Od autorki: Moi drodzy czytelnicy (wiem, że tu jesteście!), dotarłam do momentu, w którym potrzebuję Waszych komentarzy, by móc w ogóle dalej pisać. Widzę, że wyświetlacie moją historię, ale chciałabym też dowiedzieć się, co o niej myślicie! Jest w ogóle sens pisać ją dalej? Oficjalnie żebram o Wasze komentarze :D
Pozdrawiam, autorka. Miłego czytania.
Wpadli do domu w tempie błyskawicy, potykając się o porozrzucane w przedpokoju buty. Harry wyglądał coraz gorzej i widocznie balansował na granicy utraty świadomości. Fakt, już wcześniej zdarzały mu się niepokojące bóle głowy, ale jeszcze nigdy coś takiego...
Zmarszczka pomiędzy brwiami Syriusza pogłębiła się, gdy chłopak zajęczał i osunął się na podłogę. W czasie gdy on lewitował Harry'ego na kanapę w salonie, Cat pozapalała wszystkie światła i wysłała patronusa z wiadomością do Remusa. Co prawda mężczyzna był teraz w pracy, jednak jeżeli z Harry'm dzieje się coś tak niesłychanego, to ważne, żeby wiedział. Po chwili namysłu wysłała w ten sam sposób jeszcze dwie wiadomości: do profesor McGonnagall, tłumacząc, że poważny wypadek rodzinny spowodował ich nieobecność na popołudniowych zajęciach, oraz do Luny, z którą miała się spotkać dziś wieczorem w sprawie ich klubu. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że mało kto wiedział o jej umiejętności stworzenia cielesnego patronusa i mogło to wywołać niemałą sensację, postanowiła się tym jednak nie przejmować. Teraz najważniejszy jest Harry, pomyślała i ruszyła do salonu.
Jej brat leżał na kanapie bez ruchu. Jego skóra dosłownie błyszczała od potu, a twarz wykrzywiła się w skurczach bólu. Syriusz siedział nieruchomo tuż obok, w dłoni ściskając różdżkę i wpatrując się w niego intensywnie.
- Wysłałam wiadomość do Re – powiedziała Cat cicho, dosiadając się.
Skinął głową na znak, że usłyszał, ale nie odezwał się. Dziewczyna westchnęła.
- Zaklęcie diagnozujące? – zapytała, próbując pomóc.
- Rzucałem – mruknął na to Syriusz – Wszystko z nim w porządku.
- Myślisz, że to Vol…
- Nie wiem, mała – przerwał jej, wstając nagle i podchodząc do okna – Nie mam pojęcia!
Cat spojrzała jeszcze raz na brata i przeklęła go w duchu za to, że nie powiedział im wcześniej o tym bólu głowy. Gdyby wiedzieli, nie zwlekaliby tak długo u Dumbledore'a i może udałoby im się jakoś temu przeciwdziałać. Ale nie, cholerny bohater wytrzyma wszystko sam, pomyślała z przekąsem, choć coś w środku niej ścisnęło się z przerażenia. Wbrew temu, co mówiła na co dzień, naprawdę kochała Harry'ego i teraz naprawdę ciężko jej było patrzeć na jego cierpienie. Miała na dzieję, że dostawszy jej wiadomość, Remus zwolni się z pracy i pojawi się tu jak najszybciej, jak zwykle mając w zanadrzu jakąś dobrą radę.
Jednak tak się nie stało, za to Harry wydał z siebie krótki, zduszony okrzyk, po czym usiadł gwałtownie. Drżał cały i wydawał się nieobecny myślami, ale przynajmniej był teraz przytomny. Syriusz zaraz pojawił się przy nim, kucając obok kanapy.
- Harry, słyszysz mnie?
Chłopak powoli skinął głową.
- Dobrze. Boli cię coś oprócz blizny?
- Nie-e – zachrypiał w odpowiedzi – Tylko blizna.
W pomieszczeniu na chwilę zapanowała cisza, gdy Harry zmieniał pozycję, siadając wygodniej i opierając plecy o dużą poduchę. Dopiero po chwili odezwał się znowu:
- Widziałem go.
- Voldemorta? – zapytał Syriusz z niedowierzaniem. Chłopak skinął głową w odpowiedzi i otarł spocone czoło rękawem swetra. Cat wciągnęła nogi na kanapę i usadowiła się obok brata, uważnie go obserwując.
- Niech by to szlag! – żachnął się Syriusz.
- Powiedz coś więcej. Mówił do ciebie? – zapytała zaintrygowana Cat. Co to znaczy 'widziałem go'? , pomyślała. Czy to było jasnowidztwo, czy jakiś rodzaj wizji? A może po prostu wytwór wyobraźni?
Harry westchnął i znów poprawił się na kanapie.
- Najpierw widziałem go, jak siedzi za takim wielkim, pustym stołem. Czułem, że czegoś chce. Właściwie to czułem… to ja tego chciałem.
- Ale czego? – zapytał zdezorientowany Syriusz.
- Nie wiem! – odburknął Harry. Mężczyzna zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.
- Czyli czułeś to, co Voldemort? – zapytała Cat. Wydało jej się to bardzo dziwne, choć w sumie nie do końca wiedziała, dlaczego.
Harry potwierdził swoje słowa kolejnym burknięciem.
- I to wszystko? – zapytał go Syriusz – Czy czułeś coś jeszcze? To bardzo ważne, Harry.
- Noo… później wszystko się zmieniło. Stałem w ciemnym korytarzu, który był prosty i bardzo długi. Na samym końcu były takie wielkie drzwi i… nie wiem, jak, ale w jakiś sposób wiedziałem, że są zamknięte… i wiedziałem, że tam jest to, czego chcę. Czego on chce. A potem się obudziłem, czy coś – zakończył, nieco zmieszany.
- Dziwne, cholernie dziwne – mruczał do siebie Syriusz, wstając z kucek i siadając obok nich na kanapie – Dziwne, ale ma sens.
Cat nie chciała mu przeszkadzać, ale sama również zastanawiała się nad znaczeniem tego wszystkiego. Tylko, że najwidoczniej jej ojciec chrzestny wiedział coś, o czym ona nie miała pojęcia, bo dla niej nie miało to absolutnie żadnego sensu i nie wiedziała, gdzie też Syriusz mógł go znaleźć.
Harry wiercił się niespokojnie na kanapie pomiędzy nimi, obserwując ich reakcje i wciąż wyglądając na zmieszanego. Podejrzewając, o co może mu chodzić, Cat odezwała się po raz kolejny.
- Czegoś jeszcze nam nie powiedziałeś, prawda?
Policzki Harry'ego momentalnie pokryły się czerwienią. Och, czasem jest tak przewidywalny!, pomyślała.
- Bo wiecie… ja już kiedyś widziałem te drzwi. Śniły mi się, i to nie raz. Ale nie sądziłem, że to ma jakiekolwiek znaczenie.
- Opowiedz – nakazał mu Syriusz, jeszcze bardziej marszcząc brwi. W takich sytuacjach Cat zdawało się, że zaczyna przypominać psa – w tym konkretnym przypadku bardzo wkurzonego psa.
- Będziesz miał od tego zmarszczki – zażartowała, jednak on zbył to machnięciem dłoni. To nie był czas na żarty.
- Śniło mi się po prostu, że tam jestem i idę w stronę tych drzwi. Czasem były zamknięte, a czasem uchylone, ale zawsze jak do nich dochodziłem, budziłem się. Raz obudziłem się z bólem głowy, ale stwierdziłem, że to przypadek… możliwe, że to nie był przypadek, nie?
- Mój drogi, to jest pewne – odparła na to Cat, wywracając oczami.
W pokoju na chwilę znów zaległa cisza, dopóki chwilę później wszyscy troje nie podskoczyli z przerażenia na odgłos otwieranych z hukiem drzwi.
- Jesteście tu? – dobiegł ich zmartwiony głos Remusa. Cat i Syriusz zerwali się na równe nogi, podbiegając do mężczyzny. W tym samym momencie zaczęli mówić jedno przez drugie i mówiliby tak jeszcze pewnie dobrą chwilę, gdyby Remus im nie przerwał.
- Cat, dobrze cię widzieć, ale daj dorosłym mówić, proszę – zawyrokował i przeszedł do salonu, po drodze machając różdżką. Po chwili z kuchni dobiegł ich cichy szum gotującej się wody. No tak, pomyślała Cat, Remusowy sposób na wszystko, czyli gorąca herbata. W jednej chwili, pomimo kłopotów, jakie właśnie omawiali, z dziewczyny uleciała niemal połowa stresu. Remus z Syriuszem całkowicie przejęli kontrolę nad sytuacją, w związku z czym nie musiała dłużej martwić się ponad swoją miarę. Poza tym dobiegający z kuchni swojski dźwięk czajnika, stukot deszczu o parapet i oni wszyscy siedzący razem na kanapie w salonie sprawili, że w końcu poczuła się znów w domu. Poczuła również, jak bardzo jej tego brakowało przez ostatnie tygodnie i pozwoliła sobie opaść łagodnie w miękkość i znajome dźwięki domu.
oOo
Następnego dnia została zerwana z łóżka o godzinie piątej trzydzieści. Chociaż właściwie nie zerwana, a delikatnie obudzona przez Remusa, jednak nie zmieniło to faktu, że godzina była barbarzyńska. Cóż, fakt, wczoraj zasiedzieli się do późna, dyskutując i rozważając różne przyczyny stanu Harry'ego. W końcu jednak Remus wysłał ich do łóżka, zapowiadając, że rano zerwie ich wcześnie i wyśle razem z Syriuszem do Hogwartu (sam musiał iść do pracy, więc nie mógł im towarzyszyć), tak, żeby nie opuścili żadnych lekcji. Harry przyjął to z irytacją, a Cat ze zrezygnowaniem, ale tak czy siak nie mieli tu nic do gadania. Zdanie Remusa było przecież zdaniem świętym i żadne ich dwójki nie było na tyle odważne, by się z nim wykłócać. Zresztą, nawet oni rozumieli, że po wczorajszej rozmowie z Dumbledore'm naprawdę lepiej by było nie narażać się mu już bardziej.
W każdym razie o godzinie ósmej rano znaleźli się tuż pod bramą zamku, osłaniając się szczelnie płaszczami przed zacinającą mieszanką śniegu z deszczem, jaką raczył ich uraczyć ten piękny dzień. Po chwili od strony wejścia głównego do bramy zaczęła zbliżać się wysoka, szczupła postać, w której szybko rozpoznali profesor McGonnagall.
- Witajcie – uśmiechnęła się do nich lekko, otwierając bramę – Syriuszu, też wchodzisz?
- Dziękuję, pani profesor, ale nie. Zdaje się, że ostatnio bywam tu aż nader często – wyszczerzył się, co kobieta przyjęła pełnym zrozumienia wyrazem twarzy.
- W takim razie do zobaczenia. Trzymaj się, mój drogi, i pozdrów Remusa.
- Oczywiście. Do zobaczenia. Cześć, dzieciaki – mruknął im na odchodnym, chociaż żegnali się już raz, po czym zakręcił się i zniknął. McGonnagall zamknęła bramę, wykonując przy tym dość skomplikowane ruchy różdżką, po czym gestem nakazała im iść za sobą. Zatrzymała się dopiero w Holu Głównym.
- Panno Potter, jestem wdzięczna za pani wczorajszą wiadomość. Jednocześnie chciałabym poinformować, że dyrektor nie wie nic o waszej nieobecności i sądzę, że nie należy go tym niepokoić. Wystarczy, że zajęłam się tym ja, jako jego zastępca i opiekun waszego domu. Rozumiemy się?
- Tak jest, pani profesor – uśmiechnęła się do niej Cat, a Harry energicznie pokiwał głową.
- Mam również nadzieję, że jest pan już w dobrym zdrowiu, panie Potter?
- Tak, dziękuję, pani profesor.
- W takim razie oczywiście jest pan w stanie stawić się na dzisiejszym treningu Quidditcha, jak sądzę. To bardzo dobrze. Zatem do zobaczenia.
Pożegnawszy się, profesor McGonnagall ruszyła schodami w górę i zniknęła za rogiem. Cat nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem, dając bratu kuksańca w bok.
- Widzisz, przynajmniej masz kogoś, kto troszczy się o twoje zdrowie.
- Taaa – mruknął Harry, z niechęcią spoglądając w stronę pluchy za oknem – Coś jednak czuję, że głowa znów zaczyna mnie boleć.
- To już nie przejdzie – Cat wystawiła mu język i skoczyła w stronę schodów, zanim był w stanie jej odpowiedzieć. Musiała przecież zdążyć dotrzeć do wieży przed rozpoczęciem zajęć, by móc wziąć stamtąd podręczniki potrzebne na dzisiejsze lekcje. Chcąc nie chcąc, Harry smętnie podążył śladem siostry.
W przerwie obiadowej dopadła ją Luna, stając jej na drodze w wejściu do Wielkiej Sali. Ponieważ czasu było mało, a spraw do omówienia raczej dużo, zagadane dziewczyny podążyły razem do stołu Ravenclawu, który był bliżej. W przerwie pomiędzy uwagami na temat ich klubu a przeżuwaniem obiadu, Luna zauważyła:
- Masz bardzo pięknego patronusa, Cat.
Dziewczyna zakrztusiła się pieczonym ziemniaczkiem i spojrzała na przyjaciółkę z załzawionymi od kaszlu oczami.
- Dzięki – wykrztusiła.
- Też chciałabym się nauczyć go tworzyć. Może kiedyś mi się uda – dziewczyna uśmiechnęła się z rozmarzoną miną i spokojnie powróciła do jedzenia swojej sałatki.
- Nauczę cię, jeśli chcesz – mruknęła cicho Cat, obserwując ją kątem oka.
- Tak, twój brat też może mnie nauczyć na spotkaniu swojego klubu. Ale my na razie musimy zająć się swoim. O, patrz, idzie tu Ginny Weasley!
Cat spojrzała na Lunę zdziwionym wzrokiem. Skąd ona wiedziała o pomyśle Harry'ego, Rona i Hermiony, by stworzyć ich własny klub pojedynków? Plus, przecież to nie miało dojść do skutku! A oni już się spotykają? Będę musiała to wszystko dokładnie sprawdzić!, postanowiła, połykając ostatni kęs i wstając od stołu. Lekko pociągnęła Lunę za rękaw i obie ruszyły w stronę Ginny, która tupała nogą, czekając na nie przy wejściu z Sali. Cóż, zapowiadało się kolejne ciekawe popołudnie. Chociaż Cat miała nadzieję, że tym razem nie będą w to wplątane żadne władze, a jedynie jej szkolne koleżanki. Choć czasem niektóre z nich były równie, jak nie bardziej przerażające, co Korneliusz Knot i Albus Dumbledore razem wzięci.
Gdy już pierwsze i najważniejsze kwestie zostały między nimi omówione, Cat postanowiła skorzystać z okazji i bardzo dokładnie wypytała Ginny o wszystko, co ta mogła wiedzieć o pomyśle jej brata. Choć podobno był to pomysł nie jego, lecz Hermiony, choć Cat nie bardzo mogła w to uwierzyć. Jednak z drugiej strony… bycie wiecznie taką poprawną musiało być cholernie nudne i może w końcu dziewczyna postanowiła zrobić coś bardziej… ja wiem, konkretnego?, pomyślała.
Ginny wytłumaczyła jej, że na razie odbyły się dwa spotkania – jedno organizacyjne, w Hogsmeade, gdzie wszyscy chętni wpisywali się na listę członków „Gwardii Dumbledore'a" (Co to za bzdurna nazwa?! Nie wierzę, żeby Harry sam się na nią zgodził!, myślała wzburzona Cat) i drugie, w Pokoju Życzeń. Jak widać, Harry postanowił sam nauczać obrony przed czarną magią, a duża część przychylnych mu gryfonów przystała na to z chęcią, tak jak i kilkoro krukonów, a nawet puchonów.
- … ale spójrzcie, jakie to ciekawe, dziewczyny. W momencie, w którym nie tylko grono nauczycielskie, ale i cała Wielka Brytania wydaje się być coraz bardziej podzielona i wystraszona, wśród uczniów zaczyna kiełkować idea jednoczenia się. – podsumowała Ginny.
- I to nie oparta na namowach świrującego staruszka, tylko oddolna, wychodząca od nas samych – dodała Cat.
- Jednak żeby nasza współpraca była idealnie jednocząca, potrzebujemy osób ze Slytherinu, a wciąż nikogo nie zwerbowałyśmy – wyjątkowo przytomnie przypomniała im Luna.
- Nieprawda – zaoponowała Ginny – Dzisiaj kogoś namówiłam.
- Nie wierzę! – krzyknęła Cat, przystając wpół kroku i gwałtownie obracając się w stronę koleżanki – Serio?
- Serio serio – przytaknęła, szczerząc zęby.
- Kto to jest? Jak ci się udało? Kiedy?
- Spokojnie, dziewczyno – parsknęła Ginny i zmarszczyła nos – Nie jestem pewna tego, czy się pojawi, jednak na tą chwilę zgodziła się… Astoria Greengrass. Młodsza z tych dwóch sióstr, no wiecie, tych blondynek. Zwabiła ją możliwość wymiany informacji o modzie, no i oczywiście to, że spotkania będą ściśle tajne. Nikt, kto nie należy do klubu, nie powinien o nich wiedzieć.
- W takim razie musimy zachować większe środki ostrożności niż mój braciszek – stwierdziła Cat.
- Niekoniecznie. Wystarczy, że nie dopuścimy do klubu żadnych chłopców. Jak wiadomo, są większymi plotkarzami od dziewczyn. Wierzcie mi, wiem coś o tym. Mam sporo materiału do obserwacji – zaśmiała się, a Cat chcąc nie chcąc musiała jej przytaknąć. Co prawda nie potrafiła sobie wyobrazić, jak to jest mieszkać aż z sześcioma starszymi braćmi, jednak Harry, Re i Łapa dostarczali jej wystarczająco dużo materiału badawczego do potwierdzenia tej tezy.
- Chyba masz rację – przytaknęła jej i wszystkie dziewczyny roześmiały się zgodnie.
oOo
Siedząc wieczorem w pokoju wspólnym Cat rozmyślała nad nagłym bólem głowy Harry'ego i tym, co zostało między nimi powiedziane na ten temat. Remus i Syriusz ewidentnie wiedzieli coś, czego im nie mówili, a co dla całej sprawy musiało być niezwykle znaczące. O ile jednak dobrze ich rozgryzła, prawdopodobnie znali po prostu miejsce, które śniło się Harry'emu. A skoro je znali, musieli również wiedzieć, a przynajmniej podejrzewać, co znajduje się za drzwiami i czego tak bardzo pragnie Voldemort. Ale tu już Cat gubiła się w swoich podejrzeniach – to mogło być przecież wszystko. Człowiek, broń, książka, zaklęty przedmiot, a może jakieś ważne miejsce… Cokolwiek to było, Cat nie miała prawa wpaść na to sama, no chyba, że jej wujkowie w końcu postanowią się tym z nimi podzielić. Ufała im jednak i wiedziała, że jeżeli im tego nie mówią, mają ku temu wystarczająco dobre powody. Obiecali sobie przecież kiedyś, że jeśli chodzi o sprawy ważne, związane z Voldemortem czy innymi niebezpiecznymi ludźmi, nie będą mieli przed sobą żadnych tajemnic. I jak na razie skrupulatnie się z tej obietnicy wywiązywali.
Nawet nie zorientowała się, kiedy osunęła się głębiej w fotelu i przysnęła. Ciepło ognia bijące od strony kominka przyjemnie otulało jej ciało, a wysiedziany mebel pozwalał na przyjęcie wygodnej pozycji… Pewnie pozostałaby w tym miejscu całą noc, gdyby nie Harry i Ron, którzy okrzykami skutecznie doprowadzili ją do całkowitej przytomności.
- Czego? – mruknęła, przeciągając się w fotelu. Harry usiadł na jednym jego oparciu, a Ron nieco sztywno stanął po drugiej stronie.
- No bo widzisz… - zaczął niepewnie jej brat – Ron i jego rodzina zapraszają mnie do siebie na tegoroczne święta. No i ja pojadę.
- Ale przecież święta zawsze spędzamy w domu! Razem - przerwała mu Cat głosem pełnym sprzeciwu.
- No tak, ale widzisz, ja już rozmawiałem z Re i z Syriuszem… Ty przecież przyjaźnisz się z Ginny i z bliźniakami. Wszyscy się zgadzają i w tym roku spędzimy święta w Norze.
- W Norze?
- Tak nazywamy dom – odezwał się w końcu Ron, a końcówki jego uszu natychmiast przybrały soczysty odcień czerwieni.
- A… To urocze – stwierdziła Cat nieco niezręcznie i uśmiechnęła się do niego. – Co nie zmienia faktu, bracie, że nie wyraziłam swojej zgody! Dlaczego ustaliliście coś takiego beze mnie?
- Właśnie nie ustaliliśmy i w sumie to teraz cię pytam. Zgadzasz się?
Cat pokręciła głową ze zrezygnowaniem i wpatrzyła się w ogień. Przez moment jeszcze nie odpowiadała, rozważając różne opcje, aż w końcu stwierdziła, że nie ma już dzisiaj siły, by się z kimkolwiek kłócić i pokiwała głową.
- Okej. Zgadzam się.
- Super – wyszczerzył się Harry, a Ron poczerwieniał jeszcze bardziej, ale uśmiechnął się również i mruknął:
- To ja przekażę mamie. Ucieszy się, lubi jak jest dużo osób w domu. Hermionę też zaprosiła.
- Dobra. Jeśli możesz to napisz jej, że skoro już jest jak jest, mogę pomóc jej w kuchni podczas świąt.
Ron kiwnął głową.
- Nie wiem, czy się na ciebie obrazi za taką propozycję, czy uzna, że to słodkie, ale w porządku, mogę tak napisać – uśmiechnął się tak szeroko jak tylko potrafią Weasley'owie, po czym niespodziewanie ziewnął. Nie minęła chwila, a Cat również ziewnęła. Harry parsknął śmiechem.
- Może chodźmy już spać. Jest przed pierwszą.
Dziewczyna w duchu przyznała mu rację i wstała, kierując się w stronę schodów po prawej stronie.
- Dobranoc – rzuciła na odchodnym, a w zamian usłyszała ciche „branoc", ale nie była pewna, który z chłopców to powiedział.
W każdym razie, łóżko w tej chwili było Naprawdę Dobrym Pomysłem, który też jak najprędzej zrealizowała.
