Draco nie zdążył nawet zdjąć płaszcza, gdy pukanie rozległo się tuż za nim. Instynktownie sięgnął po różdżkę. Nie spodziewał się gości. Matka mieszkała we Francji i na pewno zapowiedziałaby swoją wizytę. Członkowie drużyny nigdy nie byli w jego domu i adres zapewne znał tylko Weasley. Harry nie przeszedł mu nawet przez myśl, ale to właśnie Potter stał na jego progu, wyglądając niepewnie.

- Mogę wejść? – spytał mężczyzna, brzmiąc na lekko zrezygnowanego.

- Oczekiwałem sowy – przyznał. – Gdzie Jason z twoim uroczym kuzynem? – zainteresował się, ale odstąpił od drzwi, wpuszczając go do środka.

Jeszcze mniej niż tej rozmowy, chciał ich wspólnego zdjęcia na pierwszych stronach Proroka Codziennego. Nie zamierzał zaprzeczać kolejnym bzdurnym plotkom.

- Aportowałem nas do domu, a potem zostawiłem ich obu – odparł Potter. – Dudley nie był zadowolony, ale to częściowo jego wina – dodał, zerkając na niego nerwowo. – Wiesz, że nikt nie może się dowiedzieć… - zaczął i urwał.

- Już biegnę do Proroka Codziennego - powiedział sztywno.

Nie spodziewał się po Potterze takich oskarżeń, ale najwyraźniej się srogo pomylił.

- Merlinie, nie w ten sposób – warknął Harry nagle. – Po prostu nikt nie miał wiedzieć, ale ten głupek ma za długi jęzor – dodał sfrustrowany. – Myślisz, że jest mi z tym przyjemnie?

- Jesteś właścicielem drużyny, która wygrała pierwszy mecz sezonu zaraz po reaktywacji. Sądzę, że to wskazuje na to, że jednak powinno być ci przyjemnie – stwierdził sucho Draco.

Harry spojrzał na niego zirytowany.

- Nie zamierzasz mi niczego ułatwić, prawda? – prychnął Potter. – Nie miałeś się dowiedzieć. Nikt nie miał się dowiedzieć – poinformował go twardo. – Drużyna nie miałaby szans z takim startem. Na pewno poważni zawodnicy nie potraktowaliby nas serio, wiesz o tym doskonale. Więcej mówiono by o mnie czy przyjaźni z Ronem niż drużynie, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić. Poza tym… - urwał i spuścił wzrok. – Wiem, że jesteś wściekły. Rozumiem to. Zaprosiłem cię na kolację i wiem jak to teraz wygląda, ale musisz zrozumieć…

- Niczego nie muszę – wszedł mu w słowo Draco.

Harry zacisnął usta w wąską kreskę i może nauczył się tego od McGonagall. Albo to była cecha wrodzona wszystkich Gryfonów, bo Hermiona robiła coś podobnego, kiedy się irytowała i brakowało jej słów.

- Nie, nie musisz – powiedział Potter o wiele ciszej, odwracając wzrok. – Ale byłoby miłe, gdybyś jednak zechciał – dodał, zerkając na niego niepewnie.

Nie miał pojęcia co o tym myśleć.

- Czyim pomysłem było zatrudnienie mnie? – spytał, czując się trochę głupio, że nadal rozmawiają w korytarzu.

Nie potrafił się jednak zmusić do tego, żeby wpuścić Pottera głębiej do swojego domu. Faktycznie był wściekły, ale nie był pewien nawet dlaczego. Nie został okłamany bezpośrednio czy oszukany. Wszystkie założenia podsunął sobie sam. I nawet sądził, że Potter ma problemy finansowe. Jego propozycja podarowania Jasonowi gadżetów z jego nazwiskiem wydawała się teraz śmieszna. Musiały przejść przez ręce Pottera i jego prawników. A jednak Harry wyglądał na dziwnie wdzięcznego i nie wyśmiał go wtedy.

- A czy to ma znaczenie? – spytał Potter szczerze.

- Nie wiem. Zdecyduję o tym, gdy dostanę odpowiedź – stwierdził.

- Okej – odparł Potter i potarł swoje czoło.

Może powinni byli ściągnąć chociaż płaszcze.

- To skomplikowane. Ron rozmawiał z menadżerem Wilma – przyznał Harry powoli. – Ale podczas jednego z obiadów rzucił, że widział cię na jednym z meczy Armat i powiedział, że z chęcią zobaczyłby do czego obaj jesteście w stanie dojść. Więc… - urwał.

- Zaproponowałeś transfer – dokończył za niego Draco, nie wiedząc dalej co o tym myśleć. – Wiesz w ogóle o jakich kwotach mówimy? – spytał.

Potter nerwowo podrapał się po karku.

- Przechodzą przeze mnie, więc mam pojęcie – przyznał Harry, unikając jego wzroku.

Draco nie był pewien czy powodem był fakt, że zarabiał więcej od ich kapitan. Armaty nie były zadowolone jego odejściem, ale musiały dostać coś w zamian za odstąpienie od jego pierwotnej umowy. Agent zerwał kontakt w ciągu tygodnia, kiedy się sam zdecydował na nową drużynę i nie przypominał sobie, aby podpisywał ugodę. Jego nowy klub – Potter – musiał wszystko załatwić z góry.

- I zarabiasz jako konsultant… - zaczął, ale Harry spojrzał na niego ostro.

- Wiesz, ilu ludzi zmarło podczas wojny? – spytał ostro Potter, kompletnie go zaskakując. – Albus Dumbledore odczuwał jakieś dziwne wyrzuty sumienia, pewnie dlatego, że trochę hodował mnie, nie przygotowując mnie nawet na dzień, w którym zmierzę się z Voldemortem. Syriusz był moim ojcem chrzestnym, a Snape kochał moją matkę – wyliczył jednym tchem. - Po wojnie skontaktował się ze mną prawnik Gringotta. Hermiona i Ron nie chcą ode mnie pieniędzy. Pani Weasley mnie ciągle klepie po policzku, ale mogłem coś zrobić. Nareszcie coś, co chciałem sam i nie musiałem być za to nawet oceniany – ciągnął dalej, mówiąc coraz szybciej. – Więc powiedziałem 'hej, Ron, może wskrzesimy którąś z drużyn quidditcha'. Ron mógł zostać strategiem kogokolwiek, ale ma teraz większą swobodę i widzisz tego rezultaty – dodał Harry.

Draco nie mógł się z nim nie zgodzić.

- Wiem, że to cię stawia w dziwnej sytuacji, ale nie ściągnąłem cię specjalnie. Zrobiłem to, bo Ronowi podobała się twoja gra. Gdyby tak nie było, odesłalibyśmy cię albo grzałbyś ławę, ale obaj wiemy, że jesteś po prostu dobry, więc nie zachowuj się tak, jakbyś tego nie wiedział – warknął Harry, przecierając oczy.

Jego okulary zaparowały, więc musiał je ściągnąć i przetrzeć. I Draco widział jak zdenerwowany Potter był naprawdę. Jego dłonie się trzęsły i to nie był przyjemny widok.

- Powiedzmy, że przyjmuję to do wiadomości – powiedział ostrożnie.

Nie miał pojęcia, gdzie to stawiało jego. Nie zdążył niczego przemyśleć i ta rozmowa odbywała się po gryfońsku nagle i z zaskoczenia.

- Nikomu o tym nie powiem. Też chcę ciszy i spokoju – przyznał i Harry odprężył się odrobinę.

- Między nami wszystko w porządku? – spytał Potter, trochę go zaskakując.

- Nami? – zainteresował się Draco i Harry zaczerwienił się lekko. – Czym jesteśmy 'my'? Dalej jestem ulubionym zawodnikiem twojego podopiecznego?

Potter spojrzał na niego lekko zirytowany.

- Wiesz, że nie o to mi chodzi – mruknął Harry i zrobił głębszy wdech. – Chyba bawiłeś się ze mną dobrze ostatnio? – spytał mniej pewnie. – Odniosłem wrażenie, że… - urwał. – Znaczy, gdybym zaprosił cię na kolację…

Najwyraźniej weszli na etap jąkania i wysłuchiwanie Pottera w tym stanie było prawdziwą udręką. Nie wiedział dlaczego ludzie tracili możność komunikowania się w godny sposób. Jego to nie dotyczyło. Kiedy nie wiedział co powiedzieć czy jak coś sformułować, po prostu milczał. I normalnie zaleciłby to samo Potterowi, gdyby nie fakt, że dzięki temu wiedział jak bardzo wytrącony z równowagi jest Harry. Więc nie tylko on się denerwował, nie wiedząc na czym tak naprawdę stoi.

- Myślałem, że masz problem z zapłaceniem rachunku – przyznał ostrożnie. – Zamierzałem cię zaprosić na kolację w jakieś miejsce, które nie doprowadziłoby cię do zawału, ale po prostu poszedłeś zanim zdążyłem otworzyć usta – dodał.

Harry odchrząknął i zmarszczył brwi, a potem wyraz zrozumienia pojawił się na jego lekko zaczerwienionej od nerwów i ciepła twarzy.

- Och, dlatego płaciłeś za obiad – zorientował się Potter. – Nie zapraszałbym cię nigdzie, gdyby nie było mnie stać. A ich ceny są irracjonalne – dodał. – Wychodzimy z Hermioną i Ronem na kolacje w Londynie, bo przelicznik jest korzystny dla funta. Przeraża mnie fakt, że przepłacamy za nazwę.

- Zawsze płacisz za prestiż – poinformował go cierpko.

- Oni płacą za prestiż. Mieli mnie i ciebie jako gości – odparł Harry i uniósł brew do góry, jakby chciał powiedzieć 'nie uważasz?'.

I może faktycznie miał rację.

Zapadła między nimi niewygodna cisza i Draco zdał sobie sprawę, że w zasadzie do niczego nie doszli. Potter na pewno był nim zainteresowany, ale to nadal trzymało wiele opcji otwartych. Nie wątpił, że zajmie im trochę czasu zrozumienie, co to obustronne zainteresowanie znaczy tak naprawdę. Musiał też przemyśleć wszystko, czego dowiedział się dzisiaj w ciągu tych zaledwie kilku minut. Sytuacja dalej nie była dla niego komfortowa.

- Chcesz wejść? – spytał w końcu, decydując się, że lepiej będzie wypytać Pottera teraz, a potem dać sobie czas na myślenie, gdy będzie posiadał komplet informacji.

Harry uśmiechnął się z ulgą, ale zaraz później zmarszczył nieprzyjemnie brwi.

- Dudley został sam z Jasonem – odparł Potter, jakby to cokolwiek tłumaczyło.

- Jest jego ojcem, to chyba normalne – stwierdził Draco.

- Tak, ale jest w czarodziejskim świecie – powiedział Harry i westchnął. – Nie przepada za nami.

- Naprawdę? Nie zauważyłem – zakpił, ignorując to jak Potter przewrócił oczami. – Może powinieneś dać im kilka minut sam na sam z dzieckiem. W twoim domu rezyduje skrzat? – spytał.

- Tak, wolny, niezależny, opłacany skrzat – powiedział Harry i brzmiało to jak regułka, którą wbił na pamięć.

- Granger – westchnął Draco, poznając w tym jej rękę. – Więc skrzat poinformuje cię, jeśli działoby się cokolwiek złego. Te stworzenia kontaktują się z panem domu w ciągu sekund – uspokoił go.

Harry skinął głową, przyjmując to do wiadomości i zaczął odpinać swój płaszcz. Draco odwiesił nakrycia i po prostu machnął w głąb korytarza. Potter udał się we wskazanym kierunku, nawet nie ukrywając, że rozgląda się na boki. Nie korzystał jeszcze dotąd ze swojego salonu, więc rozsiadł się na fotelu, zastanawiając czy właściwie nie popełnił błędu.

- Ładnie tu – przyznał Potter i skrępowanie powróciło.

- Zalety posiadania gustu – odparł Draco spokojnie.

Jego matka wolała wnętrza bogatsze w zdobienia, ale on potrzebował spokoju i odprężenia po powrocie do domu. Miał prawie puste ściany, podobno dość modne w mugolskich domach. Nie wątpił, że Potter pewnie bardziej orientował się do czego służą, co poniektóre przedmioty niż on sam. Styl mugolski stał się dość modny po wojnie, gdy okazało się, że Harry wychowywał się w rodzinie niemagicznej.

Może gdyby poznano Dudleya, czarodzieje wróciliby do starej dobrej nienawiści.

- Twój kuzyn… - zaczął Draco i urwał sugestywnie. – Ojciec Jasona.

- Dudley – odparł Harry i uśmiechnął się niezręcznie. – Nie spodziewałem się, że nawiążemy kontakt, ale napisał do mnie po tym jak Jason się urodził. Pomogłem mu ukryć magiczne zdolności dziecka. Jason nosił jedno z tych skomplikowanych zaklęć, które tłumiły magię – przyznał. – Ciotka nie przepada za czarodziejami.

- Odniosłem wrażenie, że wpoiła to w syna – stwierdził.

Harry wzruszył ramionami, jakby ten temat nie miał dla niego znaczenia, ale coś nieprzyjemnego pojawiło się w jego wzroku.

- Najwyraźniej punkt siedzenie zmienia punkt widzenia – zauważył ostrożnie Potter. – Dudley… - zaczął i westchnął. – Dudley się stara, ale myśli, że magia odbierze mu dziecko. Gdybym nie był pewien, że kocha Jasona, sytuacja wyglądałaby inaczej, ale on nie może wrócić do Surrey z magicznym dzieckiem. Oni nienawidzą czarodziejów. Ciotka Petunia nie chce widzieć na oczy Jasona. Dziewczyna Dudleya zmarła na powikłania poporodowe. Lekarz twierdził, że to normalna przypadłość i ciotka przyjęła to do wiadomości, dopóki Jason pierwszy raz nie miał epizodu. Dudley się wystraszył, że Petunia skrzywdzi niemowlę i dobrze zrobił kontaktując się ze mną. Nie wychowa jednak dziecka sam i to tam jeszcze, więc nie ma wyboru – przyznał Harry.

- Wydaje się niewdzięcznym sukinsynem – odparł Draco i Potter zaśmiał się krótko.

- Dudley to skomplikowany człowiek – przyznał ostrożnie Harry. – Za parę lat Jason pójdzie do Hogwartu i zaproponowałem Dudleyowi, że Jason stanie się moim spadkobiercą. Członkiem mojego rodu. Wiesz jak to działa – stwierdził głucho.

- Zmiana nazwiska, wpisanie w księgi – wyliczył i machną ręką.

- Dudley nie do końca to pojął. Nie chcę mu zabrać Jasona, ale nie oszukujmy się. Z nazwiskiem Potter będzie mu łatwiej. Nie prześladuje się mugolskich dzieci, ale Dursley nie znaczy nic. Poza tym potrzebuję potomka – przyznał spokojnie Harry. – Na razie Dudley przegryza to na surowo i sądzi, że zabieram mu dziecko. Podałem mu więc sumy, którymi dysponuję i stąd wiedział, że klub należy do mnie. To miała być…

- Sumy niewiele dla niego znaczyły w walucie, której nie znał, ale stadion jest imponujący – odgadł Draco. – Chciałeś mu pokazać, że chcesz oddać fortunę jego dziecku.

- Dokładnie, a on teraz sądzi, że będzie nikim dla Jasona, skoro mam pieniądze i jestem czarodziejem, a Jason może mieszkać ze mną przez cały czas, w odróżnieniu od faktycznego ojca, którym jest Dudley – odparł Harry.

Draco skinął głową, rozumiejąc w czym tkwi problem.

- Nie musisz nic mówić. Wiem, że on w końcu zrozumie, że nie kradnę mu dziecka, ale to trochę zajmie i chyba będę go trzymał z dala od ludzi przez pewien czas zanim wszystkich o wszystkim poinformuje w nerwach – mruknął Harry. – Dudley zawsze oznaczał kłopoty – dodał i westchnął.

- Nie masz kłopotów – odparł Draco spokojnie. – W końcu musiałbyś mi powiedzieć, że jesteś właścicielem naszej drużyny – wyjaśnił. – Lepiej było to zrobić wcześniej i osobiście, ale najwyraźniej jestem wyjątkowo wybaczającą osobą – dodał cierpko i Harry spojrzał na niego tak, jakby zamierzał zadać kłam jego słowom, ale w końcu uderzył w Pottera sens jego słów.

I mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

- Draco Malfoy, wyjątkowo wybaczająca osoba, kto by pomyślał – stwierdził Potter, ewidentnie żartując lekko. – Ale pozwolisz mi się przeprosić, mimo to? Powiedzmy zaproszę cię na kolację? – zaproponował ostrożnie.

- O ile nie aportujesz się spod moich drzwi w nagłym popłochu, gdy nie będziesz wiedział jak się ze mną pożegnać - odparł Draco, stawiając twarde warunki i Harry spojrzał na niego przerażony.

- To było widać? – spytał Potter.

Draco nie pokwapił się nawet odpowiadać.