Dziękuję za komentarze ;)

Ten rozdział był dla mnie wyjątkowo trudny i boję się, że nie zawarłam w nim wszystkiego, co chodziło mi po głowie.. Niemniej jednak, życzę przyjemnego czytania ;)


Rozdział 10 cz. II

- Eee...

- Jak zwykle elokwentny... - syknął blondyn, czując nieznośne pieczenie na alabastrowych policzkach. Co za koszmar!

Zielonooki posłał mu zblazowane spojrzenie i skupił swój wzrok na Syriuszu. Musiał to jakoś wytłumaczyć.

- Um...usłyszałem w nocy krzyk i zrozumiałem, że Draco miał koszmar, więc poszedłem do niego, żeby go obudzić...i już tu zostałem. - wzruszył ramionami. Według niego nie stało się nic wielkiego. Ślizgon był dla niego jak brat, więc spanie w jednym łóżko nie powinno być aż tak zaskakujące. Co prawda, Syriusz nawet nie wiedział, że Harry przyjaźnił się z Malfoyem, ale to już nie było istotne.

Mężczyzna spojrzał na niego z powątpiewaniem i założył ramiona na klatkę piersiową.

- I musiałeś robić to nago? - brunet aż otworzył usta, z zaskoczeniem patrząc na swój nagi tors.

Cholera, to naprawdę musiało dziwnie wyglądać - pomyślał i poczerwieniał lekko.

- Przecież wiesz, że nie lubię spać w piżamie... - burknął, starając się ukryć swoje zażenowanie. Wiedział jednak, że niezbyt mu się to udawało, ponieważ rumieniec na policzkach w ogóle nie chciał współpracować. Syriusz wciąż nie wyglądał na zadowolonego z takiej odpowiedzi, ale nie drążył już i w końcu odpuścił, informując nastolatków, że zaczeka na nich na dole. Gryfon odetchnął głośno, gdy drzwi zamknęły się za Blackiem i opadł ciężko na miękkie posłanie. Spojrzał przepraszająco na przyjaciela, który wydawał się zirytowany i dziwnie zamyślony, jednocześnie.

- To już kolejny członek twojej rodziny, który pomyślał, że jesteśmy parą. - mruknął w końcu i spojrzał na bruneta z zaniepokojeniem. - Czy my... zachowujemy się jakoś... sugestywnie?

Potter aż otworzył szerzej oczy, słysząc to zaskakujące pytanie.

- Eee... raczej nie... - odmruknął. Jego odpowiedź najwidoczniej spodobała się blondynowi, bo ten stał się jakby luźniejszy i przeciągnął się leniwie na szerokim łóżku. Następnie przekręcił się na bok i spojrzał z zainteresowaniem w te jadowicie zielone, oczy.

- Ten mężczyzna to... jakiś twój wujek? - zapytał. Harry uśmiechnął się lekko na to pytanie i ułożył się wygodniej na posłaniu, twarzą w twarz z blondynem.

- Ojciec chrzestny - odpowiedział. Przez chwilę trwała cisza, dopóki nie postanowił jej przerwać, pytając o coś, co zaprzątało jego głowę od samego początku tego dnia.

- Em... skąd wiesz o Tomie? - spytał i zagryzł wargę, czując nieznośne pieczenie na brzoskwiniowych policzkach. Zaklął w myślach. Nienawidził u siebie tej nieśmiałości. Draco zaśmiał się lekko, widząc jego zawstydzenie, które wydawało mu się całkiem... urocze.

- Od jakiegoś miesiąca. To nie takie trudne, gdy uważnie się was obserwowało. Poza tym... jakoś szczególnie się z tym nie kryliście.

- Kryliśmy? - zrobił zaskoczoną minę, a blondyn parsknął śmiechem. Potter był niemożliwy.

- Nie mów, że nie zauważyłeś! Przecież on ślini się na twój widok! - mimowolny uśmiech wypłynął na usta bruneta, a jego oczy aż zabłysły z ekscytacji. Czyli jego podejrzenia nie były bezpodstawne? Naprawdę podobał się temu mężczyźnie? To było... niesamowite. Blondyn aż westchnął, widząc tę zmianę na twarzy przyjaciela. Mimo że czuł lekkie ukłucie bólu, postanowił, że pomoże mu w zdobyciu tego irytującego faceta. Nie lubił go, ale jeśli to właśnie on miał być tym, który mógł uszczęśliwić Harry'ego... był w stanie temu pomóc.

- Chyba powinniśmy zejść na dół. - mruknął, gdy cisza w pokoju stała się przytłaczająca. Harry chyba pogrążył się we własnych marzeniach, bo na jego ustach wciąż można było dostrzec uśmiech, a on sam leżał i patrzył na niego, czując się źle i dobrze jednocześnie.

Brunet wyrwał się z transu i skinął głową, patrząc z roztargnieniem na wnętrze pokoju.

- To ja... pójdę do siebie i się ubiorę... - mruknął.

Draco przewrócił tylko oczyma i odprawił przyjaciela ruchem ręki. Chciał jeszcze chwilę poleniuchować.


Gdy zeszli na dół, Syriusz wraz z Remusem już siedzieli przy stole i czekali na nich. Jego rodzice jak zwykle wybyli, zapewne znów o czymś zapominając. Harry widział skrępowanie blondyna, gdy ten witał się z mężczyznami. Obaj patrzyli na nich, jak na istoty z innej planety i Gryfon miał ochotę coś im za to zrobić, ale powstrzymał się ze względu na przyjaciela. Spodziewał się po nich większego taktu, a przynajmniej po Lupinie, ale najwidoczniej się pomylił.

Zasiedli razem do stołu, patrząc na przygotowane śniadanie, składające się z jajecznicy, tostów oraz różnych konfitur. Nim jednak zabrali się za jedzenie, Black wypalił:

- Jesteście razem?

Potter wytrzeszczył oczy, a blondyn poczerwieniał na twarzy, rzucając przyjacielowi porozumiewawcze spojrzenie. Wiedział, że tak będzie.

- Nie! - zaprzeczył gwałtownie. Nie rozumiał, jak jego chrzestny mógł dojść do takiego wniosku. - Draco jest dla mnie jak brat... - poczochrał jasne kosmyki, zyskując mordercze spojrzenie szarych tęczówek.

- Potter! - syknął - Zabieraj łapy od moich włosów!

Gryfon parsknął śmiechem i spojrzał na niego z rozbawieniem. Ten chłopak go rozbrajał.

Tymczasem Syriusz zmrużył swoje ciemnobrązowe oczy i spojrzał na nich uważnie.

- A od kiedy to jesteście w tak zażyłych stosunkach? - mruknął podejrzliwie.

- A co cię to interesuje? - warknął, denerwując się coraz bardziej. Miał dość głupich insynuacji mężczyzny.

- Hej, spokojnie... - mruknął Lupin, unosząc dłonie w pokojowym geście. Nie chciał kłócić się w takim dniu. I chociaż obecność młodego Malfoya, była również dla niego sporym zaskoczeniem, potrafił przejść z tym do porządku dziennego.

Harry mruknął potakująco, a Syriusz skinął sztywno głową i wszystko wróciło do normy. A przynajmniej połowicznie, bo nie obyło się bez podejrzliwych spojrzeń i delikatnych złośliwości. Mimo wszystko, Gryfon był zadowolony.


Resztę dnia chłopcy spędzili na bieganiu po domu i strojeniu drzewka, które zostało przeniesione przez Pottera seniora i osadzone w salonie. Draco nie chciał o tym mówić, ale tak naprawdę robił to po raz pierwszy w życiu. Podczas świąt spędzanych z rodziną w Malfoy Manor to zawsze skrzaty zajmowały się przygotowywaniem wszystkich dekoracji i strojeniem domu.

Draco musiał tylko dobrze wyglądać, uśmiechać się, udając, że cieszy się ze świąt spędzonych z rodziną i otwierać prezenty.

Jednego razu, gdy miał pięć lat, wygonił skrzaty i zaczął zakładać bombki na pachnące drzewko. Niestety, był wtedy bardzo mały i ledwo sięgał do najniższych gałązek, co spowodowało, że potłukł jedno z trzech najlepszych świecidełek. Dostał wtedy straszną karę, a połowa służby zniknęła. Draco nawet nie chciał wiedzieć, co się z nimi stało. Natomiast teraz mógł przekonać się, co tak naprawdę znaczyło pospolite strojenie choinki. Było o wiele lepiej niż ostatnim razem! Z Harry'm bawił się fantastycznie i chyba nigdy nie śmiał się tak długo, jak podczas tej jakże zwykłej czynności.

Gdy skończyli, pani Potter wygoniła ich na górę, aby się wyszykowali, a sama poszła zajmować się ostatnimi przygotowywaniami do świątecznej kolacji. Syriusz i Remus wrócili jeszcze do siebie po prezenty, choć sądząc po dość długim czasie nieobecności, na pewno zajęci byli jeszcze innymi, intensywnymi czynnościami.

Stojąc przy swoim kufrze, Draco zastanawiał się, czy założenie czarodziejskiej szaty byłoby w dobrym guście. Z jednej strony była to niepodważalnie rodzina czarodziei, ale z drugiej, wszyscy chodzili tu ubrani po mugolsku. Nie chciał się zbłaźnić i wyglądać jak odmieniec, narażając się tym samym na kpiny ze strony ojca Harry'ego oraz jego ojca chrzestnego, który przy śniadaniu dał mu jasno do zrozumienia, że go nie lubił.

Przeczesał chaotycznie swoje zwichrzone blond kosmyki i przerażonym wzrokiem spojrzał na zegarek, który wskazywał, iż pozostała mu tylko godzina na wyszykowanie się. Bał się, że nie zdąży. Ze zrezygnowaniem przeszedł przez drzwi prowadzące do sypialni Harry'ego i stanął jak wryty. Tuż przed lustrem stał brunet, który właśnie był zajęty zapinaniem czarnej koszuli i Draco miał idealny widok na jego odbicie, w którym widział cudowną klatkę piersiową i umięśniony brzuch. Zarumienił się.

- P-przeszkadzam? - wydukał.

Gryfon podniósł wzrok i spojrzał na niego z zaskoczeniem, zapinając ostatni guzik. Czarna koszula leżała na nim idealnie, a w połączeniu z ciemnymi jeansami, które opinały jego zgrabny tyłek, wyglądał fenomenalnie. Zamienił również swoje stare okulary na inne z prostokątnymi oprawkami, które sprawiały, że wyglądał doroślej.

- Coś się stało? - zapytał.

- Um... chciałem zapytać, czy mam się ubrać w szatę, czy może w mugolskie ubranie, ale chyba już wiem. - mruknął. W jego mniemaniu, brunet był wcieleniem ideału i nie mógł przeboleć, że ten nigdy nie będzie jego.

Chłopak zmarszczył brwi i wzruszył ramionami, patrząc na niego uważnie. Natomiast Draco powoli wycofał się z pokoju Harry'ego i zamknął drzwi, jednocześnie opierając się o ścianę w kolorze zieleni. Czuł nieznośne gorąco na policzkach i ciasnotę w bokserkach. Sapnął i poprawił czarny materiał, kierując się w stronę łazienki. Miał do rozwiązania pewien problem.


Gdy zeszli na dół, wszyscy już na nich czekali. Stół został magicznie powiększony i wręcz uginał się pod nadmiarem potraw. Ogromny, pieczony indyk znajdował się na samym środku blatu, otoczony smakowicie wyglądającymi, pieczonymi warzywami. Draco jednak nie zwrócił na to uwagi, zbyt skupiony na nerwowym zagryzaniu wargi. Był zdenerwowany. Przecież ta kolacja była najważniejsza! Musiał się postarać! Nie mógł zwracać uwagi na uszczypliwości ze strony niektórych członków rodziny przyjaciela.

- Hej - Harry stanął tuż przed nim i spojrzał na na niego ciepło. - Spokojnie.

- Um... staram się. - zacisnął dłonie na swojej białej, lnianej koszuli. Założył na siebie również szare rurki, które opinały jego kuszący, arystokratyczny tyłek. Poczuł, jak brunet obejmuje go jednym ramieniem i delikatnie przytula do siebie. Nie chcąc, aby powstały jakieś insynuacje dotyczące ich relacji, odsunął się nieco i wygładził jasny materiał.

- Chodźmy - mruknął i wszedł sztywnym krokiem do środka, czując na sobie oceniające spojrzenia. Z ledwością zmusił się do stania prosto. - Dobry wieczór.

Potter zachichotał na ten widok i raźnym krokiem ruszył za przyjacielem, posyłając swojej rodzinie szerokie uśmiechy.

- Cześć wszystkim! - krzyknął i zasiadł na jednym z wolnych miejsc, przywołując do siebie Malfoya, który od razu zasiadł obok niczym wierny psiak.

Blondyn spojrzał na kobietę, a następnie powiedział:

- Wszystko pachnie wspaniale, proszę pani.

- Oh, mów mi Lily, skarbie. - zaszczebiotała i puściła oczko synowi, który odpowiedział jej tym samym.

- Oczywiście - skinął sztywno głową i uśmiechnął się kącikiem ust. Gdzieś od strony Blacka usłyszał coś na kształt: "lizus", ale wyraz był tak zniekształcony, że trudno mu było ocenić, czy się przypadkiem nie przesłyszał.

Natomiast Remus spojrzał wilkiem na swojego partnera i syknął mu do ucha:

- Albo będziesz się zachowywał albo nici z seksu do końca roku!

Ten spojrzał na niego wzrokiem zbitego psa, ale to najwidoczniej nie zadziałało na wilkołaka, ponieważ ten wciąż patrzył na niego twardo.

- Ale przecież ja nic nie robię... - zaskomlał.

- Nie, jasne! - prychnął - Tylko obrażasz przyjaciela swojego chrześniaka!

- Bo to Malfoy! - syknął i zaraz zadrżał, gdy ujrzał wzrok swojego partnera. Ten patrzył na niego tak lodowato, że brązowooki miał ochotę uciec i zaszyć się w jakimś kącie z podkulonym ogonem.

- Przepraszam. - wydukał, ale Lupin już nie zwracał na niego uwagi, zajęty rozmową z Lily na temat jakiejś sprawy w Ministerstwie. Zmarkotniał.

Harry z zadowoleniem kończył swój świąteczny pudding, spoglądając na swojego przyjaciela, który po pewnym czasie przestał wyglądać, jakby miał kij w tyłku i teraz rozmawiał o czymś z Remim i jego matką, gestykulując przy tym żywiołowo. Na jego alabastrowych policzkach wykwitły delikatne rumieńce, a oczy błyszczały. Gdzieś z boku siedział Syriusz, który z niemrawą miną wpatrywał się w swojego kochanka. Natomiast jego ojca w pomieszczeniu nie było i Harry nie miał w ogóle pojęcia, gdzie mógł się udać. Powoli podniósł się ze swojego krzesła i podszedł do swojego ojca chrzestnego. Z głupim uśmieszkiem usiadł na jego kolanach i zacmokał.

- O co poszło tym razem? - mężczyzna spojrzał na niego chmurnie i bezceremonialnie zrzucił go na podłogę, co zostało skwitowane głośnym krzyknięciem i potarciem bolących pośladków.

- Zwariowałeś?! - syknął. Ten wzruszył ramionami i po raz kolejny zwrócił swój wzrok na ukochanego.

- Pokłóciliśmy się przez Malfoya. - mruknął.

- Hę?

- Remus ma do mnie żal, że nie potrafię go zaakceptować...

- I ma racje. Syriuszu, Draco jest moim przyjacielem, ponieważ jest fantastycznym człowiekiem. I nie, nie śmiej się. On nie jest swoim ojcem, Syri. Musisz to zrozumieć. - po raz kolejny usiadł na kolanach mężczyzny i przytulił się do niego. Nie chciał, by jego rodzina kłóciła się przez niego. Bo przecież to on spowodował to zamieszanie, zapraszając do siebie blondyna.

- Wiem - powiedział w końcu - Ale ta nienawiść nadal gdzieś we mnie siedzi i ciężko mi jest się tego pozbyć.

- Rozumiem - mruknął - Tak samo było ze mną, ale udało mi się przełamać i Draco stał się dla mnie niczym brat.

Przez chwilę siedzieli w ciszy, przyglądając się rozmawiającej trójce, aż w końcu brązowooki westchnął.

- Myślisz, że powinienem z nim porozmawiać?

Brunet skinął głową i zszedł z kolan mężczyzny.

- Tak. Idź.


Czas rozdawania prezentów okazał się najbardziej przyjemny i to nie tylko dla Syriusza i Remusa, którzy już pogodzeni, całowali się pod gałązką jemioły. Dla Draco również była to najprzyjemniejsza część tej kolacji, ponieważ ku swojemu zaskoczeniu, otrzymał nie jeden, a aż trzy prezenty. Pierwszy - zestaw mugolskich ubrań, w których podobno wyglądał fantastycznie, otrzymał od Harry'ego. Oczywiście po raz kolejny jego reakcje okazały się zdradzieckie i nie potrafił powstrzymać rumieńców wypływających na policzki.

Drugi - unikatowe książki o numerologii, dostał od pani Potter i jej męża, choć ten nie wydawał się być zbyt chętny podczas wręczania go.

Trzeci otrzymał od Remusa. A raczej otrzymali, bo były to dwie magiczne bransoletki przyjaźni, które informowały o zagrożeniu oraz pozwalały na wymianę krótkich wiadomości między sobą.

Malfoy był zachwycony i mógł szczerze przyznać, że były to jego najpiękniejsze święta. Wiedział już, ze nigdy ich nie zapomni.


- To ma być dom? - zapytał sceptycznie, patrząc na drewniane, wysokie ,,coś".

- Yhym - brunet stanął koło niego i uśmiechnął się szeroko. Draco westchnął. Gdy z samego rana dowiedział się, że drugi dzień świąt Potterowie zawsze spędzają u Weasley'ów, myślał, że padnie na zawał. Wszystko mógł znieść. Naprawdę. Ale na pewno nie domu pełnego rudzielców. Aż się wzdrygnął na tę myśl. Nienawidził rudego. Nienawidził piegów. Nienawidził Weasley'ów. I był pewien, że oni odwzajemniają jego uczucia w stu procentach.

Mógł się założyć, że gdy tylko tam wejdzie, wybuchnie dzika wojna. Albo świnie zaczną latać.

Poza tym obawiał się bliźniaków. Wciąż pamiętał piątą klasę i cukierki, które mu podrzucili. Wymiotował po nich zupełnie jak ten rudy kot Granger. Obrzydliwe.

- Musimy? - mruknął i zatrzepotał rzęsami, patrząc błagalnie na przyjaciela. Ten chwycił go za dłoń i pociągnął za sobą.

- Tak. - odpowiedział twardo. Jego rodzice już dawno byli w środku, a on musiał użerać się z tym arystokratycznym bałwanem.

Malfoy westchnął i spuścił głowę niczym zbity psiak.

- Oni mnie tam zlinczują...

- Nie marudź!

Gdy dotarli do wejścia, Gryfon od razu zapukał w mocne drewno i gwiżdżąc cicho pod nosem czekał. Drzwi otworzył im wysoki mężczyzna o lekko przydługich włosach i szerokiej klatce piersiowej. Draco otworzył szerzej oczy. Nieznajomy był zdecydowanie rudy i z pewnością należał do tej stukniętej, wielodzietnej rodziny, ale był przystojny. Miał pociągłą twarz z delikatnym zarostem, wesołe, brązowe oczy i prosty nos. A usta... oh, ta uwydatniona dolna warga musiała być wręcz stworzona do całowania. I nie miał piegów!

- Draco! - blondyn spojrzał ze zdezorientowaniem na bruneta, który najwidoczniej od kilku minut starał się coś do niego powiedzieć, a on... był zajęty kontemplacją tego mężczyzny. Zarumienił się.

- Przepraszam. Odpłynąłem. - szepnął.

- Doprawdy... - drgnął, słysząc ten głęboki, męski głos. O, Merlinie...

Nieznajomy złapał jego dłoń w swoją, przez co ta wydawała się tak mała, jak u dziecka.

- Charlie Weasley. - przedstawił się i posłał mu zniewalający uśmiech.

- D-draco M-malfoy. - wydukał. Merlinie, co się z nim działo? Czyżby jakikolwiek Weasley mógł tak na niego działać?

- Wejdźcie. - rudowłosy zrobił przejście i wpuścił ich do środka, wciąż nie odwracając wzroku od blondyna.

Tymczasem na twarzy bruneta pojawił się cwany uśmieszek. Draco wpadł i on dobrze to widział.


Ginny Weasley była podekscytowana. Już prawie zapomniała o tym nieprzyjemnym incydencie w Wielkiej Sali i teraz, zakładając na siebie jedną ze swoich najlepszych sukienek, ciągle myślała o przystojnym brunecie. W wyobraźni widziała siebie w przyszłości w pięknej, białej sukni i jego w czarnej szacie. Razem. Ślubujących sobie wierność i wieczną miłość. Dlatego schodząc po schodach, nie wiedziała jeszcze, jak jej dziecinne marzenia są dalekie od realizacji.


- Co on tutaj robi?! - ogłuszający wrzask rozdarł ciszę, która zapanowała, gdy cała rodzina Weasley'ów ujrzała w swoim domu jednego z Malfoyów. Wszyscy z jeszcze większym zaskoczeniem spojrzeli na rudowłosą piętnastolatkę, która stała przy schodach i sztyletowała wzrokiem jasnowłosego chłopaka.

Harry westchnął niczym męczennik i podszedł do dziewczyny.

- Ginny, uspokój się. - mruknął i położył dłonie na jej ramionach, ale ta strząsnęła je i odsunęła się od niego.

- Nie dotykaj mnie ty... ty pedale! - syknęła i wbiegła na górę.

Zapanowała cisza.

Harry powoli odwrócił się w stronę oniemiałych domowników, swoich rodziców oraz Draco. Nie planował tego. Chciał zrobić to w zupełnie inny sposób. Chciał by byli przy nim Remus i Syriusz. Nie udało się.

- Jestem gejem.


Draco siedział na jakimś kawałku drewna, znajdującym się za domem Weasley'ów. Był już wieczór i było naprawdę zimno, ale musiał chwilę odpocząć od zgiełku jaki panował w środku. Ku jego zaskoczeniu, Weasley'owie okazali się całkiem normalną rodzinę o ile można nazwać tak niezliczoną ilość rudzielców mieszkających w małym, nieforemnym domu. Zaskoczeniem była również dla niego ich reakcja. Przyjęli go całkiem ciepło, a w szczególności Charlie...

Merlinie, ten mężczyzna ciągle chodził mu po głowie.

Zamknął oczy i zadrżał, czując przeraźliwy chłód. Ubrany jedynie w czarną, cienką szatę, czuł każdy podmuch wiatru. Nagle poczuł jakieś dziwne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Sapnął i spojrzał za siebie. Ujrzał tam najstarszego z rodzeństwa, stojącego z różdżką w ręku.

- Zaklęcie rozgrzewające - mruknął mężczyzna i schowawszy różdżkę, usiadł obok niego - Nie powinieneś tutaj siedzieć. Zamarzniesz.

- Um...dziękuję. Już mi cieplej. - mruknął. Charlie strasznie go peszył!

- Więc... - zaczął po chwili, rudowłosy - ...ty i Harry jesteście tylko przyjaciółmi?

- T-tak... - potarł dłońmi swoje czerwone policzki. - ...zawsze wszyscy biorą nas za parę, ale my się tylko przyjaźnimy...

- To dobrze.

- Hę?

Mężczyzna spojrzał na niego błyszczącymi oczyma.

- Bardzo dobrze, Draco.


Dwa dni później, Harry i Draco skradali się cicho po domu, kierując się w stronę gabinetu pani Potter. Mimo ostatnich wydarzeń, brunet wciąż pamiętał o obietnicy, jaką złożył nauczycielowi. Musiał zdobyć papiery związane ze swoim dziedzictwem i to nie tylko dla niego, ale też dla siebie. Musiał wreszcie wyjaśnić tę sprawę, bo nie dawała mu spokoju. Spojrzał kątem oka na swojego przyjaciela, który z samego rana otrzymał list od Charliego. Blondyn był tak zaskoczony, że przez pierwsze dziesięć minut siedział jak w transie i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w śnieżnobiałą kopertę. Harry był tym zachwycony. Pragnął, aby jego przyjaciel znalazł szczęście, a był niemal pewien, że u boku przystojnego mężczyzny, na pewno mu się to uda.

Niestety, wciąż pamiętał tę nieszczęsną rozmowę z rodzicami, którym musiał wyjaśniać, że on i Draco nie są parą. Jego ojciec chyba nie był zachwycony orientacją Gryfona, ale w końcu to przełknął. Harry cieszył się, że obyło się bez większych problemów.

Weszli po cichu na samą górę, korzystając z nieobecności kobiety. Brunet machnął dłonią, a zamek zgrzytnął i drzwi uchyliły się lekko. Chłopcy weszli niepewnie do środka, mając nadzieję, że jednocześnie nie uruchomili jakiegoś alarmu. Rudowłosa chroniła swój gabinet, jak mało co i Harry był w nim po raz pierwszy. Nie rozglądał się jednak, skupiając swą uwagę na mahoniowym biurku. Czuł, że to właśnie tam znajdowała się odpowiedź. Podeszli bliżej, a Gryfon po raz kolejny machnął dłonią i jedna z szuflad wysunęła się. Kolejne machnięcie i w jego dłoni znalazła się biała teczka z jego inicjałami.

- Nie sądzisz, że to wszystko poszło jakoś za łatwo? - usłyszał z boku, ale nie zwrócił na to uwagi. Czuł się jak w transie, Wreszcie mógł poznać odpowiedź na tyle dręczących go pytań. Otworzył ją powoli i zajrzał do środka. Zamarł. Teczka była pusta.


Odkreśliłam kolejne części tekstu, ponieważ coś mi się popsuło, a chciałam by wszystko było jasne i klarowne ;)