Czerwona farba

Z Andromedy to czasem wychodzi wredny bachor! Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiła! Rozlała czerwoną farbę na moje nowe szaty, które miałam wziąć do Hogwartu!

- Przepraszam, Bella.

- „Przepraszam"? Całkowicie je zniszczyłaś! Jak mogę je teraz zabrać, ty wstrętna małpo?

- Przecież powiedziałam, że mi przykro, więc nie ma powodu do wrzasku!

- Kto tu wrzeszczy? Bo na pewno nie ja!

- Racja, bo ty się wprost WYDZIERASZ!

- Przestańcie...

- No i nawet jeśli się wydzieram, to mam powód! Spójrz na nie! Zniszczyłaś je, ty suko!

- Przestańcie! Przestańcie się bić!

- Nie powinnaś ich trzymać na wierzchu! Mama ci mówiła, żebyś schowała je do kufra, nim się pobrudzą! Więc to nie moja wina...

- NIE TWOJA WINA?

Tego już było za wiele. Rzuciłam się na nią, łapiąc za jej włosy i przygniatając do podłogi. Po chwili było słychać głuchy odgłos uderzania głową o podłogę.

- Bella, nie!

Ale nie mogłam teraz przestać. Przeturlałyśmy się przez pokój drapiąc, uderzając i okładając się nawzajem.

- Dromeda, przestań, PRZESTAŃ!

Ledwo słyszałam Cyzię, płaczącą i przyglądającą się naszej bójce. A przecież biłam się tylko z Dromedą, nikim innym. Niestety, na chwilę osłabiłam koncentrację i wyrwała mi się. Już była przy drzwiach, gdy złapałam ją za nadgarstek, obróciłam i zamachnęłam się, żeby zdrowo trzasnąć.

- Bella, proszę! - Cyzia złapała mnie za ramię.

- Puść, Narcyza!

- NIE!

Spojrzałam na nią, ale nie odpuściła. Oczy miała wilgotne od łez, które spływały po jej policzkach tak kruchych, tak delikatnych...

Powoli opuściłam rękę. Słyszałam, jak Dromeda odetchnęła z ulgą, ale cały czas patrzyłam na Cyzię. Na jej drżący podbródek i leciutki uśmiech wpełzający na buzię. Przez dobrych kilka sekund stałyśmy wszystkie jak wryte. Żadna się nie poruszyła. W końcu westchnęłam i odwróciłam się do Dromedy. Była wciąż napięta, gotowa do oddania ciosu.

- Przepraszam – powiedziałam i odpuściłam.

Wiem, że tego chciała ode mnie Cyzia.