Nie grozi mi menopauza.
Dobra.
Bycie drugą niańką, oraz korepetytorką w jednym nie było w cale takie złe.
Pewnie jako kosmiczny robot, powinnam robić nieco bardziej emocjonujące rzeczy, ale hej? Jako człowiek musiałam mieć matmę i fizykę w małym palcu i w końcu po przewalaniu się, wjeżdżaniu w przedmioty, głodzeniu, tarzaniu się w śmieciach itp mogłam śmiało powiedzieć, że byłam w czymś dobra!
Dzieciak natomiast szybko się do mnie przyzwyczaił. Już nie robił pod siebie, tylko nawet próbował za kumplować...
Na swój dziwaczny sposób?
No i mi to nie przeszkadzało muszę przyznać.
Oczywiście nie zrobiliśmy sobie bransoletek przyjaźni, ale całkiem się dogadywaliśmy, przez co chłopak zaczął mi się poniekąd zwierzać. Opowiadał po kolei, o każdym jego zrobotyzowanym znajomym - dzięki czemu, wiedziałam w razie czego z czym będę mieć do czynienia.
W końcu wiedziałam, że prędzej czy później nie uniknę spotkania z nimi - dlatego lepiej było być przygotowanym.
Najwięcej paplał o tej swojej całej "Arcee".
Nie zrozumcie mnie źle, ale Fembotka przyprawiała mnie o nie małe ciarki i trudno mi było uwierzyć w to, że " Jest naprawdę cudowną towarzyszką! Ma wielkie serce!" I takie tam.
Tym bardziej, że po wydarzeniu ze złomowiska zaczęła robić coś - nie tyle uwłaczającego co przerażającego.
Śledzić nas.
I łatwo się przez to domyślić, że jeżeli już miałam gadać z dzieciakiem - to na pewno nie na złomowisku.
To było pierwsze miejsce, które sprawdzała - gdy jej pupilek tajemniczo znikał ze szkoły.
Byłam pewna, że za niedługo wymyśli coś przez co chłopak będzie pod ciągłą inwigilacją, więc jeżeli miałam dowiedzieć się od niego jak najwięcej - musiałam się śpieszyć.
Ale pomijając granatowo - różowy problem. Nie było tak źle.
Jeżeli miałam mówić o jakiejś mocno wpływającej na moją psychikę sytuacji, to była tylko jedna.
– Nie sądziłem, że będzie tak trzęsło... – Jęknął chłopak, pocierając z cierpiętniczym wyrazem twarzy - swoją tylną część ciała.
Cały był pokryty pyłem - tak jak ja z resztą, po tym jak dałam się przekonać na dziką jazdę po wzniesieniach.
Co było błędem, bo chłopak się schawcił.
– Miałeś darmowy masaż. – Powiedziałam beznamiętnie.
Stałam właśnie pod jego domem.
Dzieciak, aby nie wzbudzać podejrzeń u Arcee - postanowił zwierzyć się matce z tego, że przygarnął jeszcze jeden pojazd.
Na początku nie była zbyt entuzjastycznie nastawiona bo podobno nie spełniam podstawowych zasad bezpieczeństwa, ale szybko dała sobie spokój - i jedyne czego zakazała to sprowadzania " Tego złomu" do domu.
Co oczywiście było mi na rękę, dlatego mogłam zignorować to jak mnie nazwała.
– Chyba narządów wewnętrznych... – Burknął, zdejmując kask z głowy.
Od niedawna byłam zmuszona ładować się, przed jego domem. Wiadomo, by Granatowa widziała też, że wcale nie jestem zrobotyzowanym kosmitą. Nie byłam z tego specjalnie zadowolona - no bo ślęcz całą noc pod domem jakiegoś typka, ale nie mogłam się nie zgodzić.
Naszą uwagę przyciągnęło otwieranie się drzwi wejściowych, za których wyjrzała matka dzieciaka. Na początku wydawała się w nastroju, ale gdy tylko zobaczyła wygląd Jacka i mój - magicznie prysł.
– Jak ty wyglądasz! – Oburzyła się, jakby fakt, że w Nevadzie można było się pobrudzić pyłem - był czymś dziwnym.
Nastolatek spojrzał na siebie, po czym wzruszył ramionami.
– Nie ma mowy, że tak cię wpuszczę do domu! Wszystko mi pobrudzisz!
Ten zamrugał. – To co? Mam spać na wycieraczce?
Matka chłopaka przez chwilę mierzyła go wzrokiem, po czym wskazała na wąż ogrodowy i pstryknęła palcami. – Obmyj się. – Spojrzała na mnie, a następnie westchnęła. – I schowaj do garażu tą bestię, jutro po szkole masz ją umyć. Nie chcę by sąsiedzi pomyśleli, że mieszkają tu jakieś dzikusy.
Oboje zamarliśmy. Chłopak fizycznie, ja wewnętrznie.
Do garażu...?
Ale tam jest...
– Jakiś problem? – Zapytała jeszcze, trzyma mając drzwi.
Ten zamrugał jedynie, a następnie zaprzeczył głową - powodując, że kobieta zamknęła drzwi wejściowe.
– Nie ma mowy. Nie wchodzę tam. – Postawiłam sprawę jasno. Ani mi się śniło, przez dwanaście godzin stać nieruchomo, obok tykającej bomby emocjonalnej. Kto wie co by mogła zrobić, orientując się z kim ma do czynienia.
– Musisz, nie chcesz wiedzieć co się dzieje z moją matka - gdy ktoś nie wykonuje jej poleceń – Odezwał się, patrząc na mnie współczującym spojrzeniem.
O proszę, kolejna wariatka.
– Muszę? Dziecko, ja nic nie muszę i na pewno ktoś taki jak ty nie będzie... Ah! – Nawet nie dał mi dokończyć. Po prostu zaczął otwierać garaż - co zmusiło mnie do zamilknięcia, a ten wprowadził mnie do środka... Tak po prostu!
Czy ja jestem mniej przerażająca niż jego matka?!
– Hej, Arcee... – Przywitał się z drugim pojazdem, mnie ustawiając obok niego.
Naprawdę dawno nie czułam się tak niezręcznie.
– Długo cię nie było. – Odpowiedziała groźnie.
Serio, ten typ miał przerąbane żyjąc pod jednym dachem z takimi charakterami.
Ten zignorował jej zabójczy ton i lekko się uśmiechnął. – Wiesz. Rozwijałem moje zainteresowania, tak jak mówiłem wcześniej.
Femme postanowiła się przemienić. Prawdopodobnie by swoim potęgującym rozmiarem onieśmielić dzieciaka. Klęcząc na jedno kolano, spojrzała na niego surowo.
– Przecież gdybyś mnie poprosił, zgodziłabym się... Na to, co ty tam robisz – Posłała mi pełne odrazy spojrzenie.
Huh... Czy ja wyczuwam słynne " Co ma ona, czego nie mam ja?"
Nastolatek skrzywił się. – Nie chcę zawracać ci głowy takimi głupotami – Obrócił się w moją stronę i położył na mnie rękę – Z resztą zawsze chciałem mieć coś swojego. A ty jesteś... Cóż. Ty jesteś żywa.
Koleś.
Coś mi się zdaje, że stąpasz po cienkim lodzie.
Femme wyglądała jakby dostała cios po niżej pasa. – Ale... Too! – Wskazała na mnie – Nie obroni cię w razie czego przed Decepticonami!
Akurat z tym musiałam się zgodzić.
– A kiedy ty widziałaś tu ostatnio Decepticony!? – Zapytał, rozkładając ręce. – Arcee, ja też muszę żyć! Moje istnienie nie może się tylko kręcić wokół Autobotów, Decepticonów i ciebie!
Jej oczy rozszerzyły się z tak wielkim bólem, że nawet zrobiło mi jej się trochę szkoda. Następnie po prostu transformowała się z powrotem w motocykl. – Zrobisz co zechcesz.
Ten stał przez chwilę jak ciele. Prawdopodobnie zaczął by ją przepraszać czy coś, gdyby nie jego matka, która otworzyła drzwi z taką siłą - że równie dobrze mogła je po prostu wyważyć.
Przez chwilę sądziłam, że zacznie na niego wrzeszczeć by szedł pod ten zraszacz - ale ona po prostu... Zrobiła mu zdjęcie?
Tak mi się przynajmniej zdawało, bo w pokoju mignął krótki rozbłysk.
– Eee... Czy ty właśnie zrobiłaś mi zdjęcie? – Zapytał będąc w lekkiej konsternacji.
Kobieta uśmiechnęła się i przechwyciła wysuwającą się z aparatu fotografię. – Co jak co, ale takie rzeczy miło wspominać.
Jack patrzył na nią z uniesioną brwią. – Sądziłem, że będziesz na mnie zła...
– Jestem zła. – Powiedziała, chociaż jej wyraz twarzy na to nie wskazywał. – Ale zrobić zdjęcie nie zaszkodzi.
– Od kiedy ty "zbierasz wspomnienia" tak w ogóle?
Wzruszyła ramionami. – Od zawsze. Przecież w korytarzu jest twoja fotka, po wypadku w galerii. Nie mów, że przez tyle lat tego nie zauważyłeś.
Dzieciak zamrugał. – Hę? Jaki wypadek? W jakiej galerii?
Jego matka zachichotała. – No, nie pamiętasz? Jak możesz nie pamiętać. Wtedy, jak strasznie zachciało ci się siusiu - ale tylko jedna łazienka była czynna, a ty nie wiedziałeś która...
– Aha?
– A kiedy w końcu ją znalazłeś, okazało się, że rozładował ci się telefon i nie mogłeś mnie znaleźć...
– Więc chodziłeś przez parę godzin po sklepach szukając mnie, ale potem okazało się, że już zamykają i strażnik wyrzucił cię na zewnątrz...
– Mamo...
– Dlatego skuliłeś się przed drzwiami i zacząłeś pła...
– Stop!
Kobieta wybuchła nieopanowanym śmiechem, nie zdając sobie sprawy, że tej fascynującej historii wysłuchał ktoś jeszcze.
Nagle przestała się śmiać, a ona sama spojrzała na chłopaka morderczym wzrokiem - wskazując palcem na zewnątrz.
– A teraz jazda pod węża.
