Przepraszam za tak długą przerwę! Naprawdę miałam nawał nauki. Ale nie będę się już usprawiedliwiać ^^ Mówiłam, że nowy rozdział pojawi się w marcu, ale znalazłam teraz trochę czasu. Przepraszam także za wszelkie błędy które na pewno się pojawią. Niestety rozdziały nie będą pojawiały się często, ale nie porzucą ficka. Dziękuje wam wszystkim za miłe słowa i cierpliwość.
Gościu- Dziękuje ci bardzo za miłe słowa. Ten rozdział jest dopiero rozdziałem 8, więc niczego nie pominęłaś. Wcześniej napisałam tylko notkę, o następnym rozdziale! Mam nadzieje, że ten Ci się spodoba! :)
Auleek - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Dziękuje bardzo! Mam nadzieję, że nie zawiodę.
Zaczytana - Bardzo ucieszył mnie fakt, że po tylu miesiącach czekania, dalej zostałaś przy mnie. Przepraszam za takie opóźnienie! I dziękuje za wenę :) Bardzo jej potrzebuje. Co do Toma i jego ideologii... trochę będzie tego w tym rozdziale. I przepraszam za skończenie tamtego rozdziału w takim momencie. Mam nadzieję, że ten rozdział cię nie zawiedzie. PS : Planuje odrobinę następnego rozdziału napisać z perspektywy Belli :)
Senri97- Zapomnieć o was?! Nigdy w życiu! Jak przeczytałam, że mogłabyś czekać nawet dłużej to strasznie mi się ciepło na sercu zrobiło. I absolutnie zamierzam niczego porzucać! Tylko przydałaby się wena i chwilka wolnego czasu :)
Asuna - Dziękuje za krytykę. Na swoją obronę mam tylko to, że to jest mój pierwszy fick. Jest nie betowany. Co do Harry'ego no cóż on ma w końcu tylko 16 lat :) Nie oczekujmy od niego cudów. Absolutnie nie odbieram tego negatywnie. :) Mam nadzieję, że z biegiem czasu będę pisała coraz lepiej.
Marley Potter- Przepraszam *chowa się pod stół*. Może ten rozdział Cię trochę udobrucha ;)
belzebka- Ja też uwielbiam tych dwoje. Jestem zaszczycona, że spodobały ci się ich charaktery. :) Dziękuje za miłe słowa.
Gumosia- To ja dziękuje Ci, że jesteś i je czytasz :)
Proszę o komentarze. One najbardziej dodają mi weny! Miłego czytania.
Rozdział 8
- Starsi mają pierwszeństwo. - powiedział Harry, z lekko aroganckim uśmiechem.
Tom zmrużył oczy, ale po chwili uśmiechnął się.
- Jak sobie życzysz. Co chciałbyś wiedzieć?
Harry zamyślił się. Wiedział o Voldemorcie tylko to co rozpowszechniała prasa i Dumbledore. Do głowy przychodziły mu tysiące pytań. Nawet Harry'ego zaskoczyła ich liczba. Naprawdę powinien pohamować swoją ciekawość. Poza tym skąd ma wiedzieć czy Czarny Pan mówi prawdę?
Ale jednak...nawet jeśli skłamie to nic to nie zmieni prawda? Nic, co Voldemort mógłby powiedzieć nie zmieni nastawianie Pottera do niego.
- Opowiedz mi o swoich rodzicach.
Uszy Harry'ego nagle wypełnił melodyjny śmiech. Czarny Pan śmiał się z jego pytania. Nie było w nim nut okrucieństwa czy mroku. Naprawdę brzmiał na rozbawionego. Harry nie wierzył, że to jest możliwe.
- Mogłem się spodziewać, że zaczniesz od tego pytania. Próbujesz powiązać moje...Jakbyś je nazwał? Ach złe tendencje z trudnym dzieciństwem, nieprawdaż?
Harry nie odpowiedział, tylko cierpliwie czekał na odpowiedź.
-Moja matka, Meropa, wywodziła się z potężnego rodu – jak zapewne już wiesz moja rodzina pochodziła od Slazara Slytherina. Muszę jednak wyznać, że za czasów mojej matki, potomkowie Salazara upadli bardzo nisko. Mój dziadek i wuj, nie byli godni być jego dziedzicami. - głos Voldemorta nabrał ostrości, a twarz wykrzywiła się ze zniesmaczenia. - Moja matka także nie była mądrą kobietą. Zakochała się w mugolu. Gdy ten nie odwzajemnił jej uczuć, napoiła go eliksirem miłosnym.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się ze zdziwienia. Voldemort uśmiechnął się lekko.
- Naprawdę go kochała. Miała wyrzuty sumienia, więc po jakimś czasie postanowiła przestać mu go podawać. Zostawił ją wtedy. Była w ciąży.
Zielonooki chłopak ze zdziwieniem stwierdził, że naprawdę żal mu Voldemorta i jego matki. Czarny Pan nie patrzył na niego. Oczy miał nieobecne lecz jego głos dalej pozostawał zimny jak lód.
- Mój dziadek odwrócił się od niej za skalanie czystej krwi. Została zupełnie sama. Umarła z wycieńczenia, zostawiając mnie samego w mugolskim sierocińcu. Powiedziałem ci, wtedy na cmentarzu, co spotkało mojego kochanego ojca – mroczny, pełen samozadowolenia uśmiech wypełzł na twarz Mrocznego Lorda.
Harry poczuł, że przechodzą go dreszcze. Tak. Doskonale pamiętał co się stało z ojcem Czarnego Pana. Voldemort go zabił. Przez chwilę panowała cisza. Harry nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Tom Riddle miał naprawdę trudne dzieciństwo.
Zupełnie tak samo jak ja.
Ale zaraz...Przecież to on jest winny temu, jak wyglądało moje dzieciństwo.
- Odpowiedziałem na twoje pytanie. Teraz ty odpowiesz na moje. Jak naprawdę traktują cię mugole z którymi mieszkasz?
Uwaga Czarnego Pana była całkowicie skupiona na Harrym. Jego intensywne spojrzenie przewiercało na wylot i chłopak musiał odwrócić wzrok. Bycie w centrum uwagi tych strasznych, czerwonych oczu było czasem niemożliwe do zniesienia.
Tom przyglądał się uważnie siedzącemu przed nim chłopcu. Swojemu horkruksowi. Musiał przyznać, że nawet gdyby Harry nie nosił w sobie części jego duszy, to i tak byłby kimś wyjątkowym. Był inteligentny, przebiegły i odważny. I co najważniejsze, miał w sobie coś mrocznego, coś co próbował zdusić w zarodku. Ale Tom potrafił dostrzec ten mrok. Harry był dokładnie taki sam jak on.
Tom nie potrafił się przyznać, nawet przed samym sobą, że tak naprawdę nikt nigdy go nie rozumiał. Zawsze wszyscy chcieli mu zaimponować, a tak naprawdę nie podzielali jego doświadczeń, pragnień i poglądów. Z Harrym mogłoby byś inaczej.
Czarny Pan przyglądał się jak Harry namyśla się jak odpowiedzieć na pytanie. Ciekawe czy skłamie? Na pewno.
Jednak Harry Potter jak zwykle go zaskoczył.
- Traktują mnie jakbym nie istniał. Co wcale nie jest takie złe. Nie bili mnie ani nic z tych rzeczy. Po prostu dawali mi bardzo jasno do zrozumienia, że jestem dla nich jedynie problemem.
Tom nie musiał nawet używać legilimencji, by wiedzieć, że chłopak nie kłamał. Na twarzy Harry'ego nie było widać żalu czy gniewu. Interesujące.
- Ale nigdy cię nie kochali. Głodzili cię i raz nawet wstawili ci w okno kraty. - odezwał się ostro Tom.
Był zdziwiony tym, że zaczynał być naprawdę wściekły. Wbrew pozorom naprawdę ciężko jest wyprowadzić go z równowagi. Cholerni mugole. Jak Dumbledore mógł na to pozwolić? Czyżby krzywdę dziecka usprawiedliwił sobie większym dobrem?
Harry wyglądał na naprawdę zdziwionego.
-Skąd o tym wszystkim wiesz? Zresztą nieważne. To nie ma znaczenia. Może nie chcą być moja rodziną, ale nią są. Nie pozwolę nikomu ich skrzywdzić. - powiedział twardo.
Tom w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, Lecz ta pozorna wesołość nie sięgnęła jego oczu. Nadal pozostawały one zimne i przepełnione gniewem. Dlaczego ten chłopak im na to pozwala? Jest niesamowicie potężny, a jednak odmawia bronienia się przed mugolami.
- Wszyscy mugole są tacy sami. Boją się tych którzy są inni i potężniejsi od nich. Dlatego nie powinni oni w ogóle mieć nic wspólnego z magicznym światem, a już zwłaszcza z magicznymi dziećmi.
- Nie możesz osądzać wszystkich mugoli po czynach garstki – oburzył się Wybraniec – To, że ty i ja nie trafiliśmy na tolerancyjnych ludzi to wcale nie znaczy, że tacy są wszyscy. Moja przyjaciółka pochodzi z niemagicznej rodziny. Jej rodzice są z niej bardzo dumni. W tych sprawach nie ma reguł. Spójrz na swoją rodzinę. Mimo, że byli czystej krwi, jak sam powiedziałeś nie byli godni swojego przodka. Są dobrzy i źli mugole oraz dobrzy i źli czarodzieje.
Tom uniósł brew.
- Nie ma czegoś takiego jak dobro i zło. Ludzie je sobie wymyślili. Ale powiedzmy, że masz racje. Jak wyobrażasz sobie koegzystencje tych dwóch światów? Magicznego i niemagicznego? Konflikt nastąpi prędzej czy później. Ja tylko upewniam się, że nasz świat wygra.
Harry w odpowiedzi tylko parsknął. Obaj: Tom i Harry byli bardzo zdziwieni jak wielką czerpią przyjemność z tej rozmowy. Pomimo różnicy zdań każdy potrafił zrozumieć pogląd i przekonanie tego drugiego.
- Ale to chyba rozmowa na inną okazję, prawda? Odpowiedziałeś na moje pytanie, więc teraz twoja kolej. - powiedział Tom.
Nie musiał długo czekać na pytanie.
- Jak wyglądało twoje dzieciństwo? - spytał chłopak, a w jego oczach zalśniła ciekawość.
Tom natomiast starał się nie okazać jak bardzo obrzydza go rozmawianie o swoim życiu wśród mugoli. Pozornie opanowany odpowiedział na pytanie.
- Życie w sierocińcu podczas drugiej wojny światowej nie było przyjemne. W każdej chwili mogli zbombardować miasto. A ja nawet nie mogłem użyć magii by się bronić. W dodatku mugole bali się mnie i nazywali „dzieckiem diabła". Gdy ludzie się czegoś boją próbują to pokonać i zniszczyć używając agresji i przemocy. - Głos Toma był zupełnie obojętny, jakby rozmawiali o pogodzie.
Czarny Pan spojrzał w oczy Harry'ego i oprócz litości ( która go obrzydziła) zobaczył coś jeszcze. Coś czego szukał od bardzo dawna. Zrozumienie.
- Skrzywdzili cię?
- Teraz to już nie ma znaczenia, Harry - wyszeptał okrutnie Czarny Pan – Odpłaciłem się.
Zielonooki chłopak skrzywił się mimowolnie.
Harry naprawdę nie wiedział co myśleć. Jak bardzo się mylił, gdy pomyślał, że cokolwiek Voldemort powie, nie zmieni to jego punktu widzenia. I faktycznie nie zmieniło, ale... zobaczył w Czarnym Panie coś więcej niż to co ten prezentował światu. Pod maską potwora krył się bardzo zraniony człowiek. Tak bardzo do niego podobny i jednocześnie tak niesamowicie różny. Potter naprawdę go rozumiał.
To mógłbym być ja - pomyślał z przerażeniem Harry - Gdybym spotkał nieodpowiednich ludzi, gdybym nie miał przyjaciół.
Z jednej strony T.. Voldemort wydawał się taki jak on ale z drugiej... Nie ma oporów przed zabijaniem. Czerpie przyjemność z morderstw i manipulacji. Harry nie mógł o tym wszystkim zapomnieć. W końcu zabił jego rodziców.
Tylko, po tym wszystkim jasna strona wcale nie wydawała się taka jasna. Dlaczego Dumbledore nic nie zrobił? Dlaczego mu nie pomógł? Dlaczego pozwolił, by żył w takiej rodzinie. Oczywiście, chroniło go to ale są inne lepsze środki ochrony.
Chłopak naprawdę nie wiedział już w co wierzyć. I miał wrażenie, że o to właśnie chodziło Czarnemu Panu. Harry postanowił, że nie dojdzie do żadnych pochopnych wniosków dopóki nie usłyszy wersji obu stron. A to oznacza, że jak tylko skończy się umowa pomiędzy nim, a Voldemortem powinien natychmiast porozmawiać z dyrektorem.
Daleko od Czarnego Dworu Ron i Hermiona wraz z całym czarodziejskim światem panikowali ponieważ wybawca czarodziejskiego świata zaginął bez wieści. Żadnych śladów walki, szarpaniny czy rzucanych zaklęć. Jedyne co udało się ustalić to, to, że Harry otrzymał pocztą świstoklik. Ślad magiczny jednak prowadził donikąd.
- Przecież oczywiście wszyscy wiedzą czyja to sprawka! - krzyknęła zapłakana Hermiona. - Tylko boją się powiedzieć na głos, że Voldemort go porwał. Wszyscy stracili by wtedy nadzieje.
Ron przytaknął. Wyglądał jakby postarzał się o kilka lat. Nie wiedział co robić.
- Boże, Ron! A co jak on już... jak już...- Hermiona nie mogła się zmusić do wypowiedzenia tego na głos.
Ron natychmiast ją objął.
- Nie! On na pewno żyje. Voldemort z pewnością chciałby się pochwalić, że w końcu mu się udało zabić Harry'ego Pottera! Chciałby żebyśmy się poddali.
Hermiona westchnęła z ulgą. Wytłumaczenie Rona brzmiało logicznie.
- Masz rację. Ale co my powinniśmy zrobić? Jak mamy go znaleźć skoro nawet Voldemort i całe Ministertwo Magii nie potrafi tego zrobić?
Ron zamyślił się. Ciężko było układać jakiekolwiek plany bez Harry'ego. To on zawsze pchał wszystkich do działania.
- My mamy przewagę nad nimi.
Hermiona patrzyła na niego uważnie. Jej mądre oczy spojrzały na Rona pytająco.
- My znamy Harry'ego. Wiemy o nim praktycznie wszystko. I znajdziemy go, przysięgam.
Hermiona po raz pierwszy od kilku dni zdobyła się na słaby uśmiech. I w końcu wpadła na pewien pomysł.
- Może ma coś wspólnego z połączeniem między Harrym i Voldemortem? Może to w ten sposób go porwano? Przez połączenie?
Hermiona natychmiast zerwała się na równe nogi i pociągnęła go za sobą.
Ej! - krzyknął z zaskoczeniem Ron – Gdzie my idziemy? Tylko nie mów, że do jakiejś biblioteki.
Hermiona parsknęła ożywiona nową nadzieją na odzyskanie przyjaciela.
- Nie, Ronaldzie. Musimy znaleźć sposób na porozmawianie z profesorem Snape'em
- Niby po co mamy rozmawiać z tym starym nietoperzem?
Hermiona z irytacją pacnęła go w głowę.
- Pomyśl, Ron.. On wie wszystko o legilimencji. Mógłby nam pomóc.
Bellatrix Lestrange była jedną z jego najwierniejszych sług. Ale była również najbardziej szaloną. Tom zawsze uważał, że szaleństwo to ciekawe zjawisko. Pożera człowieka, konsumuje wszystkie jego myśli. Prawie tak jak obsesja.
Czarnowłosa kobieta stała przed nim lekko drżąc z zachwytu.
- Wzywałeś mnie, Panie?
- Tak, Bello. Mam dla ciebie pewne zadanie. Chcę żebyś udała się na Privet Drive. Pod numerem czwartym mieszka pewna rodzina mugoli. Chcę żebyś ich wszystkich przyprowadziła. Zrobiłabyś to dla mnie?
Tom, choć pozornie dał Bellatrix wybór, nie oczekiwał i nie przyjmował odmowy.
- Oczywiście, Panie.
- Dziękuje, Bello. To wszystko.
Gdy Bellatrix odeszła, Tom nie potrafił przestać uśmiechać się z samozadowoleniem. Wiedział jak wielki wpływ na Harry'ego miała ich gra. A Czarny Pan nie zamierzał na tym poprzestać. Manipulacja zawsze przychodziła mu równie łatwo co oddychanie. Wystarczyło tylko mówić półprawdy, a wszystko szło po jego myśli. Co ciekawe w rozmowie z zielonookim o dzieciństwie i rodzinie był całkowicie szczery. Nie miał najmniejszego powody by kłamać.
Naprawdę chciał, żeby Harry stanął po jego stronie. Ale chciał by zrobił to z własnej woli. I dlatego nie może kłamać. Cóż, to w pewnym stopni wyrównuje szanse. Chłopak także nie może kłamać. Tom wyczułby kłamstwo.
Tak bardzo skupił się na chłopaku, że czasem całkowicie zapominał, że przecież prowadzi wojnę. Ta obsesja jest niezdrowa i destrukcyjna dla nich obu. Więc dlaczego coś ich do siebie przyciąga? Te wszystkie podobieństwa, horkruksy, przepowiednia... Tak jakby los lub jakaś inna siła wyższa związali ich przeznaczeniem.
Muszę być niesamowicie zmęczony. Jaka znowu siła wyższa? Przecież nie wierzę w takie bzdury! - pomyślał podirytowany biegiem swoich myśli Tom.
