Rozdział 10


Plany Kisuke miały to do siebie, że zwykle stanowiły szeroko zakrojoną, wielopłaszczyznową intrygę, która obejmowała wiele różnorodnych czynników oraz drobnych, acz wcale nie mniej ważnych detali, jakie niejednokrotnie odgrywały później najistotniejszą rolę. Owszem, kiedy bezpośrednio dotyczyły one akurat Ichigo, zawsze musiał brać pewną poprawkę na nieoczekiwane zachowanie ze strony chłopca, choć przeważnie nawet najbardziej absurdalne decyzje nastolatka miały swoisty wzorzec, którego osnową zawsze był altruizm. Również i w tym przypadku to wcale nie nieoczekiwane postępowanie Ichigo okazało się tą nieprzewidzianą zmienną, która popsuła Uraharze szyki, tylko on sam.

Kisuke bowiem wcześniej dogłębnie przeanalizował potencjalne konsekwencje wynikające z zostania omegą Ichigo. Bardzo długo rozważał w głowie suche fakty, wszelkie negatywy i pozytywy idące za takim związkiem. Tak na przykład w stu procentach udało mu się przewidzieć wielkoduszność nastolatka i własne zaangażowanie, ale nie wziął pod uwagę, że folgując swojej naturze, zacznie odczuwać aż tak ogromną potrzebę, aby całkowicie odsłonić się przed Ichigo. Chciał, aby jego alfa zaakceptowała go takim, jakim naprawdę był. Włącznie ze wszystkimi jego egoistycznymi wyborami i czynami.

Z takiej wiedzy nie mogło wyniknąć nic dobrego. Poza tym nie miał prawa obarczać nastolatka ciężarem własnych wyrzutów sumienia. Kisuke doskonale o tym wiedział, ale mimo to posunął się nawet do poproszenia Isshina do zasiania wątpliwości w sercu jego syna. Ta głupia i impulsywna decyzja napełniła go najprawdziwszym lękiem o własną poczytalność. Stanowiło to niezbity dowód na to, czego od początku tak bardzo się obawiał.

Omega w nim powoli, acz sukcesywnie odbierała mu jego zdrowy rozsądek. Nie chciał rozczarować Ichigo, a zarazem też ogromnie pragnął jego pełnej akceptacji. Jednoczesność tych przeciwstawnych bodźców prowadziła do powstania nieuniknionego dysonansu, od którego Kisuke powoli czuł, jak zaczyna wariować. Potrzebował chwili spokoju na zajęcie się swoimi rozbujałymi podszeptami instynktu i, po prostu, złapanie trochę oddechu. Czas spędzany z Ichigo obfitował w intensywne emocje, które również wymagały pewnego usystematyzowania i refleksji.

A Kisuke czuł się tym wszystkim już tak bardzo przeładowany i wytrącony z równowagi.

Dlatego zrobił jedyną logiczną rzecz, jaką mógł zrobić w tej sytuacji. Zaszył się na dwa tygodnie w swoim podziemnym laboratorium, głuchy na wszelkie prośby, czy wieści o czekającym na niego Ichigo. Świadomość tego, jak z perspektywy nastolatka musiała wyglądać ta sytuacja, była niekończącym się źródłem poczucia winy Kisuke. Naprawdę potrzebował samotności, ale znowu wszystko odbywało się kosztem chłopca.

Jako alfa zmartwiona zachowaniem swojej omegi, Ichigo mógł po prostu tu wpaść i dosłownie nawarczeć na niego, od razu stawiając go do pionu. I były momenty, w których Urahara dochodził do zaskakującego wniosku, że może tak byłoby najlepiej. Ale Ichigo, ten szesnastolatek o zbyt wyrozumiałym sercu i jego alfa, nie zrobił tego, ponieważ uszanował jego decyzję, nawet jeśli nagłe wycofanie się Kisuke musiało nie mieć dla niego żadnego większego sensu.

To, że swoim zachowaniem musiał sprawić ogromną przykrość Ichigo, Kisuke domyślił się zaraz po tym, jak z interwencją zjawiła się u niego Yoruichi. Była na niego wściekła i wyraźnie jedynie z powodu starej znajomości powstrzymywała się jeszcze od złapania go obcesowo za fraki i siłą zaprowadzenia na górę, gdzie czekał na niego zmartwiony nastolatek.

- Co jest takiego szalenie istotnego, że nie możesz nawet na chwilę się oderwać i poświęcić choćby tych pięciu minut, aby pójść pogadać z Ichigo, żeby uspokoić go, że wszystko z tobą w porządku! – fuknęła.

Bo nic nie jest w porządku. Kisuke chwilę bawił się w myślach tymi słowami, po części zachwycony i zarazem zaskoczony ich depresyjnym brzmieniem. Przez krótki moment miał ogromną ochotę rzucić nimi prosto w twarz Yoruichi tylko po to, aby zobaczyć jej reakcję, ale ostatecznie zaniepokojenie, jakim emanowała pod całą swoją powierzchowną złością, zgasiły jego zapędy.

- Przekaż Ichigo moje najszczersze przeprosiny, ale naprawdę nie mogę.

- Lepiej żebyś miał ku temu dobry powód – zagroziła mu na odchodnym Yoruichi, rzucając mu świdrujące spojrzenie, jakby chciała przejrzeć jego prawdziwe zamiary.


Kiedy wróciła na górę, Ichigo już stał, szykując się do wyjścia. Gdyby chodziło tylko o kolejny głupi eksperyment Kisuke, nie dałaby za wygraną i jak nic, zmusiłaby przyjaciela do wyściubienia nosa na zewnątrz. Ale Yoruichi czuła, że pod tą wygodną wymówką kryje się znacznie więcej. Nie była jednak do końca pewna, czy powinna podzielić się swoimi spostrzeżeniami z nastolatkiem. Ichigo był może lekko podenerwowany przedłużającą się nieobecnością swojej omegi, co stanowiło dość dużą zmianę w ich zwykłej rutynie, ale poza tym nie wydawał się szczególnie zaniepokojony. Musiał dojść do wniosku, że nic tu po nim skoro Urahara siedział w laboratorium, pochłonięty pracą nad jakimś kolejnym projektem.

- Kisuke kazał mi przeprosić w swoim imieniu – odezwała się Yoruichi, podejmując decyzję, że nie będzie na razie niepotrzebnie niepokoić Ichigo. – Badania są bardzo pracochłonne, więc może to trochę potrwać – kłamstwo gładko ześlizgnęło się jej z języka.

- Dzięki. Tylko tyle chciałem wiedzieć – powiedział Ichigo, skinieniem głowy dziękując jej za fatygę.

Pożegnał się z nią i wyszedł, zapewne wracając do domu na spóźnioną kolację.

Resztę należało pozostawić swojemu własnemu biegowi. Zdając sobie z tego sprawę Yoruichi westchnęła i skierowała swoje kroki do kuchni. Jakoś widok biednego, ewidentnie borykającego się z czymś w samotności Kisuke sprawił, że naszła ją ogromna ochota na mleko.


Yoruichi-san umówiła się z nim, że da mu znać, kiedy Kisuke skończy wreszcie to, czemukolwiek właśnie oddawał się z takim zaangażowaniem. Ale minął jeden tydzień, a potem rozpoczął się kolejny, a wiadomość nie nadchodziła. Ichigo postanowił, że nie da po sobie poznać, jak bardzo brakowało mu obecności Kisuke, jego niepoważnego sposobu bycia i tej czułości, jaką coraz częściej okazywał mu mężczyzna.

Ishida oczywiście musiał zauważyć jego rozkojarzenie na zajęciach, ale nie drążył tematu. Odkąd Ichigo stracił moce shinigami, jego przyjaciele starali się być możliwe taktowni i nie komentowali jego byle grymasu, nawet jeśli wydawał się im nieco podejrzany. Ichigo szczerze nienawidził tego, jak się z nim cackali, ale ten jeden raz z ulgą wykorzystał tę ochronkę, jaką nad nim rozciągnęli, zapewniając sobie spokój od niewygodnych pytań do końca tygodnia.

Dopóki dzień Ichigo wypełniała szkoła i inne przyziemne obowiązki, był tak mocno zaabsorbowany codziennością, że na chwilę skutecznie udawało mu się zignorować tę dziwną pustkę, jaką odczuwał z powodu braku kontaktu ze swoją omegą. Ale w sobotę już nie wytrzymał. Przestało go obchodzić, co sobie pomyśli o nim Kisuke. Po prostu musiał się z nim zobaczyć i to natychmiast.

Do domu wpuściła go Ururu, grzecznie informując, że Urahara kazał sobie nie przeszkadzać. Pieprzyć to. Ile można było badać jakieś gluty pod mikroskopem?

- Muszę się z nim zobaczyć. Możesz mnie zaprowadzić? – powiedział zamiast tego, starając się mimo roszczeniowego charakteru prośby nadać swojemu tonowi pewną grzeczność.

Ururu nie bardzo mając wyjście, zgodziła się z wahaniem. Ichigo cieszył się, że poprosił ją o pomoc, ponieważ wszystkie korytarze w piwnicy wyglądały dokładnie tak samo i nawet nie chciał myśleć, ile czasu jemu samemu zajęłoby znalezienie w tym labiryncie pomieszczenia, w którym przebywał Kisuke.

- To tutaj. Dziewczynka zatrzymała się przed jedną z wielu identycznych mijanych wcześniej par drzwi i zapukała delikatnie.

Ichigo złapał się na tym, że podekscytowany ponownym zobaczeniem się ze swoją omegą po tak długim czasie, zupełnie nieświadomie wziął głębszy wdech, chcąc z wyprzedzeniem wywęszyć Kisuke.

- Tak? – Ichigo aż drgnął słysząc stłumiony uprzejmy głos, który ewidentnie należał do Urahary.

- Przepraszam Kisuke-san, ale Ichigo-san nie chciał zaczekać… – wyjaśniła nieśmiało Ururu.

Zza drzwi dobiegł głośny zgrzyt gwałtownie odsuwanego krzesła.

- Nic się nie stało Ururu-chan, dziękuję, że go tu przyprowadziłaś! – Urahara pojawił się w drzwiach, odzywając się ze zwykłym dla niego entuzjazmem, ale nawet jego zwykła radosna fasada, nie była w stanie zatuszować wyraźnego zmęczenia odbijającego się na jego twarzy.

Jego zwykle blada cera, nabrała bardziej popielatej barwy, nadając mu nieco chorobliwy wygląd. Ale być może był to jedynie wpływ oświetlenia o zimnej barwie, jakie dostarczały sporadycznie rozmieszczone w korytarzu świetlówki oraz zielonkawej poświaty bijącej od ekranów komputera za plecami Urahary. Bez względu na to

Kisuke ogółem wyglądał jakoś niewyraźnie, jakby naprawdę coś mu dolegało.

Usprawiedliwiona przez Uraharę, Ururu oddaliła się cicho, zostawiając ich samych.

- Czemu zawdzięczam tę wizytę? – zagadnął ciekawie blondyn, odwracając się plecami do Ichigo i wracając na chwilę do komputera, aby pośpiesznie wystukać na klawiaturze ciąg komend.

Ichigo osłupiał. Może nie oczekiwał, że jego omega powita go jakoś specjalnie wylewnie, ale byłoby mu miło, gdyby choć ułamek jego własnego entuzjazmu został odwzajemniony.

Ale Kisuke w dalszym ciągu kręcił się tylko po laboratorium, zbyt zaoferowany dostrajaniem i przestawianiem sprzętu, aby poświęcić Ichigo jakąkolwiek większą uwagę. Nastolatek poczuł, jak wzbiera w nim złość na jawną ignorancję mężczyzny. Ichigo poznał już siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że te dziwne łaskotanie, jakie poczuł z tyłu gardła to nic innego, jak wibracje poprzedzające jego warknięcie.

Nie byłby to najlepszy sposób na rozpoczęcie jakiejkolwiek towarzyskiej rozmowy, dlatego odchrząknął kilkakrotnie, pozbywając się ochoty, aby w ten nieco zbyt zwierzęcy i obcesowy sposób przywołać swoją omegę do porządku.

Ichigo był zaskoczony, że zwykły niewinny brak uwagi ze strony Urahary, mógł uwolnić w nim takie pokłady oburzenia. Alfa, niepewna sytuacji po tak długiej rozłące, miotała się w nim, pragnąc poczuć wreszcie zapach Kisuke. Pragnął upewnić się, że z jego omegą na pewno wszystko było w porządku, ale mężczyzna idealnie się kontrolował, co tylko wzmagało podejrzenia i nieufność Ichigo. Chciał mieć pewność, że Kisuke nadal był jego, ale mężczyzna dokładnie tuszował swój zapach, całkowicie mu to uniemożliwiając.

Kisuke stał zwrócony bokiem, kilka kroków od niego, pochylając się nad czymś przypominającym mikroskop. Ichigo przełknął, nie mogąc oderwać wzroku od obnażonej, zgiętej, jakby w zaproszeniu szyi omegi. Nerwowo przestąpił z nogi na nogę, już praktycznie się trzęsąc. Wystarczyłby tylko jeden dłuższy sus, aby znaleźć się obok Kisuke i przypierając go ramionami do blatu, przechylić jego głowę na bok, aby z zębami uniesionymi nad jego odsłoniętym gardłem, raz jeszcze dowieść, że należał do niego i tylko do niego.

- Daj mi chwilkę, już kończę – odezwał się lekkim tonem Urahara ze swojego miejsca.

Ichigo nie mógł jednak przypuszczać, jak niebotycznego wysiłku kosztowała Kisuke ta udawana beztroska. Niegdyś nastolatek nie potrafił zapanować nad swoim reiatsu, dlatego Uraharę nie zdziwiło, że z kontrolowaniem zapachu szło mu równie tragicznie. Tylko że w tak małym, niskim piwnicznym pomieszczeniu jak to, jego woń była tak niemożliwie skondensowana i ostra, że Kisuke musiał zrejterować już na starcie. W takim stanie nie było nawet mowy, żeby był w stanie przeprowadzić, jakąkolwiek poważną rozmowę, którą pieczołowicie zaplanował i zdążył już przerobić w głowie setki razy.

Gdyby tylko Kisuke wyczuł go wcześniej, zorganizowałby znacznie odpowiedniejsze warunki do tego spotkania. Ale zgubił go brak reiatsu Ichigo, bez którego nastolatek był praktycznie niemożliwy do wykrycia z większej odległości. I teraz Kisuke został tutaj uwięziony niczym w potrzasku. Mając obawę, że złamie się pod pierwszym lepszym intensywnym spojrzeniem Ichigo, zajął się naprędce całkowicie bezsensownym majstrowaniem przy sprzęcie w laboratorium, nie wiedząc, jak bezpiecznie obejść stojącego w drzwiach nastolatka.

Jego alfę. Na same te słowa i kryjącą się za nimi implikację, Kisuke zmiękły kolana. Pocąc się z wysiłkiem oparł drżącą rękę na blacie i mocno zacisnął zęby, przytrzymując się, aby nie upaść. Wiedział, że rozłąka po niedawnym związaniu się alfy i omegi nie była wskazana i niosła za sobą pewne konsekwencje i naprawdę nigdy nie zamierzał testować tego na sobie… Cholera, wszystko schrzanił.

I wtedy coś go podkusiło i obejrzał się szybko na Ichigo.

To był błąd.