Przenieśli rzeczy Danny'ego dopiero w następny weekend. Williams wydawał się trochę skrępowany, kiedy weszli do jego sypialni z torbami i pudłami. Chin i Kono kierowali kuzynami Kamekony, którzy wnosili co cięższe przedmioty, ale Danny nie miał zbyt wiele, więc przeprowadzka trwała niecałą godzinę. Nikt nie komentował faktu, że wszystko było układane w jego sypialni. Kono i Chin oficjalnie nie wiedzieli nic. Steve zastanawiał się już wcześniej jak rozwiązać kwestie wspólnej pracy, ale to nie tak, że Danny kiedykolwiek traktował go jak swojego szefa. Ich jednostka zawsze miała własne zasady, więc fraternizacja – słowo ukochane przez wojskowych – nie była problemem. Fraternizowali się cały czas. Kono i Chin w końcu byli członkami tej samej rodziny.

Zostali sami i Danny zaczął drapać się szyi, jak zawsze, gdy nie był do końca pewien jak do tego doszło. Jednak faktycznie wprowadził się do niego i Steve był cholernie dumny z tego, że przez cały tydzień udało mu się tego dokonać. Przekonywał go i argumentował. I nie musiał nawet grozić kobiecie, która wynajęła mieszkanie Danny'emu, aby go wyrzuciła.

- Nie przeszkadza ci, że… - zaczął mężczyzna i urwał.

- Kupimy dzisiaj wieszak na twoje krawaty – obiecał mu, ponieważ chociaż Danny ostatnio w nich nie chodził aż tak często, jednak mimo wszystko posiadał sporą kolekcję.

I zapewne Steve miał się z nimi zaznajomić w najbliższym czasie.

Danny spojrzał na niego zirytowany.

- Nie przeszkadza ci, że mieszkamy razem, a z sobą nie spaliśmy? – spytał w końcu Williams.

- Ależ spaliśmy razem – odparł Steve, nie mogąc się powstrzymać. A potem udał, że jest mocno zaskoczony. – Ach, mówisz o tym – dodał lekko podniesionym tonem i Danny walnął go pięścią w biceps.

- Przestań żartować. Pytam poważnie – warknął mężczyzna i przetarł twarz dłonią, a potem znowu spojrzał na szare pudła, jakby pojęcia nie miał co się stało.

Dlatego Steve wolał brać go z zaskoczenia. Dawanie Danny'emu czasu na przemyślenie wszystkiego zawsze źle się dla niego kończyło. Williams znajdował powody i argumenty, wszystko było takie obrzydliwie logiczne, że nie mógł się z nim nie zgodzić i przegrywał. Tym bardziej cieszyło go, że przetrwał cały tydzień wymówek, narzekania i wątpliwości.

Danny nie przyznał, że się boi, ale Steve nie zamierzał rezygnować.

Pocałował go, nie przejmując się faktem, że są spoceni po pakowaniu wszystkiego przez cały ranek. Sypialnia była zagracona, a na jego łóżku stało kilka pudeł, więc zepchnął je pospiesznie, robiąc więcej miejsca.

- Auć, moje krawaty! – jęknął Danny.

- Kupimy wieszak – przypomniał mu Steve, wciągając go na siebie.

Nie zdążyli pójść na tę cholerną kolację, ale to w zasadzie nie stanowiło dla niego problemu. Danny zresztą nie wydawał się tym przejmować. Może zapomniał, że to on miał zaprosić jego. Steve nie był pewien. Nie bardzo też chciał o tym myśleć, gdy Williams spoglądał na niego z góry z uśmieszkiem, który naprawdę wiele obiecywał.

Nie całowali się często, Steve starał się podkradać te niewielkiej muśnięcia w ciągu dnia, ale Kono bacznie ich obserwowała niczym jastrząb. Miał ochotę wysyłać ją w teren, ale to byłoby nie fair. Danny zresztą pilnował, aby nie być molestowanym w pracy. Nie skarżył się jednak otwarcie, więc Steve korzystał. Nikt nie zauważył różnicy w ich zachowaniu, ale już wcześniej żartowano o nich jak o małżeństwie i może to było oczywiste od samego początku.

Danny oddychał miarowo, jego pierś unosiła się i opadała, gdy uginał bardzo powoli swoje ręce w łokciach, jakby testował cierpliwość swoją i jego. Albo może upewniał się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Steve położył ręce na jego biodrach, kciukami muskając odsłonięty kawałek skóry. Podwinięta koszulka nie dawała wiele, ale jednak to zawsze było coś. I kiedy znowu zaczęli się całować, było to o wiele wolniejsze, głębsze w jakiś sposób. Nie wiedział w zasadzie czego się spodziewał. Może Danny'ego spiętego czy niepewnego. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego wzrost i siła ten jeden raz mogły nie stanowić zalety, ale mężczyzna nad nim wydawał się odprężony i po raz pierwszy od wielu dni – myślami w odpowiednim miejscu. I Steve'a nie cieszyło nic bardziej.

Danny wsunął swoją nogę między jego uda i zaczął poruszać biodrami za każdym razem, gdy ich usta otwierały się szerzej, a potem wycofywał się i ten rytm był cudowny. Niespiesznie wsunął dłonie pod koszulkę Williamsa szukając głębszego kontaktu i Danny zadrżał pod jego rękami, gdy wbił palce w jego wystające kręgi. To musiało być przyjemne, bo Danny wygiął się, więc nacisnął mocniej, przyciągając go do siebie. Chciał ich obrócić, ale Danno przyblokował jego ruch, odrywając się od niego na krótką chwilę.

- Zostańmy tak – wydyszał Danny. – Daj mi się do siebie przyzwyczaić – dodał i Steve skinął tylko głową bez zbędnego komentarza. – Nie rozbierzesz mnie? – spytał jeszcze Danny, zanim sam sięgnął do gumki jego szortów.

Może powinien był przemyśleć swój strój, ale w zasadzie nie planował tego. Po prostu wydawało się to odpowiednie. Danny spytał czy nie wydawało mu się dziwne, że nie uprawiali seksu, ale w zasadzie przez cały czas nie przeszło mu to przez myśl. Chciał Danny'ego w swoim domu i w swoim łóżku, niezależnie od tego czy będą czas spędzać aktywniej lub nie. I chyba Williams to pojął.

Zdarł z niego koszulkę, ponieważ jeśli już mieli kupować wieszak na krawaty, zawsze mogli do tego dorzucić ubranie dla Danny'ego. Spodnie najchętniej roztargałby w dłoniach, ale dżins nie chciał się poddać jego woli i Williams prychnął na widok jego zawiedzionej miny.

- Prymityw – powiedział mężczyzna dzieląc na sylaby ostatnio swoje ulubione słowo.

Nie wydawał się jednak zły z powodu swojej koszulki, więc Steve polizał jego obojczyk unosząc się tylko kilka centymetrów nad materacem. Nie wiedział dokładnie jaki jest plan działań, więc po prostu pozwalał Danny'emu prowadzić. W przyszłości mogliby coś zmienić, ale w tej chwili to wydawało się najbardziej odpowiednie, więc poddał się chwili starając się nie myśleć o tym jak delikatny jest Danny. Jak śledził palcami linie blizn, które powstały wiele lat wcześniej. Wydawało się, że chciał się nauczyć jego ciała na pamięć. Może zapamiętywał dłońmi jego kształty, linię mięśni, okrągłe sutki i wystające kości biodrowe.

Danny obwinął dłoń wokół jego penisa sprawiając, że oddech uwiązł mu w gardle i zacisnął ją mocniej, a krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach. Rozsunął szerzej nogi, chcąc dać mu tylko więcej miejsca i Williams skorzystał z tego z wyraźną przyjemnością, klękając między jego udami. Te same usta, które wypluwały z siebie setki tysięcy słów w ciągu dnia odnalazły jego sutek, zamykając się w końcu na tym jednym guzków. Nie spodziewał się ssania, ale jego penis drgnął, gdy jego sutek został wciągnięty głębiej. Stwardniały guzek został szybko polizany, więc zaczął oddychać przez usta, zastanawiając się czy to wszystko przeżyje.

Danny obserwował go uważnie, jakby katalogował reakcje do późniejszych testów.

- Mogę cię dotknąć? – chciał spytać opanowanym głosem, ale jedyne co wydobyło się z jego ust to słaba prośba i Danny wciągnął głośno powietrze do płuc.

- Jasne, jasne. Co tylko chcesz – zapewnił go Williams, więc Steve zacisnął dłonie na jego pośladkach, czując jak obaj są twardzi.

Nie był nawet pewien, kto pozbył się spodni Danny'ego, ale należał mu się za to medal i zamierzał go wymóc na gubernatorze. Były rzeczy priorytetowe na tym świecie i pośladki jego partnera do nich należały. Jędrne półkule zaciskały się pod jego palcami, gdy Danny starał się jakoś umiejscowić między jego nogami, aby ich penisy mogły się o siebie ocierać.

Nie wierzył nawet, że potrafił być tak nieruchomym. Danny jednak potrzebował go dotykać, więc po prostu trwał, czekając na swoją pieprzoną kolej, bo jeśli wiedział jedno – to to że kiedy Danny Williams miał plan, należało według niego podążać. Powiódł swoje dłonie wyżej na talię mężczyzny, ciesząc się z szorstkich włosków pod palcami. Nie było ich tak wiele jak na klatce piersiowej Danny'ego, ale włoskie geny ewidentnie dawały o sobie znać.

- Podobają ci się – zauważył Williams trochę zaskoczony.

- Cały mi się podobasz – odparł Steve, chociaż jeszcze nie zerknął w dół.

Nie widział też pośladków Danny'ego, bardziej skupiony na razie na dotykaniu. Mężczyzna nad nim był przyjemnie miękki. Nie gruby, ale właśnie nie przesadnie twardy w dotyku od przepracowanych mięśni, niepokrytych tłuszczem. Nie wyobrażał sobie jak mieliby do siebie pasować, gdyby uderzali kośćmi o kości, chociaż Danny przesuwał palcami po jego mięśniach brzucha kilka sekund bardziej. Ściskał jego biceps, wodząc dłonią po liniach tatuaży.

Oddech więznął mu w gardle. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek ktoś dotykał do w ten sposób. Żeby sam dotykał tak długo drugiej osoby, ale było w tym coś intymnego, co sprawiało, że jego penis był jeszcze twardszy, a sądził, że w swoim życiu pobił już rekordy i nie wróci nigdy do czasów, gdy miał dwadzieścia parę lat. Danny jednak podniecał go jak nikt inny. Może przez to, że nie wiedział kiedy i czy kiedykolwiek skończy się to dotykanie. Albo co będzie następne.

Może dlatego, że Danny był Dannym.

Splótł ich palce, gdy Danno paznokciami przejechał po całej długości jego ręki, sprawiając, że zadrżał mimowolnie. Czuł się tak, jakby płonął. Był kompletnie świadom wszystkich tych stref, którymi do siebie przylegali i ich krocza to był dla niego najmniejszy problem. Splótł ich palce, bo musiał się czegoś trzymać i pocałował jego dłoń, bo usta tymczasowo były poza zasięgiem, a chciał lizać i przygryzać.

Danny oddychał coraz ciężej, patrząc na niego lekko przymglonym wzrokiem i Steve nie chciał się nawet zastanawiać nad tym jak sam wygląda. Włosy Williamsa dalekie były od ideały, ale niszczył tę fryzurę, kiedy tylko mógł. I tym razem nie mogło być inaczej.

- Danny – wychrypiał trochę desperacko, ponieważ nie miał pojęcia co dalej.

Musiał dojść. Chciał dojść. Chciał, żeby doszli i coś w jego mózgu skandowało 'już, już, już', gdy cała reszta brała 'całą wstecz' zanim zdążył cokolwiek zrobić. Nigdy jeszcze nie prowadził z sobą takiej walki, ale to co robił Danny było tak cudowne. A w zasadzie nie dostrzegał niczego specjalnego w tym jak Williams zaciskał dłoń na jego jądrach, ważąc je. Albo jak palcami muskał jego fiuta od podstawy trzonu po samą główkę. Nie zebrał nawet kropli spermy, które się znajdowały tam. I teraz czuł wyraźnie jak jego penis próbuje wyrzucić z siebie nasienie, chociaż nikt nie dostarczył mu dostatecznej stymulacji.

- Danny – wychrypiał jeszcze raz, bo Williams chyba nie rozumiał o co chodziło.

Jego desperacja wydawała się pożerać nawet samą siebie, gdy już skonsumowała wszystko wokół. Pozostało mu czyste pragnienie, więc zdawał się na ten niewystarczający dotyk, który doprowadzał go do szaleństwa.

- Wejdź we mnie, cokolwiek – rzucił, ponieważ może propozycje miały podziałać.

Danny jednak zadrżał. Czuł ten dreszcze pod swoimi palcami. Zaczynał się od kości ogonowej i kończył dopiero na karku, gdzie część włosków Williamsa stała już dęba. Nie był świadom tego, że sam ma nawet gęsią skórkę, ale to musiało być normalne, skoro jego nerwy były drażnione w tak perfidnie wyrafinowany sposób. A co najgorsze Danny wydawał się nie robić tego specjalnie. Po prostu dotykał go, poznawał. Oszczędzał tę chwilę jak mógł najdłużej, żeby cieszyć się nią. I Steve zapadał się coraz głębiej w materacu zawieszony.

- Nie – odparł Danny i jego głos nie był już ani trochę opanowany.

Chrypka ukryta gdzieś w niższych tonach czaiła się i Steve uwielbiał to, że obaj walczyli.

- Chryste, ty… - zaczął Williams, ale jęk zdławił resztę, gdy Steve podrapał jego plecy, chcąc czegoś silniejszego, większego.

Danny złapał się go bardziej, zaciskając palce na jego dłoni i zaczął pchać swoje biodra do przodu, rozmazując między nimi pot i nasienie, które sączyło się z ich penisów.

- Dotknij mnie – poprosił Danny i teraz wydawało się, że obaj są desperatami, bo partner patrzy na niego oczami, które prawie były pozbawione tęczówek.

W tych czarnych źrenicach mógł się nawet przejrzeć, ale nie chciał wiedzieć jak wygląda. Czy ma równie rozchylone usta i próbuje walczyć o każdy oddech jak Danny.

Początkowo nie zrozumiał, ale jego dłoń samoistnie zsunęła się na pośladki mężczyzny, w rejon, z którym się zaczął zapoznawać już wcześniej. Ruchy Danny'ego stały się bardziej chaotyczne, mniej przewidywalne, silne. Wbijał się w niego tak, jakby chciał go jednocześnie pieprzyć. Albo może w te sposób dostawał się pod jego skórę.

I Steve wsunął palce między jego pośladki, z nienaturalną delikatnością dotykając wejścia, które się tam znajdowało. Danny zadławił się własnym oddechem, sztywniejąc na chwilę zanim zaczął się z rozmysłem poruszać, jednocześnie nabijając się lekko na opuszek jego palca. Steve wiedział, że są tak blisko, że oddychają tym samym powietrzem, ale potrzebował tego pocałunku, więc trzymając go za tyłek po prostu podniósł go wyżej, łącząc ich usta, wbijając się w niego mocniej, pieszcząc go bardziej z rozmysłem i Danny jęknął, jakby go zaskoczyła ta nagła zmiana. I nie minęła sekunda, gdy rozlewał się między nim, więdnąc w jego dłoniach. I Steve nie wiedział, gdzie podziać oczy, bo Danny patrzył na niego z mieszanką radości i zaskoczenia, i czymś tak otwartym, że miał wrażenie, iż przekroczyli kolejną cholerną granicę zza której już nigdy nie wrócą.

Kocham cię - pomyślał trochę zaskoczony, a potem zamknął oczy porażony tym jak szybko budujące się już w jego podwiniętych palcach stóp ciepło przeniosło się w okolice jego krocza z taką siłą, że niemal podniósł ich obu z łóżka, gdy dochodził w mniej elegancki i cichy sposób.

I naprawdę cieszył się, że nie mieli sąsiedztwa.

ooo

Danny leżał na jego klatce piersiowej, wodząc palcami po kolejnych bliznach. Nie pytał jednak, jakby wiedział, że Steve będzie musiał zasłonić się ściśle tajnymi informacjami. To nie było fair. Chciał móc podzielić się tym z Dannym. To nie był łatwy temat, ale to wydawało się po prostu uczciwe.

- Zamierzasz wstać jutro o piątej? – spytał Danny trochę go zaskakując.

- Zawsze wstaje o piątej – odparł.

Danny skinął głową prawie niezauważalnie.

- Nie obudzę cię – powiedział z przekonaniem.

Udawało się jakoś przez ostatnie dwa tygodnie, więc nie wiedział skąd ten brak zaufania. Danny jednak milczał, co trochę wyprowadziło go z równowagi. Obwinął mocniej swoje ramię wokół partnera, upewniając się, że mężczyzna nie zsunie się z łóżka. Potrzebowali większego materaca. Może nie teraz, gdy chciał go tak blisko, ale zapewne w przyszłości czasem będą chcieli się wyspać.

- I jak było? – spytał Danny nagle, kompletnie go zaskakując.

- Hm? – wyrwało mu się, ale Williams nie powtórzył nadal wtulony w jego klatkę piersiową.

Coś nieprzyjemnego promieniowało od niego i Steve spiął się instynktownie. Wydawać by się mogło, że Danny nie był do końca pewien jak wielkie wrażenie na nim robił. Albo był cholernie niepewny, co było śmieszne. Steve chciał zadać jakąś setkę pytań łącznie z tym najgorszym, tym, którego obawiał się najbardziej; 'nadal masz wątpliwości?'.

- Naprawdę musisz pytać – prychnął jednak. – Nigdy dotąd nie doszedłem bez konkretnej stymulacji – przyznał, trochę nadal zahukany tym, że faktycznie samo obcieranie zdziałało takie cuda.

Na samo wspomnienie tego jak twardy był jeszcze kilka minut temu jego penis próbuje się podnieść. I chociaż to bezsensowne starania wie, że Danny czuje to na własnym udzie.

Czekał na jakiś komentarz, ale kiedy ten nie nadchodzi, po prostu wtulił nos w spocone włosy Williamsa, wchłaniając ich intensywny zapach.

- A jak było tobie? – spytał, ponieważ teraz dopiero zdał sobie sprawę, że to jest pierwszy raz, gdy doszli wspólnie.

To były nie tylko pocałunki mniej lub bardziej składne, ale dwóch nagich mężczyzn dotykających się w konkretnym celu, który był dla nich obu jasny. I chyba po raz pierwszy w życiu nie wie czy było aż tak dobrze. Cath nigdy nie stanowiła problemu, ale nie zamierzał z nią nigdy być.

Jeśli Danny'emu się nie podobało, jeśli zrobił coś źle, powinni o tym porozmawiać. Musiał to naprawić, a nie był w tym aż tak dobry. I nagle zaczął się w pamięci przewijać co robił, kiedy i dlaczego. Jak Danny zareagował na jego dotyk. Nic nie było oczywiste, ale z drugiej strony jego partner nie był zwykły.

Danny był dla niego tajemnicą. Pojęcia nie miał co chodziło mu po głowie. I kiedy Williams uniósł głowę, opierając swój podbródek na jego klatce piersiowej tak, aby mogli patrzeć sobie w oczy, uśmiechał się do niego lekko.

- Było doskonale Steve – poinformował go całkiem poważnie Danny, a potem pocałował go miękko w usta.