Pierwszą rzeczą, jaką Severus poczuł zaraz po przebudzeniu, był zapach Gra… Hermiony. Po tej nocy dziwnie było mu nazywać ją po nazwisku. Oczywiście dotyczyło to tylko i wyłącznie myśli. Otworzył powoli oczy i zmarszczył brwi na widok poduszki leżącej przed nim. Podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał. Ewidentnie był cały czas w jej sypialni i był sam. Zauważył swoje rzeczy złożone starannie na fotelu, więc wstał i się ubrał. Rzuciła mu się w oczy karteczka leżąca na szafce nocnej. Hermiona z przykrością informowała w niej, że musiała wrócić do pracy. Podziękowała mu po raz kolejny za cudowny wieczór i miała nadzieję, że będzie się u niej czuł, jak w domu. Severus szczerze w to wątpił, znacznie bardziej wolał swoje ciemne lochy. Dopisała jeszcze pod spodem, że kolejna lekcja będzie za dwa dni w południe. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie, po czym zabrał swoją różdżkę i wyszedł, zaklęciem zamykając za sobą drzwi.
Przeszedł w pierwszy lepszy zaułek, skąd mógł się spokojnie teleportować do Hogsmeade. Ruszył powoli do Hogwartu słuchając świerkających wesoło ptaków. Nie był wprawdzie do końca zadowolony z poranka, aczkolwiek noc była całkiem zadowalająca. Chociaż może nawet bardziej niż zadowalająca. Po części spodziewał się, że Hermiona go odepchnie i będzie chciała po prostu wypić tego cholernego drinka, ale najwyraźniej idealnie przewidział jej zamiary. Szczerze mówiąc, zachowywała się tak, jakby czekała na to od dawna. Nawet brak tej przeklętej bielizny zdawał się to potwierdzać. Nie da się zaprzeczyć, że mile go tym zaskoczyła.
Gdy tylko przekroczył próg zamku ujrzał coś niepojącego. Albus stał przy schodach prowadzących do lochów z kretyńsko szerokim uśmiechem na twarzy i irytująco błyszczącymi oczami. Wyraźnie na niego czekał. Severus starał się nie zwracać na niego uwagi i zwyczajnie go minąć, ale w chwili, gdy znalazł się obok niego poczuł rękę dyrektora na swoim ramieniu.
- Wiesz, Severusie, właśnie się do ciebie wybierałem – powiedział wesoło Albus.
- Czemu mnie to nie dziwi – mruknął ponuro Mistrz Eliksirów.
- Jak ci idzie kurs? – zapytał dyrektor niedbale podążając wraz z Severusem w stronę jego kwater. Jego ręka wciąż nie opuszczała ramienia młodszego czarodzieja, jakby bał się, że ten mu ucieknie.
- Nie najgorzej. – Severus zauważył podejrzany błysk w oczach dyrektora. – A czemu to wątpliwie zawdzięczam twoje zainteresowanie?
- Wiesz, ciekaw jestem, jak idzie obsługa samochodu komuś, kto miał problem z wetknięciem wtyczki do gniazdka.
Severus zmarszczył groźnie brwi.
- Ale cieszę się, że sobie radzisz. Wiesz, słyszałem, że spotkałeś tam pannę Granger – rzucił Albus, jakby od niechcenia, a Severus od razu nabrał podejrzeń.
- W takim razie masz złe źródła. Chyba zdajesz sobie sprawę, że nie wytrzymałbym nerwowo na tak małej przestrzeni z kimś pokroju Granger – odparł zjadliwie Severus ciekaw reakcji dyrektora.
Albus zmieszał się wyraźnie, a jego uśmiech nieco zbladł. Mistrz Eliksirów pogratulował sobie w duchu. Weszli do jego kwater, udał się więc od razu do barku, skąd wyjął butelkę Ognistej i zaoferował drinka Albusowi, który chętnie go przyjął.
- Kingsley mówił, że widział was gdzieś po drodze – powiedział w końcu Albus. – Chociaż faktycznie mógł się mylić. Panna Granger na pewno się zmieniła przez ten czas.
- Z pewnością. Teraz ma pewnie takie siano na głowie, że nikt jej nie pozna – odparł spokojnie Severus delektując się Ognistą.
- Niewykluczone. Ciekawe, że Tonks rozpoznała ją tak szybko – powiedział Albus w zamyśleniu, a Severus prawie się zakrztusił. Miał ochotę grzmotnąć się za to, że o niej zapomniał. – No cóż, miałem nadzieję, że mógłbyś przekazać jej ode mnie zaproszenie do Hogwartu, ale najwyraźniej się przeliczyłem – dodał dyrektor ze smutkiem.
Przez chwilę pili whisky w milczeniu. Severus z pode łba obserwował smutną minę Albusa, ale twardo starał się nie zwracać na to uwagi. Kiedy Albus po raz kolejny westchnął z rozczarowaniem, nie wytrzymał.
- Niech cię szlag! Jest moją instruktorką – warknął niechętnie, a Albus od razu cały się rozpromienił.
- A kiedy spotkacie się po raz kolejny, jeśli wolno spytać?
- Pojutrze – mruknął Severus zastanawiając się, gdzie Kingsley mógł ich widzieć.
- Wspaniale! Przekaż jej w takim razie pozdrowienia ode mnie i Minerwy i zaproś ją na obiad do nas, dobrze?
Severus kiwnął z rezygnacją głową. Zapatrzył się w szklankę, a Albus się pożegnał i już miał wyjść, kiedy Severusa uderzyła jakaś dziwna myśl.
- Albusie? – Starszy czarodziej zatrzymał się przy drzwiach i spojrzał na niego pytająco. – Skąd wiedziałeś, że dopiero teraz wrócę?
Zapadła cisza, a Mistrz Eliksirów obrócił się, by spojrzeć uważnie na swojego przełożonego. Albus wyraźnie się zmieszał i prawie niezauważalnie uciekł wzrokiem na dół, w lewo. PRAWIE niezauważalnie.
- Byłem u ciebie wcześniej, ale że ciebie nie było, postanowiłem teraz sprawdzić ponownie.
Severus powoli wstał i podszedł niespiesznie do dyrektora, który odruchowo cofnął się o pół kroku.
- Moim zdaniem – syknął cicho – jesteś w to wszystko od początku zamieszany, najwyraźniej razem z Kingsleyem i bardzo dobrze się przez to bawisz. Wygląda na to, że jesteś cały czas na bieżąco z sytuacją, a ktoś poinformował cię, że wracałem dopiero teraz. Czego się spodziewałeś? Że uda ci się mnie wykiwać? W takim razie informuję cię, że jesteś w wielkim błędzie. Lepsi od ciebie próbowali zrobić mnie w konia i nawet im się nie udało. Pozwól, że przypomnę, iż nawet Voldemort nie miał ze mną szans pod tym względem. Daję ci więc dobrą radę, żebyś wreszcie dał mi spokój i zajął się własnym życiem. Wiesz – uśmiechnął się sadystycznie – mam wrażenie, że nie zaspokajasz wystarczająco Minerwy. Ostatnio jakaś taka ponura chodzi.
Albus mimowolnie zaczerwienił się lekko. Severus, wciąż uśmiechając się złowrogo, położył rękę na jego ramieniu, delikatnie go obrócił, otworzył drzwi i wypchnął dyrektora ze swoich kwater zatrzaskując za nim z hukiem biedne drzwi. Wrócił potem na sofę i dokończył drinka już w lepszym humorze.
W ciągu całego następnego dnia Albus skutecznie omijał Severusa. Nawet na posiłkach, których obaj nie mogli uniknąć, starał się dać mu spokój. Mistrz Eliksirów miał jednak nieodpartą chęć wybuchnięcia śmiechem, gdy zaraz z rana zobaczył Minerwę w dużo lepszym humorze niż ostatnio. Sam miał całkiem znośny humor, a powodem były prawdopodobnie sny połączone z fragmentami wspomnień, które uprzyjemniały mu noc.
Kolejnego dnia, dokładnie w południe stawił się na parkingu zmierzając w stronę samochodu. Słońce wisiało wysoko na horyzoncie oślepiając swoim blaskiem. Odbijało się od szyb raniąc jego wzrok przyzwyczajony do ciemnych pomieszczeń. Wsiadł do samochodu mrużąc oczy i odruchowo trzasnął mocno drzwiami. Odpowiedział mu całkowity brak reakcji, toteż spojrzał na fotel pasażera zaskoczony i zamarł. Miał wrażenie, że wsiadł do złego pojazdu, chociaż akurat nie było żadnego innego w pobliżu. Z miejsca, które zazwyczaj zajmowała Hermiona wgapiała się w niego, jak w jakiś pieprzony obrazek, kobieta na oko koło trzydziestki z długimi, prostymi i czarnymi włosami oraz błękitnymi oczami skrytymi za wąskimi okularami. Ręce zaciskała na brązowej podkładce, prawie robiąc w niej dziury swoimi wielkimi, kolorowymi szponami. Ubrana była stanowczo zbyt wyzywająco, szczególnie, jeśli patrzeć na jej gigantyczny dekolt, który w gruncie rzeczy mało co zasłaniał i stanowczo zbyt obcisłą spódniczkę sięgającą ledwie połowy ud. Severus był gotów założyć się o sto galeonów, że stroju dopełniały szpilki na metrowym obcasie.
- Pan Snape? – zapytała cicho odsłaniając w uśmiechu rząd olśniewająco białych, prostych zębów.
- Owszem – warknął Severus. – A pani to…?
- Karen Mohen – odparła szybko nie zwracając uwagi na jego ton i wyciągnęła do niego rękę na powitanie.
Severus zmarszczył brwi przyglądając jej się przez chwilę. Część tej chwili poświęcił na powstrzymywanie się przez spoglądaniem w dół.
- Gdzie jest Granger? – zapytał wprost ignorując całkowicie jej wyciągniętą dłoń, którą po chwili opuściła zmieszana.
- Granger?
- Hermiona Granger – Severus czuł, jak jego irytacja stopniowo przemienia się w złość.
- Ach, masz na myśli Hermionę Slavicset? – Posłał jej mordercze spojrzenie, ale odezwała się znowu, zanim zdążył coś wtrącić. – Wzięła urlop, a ja ją zastępuję.
- Jak to „wzięła urlop"?
- No… zadzwoniła do szefa i poprosiła go o wolne, a wtedy szef przydzielił mnie do ciebie – odparła z uśmiechem.
- O ile się nie mylę, nie jesteśmy na ty, panno Mohen – warknął ostrzegawczo, ale kobieta najwyraźniej była uodporniona na jego złość.
- Och, Severusie, daj spokój, w końcu spędzimy ze sobą nieco czasu, nieprawdaż?
Stanowczo nie podobał mu się jej głos, ale jeszcze bardziej nie odpowiadało mu znaczące mrugnięcie, które mu posłała. Wyglądało na to, że nie było innego wyjścia, tylko znieść przez jakiś czas tą kretynkę. Miał głęboką nadzieję, że Granger szybko wróci z tego cholernego „urlopu". Zapiął szybko pas i przygotował się do jazdy z postanowieniem, że będzie ignorował to dziwactwo tak długo, jak tylko się da. Rozejrzał się jeszcze tylko, czy na pewno nikogo nie ma w pobliżu i może bezpiecznie wyjechać, kiedy jego wzrok wychwycił drobną zmianę. Ta cała Moher, czy jak jej tam, ściągnęła okulary ujawniając tym samym wyrazisty makijaż, zamaszystym ruchem odrzuciła włosy w tył, a gdy spostrzegła, że Severus na nią spogląda, zatrzepotała zalotnie długimi rzęsami. Zaczął modlić się do Salazara o cierpliwość. Ruszył nieco zbyt gwałtownie, a że nie była przygotowana do tego, prawie sobie rozpłaszczyła swój mały, próżniacko zadarty nosek na desce rozdzielczej. Severus uśmiechnął się nieznacznie. Mina mu zrzedła, gdy zaraz się wyprostowała uśmiechając się do niego promiennie i zapewniając, że nic się nie stało. Hermiona na jej miejscu zaraz by się na niego wydzierała. I w tym momencie dotarło do niego, że nawet lubił, gdy na niego krzyczała. Wykazywała się wtedy stanowczością i pewnością siebie. W końcu nie każdy były uczeń byłby w stanie podnieść głos na wrednego Mistrza Eliksirów. A Hermiona w ten sposób tak jakby stawiała siebie na równi z nim. Pokazała pazurki. Severus musiał przyznać, że mu się to podobało.
Po dwudziestu minutach jazdy i prób uciekania myślami go Hermiony, Severus miał wrażenie, że coś go zaraz strzeli. Ta wariatka, która siedziała obok zdawała się w ogóle nie myśleć o tym, co się dzieje. Kilka razy zgasł mu silnik przez zbyt gwałtowne hamowanie, bo nagle sobie przypomniała, że miał skręcić.
- O, tutaj, tutaj, w lewo zjedź! – wykrzyknęła, gdy był już dwa metry przed skrzyżowaniem.
Przydepnął ze złością hamulec, a silnik znowu zawył, bo nie zdążył dorzucić sprzęgła i po raz kolejny musiał odpalać go na skrzyżowaniu. Oczywiście Mohen zaraz powiedziała, żeby się tym nie przejmował, bo to „złośliwość rzeczy martwych". Przeszło mu przez myśl, że jak ta kretynka się wkrótce nie zamknie, to sama będzie martwa. Zanim znów zdążył się rozpędzić olśniło ją nagle i kazała mu zjechać na parking w celu przećwiczenia parkowania. Ze złością skierował się w pustą część parkingu, gdzie po chwili stał już między liniami parkingowymi wściekając się, że stoją krzywo. Wrzucił z irytacją wsteczny bieg i już miał wycofać, gdy nagle poczuł na swoim udzie jej rękę. Zerknął na jej dłoń. Niby położyła ją tam od niechcenia, ale zaraz przesunęła powoli rękę w górę jego nogi ledwie go muskając. Światło zatańczyło na kolorowym lakierze do paznokci. Severus miał wrażenie, że ta idiotka chce go wykastrować swoimi szponami. Zacisnął dłoń na jej nadgarstku z siłą imadła.
- Ręce przy sobie – warknął groźnie.
Karen skrzywiła się nieco z bólu, ale gdy tylko ją puścił, cofnęła od razu dłoń speszona. Severus ze złością ruszył gwałtownie, przez co odrzuciło ją z impetem na fotel i wyjechał z parkingu. Starał się usilnie całą swoją osobowością pokazać jej, że ma ją głęboko gdzieś. Właściwie, nie miał pojęcia, dlaczego to zrobiła. Nie było najmniejszych szans, żeby jej się podobał, a nawet jeśli, to przecież i tak, od razu jej pokazał, że nie jest zainteresowany. Hermiona by się przynajmniej nie zniżyła do takiego poziomu, a już z pewnością by się nie ubrała, jak jakaś podrzędna dziwka.
W ciągu całej godziny, Karen próbowała się kilka razy odezwać, ale Severus jedynie posyłał jej miażdżące spojrzenie, od którego, nie wiedzieć czemu, dostawała dziwnych rumieńców i wyglądała, jakby słabła. Tym razem sam decydował, gdzie chce jechać, kręcili się więc po obrzeżach Londynu. Kiedy nadeszła upragniona godzina, Severus od razu skierował się w stronę szkoły jazdy. Zaparkował już spokojniej na parkingu, odpiął pas i odwrócił się do niej z morderczym spojrzeniem.
- Będę tu jutro punktualnie o dwunastej i nie chcę ciebie widzieć, rozumiemy się jasno? – warknął.
Pokiwała szybko głową gapiąc się na niego w dziwny sposób, a gdy wysiadał, posłała mu… „buziaka", na co trzasnął potężnie drzwiami i odszedł ze złością. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Hermiona akurat teraz wzięła ten pieprzony urlop. Mogła go chociaż uprzedzić. Ale najwyraźniej nie czuła takiej potrzeby. Widać dostała to, czego chciała, a więcej już jej nie interesuje. Skoro tak… Severus nie będzie szukał jej towarzystwa, jeśli ona i tak ma go gdzieś. Wrócił do Hogwartu, gdzie zamknął się w swoich kwaterach z dala od Albusa i jemu podobnych.
Następnego dnia obudził się z kacem, który stanowczo nie był pożądany podczas jazdy samochodem. Na szczęście miał spore zapasy eliksiru na kaca, z których szybko skorzystał. Irytujące pulsowanie w głosie raz dwa przeminęło i odeszło w zapomnienie. Śniadanie zjadł w swoich kwaterach. Nie miał najmniejszej ochoty widzieć się z Albusem, czy Minerwą. Później zagłębił się w nowo kupionej książce o eliksirach i tak czas zleciał mu aż do południa. Widząc, że zostało mu mało czasu, przebył błyskawicznie drogę do Hogsmeade, a stamtąd teleportował się w pobliże szkoły. Szybkie spojrzenie na zegarek uświadomiło go, że ma jeszcze całe trzy minuty, więc na parking doszedł punktualnie. Gdy zerknął na miejsce pasażera i był już pewien, że to nie będzie dobry dzień.
Otworzył szeroko drzwi samochodu z zamiarem skutecznego opieprzenia tej kretynki, kiedy go dosłownie wmurowało. Spodziewałby się wszystkiego, ale w życiu by mu nie przyszło do głowy, że mogłaby się ubrać w obcisły, skórzany strój. Jeśli do tego dodać wyrazisty makijaż i wyzywająca pozycja, w jakiej się usadowiła… Severus miał prawo się zdziwić. Wyciągnęła rękę, by przywołać go machnięciem, ale Severus wciąż stał w miejscu. Przeszło mu przez myl, że jest nienormalna, ale ten przydomek zyskała Hermiona. Ergo, ta cała Mohen najwyraźniej z księżyca spadła, albo z jakiejś planety z innego układu słonecznego.
Chyba znudziło jej się już czekanie na niego, więc wysiadła z samochodu i podeszła do niego kręcąc zmysłowo biodrami. Severus zastanawiał się, jak szybko jej kręgi od tego powypadają. Zatrzymała się tuż przed nim. Doszedł do wniosku, że gdyby nie miała tak wysokich obcasów, sięgałaby mu najwyżej do łokcia. No, może odrobinkę wyżej. Uniósł brew, spojrzał na nią sceptycznie i nagle zrozumiał, że taki wzrost ma swoje plusy. W tym momencie miał cudowny widok na jej prawie niczym nieosłonięty biust. Musiał szczerze przyznać, że było na co popatrzeć, ale w gruncie rzeczy nie podobało mu się to. Kto to widział, żeby kobieta pokazywała swoje piersi wszystkim na około. Takie atrakcje powinny nie wychodzić poza sypialnię, ewentualnie mieszkanie.
Położyła dłoń na jego klatce piersiowej i wspięła się wyżej na palce, by sięgnąć do jego ust, ale Severus wcale jej tego nie ułatwiał. Wyprostował się dumnie śmiejąc się w duchu z jej nieudolnych prób. Skrzywiła się w końcu i drugą rękę wsunęła w jego włosy próbując go przyciągnąć bliżej, ale stawiał skuteczny opór.
- Czemu mi to utrudniasz? Przecież wiesz, że sam tego chcesz – mruknęła seksownym, w jej mniemaniu, głosem.
- Ja tego chcę, powiadasz? – zapytał uprzejmie, a ona w odpowiedzi kiwnęła głową i przysunęła się do niego bliżej, sugestywnie się o niego ocierając.
Severus przechylił głowę, westchnął i niespodziewanie złapał ją za gardło, po czym siłą ją od siebie odsunął. Nie rozluźniając uścisku pochylił się nieco, by spojrzeć jej prosto w oczy, w których ujrzał zaskoczenie i delikatny strach.
- Które ze słów „nie chcę cię widzieć" do ciebie nie dotarło? – syknął nieopatrznie układając pytanie tak, jak wcześniej Hermiona. – Pozwól, że ci wytłumaczę. Mówiąc, że nie chcę cię widzieć, miałem na myśli, że ma cię NIE być w tym samochodzie dzisiaj. Ale najwyraźniej do ciebie to nie dotarło, więc muszę ci to powiedzieć dosadniej. – Zacisnął mocniej palce na jej gardle, aż jęknęła z bólu. – Nigdy. Więcej. Się. Do. Mnie. NIE. Zbliżaj. Bo może się to dla ciebie źle skończyć. Czy wyrażam się teraz wystarczająco jasno?
Z trudem pokiwała głową, a Severus ją puścił. Zabrała szybko swoją torebkę, masując sobie w tym czasie zaczerwienioną szyję i szybko odeszła stamtąd, byle dalej od niego. Severus westchnął ciężko, wziął kluczyki z samochodu, zamknął go i udał się do biura. Na fotelu za biurkiem siedziała akurat Kate i uzupełniała jakieś papiery. Severus rzucił kluczyki na dokumenty i oparł się o krzesło stojące obok.
- W tej chwili masz mi znaleźć kogoś innego – warknął groźnie.
- Jak to? Przecież przydzieliłam panu dopiero co Karen Mohen – odparła zdezorientowana Kate.
- Zapewniam, że ona nie będzie już chciała ze mną jeździć.
Nawet jeśli nie spodobał się jej jego ton głosu, nie dała tego po sobie poznać i przejrzała szybko rozpiskę jazd.
- Matthew Sterling ma wolną godzinę dzisiaj o siedemnastej.
- Niech będzie. Byle tylko był normalny.
- Spokojnie, on jest normalny. Co do kolejnych jazd to niech się pan wtedy z nim umawia.
Severus kiwnął głową i opuścił pomieszczenie. Miał całe pięć godzin wolnego, a że nie miał ochoty na razie wracać do Hogwartu, udał się do Dziurawego Kotła, gdzie zamówił Ognistą Whisky uprzedzając Toma, że przed siedemnastą ma mu podać eliksir trzeźwiący. Na co dzień z niego nie korzystał, ale sytuacja była wyjątkowa. W końcu nie mógł prowadzić po pijaku. Mogłoby się to kiepsko skończyć. Starał się o niczym nie myśleć, ale, między innymi dzięki alkoholowi, tor jego swobodnych rozmyślań skierował się na Hermionę. Chcąc, nie chcąc, Severus poczuł się nieco zraniony, gdy zostawiła go wtedy rano samego, a teraz wzięła sobie urlop. Wyglądało to tak, jakby nie chciał mieć z nim do czynienia. Tak, jakby zależało jej tylko na tym pieprzonym seksie. Jeśli tak było, to go okłamała mówiąc, co do niego czuje. Może to był jej sposób, żeby zaciągnąć go do łóżka? Severus tego nie wiedział i po części nie chciał się dowiedzieć. W końcu doszedł do wniosku, że to wszystko i tak nie ma żadnego znaczenia. Już nie raz ktoś go krzywdził. A może… Mówiła szczerze, ale nie spełnił jej wymagań w łóżku? To też miałoby sens. W takim wypadku teraz nie chciałaby się z nim widzieć, żeby przypadkiem mu tego nie powiedzieć. Albo… Ktoś ją porwał, a ten cały urlop ma ich tylko wyprowadzić w pole? Ale, szczerze mówiąc, kto niby miałby chcieć ją porywać? Może urlop wzięła dla zachowania pozorów, a potem skoczyła z mostu, albo coś w tym rodzaju? No ale niby po co by miała to robić? Chyba że… wzięła wolne, żeby dojść do siebie po tej nocy! A potem ktoś ją napadł, dlatego jeszcze nie wróciła… Albo wzięła urlop, napadła na bank i wyjechała do ciepłych krajów. A może wygrała na loterii, zwolniła się, a dla zachowania pozorów mówią, że to urlop, a tak naprawdę kupiła bezludną wyspę i stwierdziła, że nie chce widzieć żadnego człowieka? Albo…
Nagle otrzeźwiał. Zdziwił się niezmiernie i potrząsnął głową, by wyrzucić z umysłu te kretyńskie myśli. Podziękował Tomowi, zapłacił za drinki i wrócił na ten przeklęty parking, żeby w końcu odbyć te przeklęte lekcje.
Kiedy dotarł do samochodu, czekał już tam na niego siwowłosy mężczyzna w okularach zsuniętych na sam koniec nosa. Zadziwiające było, że jeszcze z niego nie spadły, ale kto wie, może przykleił je sobie do nosa, by zapobiec takiemu skutkowi. Kiedy Severus podszedł, instruktor wyciągnął do niego rękę i przedstawił się. Mistrz Eliksirów odpowiedział tym samym, po czym obaj wsiedli do pojazdu.
- Dobrze, panie Snape, proszę się przygotować do jazdy i skierować się w stronę autostrady – zaczął pan Sterling wyjątkowo monotonnym głosem.
Severus wykonał wszystkie początkowe czynności i już po chwili jechali spokojnie w kierunku drogi pospiesznej. Za to kilka minut później stwierdził, że ten stary facet jest niezmiernie irytujący. Cały czas rzucał tylko i wyłącznie monotonne hasła, w którą stronę powinni jechać i co chwilę kazał zwolnić, mimo że byli na drodze o przyspieszonym ruchu, a oni byli daleko od przekraczania dozwolonej prędkości. Trzeba jednak przyznać, że w ciągu całej godziny, jaką spędzili w samochodzie, nie mieli żadnego wypadku, ani innych przykrych niespodzianek. W gruncie rzeczy było to dosyć dziwne. Pierwszy raz czas spędzony za kierownicą nie został przerwany przez jakieś niepokojące wydarzenia.
Kiedy już wrócili przed szkołę jazdy, Severus nie wiedział, czy ma się wkurzać na tego człowieka, który był nudniejszy od Binnsa, czy powinien się cieszyć, że wszystko przebiegło spokojnie. Pan Sterling umówił się z nim od razu na kilka kolejnych lekcji, dzień po dniu i Severus mógł wrócić do swoich ukochanych lochów.
Przez kilka kolejnych dni Severus coraz częściej przeklinał Hermionę za ten urlop. Musiał przez nią znosić tego człowieka, przy którym obserwowanie rosnącej trawy było niezwykle emocjonującym zajęciem. Po czterech dniach tolerowania tych monotonnych haseł, Severus miał go serdecznie dość. Przejeżdżali właśnie przez przedmieścia Londynu, kiedy nagle zapytał.
- Wiadomo coś, kiedy Hermiona… Slavicset wraca do pracy?
Sterling popatrzył na niego nieco nieprzytomnie. Zamyślił się na chwilę.
- O ile się orientuję, jeszcze nie doszła do siebie – odparł w końcu powoli, a Severus przydepnął gwałtownie hamulec.
- Niby po czym? – spytał niespokojnie. Nie wiedział dlaczego, ale miał złe przeczucia.
- Po wypadku. Proszę jechać prosto.
Severus przez chwilę się zastanawiał czy wyciągać od tego nudziarza więcej informacji, ale w końcu sobie darował. Już miał ruszyć, kiedy spojrzał przez szybę i zobaczył na ulicy małego, szarego kotka, który spoglądał na samochód ze strachem w swoich dużych, niebieskich oczkach. Mimowolnie przypomniał sobie smutek, jaki Hermiona miała w głosie, gdy wspominała o Krzywołapie. Przez chwilę walczył sam ze sobą, ale w końcu przegrał. Odpiął pas i otworzył drzwi.
- A pan dokąd? – zapytał zaskoczony Sterling.
Ale Severus już był przed samochodem, gdzie przykucnął powoli, uważając, by nie przestraszyć zwierzaka. Kotek skulił się bardziej, a Severus wyciągnął ostrożnie rękę w jego stronę. Wpierw kotek odsunął się kawałek, ale Mistrz Eliksirów ani drgnął i w końcu poczuł na palcach wilgotny nosek małego stworzonka. Zaraz później zwierzak zaczął ocierać się o jego dłoń mrucząc cicho. Severus delikatnie chwycił kotka drugą ręką, by go podnieść. Zorientował się w ten sposób, że kotek jest nadzwyczaj wychudzony. Nie wiedzieć czemu, nagle zrobiło mu się szkoda tego małego zwierzaczka. Rzucił okiem, by się upewnić, że jest to kocurek, po czym wstał i razem z maluchem wrócił do samochodu. Tym razem nie trzasnął drzwiami, by nie przestraszyć kotka i podał go Sterlingowi ze słowami:
- Trzymaj pan.
- No co też pan? Przecież to może mieć pchły!
Severus rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Po pierwsze, to nie jest „TO", tylko kot, a po drugie, o ile się nie mylę, powiedziałem, że masz go przytrzymać – warknął groźnie podkreślając ostatnie słowo.
Zmieszany instruktor wziął od niego kotka, który miauknął piskliwie. Severus zapiął pas i zaraz ruszył kierując się od razu w stronę szkoły. Ruch akurat był mały, dlatego też udało im się szybko dotrzeć na miejsce. Ustawiwszy się na parkingu, Mistrz Eliksirów wziął szybko kocurka od tego starucha i wysiadł zanim instruktor zdążył powiedzieć cokolwiek. Zwierzak znów miauknął głośno, ale nie tak przeraźliwie niż wcześniej. Oczywistym było, że, paradoksalnie, bezpieczniej czuł się w rękach podłego byłego szpiega niż człowieka, który pewnie nigdy nie skrzywdził żadnej żywej istoty.
Po kilku minutach dotarli na miejsce. Severus energicznie zapukał do drzwi, ale odpowiedziała mu cisza. Zapukał zatem ponownie, mocniej niż wcześniej i usłyszał głos.
- Chwileczkę, już idę! – wołała Hermiona ze środka. Dłuższą chwilę zajęło jej dotarcie do drzwi, a kiedy je otworzyła na jej twarzy poznaczonej kilkoma zadrapaniami pojawiło się zdziwienie. – Severus?
- Nie, wiesz, Gilderoy Lockhart – odparł z przekąsem krzywiąc się lekko na widok kul, które trzymała w dłoniach i gipsu na jej nodze. – Co ci się stało?
- Samochód mnie potrącił – mruknęła z wyraźną goryczą w głosie. – A co cię tu sprowadza?
- Wiesz… pomyślałem, że przyda ci się jakieś towarzystwo – powiedział cicho pokazując jej milczącego dotąd kotka. Kiedy jej twarz zastygła na moment w zdumieniu, a zaraz później w jej oczach pojawiło się pełne uwielbienie, zrozumiał, że trafił w dziesiątkę.
