Rozdział 11
Przez całą noc przewracał się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Ron nie miał takiego problemu. Właściwie to nigdy go nie miał. Obojętnie jak bardzo był zdenerwowany, rozkojarzony, zaszokowany, zasypiał jak tylko jego głowa dotknęła poduszki. Mimo chrapania, do którego się przez lata przyzwyczaił, czuł się samotnie. Łóżko było zarazem zbyt wielkie i zbyt małe, a przede wszystkim zbyt zimne i puste. A miarowe chrapanie nie było tym samym, co miarowy oddech. Nie potrafiło tego zastąpić mimo większej intensywności. W końcu o piątej rano udało mu się zasnąć na jakieś dwie godzinki. Nie wiedział dokładnie, kiedy zasnął. Nieco po szóstej obudził się i wiedział, że już nie zaśnie. Wstał i udał się pod prysznic. Nie starał się być cicho. Wiedział, że w wakacje nic nie wypędzi przyjaciela o takiej godzinie. A nawet, jeśli by się obudził to wystarczy powiedzieć mu, żeby się nie przejmował i zignorowałby nawet orkiestrę dętą grającą przy jego łóżku. Próbowali. Z chłopakami zrobili pewnej soboty eksperyment. Poprosili Zgredka oby przyniósł z kuchni kilka garnków, patelni, łyżek i pokrywek.
- Tratatataaata! Ta ta! Ta taaa! Trututu tutu tutuuu! - Wyli maszerując wokół jego łóżka tupiąc i grając na garnkach. Neville z radością używał dwóch blaszanych pokryw niczym talerzy perkusyjnych.
- NIEEE. PRZEEEJMUUUJ! SIEEE! - Zawył Harry przekrzykując hałas, gdy chłopak przewrócił się na drugi bok - NIIC SIĘ. NIEE! DZIEEEJEEE! - Dokończył. Zbierali się inni gryfonie opieprzając ich i wyzywając od najgorszych.
- CISZA! CO TU SZIĘ DZIEJE! - Wparował z krzykiem prefekt naczelny i huknął z różdżki.
- Niż takiego, budzimy Rona. - odparł spokojnie Neville. Prefekt spojrzał wtedy na spokojnie śpiącego chłopaka i załamał ręce. Od tamtego doświadczenia, nikt już nie martwił się czy go obudzi hałasując w pokoju. I przeważnie to Harry'emu przypadało zadanie budzenia przyjaciela na lekcje. Zabrał rzeczy do łazienki, plącząc się nieprzytomnie po pokoju. Ruszał się jak mucha w smole. Wszedł pod prysznic, mając nadzieję, że doprowadzi go on do stanu używalności.
*.*.*
W kuchni, Molly Weasley, szykowała śniadanie. Właśnie wpadły do kuchni bliźniacy, dziewczyny i Lupin. Snape od jakiegoś czasu siedział w kącie i smętnie sączył z kubka kawę. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Tylko Remus przyjrzał mu się badawczo i pokręcił z kpiącym uśmieszkiem głową. Fred drażnił się z siostrą, a George starał się namówić Hermionę by pomogła im w jakiś niezwykle ważnym eksperymencie lub chociażby udostępniła pukiel włosów do celów naukowych. Dziewczyna poczuła się śmiertelnie urażona, tym, że ma być bazą do eksperymentów. Pani Weasley czule uśmiechnęła się patrząc na tą zgraję i wróciła do robienia śniadania. Rozległ się mrożący krew w żyłach wrzask, a kawa rozlała się po blacie. Snape upadł na ziemię jęcząc i zaciskając zęby z bólu.
- To na pewno Sami-Wiecie-Kto! - Krzyknęła przerażona kobieta i ona odciągnęła Ginny w kąt kuchni. Na piętrze rozległ się huk. Kobieta zaczęła panikować.
- Uspokój się! - Wrzasnął do niej Lupin i podbiegł do wijącego się na ziemi Severusa. Dusił się. No może nie tylko, ale między innymi. Całe jego ciało płonęło z bólu, który przeszywał każdą jego komórkę. Remus w połowie rozpiął już mu koszulę. Znów rozległ się rumor. Fred wybiegł z kuchni do źródła hałasu. Już po sekundzie do kuchni wpadł Harry tylko w ręczniku i ociekający wodą. Podbiegł do towarzysza. Zerwał z jego ramion rozpiętą koszulę i przyciągnął do siebie. Mężczyzna łkał cicho.
- Już dobrze… już jestem. Nic ci nie będzie… - szeptał i głaskał po głowie Severusa, który na wpół leżał opierając policzek na jego piersi.
- Harry! Krwawisz! - Krzyknęła, Ginny, która otrząsnęła się, jako pierwsza w szoku i patrzyła na krwawe ślady stóp na podłodze kuchni i spływającej z kilku miejsc z nóg chłopaka.
- To nic takiego, poślizgnąłem się. Ze dwa razy… - Mruknął przyciągając bliżej profesora i głaszcząc uspakajająco po plecach. Gdy tylko podciągnął go nieco wyżej, owinął ręce wokół szyi chłopaka i ukrył twarz w jego szyli. Po policzkach wciąż spływały mu łzy. Harry odwrócił nieco głowę i zaczął czule całować długą, bladą szyję i bark mężczyzny.
- Och! - Sapnęła oburzona kobieta. Wszyscy inny wpatrywali się w tą scenę oniemiali. Jajecznica zaczęła porządnie się przypalać i roztrzęsiona kobieta wrzuciła patelnię do zlewu.
*.*.*
Ginny zignorowała oburzenie swojej matki. Nie mogła oderwać spojrzenia od mężczyzn siedzących na podłodze. Cała ta scena była niesamowita. Jej ukochany siedział w samym ręczniku, a woda spływała po jego ciele. Chudym, jednak nie aż tak niedożywionym i słabym jak zawsze. Na podłodze tworzyła się mała różowa kałuża. Trzymał w ramionach Zimnego Mistrza Eliksirów O Niezmiennym Wyrazie Twarzy bez jego zwykłej maski. Kruchego, łkającego w obejmujących go ramionach i przytulającego się do ciepłego, mokrego ciała. Patrzyła jak Harry czule głaszcze go po włosach i szepcze ciepło uspakajające słowa. Jak całuje bladą szyję i barki drżące od tłumionego płaczu. Scena tak strasznie erotyczna jednak równocześnie nie mająca nic wspólnego z seksem. Intymna. Zaspakajali jedynie potrzebę bliskości, obecności, drugiej osoby i ciepła, którego, mimo obecnego tu przed chwilą potwornego bólu, było bardzo dużo. Było w każdym spojrzeniu gryfona, pocałunku, czy nawet oddechu. W każdym ruchu i wyczuwało się to każdą komórką ciała. Niczym ciepła bryza płynąca z ich strony i owiewająca całe pomieszczenie. Rozległ się huk i syk wrzuconej do zlewu patelni, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi. Fred stał oparty o framugę i delikatnie się uśmiechał. Harry objął Snape'a i podniósł z ziemi. Posadził go na krześle nie odsuwając się ani o milimetr. Mężczyzna wciąż drżał i pojękiwał cicho. Łapał z trudem powietrze. Wyglądało na to, że ból zmalał jednak wciąż nie odszedł.
- Nie zostawię cię. Obojętnie, co zrobisz. Obojętnie ile razy zamkniesz przede mną drzwi. - Ledwie dosłyszała szept Pottera. - Jesteś mój. Tylko mój…. A ja należę do ciebie. -Szeptał chłopak przyciągając do siebie mocniej mężczyznę. Ginny zrobiło się gorąco, gdy patrzyła jak Harry ściąga szybkim ruchem pasek i rzuca go pod stół.
*.*.*
Szybko pozbył się przeszkadzającego mu paska, którego metalowa sprzączka nieprzyjemnie chłodziła jego skórę.
- Połączyliśmy moc, złączyliśmy ciała, leczę twoją duszę… - Wciąż szeptał i głaskał wciąż drżące plecy. -… I pragnę twojej duszy. - Dokończył, a drżenie wzmogło się, a ręce na jego szyi zacisnęły się mocniej. Chwycił uda Severusa i ten posłusznie oplótł nimi jego biodra. Przesunął nieco głowę i sięgnął do poranionych ust. Pocałunek trwał tylko chwilę i znów mężczyzna ukrył mokrą od łez twarz w ramieniu chłopaka. Harry wstał nie przejmując się, że ręcznik się poluzował, wstał z mężczyzną w ramionach. W progu kuchni stanął Ron.
- O kurna… Chyba się jeszcze nie obudziłem. – Jęknął mając minę jakby zobaczył zgraję pająków. Potter zaś nie przejmując się tym, co się dookoła dzieje ruszył do drzwi.
- Harry. - Zatrzymał go Fred. - Mam przy sobie ten żel. Chcesz go teraz? - Zapytał z zadziornym uśmiechem.
- Nie będzie potrzebny. - Odparł i uśmiechnął się. - Zamierzam po prostu skończyć się myć.
- T-ty… zamierzasz iść pod prysznic? Ze Snape'em? - Wyjąkał zaskoczony Ron.
- Coś ty! Nie w tym stanie! Za to ciepła kąpiel powinna nam dobrze zrobić. – Odparł i wyszedł z kuchni, gdzie bliźniacy otwarcie śmiali się z miny Rona i Hermiony. Wszedł na piętro. Severus zaczął spokojniej oddychać. Wszedł do łazienki, którą dzielił z przyjacielem. Posadził towarzysza na ubikacji. Zamknął wodę pod prysznicem i zaczął napuszczać wodę do wanny. Ręcznik ześlizgnął się z jego bioder. Snape siedział z zamkniętymi oczami, oparty o ścianę. Harry wrócił do niego i rozebrał. Woda nalała się do końca, więc zakręcił kurek. Ostrożnie przeniósł profesora i ostrożnie włożył do ciepłej wody. Szybko ulokował się za mężczyzną, który z westchnieniem obrócił się na bok i oparł o pierś chłopaka. Gryfon nabrał w palce nieco płynu do kąpieli i zaczął masować napięte mięśnie Severusa, zaczynając od pleców.
- Zadowolony, Potter?
- Cieszę się, że jesteś ze mną, jednak martwi mnie ten atak. Czemu nie powiedziałeś, że się gorzej czujesz? Mogłem chociażby zejść wcześniej na śniadanie.
- Nie czułem się gorzej. Atak nadszedł nagle.
- Dlaczego?
- A skąd mam wiedzieć! To ty tutaj jesteś od intuicyjnych poglądów na temat więzi! - Prychnął Snape, a Harry mimowolnie się uśmiechnął. Nic nie odpowiedział, tylko zaczął go głaskać po włosach.
- Czemu woda jest różowa? - Spytał nagle Mistrz Eliksirów, wyrywając chłopaka z zamyślenia.
- Co?
- Woda. Jest różowa.
- Ach, możliwe. Wybiegłem spod prysznica, gdy tylko poczułem, że się źle czujesz. Kilka razy się poślizgnąłem i zleciałem ze schodów. Przeciąłem sobie gdzieś nogę. - Odparł wzruszając ramionami.
- I ty, głupcze, wlazłeś do gorącej wody? - Warknął przez zaciśnięte zęby.
- Widzę, że czujesz się już lepiej. - Odpowiedział delikatnie przesuwając palcami po policzku, siedzącego już mężczyzny.
- Pokaż.
- Co takiego?
- Zranienie idioto!
- Nie mam pojęcia, gdzie się przeciąłem. - Powiedział spokojnie. Snape warknął ze złości.
- Usiądź na wannie. - Rozkazał. Harry podciągnął się wyżej i usiadł w miejscu gdzie przed chwilą trzymał głowę. Z zaciekawieniem czekał na rozwój wypadków.
*.*.*
Severus zaczął się uważnie przyglądać ciału chłopaka. Ciepła woda sprawiła, że szybciej zaczęły pojawiać się siniaki, których dorobił się przy upadku. Przybliżył się i przesunął dłońmi po obu stronach prawego uda chłopaka. Od pachwiny aż po kolano. Cała jego lewa dłoń była pokryta krwią. Złączył rozchylone nogi i przesunął w prawą stronę. Przybliżył się i spojrzał na rozcięcie. Przebiegało ono przez prawie całą długość uda i było całkiem głębokie. Zdziwił się, że chłopak nawet nie drgnął i nie wydał z siebie żadnego odgłosu, gdy przesuwał po przecięciu dłonią. Różowe strumyczki spływały po jędrnym młodym ciele. Jak zahipnotyzowany przybliżył się. Jedną ręką oparł się o nogi chłopaka, a drugą położył na jego biodrze zostawiając krwawy ślad i pochylił się nad raną. Delikatnie przejechał po niej językiem. Następnie zrobił to znowu. Poczuł zręczne palce Harry'ego w swoich włosach. Już dawno zrezygnował z nadziei, że uda mu się wyplenić ten odruch z bachora. Zresztą nawet nie próbował. Gdy to robił, dzieciak miał coś takiego w spojrzeniu, że wiedział, że nie przestanie. Bachor zbyt to uwielbiał. Zresztą nie było to nieprzyjemne. A jakby było, to przecież, by się nie przyznał, że to uwielbia, prawda?
Zaczął składać drobne pocałunki podążając przetartą już ścieżką. Spojrzał znów na udo chłopaka i zamarł. Teraz przez udo przechodziła cieniutka, czerwona kreska, niczym drapniecie kota. Zagojona i bez śladu krwi. Zaskoczony przesunął po niej palcem. Harry westchnął. Odsunął się od niego i położył jego kostkę na swoim barku. Przesunął dłońmi tak jak po udzie. Czysto. Spojrzał na spód stopy. Kolejne rozcięcie. Płytkie jednak na podbiciu stopy. Zadrżał, gdy przypomniał sobie jak chłopak niósł go na rękach. Cały czas jak szedł, szedł pewnie, nie kulejąc. Z przymkniętymi powiekami przywarł ustami do skaleczenia. Zaleczył je i zaczął masować to miejsce kciukami. Polizał duży palec u nogi chłopaka i wziął go do ust. Usłyszał cichy jęk i to przywróciło mu częściowo świadomość. Zawstydzony odłożył nogę chłopaka do wody. Przysunął się znów do niego i sprawdził drugą nogę. Nie miała żadnych zranień. Starał się nie patrzeć na półtwardego członka chłopaka, pokryty gęsią skórką tors i sterczące sutki.
- Odwróć się tyłem i usiądź na piętach. - Zalecił odsuwając się na drugi koniec wanny. Gdy chłopak wykonywał polecenie dostrzegł u dołu jego pleców kolejną czerwoną pręgę.
- Nie siadaj jednak na piętach. Uklęknij. - Powstrzymał go. Potter posłuchał go i oparł się łokciami o brzeg wanny, przez co się nieco w jego kierunku wypiął.
- Rozsuń nogi. - Powiedział nieco zachrypnięty obserwując wszystko ze swojego miejsca. Gryfon rozsunął powoli uda, na tyle, ile pozwalała mu szerokość wanny. Przełknął zdenerwowany ślinę. Zdenerwowany i już całkowicie twardy. Powoli ukląkł między rozchylonymi nogami. Chwycił go za biodra i polizał ranę. Po chwili oparł się o pośladki chłopaka, jedną rękę przesunął na jego brzuch i zaczął nieprzerwanie lizać i całować pręgę rozkoszując się smakiem skóry chłopaka i jego pomrukami, które nagle zamieniły się w ciche jęki. Nie wiedzieć kiedy jego biodra zaczęły się poruszać i ocierał się erekcją między pośladkami Pottera. Pręga na plecach już była wyleczona. Jednak on wciąż nie mógł przestać się poruszać czując przyjemność, rozchodzącą się niczym prąd po jego ciele, i ogień w lędźwiach. Położył się na chłopaku i zaplótł ręce na jego brzuchu.
- Przerwij to… Harry. - Poprosił jęcząc, załamany utratą kontroli.
- Nie zamierzam… Szybciej, Severusie! Nie powstrzymuj się… - Zachęcał oddychając ciężko. - Proszę… chcę poczuć twój orgazm na pośladkach. Chcę poczuć jak ciepłe krople spermy uderzają o moją skórę i powoli po niej spływają… Ach… Chcę czuć zapach twojego spełnienia w powietrzu… Sev… - Jęczał Harry. Severus czuł, że zaraz nie wytrzyma. Słowa chłopaka sprawiły, że niemal załkał z rozpaczy i przyspieszył ruchy. Odchylił się i doszedł z krzykiem między pośladkami Pottera. Ciało pod nim zadrżało i chłopak również doszedł. Puścił go. Całe ręce miał w spermie chłopaka.
*.*.*
Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Rowek między pośladkami, palił go. Przyciągnął do siebie Severusa, który przypatrywał się swoim ubrudzonym spermą rękom. Przycisnął go do swojej piersi, odwrócił w swoim kierunku jego głowę i czule pocałował w usta. Mężczyzna oddał pocałunek. Mokrą ręką starł ślad krwi z jego brody.
- Woda już ostygła. Czas wyjść. Chyba, że chcesz jeszcze posiedzieć, to doleję ciepłej wody. - Zaproponował jednak Snape bez słowa wyszedł z wanny. Poszedł w ślad za nim. By nie tracić czasu sięgnął po różdżkę leżącą na zlewie i rzucił na ich obu zaklęcie suszące i porwał Severusa w ramiona.
- Co ty znowu wyprawiasz?
- Nie spałem całą noc. Brakowało mi ciebie.
- A co ma piernik do wiatraka?
- Bardzo dużo! Idziemy spać! - Odparł szczerząc się szeroko. Położył Snape'a w swoim łóżku, ułożył się obok i przyciągnął do siebie mężczyznę. Nim ten zdążył rzucić jakąś obraźliwą uwagę, zasnął.
*.*.*
Nie zasnął. Nie czuł się zmęczony. Patrzył na spokojną twarz mężczyzny. Jedną ręką obejmował go, trzymając dłoń na pośladku, a drugą bawił się kosmykami czarnych włosów. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Harry…? - Dosłyszał niepewny głos Hermiony.
- Wejdź. - Odpowiedział na tyle głośno by dziewczyna usłyszała. Przyjaciółka weszła do pokoju i zatrzymała się zobaczywszy śpiącego Snape'a wtulonego w jego pierś. - Spokojnie. Śpi. Chciałaś porozmawiać o tym co się stało rano? - Dopytywał.
- Tak. Ja… Chyba dopiero wtedy dotarło do mnie co wtedy powiedziałeś…
- Nie musisz tego akceptować. Zrozumiem. Jednak nie akceptując tego, nie akceptujesz mnie. Jeśli będziesz potrzebowała czasu to nie ma sprawy. Zrozumiem.
- Nie zamierzam was rozdzielać, czy też zachęcać cię do przerwania tego… Nie po tym co zobaczyłam rano…. T-To… było…. Niesamowite. Nie zamierzam oddzielać cię od kogoś po tym jak widziałam jak go traktujesz. Tyle ciepła, troski… czułości..
- Ehm… wystarczy. Zrozumiałem, wystarczyło powiedzieć, że to akceptujesz… - przerwał jej oblewając się rumieńcem.
- Ja… Poprosiłam rodziców by znalezione książki o Chi i czakrach, i przesłali do ciebie, do Hogwartu. Czy mogę ci jakoś pomóc, poszukać jakiś informacji o więzi?
- Jeśli chcesz. Chociaż wątpię by to pomogło. Z tego co czytałem nikt nie chciał zdradzać szczegółów żadnemu z zainteresowanych pisarzy. Bardziej chodziły plotki lub podejrzenia. Poza tym, właściwości zależą od pary. Podobno to my, a w szczególności ja, decydujemy jak głęboka i silna będzie więź. Pewnie to zależy też od relacji między osobami.
- Hm… To faktycznie niewiele mogę ci pomóc… - spuściła smutno głowę.
- Co się działo po naszym wyjściu z kuchni?
- Och to zależy. To co się działo między tobą a profesorem… To było piękne. Właściwie wszyscy patrzyli na to jak urzeczeni. Wiem, że nie powinniśmy, ale nie mogliśmy oderwać od tego wzroku… Jedynie Pani Weasley była wzburzona. Była przekonana, że to Voldemort. Że usunąłeś tylko tatuaż, a nie magię i on go teraz torturuje, jest blisko, albo próbuje przejąć nad nim kontrolę… Trudno powiedzieć co sobie myślała. A Ron dochodzi do siebie. Zjadł nawet kilka porcji przypalonej jajecznicy, bo jego mamie nie udało się już żadnej nie spalić, była tak wściekła. Coś gadała, że to niewłaściwe, dajecie zły przykład, obrzydliwe i inne takie. Nie wiem, właściwie nikt jej nie słuchał.
- Eh… Czyli reakcje podobne do McGonagall. Nie wiem czemu ona tak reaguje… Była na mnie wściekła i nie chciała rozmawiać ze mną ani nawet spojrzeć, aż do wyników sumów. Chociaż tak jak widzi mnie przy Severusie to jej aura robi się ciemnoczerwona i zaczyna drżeć. - Odparł smutno, patrząc na wspomnianego mężczyznę.
- Może oprócz złości czuje zazdrość? To by wyjaśniało takie zachowanie.
- Nie ma mowy... - Warknął przez zaciśnięte zęby, władczo przyciągając do siebie Snape'a.
- Spokojnie, to tylko jedna z opcji. Poza tym może być zła właśnie przez to, że WIE, że NIE MOŻE już go mieć. Lub martwi się, że nie będziesz potrafił zaopiekować się nim odpowiednio, ani obronić. - Po tych słowach dziewczyny, nieco się uspokoił. Rozluźnił nieco uścisk ramion i pocałował czule profesora w czoło.
- Po obiedzie wracamy do zamku.
- Spotkamy się więc na Pokątnej?
- Raczej nie…
- Dlaczego?
- Ze względów bezpieczeństwa zrobię zakupy w innym terminie. Będziesz chodzić na historie magii?
- Tak, czemu pytasz?
- Z nudów mam napisane połowę eseju. Chcesz?
- Harry! Nie martw się, poradzę sobie! Zresztą uniknę dzięki temu części sprzątania piwnicy. – Mrugnęła do niego porozumiewawczo i wyszła.
*.*.*
Ron nie przyszedł ani razu do pokoju. Snape obudził się godzinę przed obiadem. Harry przywitał go namiętnym pocałunkiem i przyniósł mu z łazienki ubrania. Mężczyzna stwierdził, że przed posiłkiem chce trochę poczytać i zniknął w burym korytarzu. Harry poszedł pogadać z bliźniakami. Zabrał torbę z masą próbek i gadżetów. A do jednej małej kieszonki ukrył małą tubkę z żelem na erekcję. Obejrzał i spakował także imponujący katalog. Musiał przyznać, że do tej pory nie dostrzegał jaką ilość dowcipów wynaleźli. Podsunęli mu jeszcze kilka egzemplarzy, by podsunął do pokoi wspólnych innych domów. W czasie obiadu Ron już był bardziej sobą i udawał, że nic się nie stało i o niczym nie wie, zaś jego mama chodziła naburmuszona. Nim przenieśli się z powrotem do zamku, zostali ciepło pożegnani. Bliźniacy, Ginny, Remus i Hermiona uściskali także Snape'a, czym niemal doprowadzili do zawału i jego i Ronalda. Reszta dnia upłynęła wedle starego schematu, aż w końcu zasnęli razem w łóżku Severusa.
