Woźny Hogwartu.
Na drugi, dzień po kolacji, wlokę się na pierwsze piętro do biura Filcha. Przed drzwiami już stoją Potter i Black, ten drugi pewnie dla towarzystwa. Gryfoni rozmawiają ze sobą, Potter ma nietęgą minę a Black zerka na mnie z pogardą w oczach. Też uśmiecham się pogardliwie, a trochę złośliwie. Nie patrzę na Gryfonów, nie chcę się dać sprowokować. Drzwi się otwierają i ukazuje się w nich woźny Hogwartu.
- Wejść,- warczy.
Wchodzimy do królestwa Argusa, małego kantorka z biurkiem, krzesłami i mnóstwem kartotek.
- Zostań tu,- wujek zwraca się do mnie z groźnym błyskiem w oczach, - i nie waż się niczego dotykać, bo do świąt nie zakończysz szlabanu! Ty, Potter chodź ze mną.
Argus wychodzi z Potterem, a ja siadam i rozglądam się po kantorku. Jest tu bardzo niewiele miejsca, widzę jakieś drugie drzwi odgrodzone ode mnie biurkiem, pewno prowadzące do prywatnego pokoju Argusa. Po kilkunastu minutach woźny wraca, z wrednym uśmiechem na ustach.
- No, no, dwutygodniowy szlaban już w pierwszym miesiącu! Mama się zdziwi, jak jej o tym napiszę.
- Nie pisz cioci, proszę.
Argus siada naprzeciwko i patrzy mi w oczy.
- Powiedz, co się stało?
- Nic, - burczę pod nosem i odwracam wzrok.
- Nic?- Argus przypatruje mi się uważnie, widzę smutek i życzliwość w jego oczach.
- No dobrze, - mówię, i opowiadam przebieg zdarzenia. Argus uważnie mnie słucha.
- I tak bez żadnego powodu zabrał ci różdżkę?
- Tak.
- Miałeś już z tym Potterem jakiś zatarg?
- Nie..., tak, w pociągu do Hogwartu.
Opowiadam wujkowi co się wtedy wydarzyło.
- A Lily to ta mugolaczka z Cokeworth, z którą się przyjaźnisz?
- Tak, - potwierdzam.
- Hmm... wygląda jakby Potter był zazdrosny o tą dziewczynę.
- Ale przecież jej nie zna, rodzice Lily to mugole. Co zrobiłeś z Potterem?
Argus uśmiecha się złośliwie.
- Czyści nocniki w skrzydle szpitalnym. Bez użycia magii.
Wybucham śmiechem. Argus patrzy na mnie groźnie.
- Siadaj przy tamtym stoliku, tyłem do drzwi. Masz tu kartotekę, jak ktoś wejdzie to udawaj, że przepisujesz. Jak ktoś będzie się pytał to powiedz, że porządkujesz kartoteki. Większość uporządkowałem i w razie czego powiem, że to ty zrobiłeś. Masz w torbie zeszyty i książki?
- Tak, po szlabanie chciałem odrabiać lekcje.
- Więc odrabiaj teraz, tylko nie wyciągaj więcej jak jedną książkę na raz. Jak ktoś wejdzie nie zapomnij przykryć książki pergaminem.
- Jasne, dziękuję.
- Nie ma za co, ale na przyszłość uważaj.
Wyjmuję zaklęcia i odrabiam lekcje: Opisz sposoby i metody lewitacji i gdzie lewitacja ma największe zastosowanie. Argus zajmuje się swoją pracą, pewno porządkuje te nieszczęsne kartoteki. Po dwudziestu minutach podnoszę głowę znad pergaminu.
- Argus, mógłbyś mi pokazać chociaż niektóre z tych tajnych przejść o których mi opowiadałeś.
- A po co ci je znać?- Pyta zdziwiony wujek. - Co jest z tobą? To twoje pierwsze dni w szkole i już potrzebujesz tajnych przejść?
- Nie denerwuj się, proszę. Ten Potter z gyfonami z pierwszego roku dokuczają mi, przezywają Smarkerus. Przecież nie przeklnę ich na schodach przy wszystkich, bo mnie wywalą ze szkoły.
- Na schodach?- Pyta zdziwiony Argus.
- No tak, bo odprowadzam Lily do wieży, wiesz, jak długo uczymy się w bibliotece i jest już późno, albo jak wracamy ze spaceru.
- Ach, tak. No dobrze, pokażę ci je, ale na koniec szlabanu. Jak ci w Syltherynie? Jakich masz kolegów?
- Sami czystej krwi, - mówię.- Nie chcę żeby się zorientowali, że wiesz...- Zwieszam smętnie głowę.
- Wiem... - Wzdycha Argus.- Nie mów za dużo. Jak się dowiedzą, to nie będziesz miał życia. Wiesz, ja mam tak czystą krew jak mało kto,- po chwili dodaje mój wujek.
Podnoszę głowę i parskam śmiechem, a Argus podchodzi, poklepuje mnie po ramieniu i szorstko przytula.
- No widzisz, nie ma się czym tak przejmować.
Po dwóch godzinach Argus mnie zwalnia i idzie po Pottera. Jestem zadowolony z takiego szlabanu, ale Argus na pożegnane kładzie mi rękę na ramieniu i mówi:
- Nie ciesz się tak. Nie każdy szlaban będzie tak wyglądał i nie każdy szlaban będzie ze mną. Lepiej nie wychylaj się.
- Dobrze,- odpowiadam.
Przez następne dwa tygodnie spotykam się z Lily jedynie w weekendy. Na pytanie o szlabany odpowiadam krótko:
- Przepisuję kartoteki.
Nie chcę wkopać Argusa lub siebie, ktoś coś może usłyszeć, Lily coś może powiedzieć przez przypadek, dokładna wiedza o moich szlabanach nie jest nikomu potrzebna. W ostatni dzień szlabanu Argus spełnia swoją obietnicę. Przed samą ciszą nocną idzie po Pottera, który tym razem czyści kociołki u Slughorna, a mnie każe zostać. Wujek wraca po kilkunastu minutach i idziemy na obchód zamku. Woźny Hogwartu pokazuje mi kilka przejść, ale jedno bardzo mnie zaciekawia. Zaczyna się na paterze za gobelinem, koło zejścia do lochów, a kończy za gobelinem na siódmym piętrze, niedaleko wieży gryfonów. Idealny skrót, jak będę wracał. Jest jeszcze jedno ciekawe przejście, prowadzące także na siódme piętro, a zaczynające się koło biblioteki, ale chyba rzadko będę z niego korzystał, bo na razie nie chcę wtajemniczać Lily. Moja gryfonka jest prostolinijna i trochę naiwna, a na pewno ma zbyt duże zaufanie do ludzi.
Po godzinnym łażeniu po zamku Argus odprowadza mnie do dormitorium.
- Zmykaj.
- Naprawdę wielkie dzięki Argusie, dobranoc.
- Dobranoc,- wzdycha woźny.
