Bała się tego spotkania. Sumienie prawie wypaliło ją od środka. Co powinna zrobić? Stanąć przed Dorrienem, który będzie się cieszył jak wariat na jej widok? Powiedzieć mu, że go zdradziła i ot tak złamać mu serce? Nie miała siły tak postąpić. Ale powie mu. Musi.

Dotarła do wioski po paru dniach drogi. Była okropnie zmęczona i obolała. I wdzięczna, że już nie musi siedzieć na tym koniu.

Wioska sporo ucierpiała. Po drodze ludzie kiwali jej, witali się z nią, dzieci wesoło wołały jej imię, gdy ją zobaczyły. Zanim dotarła do domu Dorriena, zdążyła się już ze wszystkimi przywitać. Zeskoczyła z konia i ostrożnie, jakby się czegoś obawiając, weszła do środka.

Zajrzała do wszystkich pomieszczeń, ale Dorriena nigdzie nie zauważyła. Wyszła na zewnątrz i obeszła cały dom dookoła – znalazła go z tyłu w ogródku, w którym hodował niektóre zioła. Oparła się o ścianę i wpatrywała w niego. Uniósł nagle głowę – słońce go oślepiło. Przysłonił oczy ręką i zauważył ją.

Uśmiechnął się szeroko, podszedł do niej i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, trzymał ją w objęciach, zanurzając twarz w jej włosach. Objęła go z wahaniem w pasie i przytuliła twarz do jego ramienia. Z oczu popłynęły jej łzy.

Powiedz mu teraz, mówił głos w jej głowie. Powiedz mu teraz, zanim tajemnice staną się kłamstwami, zanim cię pochłoną tak jak Akkarina. Zanim cię zniszczą tak jak Akkarina.

Odsunął ją od siebie i otarł dłońmi jej łzy.

– Wszystko dobrze? – zapytał.

Powiedz mu! Niepewnie pokiwała głową.

– Tak, wszystko jest dobrze. Nic się nie zmieniło... – wymruczała w jego szatę, gdy znów ją do siebie przytulił. Potem chwycił ją za brodę, uniósł lekko jej głowę i pocałował ją.

– Kocham cię – powiedział.

Pokiwała głową i wymruczała coś niezrozumiałego.

– Ja ciebie też – odpowiedziała.

Tchórz i kłamca! – krzyczał głos, który zawsze był jej sumieniem.

Sumieniem, którego już nigdy więcej nie miała mieć.