaproszenia. Gdyby rzeczywiście ja zaprosił byłaby to jej najlepsza randka. Jak skończył Syriusz popatrzył na nich i uśmiechnął się pod nosem. Chciał się odezwać, ale pierwsza zaczęła Ginny:
- Rozumiem, że to zaproszenie? - Droczyła się. Spojrzała na niego z wyzwaniem w oczach.
- Chyba śnisz! - Odpowiedział. Ale w jego umyśle zaczął sobie wyobrażać taką ewentualność…
Widziałam Harry.
Natychmiast przestał o tym myśleć.
Niby, co? Udawał, że nie rozumie.
- Dobra dzieciaki! - Syriusz zaczął. - Idziemy do Trzech Mioteł.
- Ale Syriusz! - Zaczął Harry. - Ktoś cię zobaczy!
-Nie martw się.
Harry spojrzał na niego dziwnie, ale poszli. Dotarli na miejsce i usiedli przy stole. Harry i Ginny koło siebie. Nikt nie zwrócił na nich uwagi. Nastolatkowie patrzyli zdziwieni po całym pubie.
- Syriusz - powiedział Harry. - Co się dzieje?
- Widzisz zostałem ułaskawiony.
- Co?! - Powiedzieli unisono Harry i Ginny.
Dzięki artykułowi w Proroku Codziennym doszło do rozprawy w sprawie Syriusza. Podali mu veritaserum i musieli go uniewinnić. Wypłacili mu odszkodowanie i teraz jest wolnym człowiekiem.
- Łapa! To niesamowite! - Ginny.
- Ale to nie wszystko - uśmiechnął się. I zwrócił do chłopca - Jestem Twoim prawnym opiekunem!
- Co? - Harry'ego zatkało.
- A! - Pisnęła Ginny. - To super!
Zerwała się i przytuliła Harry'ego dając mu całusa w usta. Odsunęła się szybko, gdy zorientowała się, co zrobiła. Na jej policzkach natychmiast zakwitł rumieniec. Udała, że to nie jest nic dziwnego i podeszła jeszcze do Syriusza by go przytulić. Harry zerwał się z miejsca i podszedł do Syriusza. Choć na jego twarzy również można było dostrzec rumieńce. Przytulił go. Syriusz poklepał go po plecach. W ich oczach można było dostrzec ślady łez. Usiedli z powrotem na miejscach. Syriusz patrzył to na jedno to na drugie nie bardzo wiedząc czy coś powiedzieć, czy zapytać. Odezwał się Harry:
- Czyli nie wracam do Dursley'ów?
- Nie Harry - odpowiedział Syriusz.
- To wydaje się nie realne.
- Ale jest Harry - powiedziała Ginny.
Popatrzył na nią. Uśmiechała się nie tylko świadczył o tym kształt jej ust, ale również oczy. Harry był szczęśliwy. Szczęśliwy, że w końcu będzie miał rodzinę. Szczęśliwy, że jego życie nie jest jedną wielką walką. Że coś może się zmienić i dać mu szczęście.
- Dobra Syriusz - odezwała się Ginny, zmieniając temat. - Harry wykonał zadanie. Więc już ci odblokowałam zaklęcie.
- Dzięki Ruda! - Odpowiedział.
- Drobiazg - odpowiedziała z uśmiechem i machnęła ręką.
- Ale Harry – powiedział Syriusz. – Zdradź mi jak ci poszła wymuszona randka z tą panną.
Przy ostatnim słowie wskazał na Ginny.
- Oh… - zaczął Harry. – Ale ja nie byłam z Ginny – spojrzał wymownie na nią i dodał: - Nie zgodziła się.
Syriusz zaskoczony spojrzał na nią. Był przekonany, że to była tylko wymówka, aby Harry mógł ją zaprosić.
- Syriuszu – Ginny. – Przecież byłeś przy naszej rozmowie dzisiaj.
Syriusz klasnął w dłonie.
- No tak! Byłem! – Podrapał się po głowie. – Nie słuchałem was… myślałem, o czym innym.
Harry spojrzał na niego ciekawie, ale o nic nie spytał.
- No to tak – ponownie zaczął Harry. – Poszedłem z Cho do Madame Puddifoot.
Syriusz zaczął się śmiać, a kąciki Ginny drgnęły ku górze.
- I… - mówił dalej. – Było fatalnie. Nie dość, że miejsce jest pełne dziewczyńskich rzeczy! To do tego Cho cały czas miała mi za złe, że nie spędzę całego dnia z nią! Powiedziałem jej, że muszę spotkać się z Ginny. Na co ona, że mogłem w takim razie zabrać ją na randkę. No to ja jej odpowiedziałem, że pytałem, ale się nie zgodziła. Obraziła się na mnie i powiedziała, że cytuję: „Nie jestem takim wybrańcem, za jakiego mnie uważała". Rozumiecie to! Wybrańcem! Wkurzyła mnie i wyszedłem trzaskając drzwiami.
Syriusz nie wytrzymał i buchnął śmiechem, podobnie jak rudowłosa. Harry łypał na nich groźnie. Po czym sam nie wytrzymał i też się zaczął śmiać. Po napadzie śmiechu odezwała się Ginny:
- Wiesz… w sumie to dobrze się stało. Masz ją już z głowy.
- Masz rację. Przynajmniej wiem, jaka jest.
- Ale pamiętaj, że jeszcze zostało ci kilkadziesiąt innych dziewczyn w zamku.
- O nie! – Zaczął defensywnie. – Nie zamierzam iść na randkę już nigdy w tej szkole!
- Harry, ale mi już obiecałeś!
Syriusz patrzył na ich wymianę zdań z rozbawieniem. Czekał na rozwój zdarzeń. Zastanawiał się czy Ginny mówi prawdę.
- Nie, nie, nie… nic takiego!
- Ależ tak!
- Nie to było tylko przedstawienie, ewentualnej randki z Tobą. A nie propozycja!
- Dla mnie to było zaproszenie.
- Śnij Ruda!
- Nie będę musiała!
Harry nie kontynuował, bo stwierdził, że i tak nie wygra. Spojrzał na Syriusza by mu pomógł, na co on wzruszył ramionami.
- Wiesz… twój ojciec też próbował coś wybić pewnej rudej osóbce i zwykle mu to nie wychodziło.
Harry westchnął zrezygnowany. Ginny owinęła rękę wokół niego i powiedziała:
- Wygrałam!
Spojrzał na nią i widział błysk w oczach. Nie mógł nic na to poradzić i odwzajemnił uśmiech.
- Ale pod jednym warunkiem!
- Jakim?
- Gdy będzie fatalnie to ja będę wybierał dla ciebie kolejną randkę.
Popatrzyła na niego lekko go oceniając.
- Dobrze umowa stoi – wyciągnęła do niego rękę. Harry na nią spojrzał.
- O nie, nie… tu – i wskazał na swój policzek. Ginny zamurowało. Świadomie kazał jej go pocałować. Prawda, że w policzek, ale jednak. Nachyliła się i dała mu buziaka.
- No to teraz są wszyscy szczęśliwi – podsumował Syriusz. Wszyscy się uśmiechnęli.
- Będę już leciał dzieciaki - powiedział Syriusz. Zaczął wstawać.
Harry wstał i przytulił Syriusza i powiedział cicho "dziękuje". Ginny tez wstała i podała Syriuszowi rękę. Ten na nią popatrzył i przyciągnął wbrew protestom. Gdy ja puścił miała rozczochrane włosy.
- No i jak ja teraz wyglądam! - Tragizowała.
- Nie wierze! - Krzyknął Harry. Popatrzyli na niego. - Ginny Weasley narzeka na wygląd! Niech mnie ktoś uszczypnie, bo chyba śnie!
Spiorunowała go wzrokiem i nadepnęła solidnie na stopę. Powiedziała:
- Jednak nie spisz.
Harry się zaśmiał i przyciągnął jednym ramieniem ja do siebie. Syriusz aportował się do domu, a dwójka przyjaciół udała się do Miodowego Królestwa przed pójściem do zamku. Gdy wyszli Harry zauważył Rona i Hermione. Hermiona stała tyłem do niego i zasłaniała Rona. Chciał podejść, ale gdy zrobił krok w ich kierunku ktoś go pociągnął. Odwrócił się. Ginny.
- Nie idź tam - powiedziała.
- Czemu? Przecież to moi przyjaciele.
- Nie możesz.
- Ginewro - powiedział ostro Harry. Przeszedł ja dreszcz. - Nie będziesz mi mówiła czy mogę iść do swoich przyjaciół czy nie.
Znów zrobił krok, ale ponownie został odciągnięty. Ginny nie chciała dać za wygraną.
- Właśnie, że będę ci mówić. Dla twojego dobra.
- Dla mojego dobra! Co to za bzdury!
- Harry - błagała go. - Proszę. Chodźmy do zamku.
Spojrzała mu prosto w oczy. Zobaczył w nich determinacje i coś jeszcze. Coś, co zmusiło go do posłuchania jej.
- Dobra Ginny, ale po drodze będziesz się tłumaczyć!
- Tak jest Potter.
Harry jeszcze raz spojrzał na przyjaciół i potem na Ginny. Ruszyli. Ginny zaczęła tłumaczyć Harry'emu swoje zachowanie.
- Widzisz. Hermiona prosiła mnie bym cie odciągnęła od nich tego dnia.
- Dlaczego?
- Chciała pobyć z Ronem sam na sam.
Harry uniósł brew.
- Nie patrz tak!
- Ale nic nie rozumiem dalej.
- Trzeba ci wszystko tłumaczyć jak Goylowi- mruknęła. - Hermionie podoba się Ron, a Ronowi Hermiona. Żaden nie zdaje sobie sprawy z uczuć drugiego, wiec im w tym pomogłam. Przed chwila jak ich widziałeś myślę, że nie chciałbyś im przerywać.
I Harry zrozumiał. Lekko się zaczerwienił.
- Potter czy ty się czerwienisz?
- Nie.
- Tak. Widać.
- To z zimna.
- Na pewno nie!
- Tak.
- Nie oszuk...
I nie kończąc zdania Ginny wylądowała na ziemi ostro waląc tyłkiem. Poślizgnęła się na lodzie. Próbowała wstać, ale bolała ja niewyobrażalnie kostka w stopie.
- Choć pomogę ci - zaoferował się Harry.
- Nie nie trzeba. Już wstaje.
Ale syknęła z bólu i opadła z powrotem. Potter nie pytał się drugi raz. Po prostu wziął ja siłą na ręce. Ginny objęła jego szyje rękoma by było mu lżej.
- Widzisz Ginny pokarało Cię - powiedział rozbawiony Harry. Obrzuciła go groźnym spojrzeniem. Ale nie potrafiła się długo gniewać. To był Harry. Traktował ją jak równego sobie. Dlatego pozwoliła mu siebie nieść. Gdyby był to, kto inny sprawa wyglądałaby inaczej. Przy nim nie czuje się słabsza i nie musi udowadniać swojej siły i niezależności.
Nachyliła głowę do jego ucha. Poczuł jej ciepły oddech na policzku. Otworzyła usta ledwie dotykając jego skóry i powiedziała:
- Dziękuję.
A potem pocałowała go w szyje i położyła głowę na jego ramieniu. Harry zignorował dreszcz, który mu się pojawił na plecach.
Także tego... koniec kolejnego rozdziału :)
