Usiłował zapewnić głos wyjący w jego środku, że ciemny pokój nie oznacza nic złego, ale to było samo poczucie lęku, które chwyciło go, gdy spojrzał w miejsce, gdzie Ron i Hermiona stali w czasie ostatniej bitwy z siłami Voldemorta i zobaczył nieruchome ciała swoich najlepszych przyjaciół, leżące tuż przy bramie Hogwartu.

Wiedząc, że takie myśli zawiodą go prosto ku szaleństwu, powstrzymał się od nich i usiłował się skoncentrować na teraźniejszości, nie porównując jej do wielu strat w przeszłości.

Okej, Severusa tu nie było. Powiedział sobie, że to przecież nie znaczyło, że jego kochanek leży w torbie w Jednostce Utylizacji Wampirów. Musiał myśleć. Gdzie jeszcze mógł być mężczyzna o 19.40 we wtorkowy wieczór?

Oczywista odpowiedź nie przyszła do niego od razu. Harry był zbyt zdenerwowany, by jasno myśleć, ale w końcu przypomniał sobie, że ich co tygodniowe spotkania zawsze były umawiane po pewnym wydarzeniu – szlabanach.

Wybiegł przez drzwi kwater Severusa, jak pierwszoroczny spóźniony na pierwszy dzień lekcji, zanim do jego mózgu w ogóle dotarła informacja o ruchu.

Klasa eliksirów znajdowała się na końcu korytarza. Minął kilku uczniów w barwach domu Slytherina, którzy spojrzeli na niego, zdziwieni widokiem Aurora w czerwonych szatach biegnącego przez lochy, ale nikt nie starał się go zatrzymać.

Zatrzymał się gwałtownie przed salą i wpadł przez drzwi oczekując pustej klasy, ale zamarł, gdy znajomy, piorunujący wzrok napotkał jego własny. Jego nogi zmiękły tak bardzo, że prawie ugięły się pod nim, gdy ogromna ulga przeszła przez niego. Żył. Severus żył.

Harry mógł tylko wpatrywać się w miejsce, w którym mężczyzna siedział przy biurku, naprzeciw jakichś papierów. Widział, jak złość Severusa ustępuje miejsca zakłopotaniu, gdy zobaczył kto zakłóca jego szlaban.

Czterech pechowych uczniów siekających coś, co wyglądało na serca ropuch, wpatrywało się w szoku w Aurora, który przerwał ich karę.

Wzrok Severusa przeniósł się z kochanka na swoich uczniów. Potem mistrz eliksirów powiedział:

- Wystarczy na dziś. Możecie iść.

Gdy jego zaskoczeni uczniowie zaczęli sprzątać bałagan na ławkach, Severus syknął wściekle:

- Zostawcie to i wynoście się. Natychmiast.

Czwórka dzieciaków z szeroko otworzonymi oczami zebrała swoje rzeczy i pobiegła do drzwi.

Gdy mijali stojącą tam skamieniałą postać Harry'ego, usłyszał jak blondyn z Gryffindoru szeptał do ciemnowłosej dziewczyny z Ravenclawu:

- Mój boże, to Harry Potter! Myślisz, że przyszedł tu aresztować tego tłustowłosego drania?

- To byłby fart – odszepnęła.

Spojrzał na Severusa, który dzięki wyostrzonym, wampirzym zmysłom słyszał to, czego większość ludzi nie mogła. Mógł powiedzieć, że mężczyzna usłyszał słowa uczniów, ale po prostu potrząsnął głową, gdy wychodzili, jakby te komentarze nie były warte jego uwagi.

Gdy dzieciaki zniknęły, Severus wstał, patrząc na niego z ledwo ukrywaną troską.

- Co się stało?

Harry otworzył usta by odpowiedzieć, ale nie wyszedł z nich żaden dźwięk.

Severus podszedł do niego.

Z całych sił powstrzymywał się, by nie rzucić się kochankowi w objęcia. Pamiętał jednak, gdzie są i pozwolił Severusowi wziąć się pod ramię i zaprowadzić do jego pokojów.

Gdy drzwi do komnat zostały zamknięte i osłonięte, mężczyzna objął go.

- Drżysz.

- Ja… - wsunął dłonie pod szatę kochanka i przytulił się mocno. Ciepło i szczupłe, umięśnione ciało, które go trzymało przekonały go o tym, że Severus jest prawdziwy w sposób, w jaki samo patrzenie na niego nie mogło.

- Czy coś się stało w pracy? Zostałeś przeklęty? - mężczyzna odsuął się, by móc na niego spojrzeć.

Bliskość Severusa uspokoiła go, wziął więc głęboki wdech pełen zapachu kochanka i zmusił się, by odpowiedzieć:

- Przepraszam za to... dramatyczne wejście. Sądziłem, że…

- Tak? - zachęcił go mężczyzna, a jego dłoń zaczęła odsuwać jego czarne, splątane włosy z czoła i blizny w kształcie błyskawicy.

- Apteka Sluga i Jiggersa pomagała dziś Ministerstwu testować te nowe automatyczne czujniki na wampiry. - Severus spiął się w jego ramionach. - Złapali kogoś i, er… zutylizowali go zanim tam dotarłem. Zidentyfikowanie jego różdżki zajmie kilka godzin, a ja… ja myślałem, że to mogłeś być ty. Przepraszam, że wywołałem taką scenę. Po prostu… musiałem cię zobaczyć.

Musiałem się upewnić, że jesteś cały.

Ułożył głowę na piersi Severusa, ciesząc się żywym ciepłem mężczyzny.

- Jak widzisz ze mną wszystko w porządku – zapewnił go kochanek, ale mógł usłyszeć zmartwienie w jego głosie. Severus trzymał go w objęciach przez długą chwilę, zanim spytał ponuro:

- Instalują te czujniki we wszystkich sklepach?

- Nie. Ministerstwo poprosiło kilka większych placówek o pomoc w testowaniu tych urządzeń – zapewnił go szybko Harry, zdając sobie sprawę jak alarmująca była to wiadomość. - Boże, nie cierpię tego.

Severus zamarł w jego ramionach, po czym odsunął się z niemal szarym odcieniem twarzy i powiedział:

- Rozumiem. Byłeś bardzo… szczodry. Bywaj zdrów, Harry Potterze.

- Że co? - zapytał Harry.

- Dałeś mi znać, że już nie jesteś zadowolony z naszego układu…

Tym razem rzeczywiście rzucił się na Severusa. Przytulił mężczyznę ciasno do siebie i włożył palce w te tłuste, nieumyte włosy, przyciągając kochanka do głębokiego pocałunku, który trwał wieczność. Początkowo Severus stał sztywno i nie odpowiadał, ale potem zdawał się zatopić w usta Harry'ego.

Harry już lepiej radził sobie z narkotycznym efektem śliny mężczyzny, więc minął dłuższy czas, zanim był zmuszony się odsunąć. Ręce jego towarzysza zaciskały się na jego ramionach, jakby nigdy nie chciały go wypuszczać.

Harry wpatrując się w te piękne, czarne oczy, wyjaśnił:

- Nienawidzę tego, że jesteś w wielkim niebezpieczeństwie za każdym razem, gdy wchodzisz z zamku. Nienawidzę tego, że ktoś mógłby po prostu podejść do ciebie i zabić cię bez żadnego innego powodu, jak tylko twoje istnienie. Tego nienawidzę, a nie bycia z tobą. Kocham być z tobą. Ja… kocham cię.

- Ty… - Severus wydawał się być zupełnie ogłuszony.

Emocje obu z nich były bardzo wzburzone. Severus pochylił się, by znów go pocałować. Ich dłonie zdzierały z siebie szaty, ciągnąc i szarpiąc, aż czarne i czerwone ubrania leżały na podłodze. Sweter Harry'ego zszedł bez problemu, ale wszystkie guziki z kamizelce Severusa padły ofiarami ich pośpiesznego rozbierania się.

Gdy już wszystkie ciuchy i buty leżały dokoła nich, niczym liście Wierzby Bijącej pod koniec października, Harry popchnął kochanka do ściany przy salonie i stanął na palcach by pocałować go gwałtownie.

To sprawiło, że był przyciśnięty mocno do mężczyzny. Ze względu na różnice w ich wzroście, ich genitalia nie znajdowały się na tej samej wysokości, ale Harry czuł twardy członek wbijający się w jego brzuch poniżej pępka, a uda mężczyzny cudownie zaspokajały jego własną, pełną potrzeby erekcję. Ocierał się o kochanka w bezradnej konieczności, dopóki nie przestało mu to wystarczać.

- Więcej… więcej… proszę… - błagał, ściskając dłońmi ramiona Severusa i popychając go na stos ich ubrań.

Ręce mężczyzny wciąż gwałtownie gładził jego plecy, nawet gdy zniżyli się na podłogę, zamknięci w kolejnym pocałunku.

W końcu jednak Harry zaczął odczuwać narkotyczny efekt śliny i musiał się odsunąć. Zdesperowany, by zyskać większy kontakt, zaczął całować to alabastrowe gardło, mocnymi, ssącymi pocałunkami, zostawiającymi trwałe, czerwone ślady.

Severus jęknął, gdy usta Harry'ego natrafiły na jeden z sutków i delikatnie przygryzły wrażliwe ciało.

Bezradny krzyk tylko zwiększył jego potrzebę. Zwykle Harry miał więcej finezji, ale dziś przerażenie pozostawiło w nim napiętą strunę, która nie pozwalała mu czekać. Popchnął Severusa na bałagan, jaki stanowiły ich ubrania i sam opadł za nim.

Jego ręce i wargi przemieszczały się brutalnie, zdesperowane, by dostać się do członka kochanka.

Ku jego wielkiej uldze, mężczyzna zdawał się nadążać za nim. Zamiast się spiąć lub usiłować zwolnić, Severus naciskał paznokciami na jego nagie ramiona i przyciągał go bliżej.

On i ten naprężony, czerwony penis byli już dobrymi znajomymi. Harry zniżył się ku niemu jak hipogryf łowiący łososia z jeziora, połykając go całego. To było dokładnie to, czego potrzebował. Nic nie uświadamiało mu bardziej, że Severus wciąż żyje, niż jego zapach i smak oraz ta wielka erekcja w jego gardle.

Harry zajmował się spragnionym penisem, aż Severus był spocony i drżący, prawie dochodził. Wtedy Harry uniósł głowę i zawołał:

- Accio lubrykant.

Mógł zobaczyć po wyrazie twarzy Severusa, że jego kochanek jest zaskoczony, że myślał na tyle, by przywołać słoiczek z kremem. Jednak nieważne, jak bardzo mu się spieszyło, nigdy nie zapomni o bólu, jaki mężczyzna musiał znosić regularnie w zamian za krew, dającą mu życie.

Otwierając brązowy słoiczek, włożył trzęsące się palce do środka białego kremu i wyjął sporą ilość, przenosząc ją do ciała kochanka. Severus był zawsze taki ciasny. Łkając z potrzeby, Harry użył palców, by rozluźnić przytulny kanał na tyle, by mógł go przyjąć. Zajęło to chwilę, ale przynajmniej jego towarzysz był gotowy.

Układając długie, szczupłe nogi mężczyzny na swoich ramionach, ustawił się w kierunku małego wejścia i pchnął. Teraz już wiedział jak się odpowiednio ułożyć, by uderzać w prostatę Severusa. Obaj krzyknęli po pierwszym, idealnym trafieniu.

Harry wpadł w łatwy rytm, dzięki któremu obaj jęczeli. To było tak dobre, zawsze tak dobre, ale dziś potrzebował więcej. Potrzebował wszystkiego.

Wchodząc tak głęboko, jak tylko mógł, zamarł i pochylił się do przodu, aż jego głowa znalazła się w pobliżu ramienia Severusa. Chwycił szyję mężczyzny i przyciągnął głowę kochanka do swojego gardła.

- Pożyw się. Proszę. Pozwól mi poczuć, że żyjesz.

Severus spiął się pod nim w odmowie, bo robili to w poprzedni piątek, ale zanim mężczyzna wypowiedział choć jedno słowo, Harry bezwstydnie zaczął błagać:

- Proszę? Dla mnie?

Harry wiedział, że na niego naciska. Jedyną rzeczą, co do której mężczyzna zawsze był nieugięty, było żywienie się co dwa tygodnie. Jednak jego kochanek zdawał się wyczuwać tą dziką potrzebę, która prowadziła go tej nocy.

Zamiast mu odmówić albo się odsunąć, ten szorstki, aksamitny język zaczął lizać skórę pod szczęką w znajomy sposób, który uwielbiał. Całe jego ciało podskoczyło w podnieceniu, gdy gorąco zaczęło wirować, zmieniając go w jedną wielką rozkosz.

Wyciągnięte zęby przebiły skórę kilka chwil później, a enzymy w ślinie spiskowały przeciw temu, co pozostało z jego rozsądku, rozpuszczając jego mózg zupełnie.

Harry nigdy nie mógł się poruszać, gdy Severus się karmił. Nie mógł myśleć. Mógł tylko czuć. To była bez wątpienia najbardziej erotyczna rzecz, jaką dzielili i gdyby Severus nie był tak nieugięty to oferowałby swoje gardło co minutę każdego dnia.

Latając wyżej, niż smok podczas godów, zaskomlał na wspaniałe uczucia przechodzące przez niego.

Zbyt szybko było po wszystkim, a język mężczyzny znów lizał jego gardło.

Jak gdyby uwolnione spod zaklęcia petryfikującego, jego ciało obudziło się do życia, a pragnienie przebiegło przez niego. Harry znów zaczął wchodzić w mężczyznę, zanurzając się szybkimi, równymi pchnięciami, które powodowały, że obaj jęczeli. Każde trafienie wchodziło głębiej i było dziksze niż ostatnie. Ręce Severusa zaciśnięte na jego ramionach przyciągały go coraz silniej, a jego chudy tyłek poruszał się, by napotkać jego pchnięcia w wielkiej potrzebie.

Harry nie wytrwał długo. Nie mógł, nie po tym, jak mężczyzna się pożywił. Świat eksplodował i stracił przyjemność, opadając na Severusa.

Gdy obudził się nieokreślony czas później, wciąż leżąc na podłodze w wejściu. Bez poruszania się mógł powiedzieć, że jego gardło zostało wyleczone.

- Proszę, wypij to – odezwał się mężczyzna pod nim. Jęknął, gdy Severus poruszył ich, aż leżał płasko na niewygodnej górce z ich ubrań, a kochanek podtrzymywał jego głowę, podnosząc brązową fiolkę do jego ust, której zapach rozpoznał jako ten należący do eliksiru wzmacniającego.

Harry przełknął gorzki płyn i usiłował nie poruszać się zbytnio, dopóki nie dał on efektu. Czyjś but wżynał się w jego lewą nerkę.

- Cześć – powiedział kilka minut później, szczerząc się niemądrze w kierunku Severusa.

- Jak się czujesz? - mężczyzna był w trybie martwienia się. - Minęły tylko cztery dni, odkąd ostatnio pozwoliłeś mi się karmić. To, co zrobiliśmy było szaleństwem.

- Może i tak, ale było wspaniale, prawda?

- Nie o to chodzi. Znaczna utrata krwi to nie powód do żartów. Mogłeś…

Harry wyciągnął dłoń i objął nią policzek kochanka. Severus wyglądał o wiele lepiej po żywieniu się i fakt, że nie mogli tak ryzykować każdego dnia, łamał jego serce.

- Wiem. Dziękuję, że mi na to pozwoliłeś. Wszystko w porządku, naprawdę. Po prostu musiałem poczuć, że żyjesz.

- I wysysanie z ciebie twojej życiodajnej krwi ci na to pozwoliło? - prychnął Severus, zły na siebie, że ustąpił błaganiom swojego kochanka.

- Bardziej niż cokolwiek innego. To takie wspaniałe uczucie. Nie mogę go opisać.

- Harry, to tylko enzymy w mojej ślinie – zaprotestował.

Harry. Nie Potter. To był pierwszy raz. Czasem, gdy Severus był bardzo poruszony, używał obu członów, ale nigdy samego imienia.

- Nie – Harry starał się wyjaśnić. - Wszystko. Wiedza, że utrzymuję cię przy życiu, gdy to robimy… sam nie wiem, to sprawia, że karmienie cię stało się dla mnie czymś… świętym. - Czuł się jak idiota, ale czułość w wyrazie twarzy Severusa była tego warta. Widział, że mężczyzna stara się odpowiedzieć, ale nie bardzo wie, co powiedzieć. Więc Harry łagodnie dodał:

- Ja, er… zrobiłem ci kilka malinek na szyi. Chcesz żebym to zaleczył?

Uśmiechnął się, gdy Severus wolno pokręcił głową.

- W każdym razie powinniśmy wstać z tej podłogi. Tu na dole jest chłodno – stwierdził mężczyzna prawie swoim normalnym głosem.

- Zapomnij o zimnie, but wżyna mi się w plecy.

- Tak, mnie też przeszkadzał jeden z nich, gdy wcześniej byliśmy… zajęci.

- Wybacz – Harry się zarumienił, zdając sobie sprawę, jak bardzo stracił kontrolę.

Wyraz twarzy Severusa stał się bardzo intensywny, nawet jak na niego.

Pełen ulgi, uśmiechnął się i pozwolił Severusowi pomóc sobie w siadaniu. Eliksir wzmacniający już działał, a jego głowa i żołądek czuły się lepiej.

Spojrzał na bałagan, jaki tworzyły ubrana pod nimi i bezdźwięcznie przywołał ich szlafroki z sypialni. Ten Severusa był długi do kostek, elegancki i zrobiony z zielonej wełny. Jego był jasnoniebieski i sięgał tuż za kolana.

Gdy wstali by zawiązać szlafroki, Harry rozejrzał się po salonie i po pudłach, które zauważył wcześniej w swoim panicznym pośpiechu.

- Kolejna wyprzedaż majątku?

- Tak. Ta wygląda obiecująco – odpowiedział Severus. Po wyłowieniu różdżki z kupki na podłodze, mężczyzna przelewitował trzy pudła z kanapy.

Harry podążył za kochankiem do cieplejszej części pokoju, przyglądając się ciekawie zawartości najbliższego z kartonów, gdy przechodził obok. Pergaminy były tak zażółcone wiekiem, że wyglądały jakby miały się rozpaść pod najlżejszym dotykiem.

- Wyglądają na starożytne. Ile lat mają te rzeczy?

- Część z nich prawdopodobnie kilka tysięcy. To możliwe, że znajdę to, czego szukam w tej partii – powiedział Severus z ledwo maskowanym entuzjazmem. - Te dokumenty są wystarczająco stare.

- Wystarczająco stare na co? - zapytał Harry, siadając na kanapie obok mężczyzny. Był wdzięczny za ciepło płynące od ognia, a nawet wdzięczniejszy, że jego ukochany wciąż żył, by je z nim dzielić. Jednak tę myśl zachował dla siebie. Mieli wystarczająco dużo ostrej emocjonalnej jazdy na dziś. Potrzebowali po prostu pobyć trochę razem.

- Brzmi to prawie tak, jakbyś szukał czegoś konkretnego. Myślałem, że interesuje cię tylko inspiracja?

Powieki z gęstymi rzęsami opadły, by zasłonić jego wzrok.

- Chyba po prostu ścigam… mrzonkę.

- Jaką mrzonkę? - zapytał zaintrygowany, bo Severus był najmniej niefrasobliwym mężczyzną, jakiego znał.

- W historii magii, przez te pięć tysięcy lat, z których pozostały jakieś dokumenty, zarejestrowano tylko jeden przypadek wyleczonego wampiryzmu.

- Co? - wpatrywał się w Severusa pewien, że się przesłyszał. - Myślałem, że nie ma żadnego lekarstwa.

Severus przytaknął.

- Bo nie jest znane – w dzisiejszych czasach. Ale tysiąc lat temu, Salazar Slytherin uzdrowił swoją narzeczoną, którą stałą się ofiarą wampira. Zgodnie z historią, została w pełni zmieniona. Slytherin uratował ją, gdy uwięziła ją jej własna rodzina, czekająca na urzędników, którzy mieli ją zutylizować. Zabrał ją do swojego sekretnego miejsca i przez trzy lata pracował wytrwale nad lekarstwem. Gdy powrócili do Czarodziejskiego Świata po tych trzech latach, została zbadana przez największych uzdrowicieli i ekspertów od Czarnej Magii tamtych czasów. Wszyscy oni potwierdzili, że była człowiekiem w 100%, nie było nawet śladu po klątwie. Właśnie to, że ją wyleczył spowodowało, że został najwspanialszym czarodziejem swoich czasów.

- Ale… z pewnością powiedział, jak to zrobił?

Severus potrząsnął głową.

- Tajemniczość zawsze stanowi źródło mocy. Slytherin twierdził, że dokonał tego dzięki sile woli.

- Nie wierzysz mu? - zapytał Harry, zaskoczony sarkazmem w głosie kochanka.

- Czy myślisz, że gdyby zdjęcie klątwy zależało od własnej woli, to byłby odnotowany tylko jeden przypadek ozdrowienia w historii? Nie, Salazar był mistrzem eliksirów i entuzjastą Czarnej Magii, podobnie jak ja. Musiał wynaleźć eliksir albo zaklęcie, które ją uleczyło.

- Czy jego potomkowie by tego nie odnaleźli, gdyby tak było? - spytał Harry.

- Niekoniecznie. W tamtych czasach rywalizacja pomiędzy czarodziejami była o wiele większa.

Nie dzielono się odkryciami. Strzeżono ich pilnie, by mag, który je stworzył, zyskał większy rozgłos wśród innych. Jeśli ktoś potrzebował na coś lekarstwa, to musiał dotrzeć do tego czarodzieja, który je wynalazł i za nie zapłacić. Mistrzowie eliksirów szyfrowali swoje notatki. W połowie przypadków ich spadkobiercy nie byli w stanie odczytać najbardziej dochodowych odkryć rodziców, nawet trzymając pergamin w dłoni. Gdy Salazar zmarł, jego dzieci przetrząsnęły całą pracownię i sprzedały wszystkie dzienniki i fiolki. W tej chwili to lekarstwo może być wszędzie. O ile wciąż istnieje.

Harry zamarł, gdy wpadł na pewien pomysł.

- Severusie, czy Slytherin wyleczył ją przed, czy po rozstaniu z pozostałymi założycielami Hogwartu?

- Lata przed. Wyleczenie jej dało mu sławę. Stwierdzono, że to największy czarodziej wieku. - Coś w głosie Harry'ego musiało dla mężczyzny zabrzmieć dziwnie, bo gdy udzielił odpowiedzi, to spytał:

- Dlaczego pytasz? Coś ci wpadło do głowy?

Harry zawahał się, gdy zwątpił we własną ideę. Z pewnością to nie mogło być tak proste?

- No wiesz – zaczął powoli – jeżeli ta rywalizacja naprawdę była tak wielka i chciał schować swój lek, by zachować sławę, to czemu miałby go zostawić w swojej pracowni dla chciwych dzieciaków, które by go sprzedały? Czy nie byłoby sensowniej ukryć tego w jakimś bezpiecznym miejscu?

Severus przez chwilę rozważał jego słowa, a potem przytaknął.

- Tak, to ma sens. Ale moją jedyną nadzieją na znalezienie antidotum jest szansa, że w jakimś momencie znalazło się ono w czyjejś kolekcji Mrocznych Artefaktów.

Harry wziął głęboki wdech i niepewnie powiedział:

- Myślę, że wreszcie zrozumiałem coś, co intrygowało mnie przez większość mojego życia.

Sześć miesięcy temu Severus zażartowałby sobie z niego, że wszystko go intryguje, jednak dziś po prostu poprawił się na kanapie obok niego i zapytał:

- Co to takiego?

- Właściwie… wszystko dotyczące bazyliszka i Komnaty Tajemnic. To nigdy nie miało żadnego sensu. Dlaczego ktoś zadałby sobie taki trud, by zbudować szkołę i potem zamknąć w niej coś zabójczego dla uczniów, coś, co tylko ta osoba może kontrolować? W końcu nawet jeśli Slytherin był fanatycznym czystokrwistym, który chciał zachować czystość rasy, to nie mógł być pewien, że każdy z jego dziedziców będzie się trzymał tych standardów. Zamykanie tego bazyliszka w szkole nie miało racji bytu, ale może Slytherin nigdy nie chciał, by on kogokolwiek skrzywdził. Jeśli zbudował Komnatę, by ukryć swoją największą tajemnicę, to nabiera sensu fakt, dlaczego zostawił tam coś, mającego to chronić i przepuszczającego tylko jego potomków.

Severus spiął się obok niego.

- Sugerujesz, że…

- Że Salazar Slytherin zbudował Komnatę Tajemnic, by ukryć lekarstwo, które sprawiło że stał się sławny. I umieścił tam tego cholernego węża, by bronił go przed wszystkimi, poza prawowitymi dziedzicami. W chwili, gdy Riddle wszedł do Komnaty, jej oryginalne przeznaczenie już dawno przepadło. Wszystko, co mógł zobaczyć, to potwór słuchający jego rozkazów.

Wszystkie kolory, jakich twarz Severusa nabrała podczas żywienia się, zdawały się opuścić jego oblicze. Zupełnie zszokowanym głosem zapytał:

- Sądzisz, że antidotum jest pod Hogwartem?

- To ma sens, prawda? Warto spróbować.

- Ale tylko dziedzic Slytherina może… - Severus przerwał.

- Ty, er, sypiasz z potomkiem Slytherina. A raczej z kimś, kogo osłony komnaty rozpoznają jako takiego – poprawił się Harry. - Myślę, że powinniśmy zejść na dół i to sprawdzić.

Severus przytaknął. Harry był zadowolony, że widzi podniecenie i nadzieję błyszczące w oczach kochanka. Po chwili mężczyzna odezwał się:

- Nie dziś. Może spróbowalibyśmy wejść do Komnaty w sobotni poranek, gdy będziemy mieć cały dzień na jej przeszukanie?

- Tak będzie w porządku. Ja, er, naprawdę mam nadzieję, że to tam jest. Ale mogę się mylić – powiedział Harry, zdając sobie sprawę, że może powinien był zachować swój pomysł dla siebie i zbadać to w pojedynkę, by oszczędzić Severusowi rozczarowania.

- Wiem o tym. Ale… twoja teoria, że Slytherin zbudował Komnatę i zostawił tam bazyliszka, by strzegł jego sekretów, ma o wiele większy sens niż ta, że zamknął niebezpiecznego potwora w szkole, którą pomagał zbudować, tylko ze złośliwości. Wiem, że być może nic nie znajdziemy, ale… tak jak powiedziałeś, warto to zbadać.

Harry przytaknął, nie mogąc ukryć ziewnięcia. Zdecydowanie miał zbyt wiele wzburzeń jak na jedną noc, by chociaż myśleć o rozpoczynaniu kolejnej przygody o tej godzinie.

- Powinienem się ubrać i iść do domu. Jest już bardzo późno.

Severus wyciągnął dłoń i dotknął jego ramienia.

- Jeśli chcesz, to możesz tu zostać. O ile oczywiście masz ochotę.

Patrząc w oczy kochanka pomyślał, że ma ochotę. Severus nigdy nie mówił rzeczy, których nie miał na myśli. Jednak nie chciał naruszać prywatności mężczyzny. Wiedział, że Severus troszczy się o niego, ale doceniał także, że lubił swoją samotność. Nie był w stanie odczytać z twarzy kochanka, czego ten tak naprawdę chciał, więc był zmuszony zapytać:

- Nie chciałbym się wpraszać, wiem jak zajęty jesteś w dni szkolne.

Te ciemne oczy zdawały się patrzeć prosto w niego. Harry oparł się impulsowi, by poprawić się na miejscu.

- Wpraszanie się sugeruje… brak przynależności albo nie bycie mile widzianym. Żadne z nich nie odnosi się do ciebie – powiedział Severus sztywno. Nigdy nie był dobry w wyrażaniu uczuć, ale Harry uwielbiał te prawie poetyckie próby przezwyciężenia powściągliwości.

Harry nie był pewien, ale zdawało mu się, że mężczyzna właśnie powiedział mu komplement.

Zaśmiał się zmęczony i ostrzegł:

- Nie kuś mnie. Mogę nigdy nie odejść.

- Więc nie odchodź – odpowiedział Severus niepewnym i cichym głosem.

Harry zdał sobie sprawę, że to nie był pierwszy raz, gdy usłyszał coś takiego.

Całe jego rozbawienie nagle zniknęło, a on zaczął wpatrywać się w te napięte rysy.

- Żartowaliśmy na ten temat kilka razy, ale teraz się nie śmieję.

- Ja też nie – odparł oschle Severus.

To właśnie ten ledwo ukrywany strach przekonał go, że jego kochanek mówi poważnie.

- Czy naprawdę myślisz, że zniesiesz mnie pod tym samym dachem przez siedem dni w tygodni?

- Byłbym skłonny spróbować.

Severus mógł nigdy nie powiedzieć mu, że go kocha, ale ta niepewna propozycja przekazała mu to o wiele jaśniej, niż jakiekolwiek słowa.

Harry wiedział, że to na wiele sposobów mogło skończyć się katastrofą. Mogli walczyć jak pies z kotem i skończyć nienawidząc się wzajemnie. Albo gazety mogły dowiedzieć się, gdzie spędza noce i umieścić zdjęcie Severus, tak że zobaczy je cały magiczny świat, co spowoduje śmierć niedawno uwolnionego wampira. Tak wiele spraw mogło pójść nie tak, że byłby szalony, gdyby choćby tylko to rozważał, ale wszystko w ich związku było szalone od samego początku. Biorąc głęboki wdech, Harry przytaknął.

- Dobrze. Spróbujemy. Stąd dostanę się do Ministerstwa równie łatwo, co z mojego mieszkania w Londynie.

- Albo mógłbyś rozważyć ofertę pracy, którą Minerva ciągle ci proponuję.

Ostatnie okruchy niepewności Harry'ego zniknęły, gdy usłyszał te słowa. Z cała pewnością to nie było coś, co wpadło Severusowi do głowy nagle. Jego kochanek musiał zastanawiać się nad tym pomysłem od jakiegoś czasu.

Jeśli miałby być szczery, to on też to robił. Parker obserwował go niczym jastrząb od wypadku z Acid Wheeler. Nieufność jego szefa bardzo go męczyła. Jego praca była wystarczająco trudna bez ciągłego pilnowania się przy ludziach, którzy mieli być po jego stronie.

Może nadszedł czas zmian. Całe przywiązanie, jakie miał dla Aurorów wyczerpało się lata temu. Wciąż tam pracował, bo to było łatwiejsze, niż decydowanie co chciałby robić w zamian.

- Pomyślę o tym – przyrzekł Harry. - Ale nie dziś. Obaj jesteśmy padnięci. Prześpijmy się trochę.

Harry nie sądził, że kiedykolwiek widział Severusa tak zadowolonego jak wtedy, gdy szli do sypialni. Doceniał to uczucie. Nie był tego świadomy na początku, ale po swojej decyzji o wprowadzeniu się do mężczyzny czuł się tak, jakby jakaś ciężka waga została zdjęta z jego ramion, co było zupełnie obłąkane, zważywszy na to, do kogo miał zamiar się wprowadzić, czyli najbardziej skomplikowanego i kłótliwego mężczyzny na świecie. Ale był to też mężczyzna, w którym był szaleńczo zakochany, a to stanowiło różnice. A raczej miał nadzieję, że ją stanowiło.

Gdy wtulili się w siebie pod ciepłą pościelą, tym razem w kolorze ślizgońskiej zieleni, czuł się, jakby podjął właściwą decyzją pomimo oczywistych zagrożeń.


Nadeszła zimna i mokra sobota, a że w lochach Hogwartu zawsze było wilgotno i chłodno, to pogoda na zewnątrz nie robiła wielkiej różnicy.

Harry myślał, że wprowadzenie się do kogoś po tym, jak żyło się samotnie przez tyle lat, będzie dziwne. Musiał przyznać, że był zdenerwowany jak cholera, gdy przetransportował swój kufer i klatkę Hedwigi przez sieć fiuu do salonu Severusa w środę po pracy, zwłaszcza, że mężczyzny tu nie było, bo był zajęty wieczornymi szlabanami.

Znalazł jednak notatkę wiszącą na parującym dzbanku herbaty, stojącym tuż obok jego ulubionego ciasta czekoladowego, na której przeczytał, że ma się rozpakować i czuć jak u siebie. Gdy wszedł do sypialni, by umieścić tam kufer, który miał poczekać tam na ich wspólną decyzję o tym, co zrobią z jego rzeczami, odkrył nową, mahoniową komodę, stojącą obok tej Severusa. Na niej również znajdowała się notatka, a także na drzwiach od szafy, w której zawartość została przesunięta, by zrobić miejsce na jego rzeczy. W łazience obok wanny była nowa półka na jego produkty toaletowe, a połowa szafki na leki też stała pusta.

Wciąż musieli jeszcze porozmawiać z Minervą, by dowiedzieć się, czy miała jakieś obiekcję, co do tego, by jadał przy stole dla nauczycieli. Był ciekawy i chciał usłyszeć, co Severus powie Dyrektorce, by wyjaśnić swoją prośbę, ale mężczyzna stwierdził, że sam się tym zajmie, więc nie musiał się martwić. Dopóki tego nie załatwią, Zgredek był więcej niż zachwycony dostarczaniem jedzenia do kwater Severusa, więc nie będzie chodził głodny.

Starania, które poczynił mężczyzna, by przystosować dla niego swój dom, były wzruszające. Pomimo jego początkowych obaw, nigdy w swoim życiu nie czuł się nigdzie milej widziany.

Fakt, że przez cztery dni udało im się funkcjonować bez zabicia się wzajemnie, był największą ulgą. Spędził wystarczająco wiele weekendów u Severusa, by wiedzieć, że pasowali do siebie.

Jednak kilka nocy w tygodniu to było nic w porównaniu z przebywaniem z kimś każdego wieczoru w tygodniu. Bał się, że będzie działał temu samotnikowi na nerwy, ale póki co nie pokłócili się ani razu. Oczywiście to wciąż był początkowy etap.

Mimo to, taki harmonijny start jest zachęcający – pomyślał Harry, prowadząc kochanka pustymi korytarzami na drugie piętro.

Na szczęście dziś była sobota w Hogsmeade. Większość uczniów poszła do miasteczka po śniadaniu, więc nie minęli się z nikim, idąc opustoszałymi przejściami do Łazienki Jęczącej Marty. A to było fartowne, bo Severus prawie się zaparł w miejscu, gdy zobaczył gdzie jest kierowany.

- Wejście znajduje się w damskiej toalecie? - zapytał mężczyzna.

Harry uśmiechnął się szeroko i przytaknął. Był dość zaskoczony, że profesor Dumbledore nie ujawnił położenia Komnaty Tajemnic Severusowi, ale Albus zawsze lubił trzymać swoje karty w dłoniach.

- Zamierzasz tak po prostu… wejść do środka? Bez zapowiedzi? Jak wyjaśnisz naszą obecność, jeśli ktoś jest w środku? - wyraził swoje zakłopotanie Severus. Te ciemne oczy wpatrywały się w drzwi oznaczone jako toaleta damska, jakby po drugiej stronie czekała na nich horda ludożernych wiedźm.

Rozbawiony tym pokazem staromodnej wrażliwości i wstydliwości, zapewnił go łagodnie:

- Nikogo tam nie ma. Uwierz mi na słowo.

Harry był zaskoczony, że Severus nie wiedział o Jęczącej Marcie. Mężczyzna mieszkał w tej szkole od ponad trzydziestu lat.

- Potter, widziałem twoje oceny z Wróżbiarstwa.

Harry zachichotał.

- To nie ma związku z Wróżbiarstwem, przyrzekam. Nikt tu nigdy nie przychodzi. Chodź.

- Skąd możesz wiedzieć, że nikt nie używa toalety dla kobiet w korytarzu, z którego nie korzystałeś od dwunastu lat?

Otwierając drzwi, Harry wszedł do środka. Komnata wciąż była tak samo ciemna, duszna i gotycka jak ta, którą pamiętał. Spojrzał przez ramię i wyjaśnił:

- Po pierwsze większość dziewczyn nie chce mieć nic wspólnego z…

- Kto tu jest? - płaczliwy dziewczęcy głos rozbrzmiał w pustej łazience. - Co robią mężczyźni w damskiej toalecie? Naskarżę na was!

- Merlinie – wymruczał Severus stojący obok niego, blednąc. - Wiem, że powinniśmy uciekać, ale jakoś nie mogę.

- Wszystko w porządku Severusie. To tylko Marta. Cześć Marto – zawołał Harry tak wesoło jak mógł.

Chwilę później, widmo brunetki w dwóch kucykach i w szatach szkolnych, które pamiętał dobrze, uniosło się nad boksem. Jej okrągła twarz w okularach była nieufna.

- Skąd znasz moje imię? Kim jesteś?

Dziwnie było zobaczyć na pół przezroczystą osobę przyglądającą mu się z góry.

- To ja, Harry. Harry Potter. Nie pamiętasz mnie? - zapytał ducha swoim najbardziej czarującym z tonów.

Pamiętał ją jako raczej zwyczajną i nieatrakcyjną dziewczynę, starszą od niego o kilka lat, ale teraz, gdy na nią patrzył, wydawała mu się bardzo młoda.

- Harry! Minęły wieki! Dlaczego nie przychodziłeś mnie odwiedzić? Obiecałeś – skarciła go.

- Wiem Marto. Przepraszam. Jestem teraz Aurorem. Ciągle jestem zajęty – wyjaśnił, a stojący obok Severus zdawał się być ogłupiony tą wymianą zdań.

- Czy było kolejne morderstwo? Po to tu przyszedłeś? - zapytała.

- Nie. Chciałem pokazać przyjacielowi Komnatę Tajemnic. Zgodzisz się, bym go tam zabrał? Nie zostaniemy długo – powiedział.

- Wrócisz mnie odwiedzić, gdy skończysz? - poprosiła. - Nikt tu już nie przychodzi.

Gdy był młody jej nawyki go drażniły, ale teraz Harry ujrzał młodą, samotną dziewczynę, którą była, uwięzioną na wieki w miejscu, gdzie została zamordowana. Ta tragedia poruszyła go w sposób, w jaki nie była w stanie, gdy był młodszy.

- Tak Marto. Przyjdę cię odwiedzić, obiecuję.

- W takim razie w porządku – powiedziała. - Zobaczymy się później.

Potem zjawa odwróciła się i zanurkowała w otwartą toaletę, pozostawiając po sobie rozpryśniętą wodę.

- Naprawdę masz niezwykłe znajomości – stwierdził Severus, gdy zniknęła. - Najpierw skrzat domowy, a teraz duch. Ktoś jeszcze?

- W szafie klasy Obrony Przed Czarną Magią siedzi bogin – zażartował, tylko po to, by zobaczyć kwaśną minę towarzysza.

- Bardzo zabawne. Jak wejdziemy do komnaty? Przez toaletę, jak twój duch?

Chichocząc, Harry potrząsnął głową.

- Nie. Dlaczego nie znasz Jęczącej Marty? Myślałem, że skoro patrolujesz korytarze, to wiesz o wszystkim, co tu się dzieje.

Piorunujące spojrzenie, które rzucił mu Severus sprawiłoby, że zwiędłyby wszystkie wiosenne pączki na gałęzi.

- Szukam tych, którzy wałęsają się po ciszy nocnej. Zapewniam cię, że nie szwendam się po damskich toaletach, a w każdym razie nie po tych, w których nie łamie się zasad. Tak właściwie to chyba nigdy nie widziałem, by ktoś wchodził do tej łazienki.

- I to nie wydało ci się dziwne? - droczył się z nim Harry. Widział zirytowanie Severusa, spowodowane tym, że ktoś wiedział o Hogwarcie coś, czego on nie wiedział.

- Nigdy też nie widziałem nikogo wychodzącego z Pokoju Życzeń, ale to nie znaczy, że istnieje jakiś groźny powód, dla którego nie jest często odwiedzany – odpowiedział Severus, a potem spytał:

- Nie miałeś mi pokazać wejścia do komnat Slytherina?

- Będziesz zachwycony – przyrzekł mu Harry.