Yuki221 Imię Connora było spontaniczne. Nie ma żadnego konkretnego powodu, dla którego je wybrałem :) Kto wie, może Jonathan i bliźniacy połączą siły oraz obrócą w ruinę wszystko na swojej drodze :D Dziękuję za komentarz :)
Connor obudził się, gdy za oknem ledwo zaczynało świtać. Wstał z łóżka i przetarł twarz rękoma. Ubrał się oraz zszedł do kuchni, gdzie za stołem siedział już Syriusz z Remusem. Obaj mężczyźni podnieśli głowy gdy wszedł i uśmiechnęli się do niego. Odpowiedział lekkim skinieniem głowy przyłączając się do nich.
- Myślałem, że to my jesteśmy rannymi ptaszkami - zagadał chłopaka Syriusz.
- Zawsze wstaje rano. W Tytanie mniej więcej o tej porze rozpoczynają się zajęcia.
- Tytanie? - zapytał Remus.
- To nazwa miasta, z którego pochodzę - odpowiedział Connor. - Piszą coś ciekawego? - dodał, wskazując na gazetę w dłoniach Remusa.
- Nic ważnego. Tematem numer jeden są nadchodzące wybory na Ministra Magii.
- Chodziło mi o to, czy jest coś na temat Voldemorta?
- Nic – odpowiedział Syriusz. - Zaszył się gdzieś i nie wychyla głowy.
- A jednak zaatakował ostatnio jedną z japońskich wiosek. - powiedział Connor.
- Skąd wiesz?
- Bo tam byłem. Wysłał dwudziestu swoich przydupasów.
- Zakon nie interesuje się tak odległymi terenami. Wiesz co się z nimi stało? - zapytał Syriusz.
- Zabiłem ich razem z moimi ludźmi - odpowiedział beztrosko Connor, a dwójka mężczyzn otworzyła szeroko oczy.
- Zabiłeś ich? Tak po prostu? - zapytał zaskoczony Łapa.
- A co, miałem czekać aż pierwsi mnie dorwą? - zdziwił się chłopak.
- No nie, ale masz szesnaście lat. Jak dałeś radę tylu świetnie wyszkolonym śmierciożercom?
- Bez przesady, aż tacy świetnie wyszkoleni to oni nie byli - sarknął Connor. - A poza tym nie byłem sam.
- I nie miałeś żadnych skrupułów, by pozbawić ich życia? - zapytał Remus.
- A czy oni by jakieś mieli? To jest wojna. Nieważne czy masz trzydzieści lat czy szesnaście i tak będziesz na celowniku. A wracając do pytania to nie, nie miałem żadnych skrupułów. Gnoje na nic innego nie zasłużyli - mówił to głosem wypranym z emocji.
Syriusz i Remus patrzyli w szoku na szesnastolatka. Nie tak wyobrażali sobie syna Lily i Jamesa. Prawdę mówiąc wczoraj uważnie przypatrywali się dwójce Potterów. Zgodnie stwierdzili, że Cassie przypomina z charakteru Harry'ego i uważali, że Connor również taki będzie. A tymczasem ten chłopak mówi im teraz, że z łatwością pozbawił życia kilku ludzi i nie czuje z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Co więcej twierdzi, że sami na to zasłużyli. Syriusz i Remus doskonale o tym wiedzieli, jednak nie spodziewali się takich słów z ust Pottera. W międzyczasie Connor wyciągnął różdżkę i jakby nigdy nic wyczarował sobie kubek herbaty, co znowu zbiło z tropu Łapę i Lunatyka.
- Czy ty właśnie użyłeś czarów? Jesteś nieletni! - oburzył się Remus.
- I co z tego? - bezczelnie odparł Connor. - Prawo angielskiego Ministerstwa Magii nie dotyczy mieszkańców innych krajów. A w Japonii nie ma tego idiotycznego zakazu.
- Jesteś inny niż twoje rodzeństwo - rzekł Syriusz. - Bardziej... hmm...
- Bezczelny i arogancki, co? - podsunął mu chłopak uśmiechając się ironicznie. - Dlaczego? Bo nie zamierzam bez pytania wykonywać wszystkich poleceń Dumbledore'a, a także służyć mu wiernie niczym pies, tak jak mój brat? A może dlatego, że nie boję się pozbawiać życia tych, którzy mi zagrażają? Lub dlatego, że wiem więcej od Harry'ego lub Cassie o tym, co dzieje się na świecie? Że nie jestem naiwny jak oni myśląc, iż konieczność zabijania na wojnie jednak mnie ominie? Odpowiedz Syriuszu, dlaczego jestem inny?
- Niepokoi mnie sposób w jaki mówisz o tym, że pozbawiłeś człowieka życia - odpowiedział Syriusz. - Mówisz głosem wypranym z emocji. Tak jakbyś kompletnie nie przejmował się tym, że masz ich krew na rękach.
- Może dlatego, że się nie przejmuje?
- O to właśnie chodzi. Nawet jeśli śmierciożercy służą Voldemortowi to nadal są ludźmi. A ty mówisz o nich, jakby byli nic niewartymi szczurami. Nie wiem czy wiesz, ale Voldemort ma taki sam stosunek do wszystkich ludzi jaki ty masz do nich. Zachowujesz się kompletnie jak on - Syriusz zaczął podnosić głos. Connor z hukiem odstawił szklankę i spojrzał na Syriusza tak, że tamtemu przeszły ciarki. Po chwili Potter rzekł zimnym głosem.
- Może aby go pokonać trzeba stać się taki jak on, hmm? Może słowa „ Zło, Dobrem zwyciężaj" są kompletnie niepraktyczne co? Może Zło należy pokonać jedynie Złem, ponieważ Dobro jest zbyt słabe, aby mu zagrozić? Pomyślałeś kiedyś o tym? Więc może czarną magię można pokonać jedynie czarną magią, a nie miłością i serdecznością jak to wam próbuje wmówić Dumbledore? Świat czarodziei ogarnęła wojna, a na wojnie nie ma miejsca na sentymenty i emocje. Zapewniam cię, że jeżeli podczas walki zaczniesz zastanawiać się nad tym, że twój wróg jest takim samym człowiekiem jak ty, to zginiesz jako pierwszy.
Po tych słowach zapadła długa cisza. Connor znowu wziął w dłoń szklankę, a Syriusz patrzył na najstarszego Pottera z niedowierzaniem. Nie spodziewał się takich słów od, bądź co bądź, dziecka. Ale musiał przyznać, że chłopak miał sporo racji. Już otwierał usta by coś powiedzieć, ale Connor umiejętnie zmienił temat rozmowy.
- Jak się czujesz Remusie?
- Ja? - zdziwił się zapytany. - Dobrze. A czemu pytasz?
- No bo wiesz - zaczął Connor. - Wczoraj była pełnia, a latanie całą noc pod postacią wilkołaka z pewnością jest wykańczające.
Remus wypluł kawę, którą popijał i spojrzał na Connora rozszerzonymi oczami.
- Skąd wiesz, że jestem wilkołakiem?! - zapytał, lecz ten tylko się uśmiechnął.
Syriusz także wydawał się zaintrygowany. Chłopak zaczynał go naprawdę interesować. " Czego jeszcze nam nie mówisz Connor?" pytał w myślach. Connor spojrzał na niego i powiedział:
- Wielu rzeczy Syriuszu.
" Jasna cholera " pomyślał Syriusz. " Czy on właśnie czyta mi w myślach ". Kiedy Connor spojrzał na niego rozbawiony, Łapa uznał to za potwierdzenie. " Ale jak? " Zapytywał sam siebie, lecz zaraz w jego głowie zaświtała odpowiedź. Domyślał się, skąd chłopak znał sekret Remusa.
- Connor? - zapytał Syriusz.
- Hmmm? - Skierował na niego wzrok.
- Umiesz legilimencję, prawda? - zapytał prosto z mostu.
- Umiem i co? - odpowiedział. - Voldemort też ją umie. Znowu będziesz mnie do niego przyrównywał?
- Nie! - zaprotestował Syriusz. - Po prostu zadziwiają mnie twoje umiejętności w tak młodym wieku.
- Mogę cię zapewnić, że nie zamierzam stać się drugim Voldemortem. Część rzeczy nauczyłem się w Tytanie, a pozostałą część ćwiczyłem sam. Kiedy usłyszałem o powrocie Voldemorta wiedziałem, że prędzej czy później wybuchnie wojna, więc chciałem się do niej jak najlepiej przygotować. Wiedza szkolna by mi w tym nie pomogła.
Nim Syriusz zdążył odpowiedzieć, drzwi do kuchni otworzyły się i weszli Harry z Ronem. Wyglądali na zaspanych. Przywitali się ze wszystkimi i zasiedli do stołu. Nalali sobie herbaty, a potem zaczęli rozmowę z pozostałymi.
- O której ty wstałeś? - zapytał Connora Ron. - Budzimy się z Harrym, a ciebie nie ma. Harry nawet sądził, że wczorajszy wieczór mu się przyśnił.
Omawiany czarodziej wysłał rudzielcowi mordercze spojrzenie. Connor lekko uniósł kąciki ust.
- Ranny ptaszek ze mnie - odparł. - Poza tym odbyłem z Syriuszem ciekawą rozmowę.
- O czym? - zapytał Harry.
- Nieważne - rzucił Connor.
Kiedy wszyscy domownicy zjedli już śniadanie, młodzież udała się na zwiedzanie domu. Przemierzali pokoje w poszukiwaniu czegoś wartego zainteresowania. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu, będącym olbrzymią biblioteką, Harry i kilkoro z nich skrzywiło się z niesmakiem wycofując się. Jedynie Hermiona i ku zaskoczeniu wszystkich Connor chcieli zbadać zakurzone księgi. Tak więc zostawiwszy ich z grubymi tomiskami pozostali udali się dalej. Po drodze Harry rozmawiał z Cassie:
- Wiesz, cieszę się, że tu jesteś – powiedział chłopak.
- Ja też braciszku - uśmiechnęła się dziewczyna, a zaraz potem zaśmiała się. - Ale mi dziwnie tak do ciebie mówić.
- Uwierz, że ja wcale nie czuje się lepiej - zawtórował jej Harry. - Ale myślę, że się przyzwyczaję.
Dołączył do nich Jonathan. Już od razu wszyscy zauważyli, że rudowłosy chłopak ma charakter psotnika i nieustannie rozbawiał wszystkich dookoła.
- O czym tak gadacie dzieciaczki? - odezwał się.
- Jakie dzieciaczki?! - oburzyło się rodzeństwo.
- Dzieciaczki, dzieciaczki - Jonathan nie zwracał uwagi na ich oburzone miny. - Co dziś zbroimy? Podpalimy bibliotekę? Albo może podwiniemy dywan w przedpokoju, by ktoś się potknął hmm? Chociaż ja bym coś wykombinował z okiem tego Moody'ego.
- Jeśli chcesz być jego dzisiejszą kolacją to śmiało – odezwał się Harry. - Ja nie mam zamiaru mu podpadać.
- No ej! - Jonathan szturchnął go w ramię. - Co to za powaga Potter? Chce się rozerwać.
- Często się tak " rozrywacie " z Connorem? - wtrąciła się Ginny.
- Ostatnio nie - odparł. - Wiesz, wojna i Voldzio sprawiają, że nie mamy czasu.
- Walczyliście kiedyś ze śmierciożercami? - zainteresował się Harry.
- Kilka razy - Jonathan machnął lekceważąco ręką. - Ale to cieniasy. Ciągle szukam przeciwnika, z którym musiałbym walczyć na poważnie. Z tymi pseudoczarodziejami tylko się bawimy.
- My? - podchwycił Ron, który dotąd w milczeniu im się przysłuchiwał.
- No ja, Connor i nasi kumple - odparł Jonathan.
- A kim są ci kumple? - dopytywał się Weasley.
- A co ty jesteś taki ciekawski hmm? - Jonathan czuł, że jeszcze chwila i mógłby zdradzić informacje o ich organizacji, więc zaczął wycofywać się z dalszego informowania. - Po prostu kumple.
- Tak tylko pytam - powiedział Ron. - Nie musisz się unosić.
- Nie unoszę się, po prostu nie lubię, jak ktoś zadaje mi zbyt wiele pytań - Jonathan poklepał Rona po ramieniu.
Szli dalej, a Harry zatopił się w myślach. O ile Cassie polubił od razu i prawie natychmiast znaleźli wspólny język, o tyle Connor stanowił dla niego zagadkę. Był małomówny oraz lekko przerażający. Jego kamienna twarz sprawiała, że Harry czuł się w jego towarzystwie nieswojo. Ale kiedy wczoraj z nim rozmawiał Connor nie okazywał względem niego wrogości. Przeciwnie, żartował z nim oraz z chęcią odpowiadał na jego pytania. Popatrzył na siostrę, która rozmawiała z Ginny na jakieś babskie tematy. Cieszył się, że jego przyjaciele zaakceptowali jego rodzinę. Po pewnym czasie dołączyli do nich Connor z Hermioną. Widząc ich Ron powiedział:
- I co mole książkowe? Znaleźliście coś ciekawego?
- Wszystkie te książki dotyczą czarnomagicznych klątw – rzuciła Hermiona wzdrygając się. - Czekałam na Connora, bo chyba kilka tytułów go zainteresowało.
- Owszem, niektóre były całkiem przydatne - odparł chłopak.
- Nie spodziewałem się, że fascynujesz się czarną magią - palnął Harry.
- Czemu zaraz fascynujesz się? - Potter wzruszył ramionami. - Po prostu byłem ciekawy. Poza tym nawet jeśli, to co z tego? Jest wojna. Myślicie, że kiedy zaatakują was śmierciożercy pokonacie ich Expelliarmusem lub zwykłą Drętwotą?
Nikt nie odpowiedział. Connor i Jonathan odłączyli się od nich pod pretekstem omówienia jakiś spraw. W rzeczywistości, kiedy tylko znikli im z oczu obydwaj teleportowali się do Tytanu. Harry, Ron, Hermiona i Cassandra usiedli na łóżku w pokoju dziewczyn. W pewnym momencie Hermiona zapytała dziewczynę, czy wybiera się do Hogwartu.
- Raczej nie - odpowiedziała smutno Cassie. - To znaczy chciałabym być blisko Harry'ego skoro w końcu go poznałam, ale nie mogę ot tak zmienić szkoły. Poza tym to nie byłoby sprawiedliwe, gdybym nagle opuściła Jacopo i Franczeskę.
- A jacy są twoi opiekunowie? - zapytał Ron. - Bo o wujostwie Harry'ego to szkoda mówić.
- Są w porządku - odpowiedziała Cassandra. - Jacopo jest aurorem. Ciężko pracuję, ale zawsze poświęcał mi wolną chwilę. Opowiedział mi o moich prawdziwych rodzicach oraz o tym, dlaczego zginęli. Nauczył mnie też kilku zaklęć leczniczych. Zawsze chciałam być uzdrowicielką.
- Uzdrowiciel to bardzo odpowiedzialny zawód - wtrąciła Hermiona. - Trzeba się dużo uczyć. Słyszałam, że egzaminy wstępne do Akademii Medycznej też nie należą do najłatwiejszych.
- Dlatego w szkole nie spoczywam na laurach - uśmiechnęła się dziewczyna. - Poza tym czytam dużo książek i staram się sama dokształcać. Wiem, że szkoła nie nauczy mnie wszystkiego, co mi potrzebne.
- Ja też lubię się uczyć. Szkoda, że nie każdy Potter jest taki jak ty, jeśli chodzi o podejście do nauki, Cassie - powiedziała Hermiona znacząco patrząc na Harry'ego, który poczuł się nieswojo.
- Uwielbiam też zwierzęta - dodała Cassandra. - Za szkołą znajduje się wielka łąka, na której można spotkać najróżniejsze okazy.
- Dogadałabyś się z Hagridem - powiedział Harry. - On też szaleje za zwierzętami.
- Ta! – sarknął Ron. - Szczególnie za tymi, które mogą wysłać cię na tamten świat.
- Żadne zwierzę nie krzywdzi nikogo bez powodu - zaprzeczyła dziewczyna. - Niektóre okazy, jak hipogryfy są dumne i wystarczy chociażby krzywe spojrzenie by je obrazić. Ale kiedy nie masz wobec nich złych zamiarów są łagodne jak baranki. To samo tyczy się testrali, jednorożców, czy nawet smoków.
- Z tymi smokami przesadziłaś - powiedział Harry.
- Wcale nie, braciszku - zaperzyła się Cassie. - Dawno temu ludzie i smoki żyli ze sobą w przyjaźni. Nawet istniał między nimi sojusz czy coś takiego. Nic dziwnego, że teraz są wobec nas wrogie, skoro je zabijamy i robimy z ich skóry ubrania.
Harry powątpiewająco kiwał głową. Przypomniał mu się ubiegły rok, gdy stał oko w oko z olbrzymim rogogonem węgierskim. Jakoś nie wyobrażał sobie, by człowiek i wielki, krwiożerczy smok kiedykolwiek żyli ze sobą w zgodzie. Cassie na nowo podjęła:
- A wy kim chcecie zostać, gdy skończycie szkołę?
- Ja myślałam o studiowaniu prawa - odezwała się Hermiona.
- A ja chciałbym grać w reprezentacji Anglii - rozmarzył się Ron. - Być ciągle na pierwszych stronach gazet jako najlepszy obrońca od czasów Wilsona Wrighta. Wiecie, że przez całą swoją pięcioletnią kadencję nie obronił jedynie osiem razy? Coś niesamowitego.
- Czytałem o tym - wtrącił Harry. - Anglicy nazywali go Wilson o stalowych rękach. W ciągu swojego drugiego meczu...
I tak Harry i Ron zaczęli dyskutować o najlepszych zawodnikach quidditcha, o których słyszeli. Obie dziewczyny wywróciły oczami i zajęły się bardziej poważniejszymi tematami. Siostra Harry'ego zapytała Hermionę o Voldemorta i śmierciożerców.
- Słyszałam, że Sama-Wiesz-Kto gdzieś zniknął.
- Tak podejrzewa Zakon - odpowiedziała panna Granger. - Na pewno coś kombinuje, jednak póki co jest spokojnie.
- W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że on wrócił - wyznała Cassie. - Jak go nie było, wszyscy byli spokojni, a teraz? Każdy w każdym widzi wroga. Nawet we Włoszech czarodzieje chodzą podminowani.
- Na szczęście jest z nami Dumbledore. Wszyscy wiedzą, że Sama-Wiesz-Kto nie odważy się zaatakować, póki on trzyma rękę na pulsie.
Dalsze rozważania dziewczyn przerwało pojawienie się Connora i Jonathana. Starszy Potter usiadł między siostrą i bratem i rzekł:
- O czym plotkujecie?
- O quidditchu - odpowiedział Harry. - Gdzie byliście?
- Rozmawialiśmy z bliźniakami - gładko skłamał Jonathan. - Obmyślaliśmy plan, jak podwędzić oko Moody'emu.
- Pogrzało was?! - krzyknęła Hermiona. - Tak wam śpieszno na tamten świat?
- Wyluzuj ślicznotko - rzekł do niej Connor, a policzki Hermiony przybrały odcień szkarłatu. - Nic nam się nie stanie.
- Co chcecie zrobić z tym okiem? - zapytał Ron.
- Jeszcze nie wiemy - odparł Jonathan. - Ale coś się wymyśli.
- No a teraz wszyscy sio, bo rodzeństwo musi porozmawiać - rzekł Connor wypraszając Rona, Jonathana i Hermionę z pokoju.
Kiedy wyszli starszy Potter zagadał:
- Dzisiaj spędzamy dzień we trójkę. Harry, znasz Londyn najlepiej, więc będziesz naszym przewodnikiem. Za pięć minut widzę was w korytarzu, idziemy się zintegrować.
Rodzeństwo wyszło z domu. Harry nie wiedział dokąd ich zaprowadzić i przez dobre parę minut stali przed domem. W końcu Connor wpadł na genialny pomysł:
- Może odwiedzimy rodzinkę?
- Jaką rodzinkę? - zdziwiła się Cassie, a wraz z nią Harry.
- No Dursley'ów - odpowiedział chłopak, na co Harry roześmiał się głośno.
- Chyba cię Bóg opuścił - rzekł do brata. - Nie wiesz jacy oni są. Wyrzucą nas jak tylko się pojawimy.
Connor uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście nie powiedział Harry'emu, że miał już przyjemność, by poznać Vernona i Petunię. Zwrócił się do chłopaka.
- Zobaczymy, myślę że nie są tacy źli.
- Uwierz, że są - odparł smętnie Harry. - Opowiadałem wam o nich wczoraj. Wiecie jaki mają do mnie stosunek.
- Ja też chętnie bym ich poznała - wtrąciła się Cassie.
- W takim razie mamy dwa do jednego - Connor klasnął w dłonie i zatrzymał przejeżdżającą taksówkę. - Sorry braciak, ale zostałeś przegłosowany. Tak działa demokracja - dodał wsiadając do samochodu razem z Cassie.
Harry westchnął i wsiadł razem z nimi. Podał kierowcy adres i po chwili mknęli już ulicami Londynu. Nagle Cassie rzekła:
- Okropnie się cieszę, że was poznałam. Złóżmy między sobą przysięgę, że już nikt i nic nas nie rozdzieli.
Harry i Connor spojrzeli na siebie z uniesionymi brwiami i obaj popukali się w czoło. Ale niezrażona dziewczyna nalegała coraz bardziej. W końcu, dla świętego spokoju zgodzili się, a siostra kazała im złapać ją za dłonie. Wyciągnęła z torby trzy medaliony z czerwoną różą i podała po jednym chłopakom.
- Kupiłam je kiedyś we Włoszech - wyjaśniła. - Nośmy to jako symbol naszej przysięgi.
- Żartujesz sobie?! - oburzył się Connor. - Mam nosić to babskie coś? To śmieszne.
- Wcale nie – zaperzyła się Cassie. - To będzie nam o sobie przypominać kiedy miną wakacje i każdy pójdzie w swoją stronę.
Harry'emu również nie podobała się perspektywa noszenia wisiorka. Jednak po raz kolejny Cassie nie dała im spokoju, póki nie spełnili jej życzenia. Ze zrezygnowanymi minami założyli medaliony na szyję i schowali je pod koszulkami. Cassie nagle przytuliła jednego, a potem drugiego mówiąc:
- Kocham was chłopaki.
- My ciebie też - odpowiedział ze śmiechem Harry. Jego i Connora zachowanie siostry wyraźnie rozbawiło.
Taksówka dojechała na Privet Drive. Connor zapłacił kierowcy i wysiedli, kierując się w stronę domu Dursley'ów. Harry czuł się nieswojo. Nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek wróci tu z własnej woli. No może nie do końca z własnej, ale jednak wrócił. Stanęli przed drzwiami, a najstarszy Potter zapukał do drzwi. Czekając, aż zostaną otwarte Cassie rzekła:
- Ładny ogród.
- Bardzo! – sarknął Harry. - Zgadnij kto musiał go pielęgnować?
- Ty? - zapytała, a chłopak kiwnął głową z dziwną miną.
Drzwi się otworzyły i stanęła w nich ciotka Petunia. Na widok Harry'ego jej oczy rozszerzyły się, a widząc dwójkę jego towarzyszy, mało nie wyszły jej z orbit. Zapytała słabym głosem:
- Harry?
- Witaj ciociu - odpowiedział Harry marząc, by nagle stąd zniknąć. Spojrzał na rodzeństwo. - To jest...
- Connor Potter - przerwał mu jego brat. - A to Cassandra. Jesteśmy rodzeństwem Harry'ego.
- A co was tu sprowadza?
- Nie mamy co robić w domu - odpowiedział Connor. - A poza tym chciałem poznać siostrę mojej mamy. To coś złego?
- N-n-nie - jąkała się Petunia. - Wejdźcie.
Weszli do przedpokoju. Cassie i Connor z zaciekawieniem przyglądali się wystrojowi. Harry poprowadził ich do salonu, gdzie wszyscy troje usiedli. Petunia nadal wpatrywała się w nich z napięciem.
- Ładnie tu - odezwała się Cassie uśmiechając się do kobiety. - Wszystko takie czyste i kolorowe.
- Może napijecie się czegoś? - zapytała ciotka, powoli dochodząc do siebie. - Vernon jest w pracy, a Dudley wyszedł z kolegami.
- Poprosimy herbatę - odrzekł Connor. - I coś do jedzenia. Zgłodniałem.
Ciotka zniknęła w kuchni, a Connor z zaciekawieniem oglądał fotografie na kominku. Uśmiechnął się pod nosem widząc zdjęcie Dudley'a z czasów dzieciństwa. „ Wygląda jak piłka plażowa „ myślał. Widząc, że Harry nadal czuje się tu nieswojo usiadł obok niego na kanapie.
- Co jest?
- Musimy tu być? - odparł Harry. - Głupio się czuję.
- Wyluzuj - poklepał Harry'ego po ramieniu. - Nic złego się nie stanie.
- Dobrze, że chociaż wuja nie ma - westchnął chłopak.
- Chodź, pokażesz mi swój pokój - zaproponował Connor wstając z kanapy.
Weszli po schodach i skierowali się do dawnego pokoju Harry'ego. Był w innym stanie, niż kiedy Harry tu mieszkał. Teraz lśnił czystością oraz nigdzie nie walały się rozrzucone książki. Szesnastolatek podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Odwrócił się do Harry'ego mówiąc:
- Nie miałeś tu wygód, co?
- Pomijając zepsutą szafę, kraty w oknach i klapkę w drzwiach na podawanie jedzenia, nie było tu najgorzej. Nikt tu nigdy nie wchodził, więc nie musiałem znosić docinek Dursley'ów , gdy tu byłem.
- Miałeś tu jakiś znajomych?
- Była taka jedna. Miała na imię Jennifer, ale wyprowadziła się rok temu. Szkoda, bo ładna była z niej dziewczyna. Ona jedna nie traktowała mnie tu jak psychola. Chyba nawet trochę się w niej podkochiwałem.
Connor zaśmiał się. Jeszcze raz omiótł wzrokiem pokój.
Kiedy chłopcy udali się na górę, ciotka Petunia weszła do salonu, niosąc filiżanki z herbatą oraz talerz z ciastkami. Zobaczyła jak Cassie siedzi na kanapie. Młoda dziewczyna uśmiechnęła się do niej i podziękowała za poczęstunek. Ciotka usiadła naprzeciw pytając:
- No to... Gdzie mieszkałaś przez ten czas?
- We Włoszech u przyjaciółki mojego ojca.
- Mhm.
Sączyły herbatę, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. Obie czuły się skrępowane. W końcu Cassie przerwała niezręczne milczenie:
- Ma ciocia śliczny ogród.
- Dziękuję - odpowiedziała Petunia. - Mam słabość do kwiatów.
- Też je lubię - uśmiechnęła się dziewczyna. - Najbardziej uwielbiam fiołki. Mają cudowny zapach, zwłaszcza wiosną.
- Skoro tak podoba ci się mój ogród, to może chcesz zobaczyć go z bliska? - zapytała Petunia odstawiając filiżankę.
- Chętnie.
Wyszły przez oszklone drzwi do ogrodu. W międzyczasie Petunia jak gdyby się rozluźniła. Coraz częściej mówiła o rodzajach kwiatów, które posiadała w swoim królestwie. Cassie też wtrącała swoje trzy grosze. Starsza kobieta musiała przyznać, że podoba jej się ta dziewczyna. „ Jest tak ciekawska jak Lily." myślała. Kiedy wróciły do domu, chłopcy siedzieli już w salonie. Na ich widok przerwali rozmowę i powstali. Connor zaproponował, aby Harry oprowadził po domu Cassie. Został sam z ciotką Petunią, która przypatrywała mu się niespokojnie. Wzbudzał w niej nieokreślony strach, jak gdyby gdzieś go już spotkała.
- Harry pokazał mi swój pokój - zaczął chłopak. - I opowiedział co nieco o tym, co go tu spotykało. Nie przyjechałem tu tylko dla kaprysu. Chciałem sprawdzić, jak zareagujecie na jego widok i czy wyciągnęliście coś z lekcji, którą niedawno wam dałem.
Ciotka Petunia zbladła na twarzy. Przypomniała sobie, gdzie już spotkała chłopaka.
- To byłeś ty - rzekła patrząc na Connora. - Wtedy na parkingu.
Skinął głową
- Jak widzę moja lekcja przyniosła rezultaty. Przynajmniej jeśli chodzi o ciebie. Jednak, czy Vernon zareaguje tak samo?
- On nigdy nie zaakceptuje Harry'ego - odparła ciotka z przekonaniem.
- A ty? - zapytał Connor patrząc jej w oczy. - Zaakceptowałaś to kim jest?
- Nigdy mi to nie przeszkadzało - odparła ciotka. - Myślę, że kierowała mną bardziej złość na waszą matkę niż na niego. Wszyscy uważali, że chciałam być jak ona, ale to nieprawda. Ja po prostu chciałam, by zwracała na mnie uwagę. Kiedyś, jeszcze zanim dostała list z Hogwartu byliśmy nierozłączne. Ale potem wszystko się zmieniło. Znalazła w Hogwarcie przyjaciół i bardzo prędko o mnie zapomniała. Oczywiście pisywała listy, ale to nie było już to samo, co wtedy. Gdy wracała do domu nie zwracała na mnie uwagi. Siedziała zamknięta w pokoju, czytając te swoje magiczne księgi i wysyłając listy do przyjaciół. Ja przestałam dla niej istnieć. A przecież nie prosiłam o zbyt wiele. Pragnęłam tylko, aby rozmawiała ze mną jak dawniej, by opowiedziała mi o Hogwarcie. W końcu zaczęłam ją ignorować, aż w końcu znienawidziłam. Jak Dumbledore oddał mi Harry'ego w opiekę, myślałam, że Lily obserwuje swojego syna z miejsca gdzie trafiła. Chciałam, żeby widziała jak jej dziecko jest przeze mnie ignorowane i poniżane. By zobaczyła, że jej syn czuje się dokładnie tak samo, jak ja się czułam, kiedy mnie odrzuciła. Dopiero niedawno zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to niesprawiedliwe karać dziecko za błędy matki. Twoja, hmmm, interwencja tylko mnie w tym uświadomiła.
Connor wstał i podszedł do Petunii. Kładąc jej rękę na ramieniu rzekł:
- Dobra z ciebie kobieta ciociu - powiedział. - Popełniłaś kilka błędów, ale kto ich nie popełnia? Nie wiem, jakie były relacje twoje i mamy, ale wiesz co powiedział mi kiedyś pewien człowiek? Powiedział mi, że jeśli to co było cię nie zadowala, zapomnij o tym. Wymyśl sobie inną historię życia i uwierz w nią. Pamiętaj tylko te chwile, w których byłaś szczęśliwa i kiedy udało ci się zrealizować swoje cele. Ty też powinnaś przestać żyć przeszłością. Jestem pewien, że mama cię kochała nawet jeśli ci tego nie okazywała. A Harry nie jest moją matką. To, że ona cię zraniła nie znaczy, że i on zrobi to samo.
Po policzku Petunii spłynęła łza, ale szybko ją wytarła. Tymczasem Cassie i Harry wrócili. Ciotka podeszła do Wybrańca i mocno go przytuliła. Zaskoczony Harry aż zachłysnął się powietrzem i przez chwilę w jego głowie zrodziło się podejrzenie, że Connor potraktował ciotkę jakimś zaklęciem. Ale Petunia odsunęła się od niego i powiedziała:
- Przepraszam cię Harry. Przepraszam za wszystko, co musiałeś przeze mnie znosić. Byłam beznadziejnym opiekunem, ale jeśli kiedykolwiek tu wrócisz, wiedz, że postaram się to naprawić.
Harry był w zbyt dużym szoku, by odpowiedzieć. Wtedy gdy Dumbledore zabierał go do Kwatery ciotka powiedziała mu mniej więcej to samo, ale pomyślał, że to obecność Dumbledore'a zmusiła ją do tego. Patrzył w jej oczy, jednak nie dostrzegł w nich fałszu. Dlatego skinął głową i powiedział, że wybacza.
- Na nas już czas - powiedział Connor. - Ściemnia się, musimy wracać.
Wyszli na ulicę. Ciotka przez telefon zamówiła im taksówkę. Kiedy wsiadali do samochodu pani Dursley powiedziała, że mogą ją odwiedzać kiedy będą chcieli. Cała trójka wracała do Londynu, a każdy był pogrążony we własnych myślach. Gdy stanęli przed Kwaterą Główną, Harry rzekł do Connora:
- Nie wiem co jej nagadałeś, ale najwyraźniej nieźle ją to poruszyło.
- Nic jej nie nagadałem - odpowiedział Connor. - Po prostu zaakceptowała przeszłość.
- Co? - zdziwił się Harry, jednak Connor machnął ręką.
- Nieważne - rzucił.
- Wiesz, tak czy siak dzięki. Może teraz będzie można tam wytrzymać.
- Jestem twoim starszym bratem - powiedział Connor czochrając go po włosach z uśmiechem. - A starsi bracia opiekują się młodszymi. Taka jest kolej rzeczy. Choć czasami moje zachowanie temu przeczy, to nie mam serca z kamienia.
Gdy weszli do domu Cassie, Harry i Connor udali się na kolację do kuchni, gdzie przy stole siedzieli wszyscy domownicy. Po kolacji miało odbyć się zebranie, więc wyproszono z kuchni młodzież. Protestowali, lecz to nic nie dało. W końcu wściekły Connor wyrwał się z rąk pani Weasley i stanął przed Dumbledore'em.
- Z tego co mi wiadomo, mój brat jest tym, który ma pokonać Voldemorta tak? Jeśli dobrze zrozumiałem słowa przepowiedni.
- Skąd wiesz o przepowiedni? - zapytał Dumbledore.
- Harry mi wczoraj powiedział - odparł Connor.
Harry zmarszczył brwi. Był pewien, że nie wspomniał o tym rodzeństwu ani słowem. „ Skąd on o tym do cholery wie? „ myślał. Chciał powiedzieć, że to nieprawda, jednak morderczy wzrok brata powstrzymał go od tego. Stał i czekał na rozwój wypadków. Tymczasem najstarszy Potter znów przemówił:
- Więc jak, ma go pokonać czy nie?
- Tak – odpowiedział zrezygnowany starzec.
- W takim razie dlaczego odciągacie go od informacji? - głos Connora kipiał wściekłością. - Kto jak kto, ale on chyba powinien wiedzieć co się dzieje na świecie i jakie plany ma Czarny Kretyn, prawda? - kilka osób parsknęło śmiechem na określenie Voldemorta.
- Ale on jest zdecydowanie za młody - zainterweniowała pani Weasley.
- Na zdobycie Kamienia Filozoficznego jakoś nie był za młody. Tak samo jak na walkę z bazyliszkiem w Komnacie Tajemnic lub na wzięcie udziału w Turnieju Trójmagicznym. Przecież nie mówię, że ma teraz wybiec na ulice i wyzywać go na pojedynek. Ale dowiedzieć się o jego planach chyba ma prawo co?
Wszyscy w pomieszczeniu zaniemówili. Syriusz i Remus uśmiechali się z rozbawieniem, widząc miny pozostałych i w myślach zgadzali się z Potterem. Pani Weasley gorączkowo szukała argumentów, lecz nic nie przychodziło jej do głowy. Natomiast przyjaciele Harry'ego i pozostali z zapartym tchem obserwowali całą scenę. Jedynie Jonathan szczerzył się jak wariat. Wiedział już, że Connor wygrał tę bitwę. Zresztą wiedział też, że młody Potter zawsze dostaje to czego chce.
- No dobrze - rzekł w końcu Dumbledore. - Ale zostaje tylko Harry - zastrzegł.
- I ja – dodał Connor. Dumbledore skinął głową.
- A my?! - oburzyli się pozostali.
- Was to nie dotyczy! Nie macie powodu by tu sterczeć! - huknął na nich Moody.
- Harry i tak opowie nam wszystko! - odwarknął Ron.
Pani Weasley załamała ręce i błagalnie popatrzyła na Dumbledore'a. Ten odezwał się do Connora:
- No i widzisz co narobiłeś?
- Mają prawo wiedzieć - odparł chłopak. - Ukrywanie przed nimi prawdy jest nie fair. Harry, Ron i Hermiona wielokrotnie krzyżowali plany Voldemorta. Można rzec, że są nieoficjalnymi członkami Zakonu. A skoro oni mają prawo znać jego plany, to mogą o nich wiedzieć także Ginny, Cassie, Jonathan i bliźniacy. Nie rozumiem, dlaczego nie chcecie by byli na zebraniach? No chyba, że podejrzewacie nas o szpiegostwo?
Ostatnie pytanie ostatecznie zaważyło na decyzji Dumbledore'a.
- W porządku możecie wszyscy zostać - powiedział, a Connor uśmiechnął się z triumfem. - Tylko proszę, byście nam nie przeszkadzali.
Zgodzili się ochoczo i wszyscy zasiedli przy kuchennym stole. Jako pierwszy głos zabrał Dumbledore:
- Dzisiaj chciałbym omówić kwestię bezpieczeństwa Hogwartu w nadchodzącym roku szkolnym. Kingsley, czy aurorzy z Ministerstwa mogliby pełnić warty w zamku i Hogsmeade?
- Obawiam się, że to niemożliwe Albusie. Praktycznie wszyscy są postawieni w stan najwyższej gotowości w obawie przed atakiem śmierciożerców. Pozostali ochraniają Osbourne'a. Nie mamy wystarczająco dużo ludzi.
- To może elfowie albo druidzi podjęliby się tego? - zapytała profesor McGonagall.
- Już z nimi rozmawiałem. Twierdzą, że mają ważniejsze rzeczy do roboty niż pilnowanie dzieciaków.
- W ostateczności możemy spróbować dogadać się z goblinami – wtrącił Mundungus, ale pozostali powątpiewająco kiwali głowami.
- Chyba raczej nie mamy co liczyć na ich pomoc Fletcher - powiedział Moody.
- W takim razie nie mamy nikogo - rzekł Dumbledore. - To bardzo źle. Jeśli śmierciożercy zdecydowaliby się na atak sami nauczyciele nie daliby im rady.
- A gdyby istniał ktoś, kto może wam pomóc? - nagle zapytał Connor. Jonathan popatrzył na niego zaskoczony.
- Kogo masz na myśli? - zapytał Remus, lecz chłopak odpowiedział pytaniem.
- Gdyby istniał ktoś, kto zapewniłby bezpieczeństwo uczniom Hogwartu przyjęlibyście pomoc? Nie zadając niepotrzebnych pytań? Potrafilibyście zaufać obcym ludziom?
- To zależy od tego kim byliby ci ludzie - odpowiedział Dumbledore patrząc na Connora zaintrygowanym spojrzeniem.
- Connor chyba nie zamierzasz...? - szepnął do przyjaciela Jonathan.
- Cicho – odpowiedział mu chłopak. - Byliby to świetnie wyszkoleni czarodzieje, którzy w zamian za dostęp do wszelkich informacji, jakie Zakon posiada o śmierciożercach zgodziliby się strzec zamku. Oczywiście z pełnym zakwaterowaniem i wyżywieniem.
Harry i reszta patrzyli na szesnastolatka szeroko otwartymi oczami. Ale chłopak wpatrywał się w dyrektora i zdawał się nie zwracać na nikogo uwagi.
- Więc jak? - zapytał.
- Czy masz coś wspólnego z tymi ludźmi, Connorze? - zapytał Dumbledore.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział chłopak wymijająco. - Do niczego was nie zmuszam. Sam pan mówił, że potrzebuje pan wsparcia. Wyciągam pomocną dłoń i to wasza sprawa czy ją przyjmiecie.
- Wątpię, żeby jakikolwiek dzieciak miał nam coś wartościowego do zaoferowania - wtrącił się Snape z pogardą w głosie. - Chce tylko zwrócić na siebie uwagę.
Connor obrzucił go pełnym obrzydzenia spojrzeniem, które podziałało na Snape'a jak płachta na byka. Oczy Mistrza Eliksirów zapłonęły wściekłością. Byle smarkacz nie będzie tak na niego patrzył, a już na pewno nie smarkacz Potterów. Jego wściekłość była jeszcze większa po słowach Connora skierowanych w jego stronę.
- W przeciwieństwie do ciebie Severusie mam coś wartościowego do zaoferowania. To twoje raporty typu „ nie udało mi się niczego dowiedzieć „, są raczej bezwartościowe nie uważasz?
- Jak śmiesz! - wycedził Snape. Sam nie wiedział, co go bardziej rozjuszyło: czy to, że smarkacz mówił do niego po imieniu czy, że kwestionował jego pracę.
- Nie denerwuj się tak – Connor słodko uśmiechał się do Snape'a. - Złość piękności szkodzi. Chociaż – dodał lustrując go z góry do dołu. - Tobie chyba to nie grozi.
Ostatnie słowa Connora spowodowały dyskretny chichot żeńskiej części towarzystwa. Natomiast Syriusz bezczelnie szczerzył się, patrząc na odwiecznego wroga. Snape zrobił taki ruch, jakby chciał sięgnąć po różdżkę, lecz Dumbledore wtrącił się pomiędzy nich.
- Przestańcie! - jego głos był lekko podniesiony. - Wróćmy do tematu rozmowy. Connorze, nie mogę ot tak powierzyć ochrony Hogwartu w obce ręce. Jeśli mam przyjąć twoją ofertę muszę dowiedzieć się czegoś więcej.
- Ale pod warunkiem, że tylko pan będzie o tym wiedział - zastrzegł Connor po chwili milczenia.
- Oczywiście - odparł dyrektor.
- Możemy do nich iść choćby teraz - Connor wstał od stołu i wyciągnął dłoń do Dumbledore'a. - Niech mnie pan chwyci za rękę.
Dumbledore zrobił zdziwioną minę i bacznie przyglądał się Connorowi. Przeszło mu przez myśl, że zdecydowanie nie był taki jak Harry i pozostali. Biła od niego niezwykła pewność siebie oraz tajemniczość. A teraz chciał się z nim teleportować. Już samo to, że opanował tą sztukę świadczyło, że znacznie wykracza poza poziom swoich rówieśników. Nie zastanawiając się dłużej chwycił chłopaka za rękę i obaj zniknęli. Pozostali nie wierzyli własnym oczom. Syriusz i Remus wyglądali jakby zobaczyli ducha.
- Czy on... Czy on się właśnie teleportował? - wyjąkała Hermiona.
- W wieku szesnastu lat? - dopowiedział Ron.
- Bez licencji? - wydukała Ginny.
- No tak – stwierdził Moody. - Pan Potter zdecydowanie potrafi zaskakiwać.
Natomiast Connor i Dumbledore wylądowali przy wielkiej, marmurowej bramie. Dumbledore z zaciekawieniem przypatrywał się okolicy. Znajdowali się w dolinie otoczonej pasmem górskim. Porastała ją zielona trawa, na której kwitły bujnie różne odmiany kwiatów. Wąska rzeczka przecinająca dolinę wpadała między drzewa, tworzące olbrzymi las. Wąska ścieżka, na której stali z jednej strony prowadziła do tegoż lasu, a z drugiej przechodziła przez bramę. Na łące, poza potężnymi obronnymi murami można było spostrzec przeróżne magiczne zwierzęta. Były tu stada hipogryfów, testrali oraz pegazów. Ponadto w powietrzu latały feniksy wyśpiewujące przepiękne melodie. Dumbledore przetarł oczy pewien, że śni. Czuł się tak, jakby znalazł się w innym świecie, w którym nie ma żadnych złych sił. Wszystko było tutaj tak piękne i dobre, że przez krótką chwilę zapragnął zostać tu na stałe. Minęła ich jakaś młoda kobieta niosąca kosz pełen świeżych jabłek. Ukłoniła się Connorowi i rzuciła zaciekawione spojrzenie na Dumbledore'a. Natomiast staruszek odwrócił się do Pottera i zobaczył, że ten mu się przypatruje.
- Robi wrażenie, prawda? - zapytał.
- Jeszcze jakie - odpowiedział Dumbledore, a Connor zaśmiał się i teatralnym gestem rozłożył ręce.
- Witam w Tytanie, panie Dumbledore.
