A/N: No to jedziemy dalej z tym jazzem! ;-)
11.
No dobra, to źródełko działało świetnie i to najwyraźniej nie tylko na jego kolana, ale na całą resztę, z libido na czele. Naturalnie, w tym ostatnim przypadku nie bez znaczenia był fakt, iż bikini Carter również pobudzało jego wyobraźnię i to w stopniu znacznym, jednak Jack potrafił rozpoznać różnicę. Całe jego ciało jakby ożyło, jakby każda komórka rodziła się na nowo i musiał przyznać, że czuł się z tym wspaniale, jak za starych dobrych czasów.
- To miejsce jest świetne, Samantha!- wyszczerzył się zadowolony.- Czuję się jak młody bóg!
- Wiem coś na ten temat, Jack.- odparła leniwie, delektując się kąpielą.- I ja czuję się znowu młoda.
- Znowu?- zdziwił się O'Neill.- Sam, ty wciąż jesteś młoda, zwłaszcza w porównaniu do mnie!- mrugnął.
- Mężczyźni podchodzą do tego inaczej niż kobiety, Jack.- powiedziała powoli.- Gdy przekraczamy trzydziestkę, dopada nas poczucie świadomości, że jeszcze tylko kilka lat i przestaniemy być pełnowartościowe, że wraz z menopauzą, na zawsze utracimy naszą młodość.- wyjaśniła.- Wy nie musicie się o to martwić. Po czterdziestce, gdy dopada was tak zwany „kryzys wieku średniego", co prawda farbujecie włosy na ciemniejszy kolor, kupujecie czerwone corvetty i zmieniacie żony na młodsze, ale nadal możecie mieć dzieci, podczas gdy nam pozostają tylko nieprzyjemne skutki przekwitania, z burzami hormonalnymi na czele. Owszem, bywa, że kobiety po czterdziestce zachodzą w ciąże, lecz w takich przypadkach zawsze mogą wyniknąć komplikacje zarówno dla matki, jak i dziecka. Naturalnie, mnie to i tak nie spotka, ale takie są fakty…- dodała ze źle skrywanym smutkiem.
Straciła szansę na macierzyństwo i powinna się z tym pogodzić, ale to nie oznacza, że nie bolało.
- Sam…- odezwał się jej wybranek, słysząc melancholię w jej głosie i widząc smutek w jej oczach.- Po pierwsze, gdy stuknęła mi czterdziestka, nie przefarbowałem włosów. Same zrobiły się siwe.- zauważył z nutką humoru i z radością ujrzał cień uśmiechu na jej ustach.
Od dawna był wdzięczny losowi za to, że obdarował go umiejętnością poprawiania jej samopoczucia, nawet jeśli musiał to robić za pomocą kiepskich żartów, które zdawała się lubić.- Po drugie, dobrze wiesz, że nie mam czerwonej corvetty. Na co mi taka, skoro nie byłoby gdzie nóg wcisnąć?- kontynuował, a jej uśmiech rósł.- Co innego moja ciężarówka… Ta dziecinka wie, jak pomieścić moje długie odnóża.- dodał.- Po trzecie zaś, chyba pamiętasz, że to nie ja rzuciłem Sarę, a ona mnie. Nie, żeby nie miała racji. W tamtym czasie byłem nic nie wart…- westchnął na wspomnienie tragicznych okoliczności owego rozstania.- Do czego zmierzam, to że nie wszyscy faceci starzeją się jednakowo. Chcę też dodać…- tu nieco się zaczerwienił:-… że i my mamy potem niejakie problemy fizyczne. Owszem, teoretycznie nadal możemy mieć dzieci, ale żeby to było możliwe, sprzęt musi działać bez pudła, a u wielu niestety szwankuje.- zauważył.
- U ciebie też?- spytała w nagłym przypływie odwagi.
- Nie wiem.- odpowiedział szczerze.- Od dawna nie używałem, jeśli wiesz, co mam na myśli.- przyznał.
- Wcale, a wcale?- zdumiała się. W końcu okazji mu nie brakowało. Teoretycznie rzecz biorąc, był wolny, bez zobowiązań i mógłby od czasu do czasu…
- Carter, Samantha…- wyszeptał.- Jestem monogamistą. Nie interesują mnie przygody na jedną noc, ani szybkie numerki. Seks musi coś dla mnie znaczyć, tak jak osoba, z którą go uprawiam, a tak się składa, że jest tylko jedna kobieta, z którą chciałbym, no wiesz…- wyznał słodko zarumieniony i pani generał poczuła motylki w brzuchu.- Od czasu Kerry nie było nikogo…- dodał jeszcze, by wiedziała, jak poważnie podchodzi do swojej przysięgi złożonej przy łożu śmierci Jacoba.
Gdyby miał pojęcie, ile to wyznanie dla niej znaczyło… Jak wytrzymał bez seksu przez prawie trzy lata? W końcu, był pełnokrwistym mężczyzną i z pewnością miał swoje potrzeby, tymczasem… Oczywiście ciepło jej się robiło na duszy, gdy pomyślała, że nie ona jedna żyła przez ten czas w celibacie, więc w tym momencie przysięgła sobie, że zrobi wszystko, by mu wynagrodzić to niewątpliwe poświęcenie (a przy okazji, sobie również…).
- Wow!- wymamrotała tylko, a potem dorzuciła nieśmiało:- Gdy wrócimy, będziemy musieli to sprawdzić, a jeśli pierwsza randka będzie zadowalająca, to być może dla ciebie złamię swoją zasadę co do niej i seksu.
- Naprawdę?- wyszczerzył się zaskoczony, ale niewątpliwie zadowolony z jej oświadczenia.- W takim razie, muszę się bardzo postarać!- stwierdził z entuzjazmem.
- Liczę na to, Jack.- uśmiechnęła się do niego zalotnie i „stary" generał poczuł gorąco na całym ciele.
Tak prawdę powiedziawszy, sądząc po odruchach, z jego sprzętem nie powinno być problemów. Chyba działał jak należy, ale z weryfikacją niestety należało poczekać. Najpierw obowiązki, potem przyjemność!
Następną godzinę para spędziła na luźnych pogaduszkach w basenie, konsumowaniu przygotowanych przez obsługę przekąsek (niesamowite, jak ta kąpiel wzmagała apetyt!) i delektowaniu się cudotwórczą wodą. Żadne z nich nie miało pojęcia, że ta sesja tak wiele zmieni w ich życiu. Owe zmiany już się zaczęły i z biegiem czasu miały się tylko pogłębiać.
Oczywiście, na pierwszy rzut oka Jack i Sam nadal wyglądali tak samo (choć ich skora odzyskała dawną jędrność i elastyczność), lecz w istocie, o ile dla ich zewnętrznej powłoki czas się zatrzymał, to dla wnętrza cofnął się o wiele lat, zwłaszcza w przypadku Samanthy, która tego dnia odzyskała coś, o czym myślała, że zostało utracone na zawsze. Odzyskała możliwość zajścia w ciążę…
Potem powrócił ich przewodnik i zabrał oboje do następnego basenu, gdzie po kilkunastominutowej sesji z przyjaciółmi pokrótce objaśnił, jak przebiegać będzie jutrzejsza ceremonia ratyfikowania sojuszu.
Zrelaksowani goście powrócili następnie do swoich „kwater" i udali się na spoczynek. Nawet Vala nie miała tej nocy ochoty na figle, a to już dowodziło, jak bardzo odprężające okazały się źródełka Furlingów. Ich dobroczynne skutki przyniosły Ziemianom nie tylko zdrowie, witalność oraz dobre samopoczucie, lecz przede wszystkim, bardzo przyjemny sen…
TBC
