Szkatułka z symbolem czaszki...

-Łudziłeś się, że wybaczę ci po tym co zrobiłeś? Wynoś się razem ze swoją panienką!- wrzeszczał mężczyzna.

-Przyszedłem tylko po to co moje- powiedział pirat, ale tamten to zignorował.

- A może ona jest w ciąży i myślisz, że przyjmę bękarta do rodziny, żeby wiódł sobie beztroskie życie? Nie licz na to!

Kiedy to usłyszałam to wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Facet spojrzał na mnie trochę dziwnie, ale ja nie mogłam się opanować. Kiedy już jako tako mi przeszło, mężczyzna przypomniał sobie, że miał nas wyrzucić i zadzwonił po służbę. Jack postanowił sam wyjść i pociągnął mnie za sobą.

-Radzę ci, żebyś tego nie rozpowiadała.- powiedział zamykając za sobą dębowe drzwi. Zamiast do bramy skierowaliśmy się na tyły budynku.

-Nie wiedziałam, że pochodzisz ze szlacheckiej rodziny.- mruknęłam.- Po co była ta cała szopka, skoro wiedziałeś, że to nic nie da? I czemu zostałeś piratem skro miałeś już bogactwa?- Spytałam.

Zatrzymaliśmy się pod ścianą pokrytą bluszczem. Sparrow popatrzył na mnie, po czym powiedział.

-Pewnie i tak nie zrozumiesz, ale... Pragnąłem wolności, swobody. Nie chciałem się żenić i wieść idyllicznego i nudnego życia. Kiedy zaciągnąłem się na statek, ojciec wydziedziczył mnie. Szukając przygód stałem się piratem, zadowolona?

-Tak- prychnęłam. Ja miałabym go nie zrozumieć? Byłam przecież w identycznej sytuacji- chociaż ojciec pewnie mnie nie wydziedziczył- tylko po dziś dzień szuka... I tak zdziwiło mnie, że tyle mi powiedział.

-Dobra, koniec tego gadania, przyszliśmy tu po wskazówkę czy nie?

-Więc nie zadawaj pytań tylko słuchaj- odpowiedział szorstko.- Wejdziesz do środka przez okno.

Wskazał na ścianę pokrytą bluszczem. Na wysokości pierwszego piętra widać było okno.

-To pokój mojej matki. Od jej śmierci ojciec nic w nim nie zmienił, a to tam zawsze leżała szkatułka.

-Szkatułka? Nic nie mówiłeś o szkatułce!- wściekłam się. Dałam spokój.

Spojrzałam jeszcze raz w górę. Czy ten bluszcz na pewno nie jest trujący? Złapałam za pnącze i podciągnęłam się do góry. Dopiero po chwili znalazłam oparcie dla nóg. Potem wspinaczka stała się łatwiejsza, chociaż prawie od razu otarłam sobie ręce o kolce.

Kiedy byłam już prawie przy oknie, dotarło do mnie, że może być zamknięte. I co wtedy? Mam zbić szybę? Gołymi rękami? Na całe szczęście, kiedy dotarłam do parapetu, okazało się, że jest uchylone. Wślizgnęłam się do środka. Pokój wyglądał na opuszczony od kilku lat, wszystko pokrywała warstwa kurzu. Od razu kichnęłam. Szybko zakryłam ręką usta, bo nie chciałam, żeby ktoś mnie usłyszał. Rozejrzałam się po pokoju. Stało tam łóżko z baldachimem, o różowych atłasowych zasłonach haftowanych w orientalne wzory. Narzuta na łóżku i poduszki były dopasowane kolorystycznie. Obok łóżka stały pantofle, na rzeźbionym krześle z perkalowym obiciem, wisiał zwiewny szlafroczek. Dalej stała toaletka, zapewne z drewna różanego. Na niej zobaczyłam różne kosmetyki, które z pewnością dawno straciły swoje właściwości. Z drugiej strony pokoju stała duża, hebanowa szafa i regał- również rzeźbione. Na jego półkach stało mnóstwo kobiecych bibelotów. Wystrój dopełniał mały stolik i dwa krzesła, które znajdowały się z prawej strony, między drzwiami wejściowymi i od łazienki.

Gdyby nie warstwa kurzu, można by pomyśleć, że ktoś właśnie opuścił ten pokój. Drzwi od łazienki były uchylone.

Przyglądając się pokojowi stałam nieruchomo. Z zamyślenia wyrwał mnie gwizd zza okna. Przypominał trochę świergot jakiegoś ptaka, ale byłam pewna, że to Sparrow mnie popędza. Przestałam się obijać i zaczęłam szukać. Więc miała to być szkatułka z czaszką z monetami zamiast oczu? Zerknęłam tylko na toaletkę, by bliżej przyjrzeć się zawartości półek regału. Trochę dziwiło mnie, czemu elegancka kobieta- a osoba mieszkającą w takim domu musiała być elegancka- miałaby trzymać szkatułkę z czaszką? Muszę spytać o to Sparrowa. Znalazłam ją dość szybko. Stała sobie na półce na wysokości mojej głowy, wśród figurki pastereczki i srebrnego świecznika na trzy świece. Wzięłam ją do ręki. Wydała mi się dziwnie lekka. Postanowiłam obejrzeć ją dokładnie teraz, bo później Jack mógłby mi na to nie pozwolić.

Otworzyłam ją, ale ku mojemu zdziwieniu... była pusta. Odwróciłam ją dnem do góry i potrząsnęłam z niedowierzaniem. I co teraz? Ktoś wyjął ją wcześniej? To możliwe skoro leżała tu tyle lat. Musiałam trząść trochę za mocno bo usłyszałam puknięcie o podłogę. Spojrzałam na dół i zobaczyłam deseczkę udającą dno i jakiś złożony pergamin. Usłyszałam kroki. Nie namyślając się długo wcisnęłam kartkę za bluzkę, a dno wcisnęłam z powrotem do szkatułki. Trzymając ją w ręku zaczęłam schodzić po bluszczu. Kiedy moja głowa znikneła pod parapetem, ktoś zajrzał do pokoju.