Wróciliśmy. Zapadał już zmrok, ale polanę przed naszym Domowym Drzewem oświetlało ogromne ognisko, dookoła którego gromadzili się już członkowie klanu, byli ubrani w rytualne stroje, wkładane tylko tego jednego wieczoru na cześć swoich braci i sióstr, którzy narodzili się na nowo zajmując na zawsze miejsce pośród innych saronyu. Wylądowaliśmy na największej gałęzi Domowego Drzewa, po czym zeszliśmy na dół, gdzie czekali już na nas olo'eyktan i Tsahìk. Powitano nas słowami:
- Witajcie drogie dzieci Eywy. Stając się Ayikranä Aymaktoyu udowodniliście swoją godność i odwagę. Od tej pory jesteście pełnoprawnymi wojownikami Eywayä Eweng. Jako symbol przynależności otrzymacie naszyjniki z emblematami łowcy, sporządzone przez zbrojmistrza Ko'etsu. Ten wieczór to wasze święto, za chwilę zasiądziemy do wspólnej uczty, zanim to nastąpi musicie jeszcze spotkać swoje duchowe zwierzę.
Stanęliśmy w szeregu. Podeszła do nas Tsahìk trzymając miseczkę pełną podłużnych robaków świecących swoim własnym kolorem bioluminescencji o ciemno-jasnym odbarwieniu fioletu. Każdy wziął po jednym eltungawng do ust i żuł go niczym gumę. Smak robaka był równie dziwny, jak jego właściwości. Obraz przed oczami zaczął mi się rozmazywać, zdążyłem jeszcze dostrzec Tsahìk, jak ponownie podchodzi do nas trzymając duży kamienny słój. Nagle poczułem silne ukłucie na lewym barku. Nogi ugięły mi się, ktoś chwycił mnie pod pachę, zacząłem się osuwać na ziemię. Multi-kolorowa bioluminescencja mieniła mi się przed oczami wymieszana z nierozpoznanymi odgłosami otoczenia. Nagle obrazy zaczęły nabierać ostrości. Ujrzałem siebie stojącego przed rajską wiedźmą zwaną w Na'vi - Avalei. Zerwałem kilka nasion, nagle podleciał do mnie riti siadając na moim ramieniu i wydając dziki pisk. Podzieliłem się z nim nasionami, po czym riti odleciał, a ja wpatrywałem się w niego coraz głośniej wypowiadając jego nazwę. Nagle obraz ponownie zaczął się rozpływać, ponownie ujrzałem rozmazane twarze Na'vi, po chwili widziałem je dość wyraźnie, ale dalej nie wiedziałem co jest jawą, a co wizją. Byłem spocony i oszołomiony, podeszła do mnie Sevina pytając się czy riti to mój tireaioang, bo cały czas wypowiadałem jego nazwę. Przytaknąłem, opowiadając w jaki sposób go spotkałem. Gdy wszyscy doszliśmy do siebie udaliśmy się świętować nasze narodziny.
Usiedliśmy obok wodza, nasze twarze pomalowano we wzory symbolizujące nowonarodzonych Na'vi. Obok Tsahìk usiadł Txantsana, Na'viyä Tirea i ich mała siostrzyczka Lora Mokri. Wszystkich przepełniała radość. Podano nam do wypicia miejscowy trunek na bazie sfermentowanych nasion różnych owoców. Był dość mocny i zarazem skutecznie gasił pragnienie, jednak uchyliłem tylko jedną czarkę, chociaż byłem jajogłowym, nie znałem do końca właściwości "magicznego napoju" i nie chciałem ryzykować, aby ten piękny wieczór zakończył się dla mnie zbyt szybko, zauważyłem, że i Jack powstrzymywał się od picia. Rozpoczęły się tańce, którym towarzyszyła gra na bębnach i piękne śpiewy. Tańczące kobiety ślicznie ozdobione różnokolorowymi dodatkami przyciągały uwagę. Blask trzaskającego ognia oraz błękit lampionów tmi nat'sey dopełniały tylko rozkoszy dla zmysłów. Jednak nie mogłem oderwać wzroku od swojej wybranki siedzącej dokładnie naprzeciwko mnie. Jej urocza twarz w otoczce płomieni ogniska rozpaliła moje uczucie na dobre, bardzo już pragnąłem znów przytulić czule moją Panią. Chociaż dzieliło nas kilka metrów, w jej cudownych oczach dostrzegłem to samo pragnienie. Nagle tańczące kobiety podbiegły do swoich partnerów wyciągając ich do tańca, również inni Na'vi przystępowali do tańca, muzyka zrobiła się bardziej dynamiczna, na ten moment czekałem, niemal równocześnie wybiegliśmy naprzeciw siebie wpadając sobie w ramiona, zza jej ramienia dostrzegłem Jack-a i Na'viyä oraz pozostałych samsiyu, wszyscy mieli partnerów, wszyscy byli szczęśliwi. Mimo to czułem lekki dyskomfort, z racji, że nigdy nie byłem dobrym tancerzem. Sevina nie kazała mi się przejmować, tylko dać się porwać muzyce. Chwyciliśmy się mocno za nadgarstki, wirując dookoła własnej osi niczym Derwisze. Sevina chyba nigdy wcześniej nie tańczyła w ten sposób, ale widząc jej szczery uśmiech zapewne była bardzo zadowolona. Zaczęło nam się kręcić w głowach. Zakończyliśmy taniec.
- To był najbardziej zwariowany taniec jaki widziałam i jaki sama tańczyłam. Skąd go znasz, mówiłeś, że nie umiesz tańczyć.
- Bo nie umiem, kazałaś mi się porwać muzyce i tak też się stało.
- Zaschło mi w gardle.
- Mi również, ale miejscowy napój niezbyt mi smakuje, wolałbym się napić wody.
- Zatem chodźmy, niedaleko stąd rosną A'o.
Udaliśmy się w głąb dżungli. Po raz kolejny zachwyciła mnie różnokolorowa tonacja barw pandorańskiej przyrody nocą, ale nic nie równało się z pięknem ma Sevina Tute. Jej rozpuszczone włosy powiewały na wietrze, przebijająca się przezeń bioluminescencja podkreślała ich piękno zmieniającymi się kolorami otoczenia. Sevina powiedziała:
- Widzisz tamto wzgórze, tam rosną A'o.
Podszedłem do niej delikatnie chwytając ją za dłoń, znów poczułem ciepło i delikatność jej skóry. Ona uścisnęła dłoń mocniej mówiąc:
- Biegnijmy taronyu.
Droga usłana była trawami rosnącymi na purpurowym mchu, po boku rosły liczne krzewy pióropuszników. Podczas biegu zrywały się do lotu spłoszone jaszczurki wachlarzowe, widziałem je po raz pierwszy, były kolejnymi żywymi istotami wprawiającymi oczy w zachwyt. Czułem się spełniony, wyobrażałem sobie, że właśnie biegnę z moim aniołkiem do raju, wydałem z siebie okrzyk radości, niemniej entuzjastyczny od tego podczas pierwszego lotu na swoim ikranie. Sevina również wyglądała iście kwitnąco. Dotarliśmy na szczyt. Nie wiedziałem jaki widok mnie zastanie. Pandora urzekła mnie już nie jeden raz swoim czarem, ale ten widok przeszedł moje najśmielsze wyobrażenia. Naszym oczom ukazało się nasze Domowe Drzewo przy którym zabawa trwała w najlepsze, otoczone było lasem mieniącym się nieskończoną liczbą barw, większość nieba przysłaniał Polifem i jego księżyce oraz setki gwiazd. Najbardziej jednak spodobało mi się jezioro leżące nieopodal Drzewa-Domu, pełniące teraz funkcję lustra w którym mieniły się wszystkie kolory bioluminescencji. Wszystko przywodziło mi na myśl neony z ziemskich miast, z tą różnicą, że tutaj otoczenie było prawdziwe i nieporównywalnie bardziej piękne. Wzgórze na którym się znajdowaliśmy również nie odstawało od reszty pod względem piękna. W centralnym miejscu rosło drzewo, na którego gałęziach zwisały Tawtsngai przypominające ogromne żyrandole, runo porastał ten sam purpurowy mech, dookoła drzewa rosły A'o na przemian z pióropusznikami. Sevina podeszła do jednego z nich. Utworzyła dłońmi czarkę, chwyciła ogonkiem jeden z kielichów rośliny napełniając dłonie wodą. Po czym podeszła do mnie mówiąc:
- Wypij proszę.
Ująłem dłonie ma Sevina Tute wypijając wodę do połowy, a następnie oddaliłem do jej ust, po czym złożyłem je podnosząc na wysokość wzroku i ucałowałem. Sevina uroczo się uśmiechnęła delikatnie się czerwieniąc na policzkach.
- Kocham Cię najdroższa.
- Wiem. Czuję twoją troskę jeszcze bardziej niż wcześniej, o ile to w ogóle możliwe. Mam dla ciebie prezent. Sporządziłam dla ciebie p'ah s'ivil tshey.
- Jestem pod wrażeniem, z radością przyjmuję twój dar, chociaż już wcześniej otrzymałem od ciebie coś znacznie cenniejszego. (przyłożyłem dłonie do jej twarzy) Twoją miłość i troskę. Odnalazłem przy tobie radość, w życiu wypełnionym bólem. Chcę być z tobą na zawsze, do końca mych dni. Nigdy Cię nie opuszczę, ani nie skrzywdzę i oddam swoje życie stając w twej obronie.
Nasze usta się złączyły. Już zapomniałem smak pocałunku ukochanej kobiety. Był doskonały. Sevina przytuliła mnie do siebie. W objęciach usiedliśmy na mchu, który rozświetlił się swoim kojącym nastrojowym odcieniem fioletu. Nagle poczułem jak Sevina sięga po mój warkocz, tak samo ja sięgnąłem po jej warkocz. Zbliżyliśmy je do siebie patrząc sobie głęboko w oczy, jak nawiązuje się Tsaheylu. Nie wiedziałem czego się spodziewać. W jednej chwili ujrzałem całe piękno duszy mojej ukochanej, jak piękne jest jej życie. Oddaliśmy się sobie nawzajem. Nie trzeba już było żadnych słów by wyrazić swoje uczucia. Wszystkiemu temu towarzyszyło niesamowite uczucie bliskości i podniecenia, czułem jakby Sevina żyła wewnątrz mnie, także i ona widziała moje wnętrze, moje dawne żale przysłoniła swoją miłością. Ucałowałem ją delikatnie w szyję tuląc włosy i rozkoszując się ich cudownym zapachem, przypominającym pandorańskie kwiaty i zioła tuż po deszczu, teraz jeszcze wyraźniej czując tę cudowną woń. Nagle Sevina objęła rękoma moją twarz, nasze oczy przepełnione miłością ponownie się spotkały, popłynęły nam łzy szczęścia, po czym Sevina objęła moją głowę, przytulając do swoich piersi, całując czule w skroń i przykładając doń policzek. Gładząc ją delikatnie po plecach i wsłuchując się jak pięknie bije jej serce usłyszałem nagle w myślach:
- Jesteśmy jednością ma Hiroto Yoshida. Eywa zaakceptowała nasz związek, już zawsze będziemy razem.
