Rozdział 10

W rezydencji Uchihy już od trzech godzin w najlepsze trwała impreza. Goście tańczyli na parkiecie przy wtórze głośnej muzyki wydobywającej się z kilku głośników, które przyniósł Kiba z pomocą Shikamaru i Chojiego. Inni zaproszeni stali przy ścianach i zażarcie ze sobą dyskutowali na przeróżne tematy. Niektóre dotyczyły niedawnych misji, inne były zwykłymi ploteczkami, których jest wiele na każdej większej prywatce, ale głównym tematem był powrót Sasuke wraz z nowym członkiem klanu wioski. Nikt nie mógł uwierzyć, że ten lodowy książę ożenił się i to tak wcześnie. Wszyscy myśleli, że te jego obietnice o odbudowie klanu to jakieś mrzonki, nic nie warte słowa. Może niektórzy w to wierzyli, ale oni również nie spodziewali się, że chłopak tak szybko zyska spadkobiercę. Wszyscy chcieli ujrzeć tę małą kopię Uchihy, ale Naruto zadbał o to wcześniej.

Jakąś godzinę przed tym, gdy pierwsi goście zaczęli się schodzić, przyszedł do Sasuke i zabrał chłopca do swej przyjaciółki. Na początku Sasuke nie chciał się na to zgodzić. Uważał, że najbezpieczniej będzie, jeśli syn zostanie u jego boku. Nie podobało mu się również to, że miałby on spędzić noc u jakiejś tam przyjaciółki Uzumaki'ego. Nie znał jej i nigdy o niej nie słyszał. Wszyscy koledzy Hokage mieli przyjść na imprezę, więc dlaczego ona nie mogła się zjawić? Kim niby była, że Naruto wcześniej o niej nie wspomniał, a nawet teraz nie chce zbyt wiele o niej powiedzieć? Nie chciał nawet zdradzić jej imienia .

Hokage skutecznie przemówił mu do rozumu. Stwierdził, że to jego przyjaciółka, którą poznał na misji i od tamtej pory mieszka w wiosce na specjalnych zasadach, i nigdy się na niej nie zawiódł. W tym momencie Sasuke miał wrażenie, że był to lekki przytyk do jego osoby: przecież często zawodził Naruto, jednak ten nie zauważył jego miny i kontynuował.

Powiedział jeszcze, że w tym hałasie Taichi nie będzie miał szans się przespać, a także nie wiadomo co się stanie, kiedy shinobi się upiją. Mogą się pokłócić i dowodzić swoich racji za pomocą innych metod niż werbalne, mogą się zdarzyć przyjacielskie bójki w ogrodzie, by rozstrzygnąć, kto jest silniejszy. Często zdarzało się to na spotkaniach, na których był alkohol i shinobi.

Słysząc to, Uchiha chciał ponownie zaprotestować, że nie chce żadnych przyjęć u siebie w domu, ale i tym razem Naruto przerwał mu, nim ten dokończył zdanie. Jednak koronnym argumentem, który zaważył na decyzji Sasuke dotyczącej nocowania chłopca poza domem był komfort psychiczny pięciolatka. Hokage podejrzewał, że Taichi stanie się atrakcją wieczoru, jeśli zostanie w rezydencji. Każdy interesowałby się chłopcem i zapewne nie daliby mu spokoju przez całą noc. Musiałby chodzić od jednego gościa do drugiego i odpowiadać na ich pytania, a Sasuke zapewne nie mógłby tego wytrzymać i na każdego by warczał, jak to tylko on potrafił. Mężczyzna nie mógł temu zaprzeczać i w końcu, niezbyt zadowolony, ale musiał przyznać rację Naruto i zgodzić się, by Taichi przenocował u nieznajomej kobiety.

Zastrzegł sobie jednak, że syn ma powrócić do rezydencji z samego rana. Naruto mógł przystać na tę prośbę bez żadnych sprzeciwów. Chłopiec także nie miał nic przeciwko nocowaniu u kogoś innego, wydawało się nawet, że był z tej perspektywy bardzo zadowolony, ale nie mógł się oprzeć, by jeszcze nie przypomnieć dwójce dorosłych, że obiecali spędzić tę noc ze sobą. Sasuke uśmiechnął się na to kącikiem ust, a Naruto, westchnąwszy, przytaknął chłopcu, potwierdzając, że pamięta o tym. Potem rozstali się i Sasuke zobaczył ponownie Uzumaki'ego dopiero na imprezie, lecz i tutaj nie mógł z nim porozmawiać w spokoju.

Naruto kręcił się wśród gości. Z kimś tam zamienił kilka słów, z innym jeszcze się pośmiał z jakiegoś dowcipu, poprzekomarzał się, albo powiedział coś na temat następnych misji, jednak tych tematów wyjątkowo unikał, po prostu był duszą towarzystwa. Dbał o to, by nikt się nie nudził i nie czuł się wyobcowany. Mimo, że stał się Hokage, to jednak wciąż pozostał tym rozbrykanym młotkiem, jakiego pamiętał go Sasuke.

Uchiha stał pod ścianą ukryty w cieniu. Miał już dość rozmów z innymi gośćmi, którzy wciąż wypytywali go o misję. Nie miał ochoty im o tym mówić, a na wszystkie pytania o syna odpowiadał wręcz warknięciem. Chciał, żeby wszyscy zostawili go w spokoju. Popijał swego drinka i śledził wzrokiem tańczącego Uzumaki'ego.

Tańczył z jakąś brunetką, wywijając nią w każdą stronę. W pewnym momencie, gdy odchylił ją niebezpiecznie do tyłu, a ta pisnęła odrzucając głowę, mógł ujrzeć jej twarz. W pierwszym momencie jej nie rozpoznał, ale tych perłowych oczu nie dało się pomylić z innymi. To była Hinata, ale inna niż kilka dni temu.

Ubrana była w zwiewną sukienkę, która wirowała razem z nią w dzikim tańcu, pokazując jej walory. Nie była ona nieprzyzwoita, ale jednak powodowała, że mężczyźni nie mogli od niej oderwać wzroku, ale ona patrzyła tylko na Uzumaki'ego, który wywijając z nią po całym parkiecie, śmiał się.

Palce Sasuke zacisnęły się na szkle kieliszka i już miał zamiar wtargnąć na parkiet, by chwycić w swe ramiona młotka, gdy drogę zastąpił mu nie kto inny jak sam sensei.

— Witaj, Sasuke. Co u ciebie słychać? — zapytał wesoło Kakashi, obejmując w pasie Irukę, który patrzył wszędzie, tylko nie na swego byłego ucznia. Nie uszło uwadze Sasuke, że Hatake masował biodro mężczyzny dość sugestywnie.

— To, co widać — odparł niegrzecznie, marszcząc brwi, gdy Uzumaki zniknął mu z pola widzenia wraz z dziewczyną.

— Nie musisz być od razu taki uszczypliwy — mruknął Kakashi.

Było widać, że jest lekko podchmielony, ale Uchiha znał go za dobrze, by wierzyć w jego gierki. Mógł dostrzec, jak ten niby nie mógł się utrzymać na nogach, a jednak układał tak ciężar ciała, by jak najmniej obciążać partnera. Iruka zapewne też to widział, bo teraz spoglądał na Hatake z naganą.

— Nie jestem. — Przestał zwracać uwagę na byłych nauczycieli i znów zaczął szukać w tłumie Uzumaki'ego.

— Czyżbyś się przejmował, że twój ukochany Naruto uciekł do jakiegoś pokoju z którąś z dziewczyn?

W mroku błysnęła czerwień, ale tylko Hatake i Umino to zauważyli.

— Czy Naruto interesuje się którąś z zaproszonych dziewczyn? — zapytał, ale jego głos nie był na tyle obojętny, by uznać, że była to tylko zwykła ciekawość.

— Jeszcze nie, ale przecież wiadomo, co może się stać pod wpływem alkoholu.

Jakby na potwierdzenie swoich słów zatoczył się lekko i objął bardziej Irukę. Mruknął coś, muskając wargami, ukrytymi pod maską, szyję Umino, który się lekko zarumienił.

— Kakashi — oburzył się, odpychając go. Hatake zachwiał się, ale Iruka nie miał zamiaru go złapać. Mężczyzna w końcu przestał udawać pijanego. Stanął prosto, ale wcześniej posłał swemu kochankowi spojrzenie pełne wyrzutu. — Mógłbyś tak nie mówić o aktualnym Hokage — pouczył go Iruka, niczym nie zrażony.

— Mówisz tu o szacunku, a sam przy byle okazji tarmosisz go za włosy i wspominasz dawne czasy.

— To nie tak... — Iruka chciał zaprotestować, ale Hatake nie pozwolił mu wejść w słowo.

— A także wciąż go nagadujesz, kiedy to znajdzie sobie jakąś partnerkę. ,,Przecież nie możesz być ciągle sam. Przyda ci się ktoś, kto czeka na ciebie w domu. Zobacz, twoi przyjaciele już dawno z kimś się umawiają lub są nawet zaręczeni" — Kakashi idealne udawał Umino, gdy ten pouczał swego ulubionego ucznia.

— Naruto ma kogoś? — Sasuke przerwał im ich małą sprzeczkę.

— Nie — zaprzeczył Iruka. — I tego nie rozumiem, przecież wiele osób chciałoby być u jego boku — mruknął niezadowolony.

Już od dawna chciał, żeby jego były podopieczny znalazł sobie kogoś na stałe. Zwłaszcza po tym, jak Sasuke nie wrócił na czas z misji, a jak w końcu się pojawił, to zjawił się z dzieckiem. Nie mógł mu tego wybaczyć i nie chciał dostrzec, że Sasuke wciąż czuł coś do Uzumaki'ego.

— A ta dziewczyna, która dzisiaj nie przyszła? — Sasuke zadał kolejne pytanie, starając się zignorować dalsze słowa sensei'a.

— Jaka? — zapytali jednocześnie. To wzbudziło podejrzenia i niepokój u Sasuke. Czyżby nie wiedzieli, do kogo Naruto zabrał jego syna?

— Myślałem, że ją znacie. — Zmrużył oczy, przestając poszukiwać Uzumaki'ego i skupiając na nich uwagę.

— Nie wiemy, kogo masz na myśli — próbował się jakoś wykręcić Iruka, co jeszcze bardziej wzbudziło podejrzenia u Sasuke.

— Sądziłem, że od razu ją skojarzycie. Przecież to dobra i zaufana przyjaciółka naszego Hokage. — Zbliżył się do nich, wychodząc z cienia. Jego twarz nie wyrażała niczego, tak jak i oczy. — Zabrał do niej Taichi'ego, by mógł spokojnie spędzić tę noc. Na pewno jej nie znacie? Chciałbym wiedzieć, że mój syn jest w odpowiednich rękach i nic mu się nie stanie. Może moglibyście w takim razie wyjawić jej imię? — Czekał na odpowiedź i było widać, że nie zadowoli go żadne wytłumaczenie.

— To raczej nie dziewczyna, a dojrzała kobieta. — Kakashi najwidoczniej chciał go sprowokować.

— Kobieta… — powtórzył, jakby smakując to stwierdzenie. — A od kiedy to Naruto zaczął interesować się dojrzałymi kobietami?

Myślał, że największe niebezpieczeństwo czyhało ze strony Hiaty, a tu okazuje się, że miał nieznaną rywalkę.

— Od kiedy ta próbowała go zabić na pewnej misji — dolewał oliwy do ognia Kakashi.

— Ach taaaak. I pozwolił później zamieszkać tej niedoszłej zabójczyni w wiosce?

— Można powiedzieć, że nawiązała się pomiędzy nimi pewna szczególna więź. — Hatake był dzisiejszego wieczoru aż nadto gadatliwy. Iruka co rusz spoglądał na niego ostrzegawczo, ale ten ignorował to.

— Mógłbyś mi podać jej adres? Chciałbym zobaczyć, czy Taichi'emu na pewno nic się nie stanie, jeśli u niej zostanie.

Niby chciał sprawdzić, co u syna, ale to był tylko jeden z powodów, dla których chciał wiedzieć, gdzie mieszkała. Chciał się również dowiedzieć, co to za kobieta, która czyhała na życie młotka, który po wszystkim ot tak, sobie przyjął ją do wioski. Chociaż znając Uzumaki'ego, mógł się po nim spodziewać wszystkiego. Zawsze zaprzyjaźniał się z przeciwnikami i okazywał swoją sympatię nawet najgorszemu wrogowi, potrafił w każdym dostrzec jakieś dobro. Może właśnie to uwiodło go w Naruto. On zawsze wierzył w niego, niezależnie co zrobił i co powiedział.

— Oczywiście, że… — Hatake już chciał podać mu jej adres, kiedy usta zatkał mu Iruka.

— Sasuke, rozumiem, że dopiero co wróciłeś do wioski i chcesz wiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło przez ten cały czas, kiedy cię nie było. Zwłaszcza jeśli dotyczy to Naruto, — dodał odrobinę kąśliwie — ale to jego sprawa. Naruto jako Hokage przyjął ją do wioski i zapewnił jej bezpieczeństwo i anonimowość. Tylko on i kilku zaufanych ludzi wie, kim jest ta kobieta i gdzie mieszka, lecz nawet oni nie wiedzą, co dokładnie zdarzyło się na misji. Naruto nie chciał o tym mówić i uszanowaliśmy jego wolę. Nie pozwolę, żebyś tak wypytywał o jego życie. Jeśli chcesz wiedzieć coś o niej, lub o czymś innym, to idź do niego, a nie wypytuj przyjaciół za jego plecami. — Iruka wygłosił swój monolog jak nauczyciel przemawiający do uczniów z katedry. Sasuke nie raz go słyszał, gdy uczęszczał do akademii.

— Dobrze mówisz, mój ty kochany, słodki delfinku — przymilał się Kakashi, chwytając w swoje ramiona Irukę i całując jego szyję. — Kocham ten twój mentorski ton.

— Przestań! — krzyknął uderzając go w głowę, przez co Hatake na chwilę zamroczyło. Tym razem jego kochanek wcale się nie hamował, więc cios był celny i dość mocny. — To ty zacząłeś ciągnąć ten temat, zamiast od razu powiedzieć, że nie możesz ujawniać takich informacji.

— Przecież nie chciałem — zaprzeczył, masując potylicę.

— Tak, oczywiście! — Oparł dłonie na biodrach. — A kto chciał przed chwilą podać jej adres?

— Nie chciałem! Właśnie miałem zamiar powiedzieć, że jest to oczywiście niemożliwe.

— Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę — prychnął.

— Uwielbiam kiedy się tak na mnie złościsz. Od razu mam ochotę cię zaciągnąć do łóżka — stwierdził Kakashi, a w jego widocznym oku, pojawił się błysk pożądania.

Iruka, widząc to, zarumienił się i chciał zaprotestować, albo chociaż coś powiedzieć, ale Hatake nie dał mu na to szansy. Jednym susem znalazł się przy kochanku i przerzucił go niczym worek kartofli przez ramię.

— Co to ma znaczyć! Puszczaj mnie natychmiast, zboczeńcu jeden! — zaczął krzyczeć na całe pomieszczenie, ale słysząc, że dookoła nich rozbrzmiewają śmiechy, i to w większości osób, które były jego dawnymi uczniami, zamilkł. Z obrażoną miną pozwolił wynieść się Kakashi'emu na środek pomieszczenia. Ten z tej sytuacji był nader zadowolony. Gładził jego pośladki, gwiżdżąc skoczną melodyjkę pod nosem. Wcale, ale to wcale nie zważał na to, że Iruka spiął się cały i tylko złorzeczył na niego pod nosem. Nie, wydawało się, że dodaje mu to nawet animuszu.

Poszedł z nim na środek parkietu i zakręcił się dookoła swej osi, przez co Umino pisnął zaskoczony. Spowodowało to kolejny wybuch śmiechu wśród gości. Iruka coś krzyknął, ale zagłuszył to wybuch wesołości. Mimo to Kakashi usłyszał jego słowa. Zatrzymał się, blednąc. Coś powiedział do kochanka, a ten odpowiedział, ale Sasuke tego również nie słyszał. Hatake kiwnął głową i ostrożnie postawił go na miejscu. Iruka wygładził ubranie, a kiedy to uczynił, ponownie uderzył partnera i wymaszerował z całą godnością z pomieszczenia. Hatake uśmiechnął się trochę niewyraźnie i pomaszerował za nim jak posłuszny szczeniak.

Sasuke, widząc tę scenę, zaczął się zastanawiać, czy on również kiedyś będzie się tak dziwnie zachowywał względem Uzumaki'ego. Będzie go obłapiał publicznie, a gdy ten zaprotestuje lub coś mu powie, pomaszeruje za nim ze skruchą, a jednak z zadowoleniem, jak Hatake.

Te rozmyślania sprawiły, że znów zaczął poszukiwać wzrokiem ukochanego, ale nie mógł go odnaleźć. Lecz nie miał na to właściwie czasu…

W okolicy rozbrzmiał huk, a cały dom zatrząsł się. Nieliczni krzyknęli, ale większość chwyciła za broń. W ich rękach pojawiły się kunai, shurikeny i inne rodzaje ostrzy. Już nie wyglądali na pijanych, teraz byli prawdziwymi shinobi gotowymi do ataku i obrony, jeśli byłoby to konieczne. Również w dłoni Uchihy pojawił się miecz. Nawet w takich okolicznościach jak spotkanie towarzyskie, wojownicy Konoha byli uzbrojeni.

Rozglądali się dookoła, chcąc odnaleźć źródło hałasu. Wydawało się jednak, że wszystko wróciło do normy. Nie nastąpił kolejny huk. Po kolei goście opuszczali broń i prostowali się. Niektórzy zaczęli się nawet śmiać, że zapewne Tsunade się gdzieś upiła i zademonstrowała swoją przerażającą siłę.

Właśnie w tym momencie, gdy zapanowało rozluźnienie, nastąpił kolejny wybuch, ale tym razem można było zlokalizować jego źródło.

— To z ogrodu! — Ktoś krzyknął.

— Walczą! — dodał ktoś inny.

— Kto?!

— Lee i Sai! — Wiadomość obiegła tłum.

Wszyscy rzucili się do wyjścia do ogrodu, chcąc zobaczyć walkę. Również Sasuke tam podążył. Nie miał zamiaru pozwolić im zdewastować podwórza, prędzej wyrzuci wszystkich gości niż na to pozwoli. Poza tym przyda mu się walka, podczas niej nie myśli się o wielu niewygodnych rzeczach.