Rozdział 10
*W białym dymie pojawiają się rozmyte sylwetki uczestniczek naszej kochanej wycieczki. Autorka, machając dłoni, żeby rozwiać dym, kaszle cicho.*
Autorka: To teraz w ten sposób będziemy podróżować? Chyba wolałam wcześniejszy! Co prawda, mogłam stracić wzrok, ale przynajmniej nie ryzykowałam uduszeniem! Wszystko w porządku dziewczyny?
*Zwraca się stronę grupki dziewczyn, które także próbują złapać w płuca powietrze wolne od białego, ciężkiego dymu.*
Fanki: Żyjemy, Żyjemy… ledwo, ale żyjemy.
Autorka: To dobrze. Musimy się zorientować, gdzie się teraz znajdujemy. Nie wygląda mi to, na żadne znane anime, tak naprawdę to wcale nie przypomina anime.
*Wyciąga swój pilot i naciskając guziki, próbując zorientować się w sytuacji.*
Autorka: O nie! Mamy jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia, a przeniosło nas tam, gdzie już byłyśmy. Co z tego, że to inny wymiar!
Fanka1: Wnioskując z tego, że byłyśmy jedynie w One Piece, Harry Potter, Szaman King, Naruto, FMA i w rzeczywistym świecie…
Fanka2: To znajdujemy się w jednym z tych światów, ale w którym?
Autorka: Domyślcie się: to nie żadne anime, ani świat rzeczywisty.
Fanka1: Czyli zostaje nam jedynie…
Fanki: Świat Harry'ego Pottera!
Fanka2: Ciekawe, kogo tym razem zobaczymy
Fanka1: To nie wygląda jak Hogwart.
*Autorka uśmiecha się do niej czarująco.*
Autorka: Masz racje, to nie jest Hogwart. Jesteśmy na ulicy Pokątnej, a dokładniej na Aleji Śmiertelnego Nokturnu.
Fanki: Dzielnica mrocznych czarodziei! Super!
Autorka: Cieszy mnie wasz zachwyt, a teraz spokój, bo już widzę naszą ofiarę. Ups, przepraszam chciałam powiedzieć, naszego kochanego chłopca.
OoO
Do księgarni wszedł niewielkiego wzrostu drobny chłopiec. Nasuwając bardziej kaptur na głowę, by uniknąć rozpoznania Harry Potter przesunął się w głąb pomieszczenia. Wymknął się w ten sobotni ranek z zamku wykorzystując to, że w całym Hogwarcie panował zamęt spowodowany wyjściem do wioski.
Harmider można było porównać z tym, który panował w chwili, kiedy pod koniec pierwszego semestru w szóstej klasie pokonał w końcu Voldemorta. Kiedyś myślał, że życie było trudne dlatego, że Czarny Pan próbował go zabić, ale teraz, gdy Czarnego Pana nie było już wśród żywych, życie Harry'ego dalej nie należało do najłatwiejszych.
Kiedy po całym magicznym świecie rozniosło się, że Złoty Chłopiec pokonał zło wcielone, Harry'ego zaczęły prześladować gazety. Nie miał chwili spokoju! Wiele ważnych osób chciało się z nim spotkać, na co on nie miał najmniejszej ochoty.
Myślał, że chociaż w szkole odetchnie, gdy mury zamku będą go chroniły przed wścibskimi reporterami, ale bardzo się pomylił. W Hogwarcie w miejsce reporterów, nękali go uczniowie. Do jego stołu przychodziły nieznane mu osoby, prosząc o autograf i o opowiedzenie po raz tysięczny, jak pokonał Czarnego Pana, a on nie chciał o tym mówić. Czy nie mogli zrozumieć, że to nic przyjemnego stanąć przed kimś i wymówić śmiertelne zaklęcie?!
Coraz częściej przesiadywał sam w pokoju, ucząc się nowych zaklęć. Przyjaciele powoli zaczynali się temu dziwić, przecież Voldemort był pokonany i Harry może żyć tak, jak chce. Nie rozumieli, że ogarnął go głód wiedzy. Chciał poznać wszystkie możliwe zaklęcia, nie tylko te pochodzące z białej magii, chciał też poznać czarną, pamiętał bowiem, co mu powiedział Voldemort, że żadne zaklęcie nie jest złe, dopóki ludzie nie wykorzystają go do niecnych rzeczy.
Dlatego Harry coraz częściej wymykał się z zamku na Nokturn, by poszukać książek o czarnej magii.
Przechadzał się między regałami księgarni, szukając jakieś interesującej pozycji, aż w końcu jego wzrok przyciągnęła książka oprawiona w czerwoną skórę. Sięgnął po nią i zagłębił się w treści. Nie wiedział, że zaciekawione spojrzenie niebieskich oczu śledziło go już od dłuższego czasu.
— Kto by przypuszczał, Złoty Chłopiec w takim miejscu? Ciekawe jakby zareagowały na taką informację gazety? Jak myślisz, Potter?
Lucjusz Malfoy, który obserwował go już od dłuższego czasu, pochylił się nad chłopakiem. Widywał go już wielokrotnie w ciągu ostatnich tygodni i zawsze potrafił rozpoznać niezależnie od przebrania. Dziwił się, że inni czarodzieje nie wyczuwają ogromnej mocy która otaczała Pottera. Był znaczenie silniejszy od dawnego dyrektor Hogwartu.
Arystokrata przypuszczał, że było to spowodowane tym, że tylko potężni czarodzieje mogą wyczuć moc innego czarodzieja. Tym co jednak przykuło jego uwagę i wzbudziło zainteresowanie chłopcem, był fakt, że moc Pottera nie była czysta. Jej jasność i blask zakłócał minimalny cień, który z każdym dniem potężniał. To tak naprawdę sprawiało to, że chłopak stał się dla niego atrakcyjny, na tyle by chciał się mu dokładniej przyjrzeć. Harry, rozpoznawszy właściciela arystokratycznego głosu, spokojnie odwrócił się i ściągnął kaptur z głowy. Unosząc wzrok, uśmiechnął się kpiąco.
— Nie wiem. Zapewne byłyby zaskoczone, że wybawiciel magicznego świata znajduję się w takim miejscu. Ale wystarczy o mnie, powiedz proszę, jak tobie się żyje teraz, gdy nie jesteś pod opieką Czarnego Pana?
Przez chwilę mężczyzna nie odpowiedział, przyglądając się twarzy chłopca. Potter bardzo się zmienił. Chociaż wciąż był niski, to jednak nie przypominał już nieatrakcyjnego i nieśmiałego dzieciaka, którym kiedyś był.
Przestał nosić okulary, które zastąpił soczewkami, dzięki którym zieleń jego oczu stała się jeszcze bardziej intensywna, nie nosił już używanych ubrań Dudleya, a jego włosy pozostawały w lekkim nieładzie, jakby ich właściciel zbyt często przesuwał po nich dłońmi.
Lucjusz uświadomił sobie, że stoi przed nim młody mężczyzna o wielkiej magicznej mocy, który potrzebuje nauczyciela, by się nim zajął.
— Mam się dobrze, w ideach Czarnego Pana najbardziej pociągało mnie szybkie wzbogacenie.
— Typowe, jak przystało na Malfoya — prychnął chłopak.
— A wiesz, co jest jeszcze dla nas typowe? — spytał, pochylając się jeszcze bardziej tak, że jego długie blond włosy połaskotały chłopaka po policzku.
Harry uśmiechnął się szeroko. Rozumiał czego chce mężczyzna i postanowił skorzystać z zaproszenia, w końcu Lucjusz był przystojny na swój własny, arystokratyczny sposób.
— Co? — oblizał prowokująco usta.
— Malfoy zawsze dostaje to, czego chce. — Nie czekając na odpowiedź Lucjusz pocałował go głęboko.
Harry szybko zaczął oddawać pocałunek, ich języki splotły się w namiętnym i gorącym tańcu. Po kilku sekundach, słysząc dzwonek do drzwi księgarni, Lucjusz odsunął się od niego ścierając kciukiem ślinę z jego podbródka w niemal czułym geście.
— Może przeniesiemy się do mnie ,chyba, że wolisz żebym cię wziął wśród tych regałów? Mnie osobiście to nie przeszkadza.
Po raz kolejny wpił się ustami w usta potencjalnego kochanka, unosząc go do góry i opierając o regał.
— Wolałbym jednak udać się do ciebie — Harry wyjęczał, gdy Lucjusz w końcu uwolnił jego wargi i zajął się składaniem pocałunków wzdłuż jego szyi.
— A mogło być tak przyjemnie, zacisznie, wśród starych tomów, tu przynajmniej nikt by nam nie będzie przeszkadzał, ale skoro wolisz mój dom, to trzymaj się mnie mocno.
— Na wypadek gdybyś nie zauważył, to ja cię wręcz unieruchomiłem.
Lucjusz spojrzał krytycznie na ich splecione ciała. Harry oplatał go ciasno nogami i rękoma, a on sam opierał zgrabny tyłek chłopaka o swoje biodra, a ręce trzymał pod jego koszulką.
— Masz rację, ale przynajmniej nigdzie mi nie uciekniesz.
Malfoy skupił się i teleportował siebie i nastolatka do domu, a konkretnie do swojej sypialni.
Wycieczka podążyła za nimi.
Zjawiając się w wielkim pokoju, gdzie centralne miejsce zajmowało wielkie okrągłe łóżko, Malfoy ułożył go na pościel.
Harry, będąc już na łóżku, rozciągnął się jak duży kot, mrucząc:
— Aksamit, hm jak przyjemnie.
Całe pomieszczenie było w kolorze srebrnym i zielonym. Ozdoby stanowiły tylko srebrne wyrzeźbione węże.
— Jak na prawdziwego Ślizgona przystało.
— Czy masz coś przeciwko temu?
Zielone oczy skierowały się na mężczyznę, który stał nagi przy łóżku, a jego poskładane ubrania znajdowały się na krześle. Harry prześlizgnął wzrokiem po dobrze zbudowanym ciele Lucjusza, zatrzymując dłużej wzrok na jego męskości. Oblizał usta zachwycony tym, co widzi.
— Wręcz przeciwnie — mruknął.
— Rozbierzesz się sam, czy mam ci w tym pomóc?
— Wolę, żebyś to ty mnie rozebrał — wyznał i rozłożył się wygodnie na pościeli, zamykając oczy.
Harry poczuł, jak sprężyny uginają się, gdy mężczyzna wszedł na łóżko. Po chwili poczuł jak kochanek ściąga z niego płaszcz, a później minimalnie unosi jego koszulkę. Z każdym odsłoniętym milimetrem usta mężczyzny składały na jego skórze pocałunki. Uniósł ręce, by mu pomóc. Gdy czarodziej zdjął z niego górną odzież, zajął się jego spodniami.
Rozpiął suwak i ściągnął z Pottera spodnie, ale zamiast zdjąć tuż po nich bieliznę chłopaka, zaczął go całować pod kolanami. Sunął ustami coraz wyżej, jednak dalej nie zdejmował jego bokserek. Wsunął tylko pod nie swoje dłonie i masował pośladki, co rusz je ściskając.
Harry niezadowolony z tego, że mężczyzna tylko się nim bawi, uniósł powieki.
— Może byś się w końcu przestał bawi… Ach!
Malfoy, obserwując twarz kochanka, poruszył w jego wnętrzu palcem. Rozciągał go powoli i równomiernie. Słysząc płytki oddech czarnowłosego powalił go na brzuch, ściągając z niego bieliznę. Łapiąc go za biodra wszedł w niego gwałtownie.
Potter krzyknął, zaciskając zęby na poduszce. Czuł się tak, jakby coś go rozrywało od środka. Lucjusz nie dał mu nawet chwili na przyzwyczajenie się, poruszał się w nim ostro i gwałtownie, pchając do samego końca. Wiedział, że ból chłopaka zaraz minie, a zastąpi go przyjemność.
Rzeczywiście tak było, powoli, ale jednak Harry przestawał odczuwać dyskomfort.
— Mocniej! — krzyknął w którymś momencie.
Mężczyzna uśmiechnął zadowolony. Już od dawna nie miał tak niewinnego chłopca w swoim łóżku. Przypuszczał, że dla Pottera jest to pierwszy raz, dlatego aby zatrzeć pamięć bolesnego początku, chciał spełnić każdą zachciankę nastolatka, tak, żeby ten zawsze do niego wracał po więcej.
Przycisnął swoje biodra do pośladków chłopaka, trafiając swoją męskością w prostatę kochanka, który krzyknął dochodząc w ekstazie. Malfoy wykonał jeszcze kilka szybkich ruchów i przymykając oczy osiągnął swoją przyjemność.
Wyszedł z niego i położył się obok, obserwując, jak drobne ciało młodszego czarodzieja drży minimalnie po udanym stosunku.
— Możemy się tak spotykać kilka razy w tygodniu — zaproponował Lucjusz.
Szmaragdowe oczy spojrzały na niego badawczo, a później znów wbiły się w zielony materiał poduszki.
— Może ty zdolny jesteś to ciągłego uprawiania seksu, ale ja nie — burknął.
— Nasze spotkania, nie będą skupiać się wyłącznie na cielesnej przyjemności. Chcę cię uczyć, te zaklęcia, które oglądałeś w książce, do niczego się nie przydadzą, jeśli nie będzie cię uczył ktoś, kto już je zna.
— Dobrze, przyjmuję twoją propozycję. Mogę tu zostać, jeszcze trochę? Nie chcę jeszcze wracać do szkoły.
— Godzinę, nie dłużej.
— Niby czemu? — spytał zaciekawiony.
— Draco wraca do domu, opowiedzieć jak mu poszło uwiedzenie kogoś ze szkoły.
— Tak, niby kogo?
— Nie jest ci potrzebna ta informacja.
— A jednak chcę wiedzieć.
— Ciekawość w takim przypadku nie jest zaletą. Powinieneś się jej pozbyć, albo chociaż lekko utemperować.
— Nie przesadzaj, właśnie ta nieposkromiona ciekawość sprawiła, że pokonałem Voldemorta.
OoO
Autorka: Zostawmy ich samych i chodźmy zobaczyć, kogo próbuje uwieść Draco.
*Wycieczka znika w białym dymie.*
