Ohayou minna !
Spotkałam się ostatnio z bardzo ciekawą opinią, a mianowicie: ,,Potrzeba prowadzenia bloga, jest potrzebą samorealizacji, która znajduje się na samym szczycie piramidy potrzeb (wiecie chyba o co chodzi, nie ? Na samym dole potrzeby fizjologiczne, potem poczucie bezpieczeństwa itp) i objawia się dopiero w momencie, gdy inne potrzeby są zapewnione". Ciekawe spojrzenie na sprawę, nie sądzicie ?
Wena po prostu mnie rozpiera, więc czy znaczy to, że wszystkie moje potrzeby są zapewnione ? Ciekawe jak to się ma do nauki na poprawkę ? XD
Rozdział piąty - ,,Delikatny dotyk" - część szósta
Wieczorem Itachi odbył poważną rozmowę z Kakashim, który zgodził się, że Naruto powinien wrócić do domu. Oboje mieli nie wykorzystany urlop, więc jakoś sobie poradzą z opieką nad nastolatkiem. Sasuke, który w ciszy przysłuchiwał się rozmowie, również uważał, że to najlepsze wyjście. Jednak kiedy usłyszał, że jutro ma wrócić do szkoły mina mu zrzedła.
- Zawiozę cię. Muszę porozmawiać z dyrektorką i wychowawcą Naruto.
Itachi nie dał się przekonać bratu, który razem z nim chciał odwiedzić jutro szpital.
- Już i tak za długo byłeś nie obecny. Teraz, kiedy wiadomo, że wszystko z Naruto w porządku, nie ma już żadnego racjonalnego powodu, abyś migał się dalej. Kładź się spa
bo jutro obudzę cię z samego rana.
- Nie wiem tylko co rozumiesz przez pojęcie ,,w porządku". Wydaje mi się, że z nim długo jeszcze nie będzie ,,w porządku" – stwierdził Sasuke wstając z fotela.
Mężczyźni tylko patrzyli w ciszy jak nastolatek wchodzi po schodach. Kiedy usłyszeli trzask zamykanych drzwi, Kakashi nalał im czegoś mocniejszego na uspokojenie. Oboje ostatnimi czasy mieli problemy ze snem, a odrobina alkoholu przed pójściem do łóżka, była jedyną szansą na kilka godzin, tak potrzebnego odpoczynku.
- Wszystko się jakoś ułoży. Wiem, że dasz sobie radę… że oboje damy – powiedział szaro-włosy podając kieliszek towarzyszowi, a samemu biorąc drugi, wrócił na sofę.
- Pamiętaj, że teraz, kiedy jesteśmy razem, Naruto jest także częścią mojej rodziny.
- Wiem o tym. Tylko… Sasuke ma racje. Nic już nie jest ,,w porządku". Cały czas się zastanawiam, gdzie popełniłem błąd ? Czemu nie zauważyłem zmian ? Nie. Zauważyłem je – powiedział z krzywym uśmiechem, który bardziej przypominał grymas bólu – tylko umyślnie je ignorowałem. Myślałem… Wydawało mi się, że to normalne. Że to po prostu okres młodzieńczego buntu… Nigdy nawet bym nie pomyślał, iż on może zacząć ćpać ! Co za głupi dzieciak ! Czemu z nim nie porozmawiałem, kiedy był jeszcze czas ? Nigdy nie miałem czasu, nie tylko dla niego, ale i dla Sasuke… Co ze mnie za opiekun ? Myślałem o sobie jako o starszym, wyrozumiałym bracie, który ma świetny kontakt z dorastającymi chłopakami. Dawałem im dużo swobody. Teraz już wiem, że za dużo ! Nie kontrolowałem za bardzo nawet kiedy i gdzie wychodzą… Byłem przekonany, że jeśli będą mieli kłopoty, będę pierwszą osobą do której się zwrócą o pomoc ! Nawet ty zauważyłeś, że coś złego się dzieje, a ja… W najgorszych koszmarach nie przypuszczałbym, że dojdzie do czegoś takiego – kończąc ukrył twarz w dłoniach, aby ukryć łzy zbierające się jego oczach.
Gdy tylko Itachi wyrzucił wszystko z siebie, Kakashi podszedł, klęknął przed kochankiem i objął go mocno.
- Nikt cię nie obwinia o to co się stało, więc nie obwiniaj też samego siebie. Jestem pewien, że Naruto… On tylko… Popełnił błąd… Może nawet nie jeden, ale to dobry chłopak. Jestem pewien, że przy odrobinie pomocy wyjdzie na prostą. Dlatego nie zadręczaj się tym co było. Pomyśl lepiej co mu powiesz, gdy się jutro spotkacie.
- Tak…Z tym ostatnim to masz rację. Zupełnie nie wiem co mu powiedzieć…
- Ja ZAWSZE mam rację – odpowiedział Hatake, na co Itachi tylko cicho się zaśmiał – Jestem pewien, że coś wymyślisz, a teraz chodźmy już do łóżka. To był ciężki dzień.
Trzymając się za ręce, w ciszy udali się do swojej sypialni.
Itachi wolno szedł szpitalnym korytarzem w stronę sali w której znajdował się jago podopieczny. Było już po dobrze po 11, jednak nie spodziewał się, że wizyta w szkole zajmie mu tyle czasu. Policja poinformowała już dyrekcję o zaistniałej sytuacji i na nadzwyczajnym zgromadzeniu Rady Pedagogicznej ustalono oficjalne stanowisko wobec Naruto. Chłopak miał dużo szczęścia, że nauczyciele wstawili się za nim, bo groziło mu relegowanie. Ale nikt przecież nie chciał pozbywać się wzorowego do tej pory ucznia, więc postanowiono dać mu jeszcze jedną szansę. Decyzja ta podjęta zostały zanim jeszcze Itachi pojawił się w sekretariacie. Jednak kiedy dowiedział się on, że Naruto od ponad miesiąca nie pokazał się na lekcjach, sam zastanawiał się czy nie rozsądniej byłoby przenieść go do innej szkoły. Na szczęście, pani pedagog przekonała go, aby Naruto wrócił do klasy, już po wakacjach i dopiero wtedy pozaliczał zaległy materiał. Uchiha nawet nie chciał wyobrażać sobie, co chłopak mógł robić w czasie, kiedy powinien być na lekcjach.
Nagle widok Ibiki'ego, który wychodził z pokoju Naruto, wyrwał go z rozmyślań.
- Widziałeś się z nim ?
- O, dzień dobry Itachi. Tak, próbowałem wyciągnąć z niego nazwisko dealera, ale upiera się, że narkotyki zawsze dostawał od Sabaku. A jak sam już wiesz, nie możemy tego sprawdzić. No cóż, gdybyś jednak dowiedział się czegoś więcej, daj mi znać, dobrze ? Mój numer znasz. Do widzenia.
Itachi patrzył w ślad za mężczyzną, zanim tamten nie znikł w następnym korytarzu. No cóż, przynajmniej Naruto czuł się już na tyle dobrze, że lekarz zezwolił na przesłuchanie. Tylko czy chłopak będzie chciał z nim rozmawiać ?
Iruka Umino był młodym nauczycielem fizyki, który dwa i pół roku temu dostał po raz pierwszy wychowawstwo nad klasą. Jego uczniowie, o dziwo, nigdy nie sprawiali większych kłopotów. Dobrze się uczyli, raczej nie wagarowali (no może z dwoma, czy trzema wyjątkami), inni pedagodzy również się na nich nie skarżyli. Do czasu, aż coś w nich wstąpiło… Coś bardzo złego… Wszystko zaczęło się niewinnie od incydentu z chomikiem… Otóż chodziło o to, że zwierzątko zdechło w trakcie pobytu w domu u jednego z jego uczniów. Sprawa została załatwiona, a nowy gryzoń zakupiony. W życiu młodego wychowawcy znów nastąpił błogi, choć pozorny spokój, aż tu nagle zostaje poinformowany, że jedna z jego uczennic dostaje naganę do dziennika. Za co? Za: ,, Niewykonywanie i lekceważenie podjętych obowiązków". Jak to się ma do praktyki? Otóż dziewczyna, która była odpowiedzialna za podlewanie klasowych roślin, zaniedbała je, w efekcie czego kilka trzeba było wyrzucić. Ale to jeszcze nic. Małolata upierała się, że to nie jej wina i trzeba było wzywać do szkoły rodziców. Kto by pomyślał, że z takiego głupstwa wyniknie tyle problemów.
Jednak nic nie wskazywało na to, jak wielkiej próbie zostanie poddany nasz nauczyciel.
Mężczyzna miał teraz iść do swojej klasy i powiadomić ich, że jeden z ich kolegów nie żyje, a drugi jest w szpitalu po próbie samobójczej. Co miał im powiedzieć? Jak miał to zrobić? Tego szkolenie nie obejmowało! Dyrektorka tylko kazała mu przeprowadzić potem ,,anonimową ankietę" na temat: ,,Czy w szkole obecne są narkotyki?" Iruka nie wiedział czy śmiać się, czy raczej płakać. 'Czy są? A niby w jaki sposób dwójka nastolatków, zaćpała się na śmierć ? A nie, przepraszam! Przecież jeden jeszcze dogorywa w szpitalu!' – pomyślał histerycznie. Pytanie powinno raczej brzmieć, nie, czy jest problem, tylko na jaką skalę. A skoro doszło do takiej tragedii to problem był poważny. Mężczyzna wszedł do toalety i ochlapał twarz zimną wodą, licząc, że to pozwoli mu się choć trochę uspokoić. Oparł głowę o taflę lustra i spojrzał na swoje odbicie. Czemu doszło do czegoś takiego? Nie sprawdził się jako wychowawca. Nie sprawdził się? On poległ na całej linii! Chociaż teraz musi zachować się, jak prawdziwy pedagog, wziąć się w garść i przekazać straszne wieści klasie. Choć tyle powinien zrobić przed złożeniem rezygnacji…
