Za poprawienie rozdziału dziękuję nieocenionej SimplyIsabelleS.


Dziękuję za wszystkie komentarze. Miłego czytania!

Krótka uwaga: pogrubioną czcionką zapisana jest wężomowa.


Jak dla Harry'ego, grudzień nastał zdecydowanie zbyt szybko, przynosząc ze sobą mroźne i ciemne dni. Cienka warstwa śniegu pokrywała hogwarckie błonia. Każda pochodnia i kominek w zamku zostały zapalone, jednak było to niewielkie pocieszenie. Bez wątpienia ta zima nie zapowiadała się przyjemnie.

Harry siedział w Pokoju Wspólnym, kończąc czytać skradziony z biblioteki starożytny wolumin o legilimencji. Robił nawet postępy, ale, choć nie chciał tego przyznać, nie tak duże jak w czarnej magii. Nienawidził każdej minuty spędzonej z śmierciożercami na tych lekcjach… Jednak wiedział, że wszystko, czego się nauczył, ostatecznie zostanie użyte w dobrym celu. Tylko dzięki tej myśli mógł spać spokojniej…

Mimo że zbliżała się noc, niewielu uczniów przebywało w Pokoju Wspólnym. Większość z nich była na błoniach, ciesząc się śniegiem dopóki jeszcze im się to nie znudziło. Przez dłuższy czas Harry czytał w spokoju, lecz nagle usłyszał, że ktoś siada w fotelu naprzeciwko. Podniósł wzrok i zobaczył Toma, który właśnie położył szklane naczynie na stoliku pomiędzy nimi.

Na widok naczynia Harry przypomniał sobie o pracy domowej z transmutacji, którą powinni robić. Dumbledore połączył uczniów w pary, dzięki czemu mogli ćwiczyć umiejętności, które w żadnym stopniu go nie interesowały. Był niesamowicie poirytowany faktem, że musiał pracować właśnie z Riddle'em, nieważne, co dzięki temu mógłby zyskać.

Dumbledore chyba nie zauważył, że w ostatnim czasie Harry i Tom raczej się unikali. Chyba, że nauczyciel transmutacji jednak to dostrzegł i z ciekawości albo złośliwości chciał podrażnić obu chłopców… Tak czy inaczej, Harry musiał zaakceptować, że Dumbledore prywatnie nie miał nic przeciwko niemu. Ten Dumbledore nie był tym samym, którego niezbyt dobrze znał ze swoich czasów.

— Witaj, Jonathanie – przywitał się po chwili Riddle. Jego ton sugerował, że wyparł to, co stało się pomiędzy nimi kilka tygodni temu. Harry starał się zrobić to samo, ale było to dla niego trudniejsze.

— Witaj, Tom… - odpowiedział. Ustawienie mebli w tej części pomieszczeniu pomagało Riddle'owi trzymać do niego dystans. Dzięki temu nie musiał pokazywać, z jaką determinacją stara się utrzymać jak największy dystans od niego. Ślizgonom nie podobało się, gdy ich przestrzeń osobista była naruszana, więc takich miejsc w Pokoju Wspólnym było więcej.

— Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebyśmy zaczęli teraz nasze zadanie domowe? – spytał Riddle, nie patrząc na Harry'ego.

— Nie, nie mam nic przeciwko – odpowiedział. Nie powiedział nic więcej i był zadowolony, że Tom nie kontynuował tej rozmowy. Siedzieli w ciszy, gdy Riddle analizował zwierzę, które mieli transmutować. Harry nie mógł zobaczyć nad czym pracują, ponieważ szklane naczynie było zasłonięte materiałem. Ostrożnie obserwował Toma, gdy ten uśmiechnął się lekko na widok tego, co znajdowało się w naczyniu. Bez wątpienia cieszył się z tego zadania…

I wówczas uderzyła go nagła myśl. Czy był gejem? W ciągu ostatnich tygodni Harry unikał zadawania sobie tego pytania, zamiast tego wmawiając sobie, że przecież podobała mu się i Cho, i Ginny… Ale, tak czy tak, w końcu będzie się musiał z nim zmierzyć. Jednego był pewien. Chociaż starał się temu zaprzeczyć, wiedział, że na tej lekcji transmutacji poczuł coś więcej poza pociągiem do Toma. To było niespotykane, żeby zwykły gest wywołał tak silną reakcję. To nie był tylko Tom, to było coś więcej – musiało być…

Harry przyjrzał się Riddle'owi dokładniej. Bez wątpienia był przystojny – przy dokładnej inspekcji jeszcze łatwiej było to dostrzec. Tak jak Harry miał czarne włosy, chociaż znacznie bardziej zadbane. Jego oczy miały w sobie coś mrocznego, co zdradzało części jego osobowości i intencji o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby przyznać… Policzki nie były jeszcze tak zapadnięte jak wtedy, gdy opuści Hogwart i zacznie pracę u Borgina i Burkesa, jednak były już inne niż te, które widział u szesnastoletniego Toma. Każda część twarzy Riddle'a była idealnie uformowana, od jego prostego nosa do wspaniałej choć bladej cery, a kończąc na jego kształtnych, pełnych ustach…

Harry odwrócił wzrok. To był Voldemort. Lord Voldemort. Ten chłopak do tej pory zamordował już troje ludzi i wkrótce zamorduje kolejną osobę, Hepzibah Smith. Riddle był główną przyczyną każdej okropnej rzeczy, która wydarzyła się w życiu Harry'ego. Zacznie dwie czarodziejskie wojny i zabije niewyobrażalną liczbę niewinnych osób. Będzie najpotężniejszym mrocznym czarodziejem w historii. Nie było nawet cienia możliwości, że lubi Riddle'a! Harry zacisnął powieki z irytacją.

Głos Toma przerwał myśli Harry'ego.

Opowiedz mi o swojej przeszłości…

Harry, słysząc te słowa, poczuł ukłucie niepokoju i rozdrażnienia.

Powiedziałem ci już wszystkopowiedział Harry, otwierając oczy. – Nie mam nic więcej do dodania.

Harry zdał sobie sprawę, że Riddle przygląda mu się pustym wzrokiem… a jeśli się nie mylił, Tom wyglądał na trochę zdezorientowanego. To zdziwiło Harry'ego. I wtedy spojrzał na to, co Riddle trzymał w dłoniach. Zwierzę ze szklanego naczynia. Wąż.

Wąż wślizgnął się z uścisku długich, cienkich palców Toma i, jakby chcąc wyjaśnić tę sytuację, wysyczał cicho:

Dwójka, która mówi językiem węży… Już jeden byłby zaskoczeniem… To zaszczyt.

Dwójka chłopaków przyglądała się sobie jeszcze długo po tym, jak wąż skończył syczeć. Harry czuł, jakby jego umysł się zaciął, nie mógł sformułować myśli. Czuł jedynie jak zalewają go fale przerażenia. Po chwili Tom przełamał ciszę.

Mówisz tym?

Harry nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Po kilku sekundach zdali sobie sprawę, że do Pokoju Wspólnego zaczęli wracać całkowicie przemoczeni, ale zadowoleni śmierciożercy. Siedli dookoła Harry'ego i Toma, nie zauważając napięcia między nimi. Avery usiadł obok Harry'ego.

— Nie uwierzyłbyś, jak łatwo jest przestraszyć szlamę eksplodującą śnieżką – zagadnął Avery, uśmiechając się z dziecięcą radością do reszty śmierciożerców. – Jedną z nich udało się nam nawet rozbić okno w zamku, więc musieliśmy uciekać… Hej, Jonathan, gdzie idziesz?

Harry wstał, zadowolony, że dzięki tej sytuacji może uciec od zaciekawionych spojrzeń, które nadal rzucał mu Tom.

— Właśnie sobie przypomniałem, że zostawiłem niedorobione zadanie domowe w bibliotece… - skłamał Harry, podnosząc torbę i pośpiesznie odchodząc od grupy.

— Co? Weź przestań, zadanie może poczekać. Muszę ci opowiedzieć, co przydarzyło się Lindzie Anthony!

Jednak Harry nie odpowiedział, kierując się w stronę wyjścia z Pokoju Wspólnego.


Grudzień mijał zbyt szybko. Harry zdał sobie z tego sprawę, gdy Slughorn spytał swoich podopiecznych, kto zostaje na święta w Hogwarcie. Okazało się, że wszyscy śmierciożercy wyjeżdżają do swoich rodzin. Wiedział, że mimo tego nie będzie mógł odpocząć od ciągłego poczucia lęku. Jeszcze zanim skończył się semestr widział, że Tom chce mu zadać mnóstwo pytań – zaczynając od jego umiejętności wężomowy.

Harry nie miał na to odpowiedzi. Minęło kilka tygodni, ale nadal nie mógł wymyślić nawet jednego wiarygodnego kłamstwa. Nie mógł przez to spać po nocach, zamartwiając się tą niezrozumiałą dla niego sytuacją. Tom na pewno przejrzał setki książek na temat potomków Salazara Slytherina, a Harry z pewnością nie znajdował się w żadnej z nich. Nawet jeśli Tom przez krótką chwilę rozważał możliwość, że są braćmi, nikt nigdy nie wspomniał o tym, że Meropa miała jeszcze jednego syna, więc nie mógł wymyślić żadnego kłamstwa pod ten temat.

Pozostało mu tylko jedno wyjście. Musiał czekać, aż Tom sam znajdzie pasującą mu odpowiedź. To on miał we krwi dar odkrywania prawdy, więc Harry musiał pozostawić swój los w rękach spostrzegawczego Czarnego Pana. Nie był z tego zadowolony. Popełnił okropny błąd, zdradzając się z umiejętnością wężomowy. Nawet jeśli było to nieświadome. Tom i tak już był ciekawy, co stało się na transmutacji. Obawiał się, że to był błąd, którego będzie żałował przez długi czas.

W dniu, gdy Hogwart Express miał zabrać większość uczniów do domu, Harry czuł przerażenie. Szybko pożegnał się ze śmierciożercami i udał się przez opustoszałą szkołę do biblioteki, żeby douczyć się jeszcze legilimencji. Nie chciał myśleć o chwili, gdy będzie musiał wrócić do Pokoju Wspólnego. Chciał tylko poczytać i przez chwilę zapomnieć o wszystkim innym.

Na szczęście, poprawiał się w legilimencji. Chociaż były to małe postępy, sądził, że w ciągu dwóch miesięcy będzie mógł czytać w myślach większości uczniów – z wyłączeniem oklumentów. Nie był pewny, czy dzień, w którym Riddle ponownie zapyta się o jego legilimencję nadejdzie szybko, ale chciał być przygotowany. Skoro nie mógł nic zrobić z sytuacją wężomowy i z dziwnym uczuciem, gdy Riddle go dotknął, musiał być przygotowany przynajmniej na to.

Jednak w tym czasie Harry miał wątpliwości co do wielu rzeczy. Wiedział, że jeśli namiesza z pytaniami, na które nie ma odpowiedzi, nie będzie mógł po prostu uciec od każdej rzeczy wiążącej się z wojnami w przyszłości… ale w głębi duszy był pewny, że nie zrobiłby tego. Nie teraz. Nadal chciał udawać śmierciożercę. Dzięki temu będzie mógł obserwować i zrozumieć wojnę, o której tak niejasno opowiadali członkowie Zakonu Feniksa. Tym razem chciał wszystko naprawić, zmienić część świata…

Nie mógł zaprzeczyć, że czasami chciał po prostu uciec od tej sytuacji, schować się i być zadowolonym ze spokojnego bytu. Jego całe życie obracało się wokół wojny, więc chyba zasługiwał na małą przerwę? Ale nie, jednak nie była mu ona dana. Nie teraz. Musiał zakończyć to, do czego został przygotowany… Z taką ilością czasu przed sobą, z szansą na dobre przygotowanie walczących z Voldemortem nie mógł się wycofać. Jeśli będzie musiał, ponownie odda swoje życie. Nie było innego wyboru…

Na zewnątrz było już ciemno, gdy Harry w końcu pogodził się z myślą, że kiedyś będzie musiał wrócić do Pokoju Wspólnego. Za kilka minut biblioteka zostanie zamknięta, więc wstał i, wciąż przykryty peleryną niewidką, spakował wszystkie książki do torby. Wyszedł z biblioteki i skierował się do lochów. Miał nadzieję, że Tom będzie czymś zajęty, więc będzie mógł pójść prosto do dormitorium.

Wyglądało na to, że gdy Harry wszedł do Pokoju Wspólnego, nie było w nim żadnych uczniów. Wszyscy wiedzieli, że większość Ślizgonów pochodzi z bogatych, czystokrwistych rodzin, gdzie rodzicie byli tak ambitni jak ich dzieci. Nie dziwiło więc, że większość z nich zdecydowało się wrócić do rozpieszczających ich matek i ojców. Mimo że wiedział, dlaczego Pokój Wspólny był pusty, nie polepszało mu to nastroju.

Zobaczył Riddle'a, jedyną osobę, która była obecna, siedzącego w fotelu, gdzie zazwyczaj gromadzili się śmierciożercy. Czytał książkę i chyba nie zauważył, że Harry wszedł do środka. Bez wahania przeszedł przez Pokój. Tom na dźwięk jego kroków podniósł głowę.

— Witaj, Jonathanie – powiedział. – Zastanawiałem się, kiedy wrócisz…

Wrócił do czytania książki, więc Harry stwierdził, że Riddle nie będzie miał mu za złe, jeśli nie będzie chciał z nim spędzić czasu.

— Cześć – odpowiedział Harry. – Erm, idę do dormitorium. Nie masz nic przeciwko?

— Nie – stwierdził, nadal czytając. – Przyzwyczaiłem się do spędzania przerwy świątecznej samotnie. Nie przeszkadza mi to.

— Dobrze – powiedział Harry, spodziewając się tego. – Więc, jeśli będziesz czegoś potrzebował…

Odwrócił się od wciąż czytającego Riddle'a i udał się do dormitorium. Było już po dziewiątej wieczorem i Harry wątpił, że Tom skończy przed jedenastą, a wtedy Harry będzie już spać. Do tego czasu będzie czytał. Zamierzał spędzić przerwę ucząc się legilimencji, ponieważ nie miał nic innego do zrobienia.

Gdy dotarł do dormitorium, usiadł na łóżku i włączył lampkę na stoliku nocnym. Odłożył torbę i wyjął z niej starożytne księgi, wybierając tę, którą już prawie przeczytał. Zastanawiał się, czy Riddle zauważył, że wykrada te ksiązki z Działu Zakazanego… A jeśli nawet wiedział, to nie było nic na tyle poważnego, żeby miał coś z tym zrobić.

Minęła zaledwie godzina, gdy drzwi do dormitorium otwarły się, a do środka wszedł Riddle. Harry podniósł wzrok znad księgi, zirytowany widokiem wyższego chłopaka.

— Nie przeszkadzaj sobie, zaraz wychodzę – powiedział Riddle, niezbyt przejmując się, czy rzeczywiście przeszkadzał Harry'emu, skoro był jego przywódcą.

— Nie przeszkadzasz… - mruknął, nie wracając do czytania. Przyglądał się, jak Riddle podszedł do jednego z łóżek i kucnął obok kufra, wyjmując z niego przedmioty sugerujące, że ma zamiar wziąć prysznic lub kąpiel. Harry odwrócił szybko wzrok, zadowolony, że Toma nie będzie przynajmniej przez najbliższą godzinę.

Wrócił do księgi, jednak nadal był rozproszony obecnością drugiego Ślizgona. Poczuł ulgę, gdy usłyszał, że Riddle wstał i skierował się do wyjścia. Lecz trwała ona krótko, ponieważ Riddle zatrzymał się przy jego łóżku.

— Jonathan – zaczął Tom ostrożnie. – Zastanawiam się czy mógłbyś mi odpowiedzieć na jedno męczące mnie pytanie…

Riddle oparł się o jedną z kolumienek w nogach łóżka, jak zawsze uważając, by trzymać dystans. Harry wiedział, co to oznacza. Riddle chciał zadać jedno z dwóch pytań, na które on nie chciał w tej chwili odpowiadać. Poczuł kolejną falę niepokoju na myśl, że będzie się musiał z tego wywinąć.

— Przepraszam – powiedział, wiedząc, że nie może w tej chwili postąpić inaczej. – W tej chwili mam raczej mało czasu, więc gdybyś mógł…

Odwrócił wzrok od drugiego Ślizgona, zamiast tego patrząc na księgę. Ku przerażeniu Harry'ego, Riddle nadal stał koło jego łóżka. Po chwili na powrót podniósł wzrok.

Riddle oceniał go z niewzruszoną twarzą. Harry starał się wyglądać na tak samo niewzruszonego. Długą ciszę przerwał Riddle.

— Wszyscy, na których spoglądasz, zostają oskarżeni o popełnienie cichej zbrodni… muszę jeszcze zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

Harry nie odpowiedział, ale wyglądało na to, że Riddle nie oczekuje żadnej odpowiedzi. Powoli odepchnął się od kolumienki i bez słowa wyszedł z dormitorium. Harry siedział bez ruchu, nie wiedząc, co myśleć o słowach Riddle'a… im więcej o tym myślał, tym bardziej był pewny, że to rodzaj ostrzeżenia. Riddle nie miał zamiaru się poddać, dopóki nie dowie się wszystkiego. Wspomniał o jego spojrzeniu… Czyżby chciał powiedzieć, że nawet jeśli Harry zna oklumencję, Riddle i tak wie lepiej o tym, co czuje i co ukrywa?

Poczuł mdłości. Spojrzał w kierunku łóżka Riddle'a, jakby to miało mu pomóc rozszyfrować Dziedzica Slytherina. Zacisnął szczęki, gdy pomyślał o presji, która ciągle na nim ciąży w związku z grą, którą prowadził. Zastanawiał się, czy Riddle'a bardziej ciekawi jego wężomowa, czy może to dziwne uczucie, którego obaj doświadczyli… Jednak przypuszczał, że Harry jako wężousty będzie dla niego łatwiejszą rzeczą do zaakceptowania.

Gdy patrzył na łóżku, zauważył, że Tom zostawił na kocu książkę. Nie mając już ochoty na czytanie o legilimencji, wstał i podszedł do łóżka drugiego chłopaka. Wahał się tylko chwilę. Podniósł otwartą książkę… Chciał szybko dowiedzieć się, o czym jest, ale po chwili zrozumiał, że nie była napisana po angielsku. Nie wiedział, że Riddle zna inne języki. Przypuszczał, że książka była po niemiecku, ponieważ rozpoznawał kilka słów.

Nie rozumiał, co jest napisane na żadnej ze stron. Poddał się i odłożył książkę tam gdzie leżała wcześniej. Spojrzał na półkę nad łóżkiem Toma. Wszystkie książki były równo ułożone, na żadnej z nich nie było ani pyłka kurzu. Każda rzecz była na swoim miejscu, oprócz książki, która leżała otwarta na łóżku… Harry zdał sobie sprawę, że to było zbyt uporządkowane.

Po chwili namysłu doszedł do wniosku, że Riddle może mieć nerwicę natręctw. Jego łóżko było zasłane o wiele porządniej niż którekolwiek z łóżek w dormitorium, a wszystko wokół było po prostu zbyt uporządkowane. Harry zdał sobie sprawę, że to pasowało do tego, czym Tom stanie się w przyszłości. Nigdy o tym wcześniej nie myślał, ale przypuszczenie, że Riddle cierpiał na nerwicę natręctw, wyjaśniało wiele spraw…

Wtedy nagle to zobaczył. Skąpany w słabym świetle rzucanym przez lampkę na stoliku nocnym. Złoty pierścień z czarnym kamieniem. Harry wpatrzył się w niego. Czuł, jakby jego umysł został odarty ze wszystkich myśli… Riddle musiał go zdjąć i z nieznanego powodu zostawił tutaj. Może to przez jego zaburzenia… W tej chwili nie dbał o powód. Obchodził go tylko Kamień Wskrzeszenia…

Miał ważenie, jakby coś napierało na jego płuca, wypychając z nich tlen. Przed nim leżał przedmiot, o którym myślał, gdy tęsknił za tymi, którzy odeszli… Nie sądził, że kiedykolwiek będzie mógł go chociaż potrzymać. Ale teraz, bez wątpienia, nadarzyła się idealna okazja, by go użyć. Wciąż był zmrożony z szoku.

Znak Insygniów Śmierci wyraźnie odznaczał się w czarnym kamieniu. Harry nie wiedział, czy to go przerażało, czy napełniało go szczęściem. Czuł, jak jego żołądek skręca się z nerwów i po chwili wahania sięgnął po pierścień. Położył go ostrożnie na dłoni, ignorując szumiącą w uszach krew. Nie wiedział jeszcze jak go użyć. Zawsze widział go w gabinecie Dumbledore'a i marzył o nim podczas wszystkich nocy spędzonych w namiocie z Hermioną i Ronem.

Do końca wierzył, że Dumbledore umieścił pierścień w złotym zniczu, ale nie zdążył go otworzyć. Harry doszedł do wniosku, że znicz był tylko podstępem, mającym odwrócić jego uwagę i zostawić pełnego nadziei, dopóki nie dowie co się tak naprawdę go czeka… Poczuł gniew na myśl o Dumbledorze, ale zignorował to. Chciał już obudzić umarłych.

Miał nadzieję, że nie mylił się do tego, jak użyć Kamienia Wskrzeszenia. Zamknął oczy i, trzymając pierścień w prawej ręce, obrócił go trzy razy, myśląc o osobach, które chciał spotkać. Harry stał z zamkniętymi oczami i mocno bijącym sercem, dopóki nie usłyszał miękkich szmerów osób, które stały obok niego. Otworzył oczy. Przybyli.