Rozdział 11

Od tamtego dnia na polu treningowym między chłopcami dobrze się układało. Jednak, kiedy Sasuke ukończył dwadzieścia lat i już od roku był w oddziałach anbu, a Naruto skończył szesnaście i z błogosławieństwem Tsunade mógł stracić swoją niewinność, między nimi znów zaczęło się psuć. Naruto co rusz znikał w lesie i nikt nie mógł go wytropić, choć Sasuke bardzo się starał. Szesnastolatek stawał się coraz bardziej zamknięty w sobie i zamyślony. Czasami reagował dopiero za trzecim razem, gdy go wołano, a kiedy już wracał do rzeczywistości odpowiadał półsłówkami. Nikt nie wiedział, co się z nim działo. Sasuke zaczynał mieć niemiłe podejrzenia, że być może chłopak już go nie kochał i znalazł sobie w wiosce kogoś innego. Nie mógł na to pozwolić.

Zakochał się tylko raz — w Naruto — i nie sądził, że potrafiłby pokochać kogoś innego. Nie mógł więc pozwolić, by od niego odszedł. Czy jednak mógł go więzić w takim związku? Na skutek tego wszystkiego Uchiha stawał się coraz bardziej nerwowy i nieuważny podczas misji, aż doszło do tego, że przez swoje roztargnienie nieomal zaprzepaścił całą misję. Wtedy to właśnie jego przełożony kazał mu wracać do domu i zająć się swoim życiem, bo do niczego się nie nadaje w stanie, w jakim się znajduje. Właśnie, dlatego był w „domu". Swoje kroki od razu skierował do „Sake" a tam się dowiedział, że Naruto nie było od trzech dni i nikt nie wie, gdzie zniknął. Na pytania czy się nie martwią odpowiadali, że w ostatnim czasie chłopak często wymykał się na kilka dni, ale po pewnym czasie zawsze wracał.

Sasuke, zirytowany takim stosunkiem do jego ukochanego, ruszył do wioski w celu wypytania mieszkańców, czy nikt nie widział blondyna o niebieskich oczach i z bliznami na policzkach, jednak i tam nie uzyskał satysfakcjonujących go odpowiedzi. Nikt go nie widział, a ludzie zachowywali tak, jakby jednocześnie brzydzili się Naruto i się go bali. Sasuke nie rozumiał takiego zachowania, ale dzięki temu przynajmniej miał pewność, że w najbliższej okolicy nie ma nikogo, w kim mógł się zakochać jego kochanek. Jednak biorąc pod uwagę, że Uzumaki znikał na kilka dni mogło być tak, że ten ktoś mieszka w dalszej okolicy, więc powinien być czujny. Pluł w sobie w brodę, że ostatnimi miesiącami prawie nie bywał w wiosce, tylko na misjach a kiedy już wracał, bardzo rzadko spotykał Naruto. Mijali się po drodze. Może gdyby nie był tak zajęty, to zauważyłby dziwne zachowanie chłopaka. Musiał jednak zostawić te wyrzuty na później, teraz musiał się skupić na jak najszybszym odnalezieniu go.

OoO

Poszukiwania Sasuke trwały już tydzień, a wciąż nie natknął się na żaden ślad Naruto. Nawet w „Sake" zaczęli się martwić, ich ulubiony podopieczny nigdy nie znikał na tak długi czas. Czasami na kilka dni, nigdy jednak nie przekroczył tygodnia, a teraz minęło już prawie dwa i nadal nie mieli z nim żadnego kontaktu. Zaczęli się niepokoić, czy przypadkiem nic mu się nie stało. Tsunade twierdziła, że zapewne uciekł, chociaż ona też się o niego martwiła, ale w ten sposób próbowała się uspokoić, jedynym, który się nie poddawał, był Sasuke.

Poszukiwał go w dzień i noc wytrwale wierząc, że wkrótce go spotka. Teraz podróżował bez odpoczynku już od dwóch dni i jednej nocy i jego organizm wymagał, chociaż krótkiej przerwy. Zirytowany swoją słabością po prawej stronie zlokalizował strumień, który przepływał niedaleko od niego. Miał zamiar do niego dotrzeć i tam odrobinę odpocząć, by później znów wznowić swoje poszukiwania.

Biegł szybko po ziemi, mijał drzewa i wystające korzenie z wyuczoną przez wieloletnie treningi elegancją. Zawsze zazdrościł tej dzikiej gracji Naruto. Nie była ona tak dostojna, jak jego, ale w ruchach chłopaka dostrzegało się dzikość i to w jakiś sposób przyciągało do niego, a jednocześnie odpychało. Najbardziej było to widać podczas walki.

Wciągnął Naruto do sparingów, gdy zauważył, że świetnie radzi sobie z ukrywaniem i śledzeniem, a tropienie miał opanowane do perfekcji. Chciał poćwiczyć z nim tylko kilka ciosów, ale szybko się okazało, że musi bardzo na niego uważać. Nigdy nie było wiadomo jak zaatakuje i z której strony. Walczył bez planu, ale jego ataki były piekielnie skuteczne, był jak dzikie zwierzę. Sasuke w tamtym czasie się nad tym nie zastanawiał, ale po usłyszeniu szeptów mieszkańców wioski, gdy pytał o Naruto, coraz częściej wracał myślami do swoich spostrzeżeń z treningów. Jednak wciąż nie mógł uwierzyć w to, co ludzie sugerowali swoim zachowaniem.

Dobiegł w końcu do strumienia. Był dalej niż się spodziewał, ale największym zaskoczeniem było to, co ujrzał przed sobą.

Kilka metrów od niego, przy wodzie kucał blondwłosy chłopak, który czerpiąc w swoje dłonie wodę pił łapczywie. Nie było mowy o pomyłce, to był Naruto. Chociaż widział tylko jego przygarbione plecy, od razu go poznał, po tylu dniach poszukiwań w końcu go znalazł.

Nie zastanawiając się nad tym, że chłopak może nie chciał być znaleziony, zrobił krok do przodu. Blondyn zadrżał jak dzikie zwierzę i odwrócił się do niego. Wydawało się, że go dostrzega, a jednocześnie nie widzi. Poderwał się na równe nogi i skoczywszy na drzewo, zaczął uciekać po gałęziach. Sasuke, zapominając o swoim zmęczeniu, wspiął się także na drzewo i ruszył w ślad za nim. Nie miał zamiaru zrezygnować! Musiał wiedzieć, czemu uciekł z „Sake" od przyjaciół, opiekunów, ludzi, którzy się o niego troszczyli, a przede wszystkim od niego. Nie ma zamiaru zrezygnować nawet jeśli miałby paść ze zmęczenia.

Biegł za nim, chociaż zadanie miał utrudnione. Pierwszy raz Naruto nie miał na sobie żadnego pomarańczowego akcentu, był ubrany na czarno i wtapiał się w mrok, który powoli zalewał cały las. Jeszcze trochę takiego pościgu, a na pewno go zgubi. Na swoje szczęście zauważył, jak chłopak wchodzi do jaskini. Zeskoczył na ziemię i podążył za nim. Szedł przez wydrążony tunel zastanawiając się, czy przypadkiem tylko mu się przewidziało, że chłopak tu wchodzi. Jednak zmienił zdanie, gdy doszedł do końca pieczary.

Przed nim siedział Naruto. Może nie byłoby to dla niego takim zaskoczeniem, gdyby nie zwierzę, jeśli można je tak nazwać, które było przy nim, obok szesnastolatka leżał ogromny lis, który zajmował prawie całą powierzchnię pieczary i obejmował ogonami chłopaka, wtulonego w jego futro. Pozostałe kity muskały nerwowo podłoże. Nie wiele było potrzeba czasu, żeby Sasuke policzył je wszystkie.

— Dziewięć — powiedział cicho i uniósł głowę, spoglądając w czerwone ślepia lisa. — Jesteś demonem— powiedział już głośniej i bardziej stanowczo, gdy minął pierwszy szok spowodowany tym, co zobaczył. Na te słowa Naruto drgnął nerwowo i wtulił się jeszcze bardziej w lisa, a po jego policzkach popłynęły łzy.

— Tak, jestem demonem — powiedział lis, jednocześnie przygarniając ogonami drżące ciało szesnastolatka. — Czego chcesz od mojego syna? — zapytał, odsłaniając swoje ostre kły.

Przez jedną zwariowaną chwilę Sasuke porównał je do kłów Naruto, które były mocniejsze i ostrzejsze od zębów normalnych ludzi. Gdy o tym pomyślał, przypomniał sobie szepty ludzi z wioski, którzy nazywali Naruto potworem sądząc, że on tego nie słyszał, i wszystko stało się jasne. Nie mógł jednak powstrzymać pytania, które cisnęło mu się na usta.

— Syna? — zapytał, chociaż już wiedział, jaka będzie odpowiedź.

— Tak, syna! — krzyknął niespodziewanie Naruto. — Kyuubi jest moim ojcem — dodał przez łzy.

— Skąd ta pewność? — Próbował znaleźć jakieś inne wytłumaczenie, to prawda że Naruto przypominał zwierzątko, a zwłaszcza lisa, ale to nie znaczyło, że jego ojcem był demon i to jeden z najpotężniejszych. Kiedy nie nadchodziła odpowiedź już miał podejść do chłopaka i go do siebie przytulić, gdy odezwał się lis.

— Naruto, — powiedział łagodnie — pokaż mu, nic ci tu nie grozi.

Odsłonił chłopaka, który niepewnie uniósł się na nogi i zrobił krok w stronę Sasuke. Nie unosząc głowy czekał, tylko dwudziestolatek nie wiedział, na co. Po chwili to zobaczył. Wokół chłopaka zaczęła się unosić czerwona mgła, a kiedy się rozwiała, Naruto miał lisie uszy na głowie, a dookoła niego widniało dziewięć lisich kit. To był wystarczający dowód, by uznać lisiego demona za ojca Uzumaki'ego. Uchiha na początku był zaskoczony, ale widział, że chłopak oczekiwał na jego reakcji na zmiany wyglądzie. Jeśli sądził, że uznał go za potwora, to się mylił, Naruto z tymi dodatkami był jeszcze bardziej pociągający. Zrobił jeden krok do przodu i zapytał:

— Jak to odkryłeś?

Naruto spojrzał spłoszony na demona, a widząc, że nic mu nie grozi odpowiedział.

— Na ulicy, kiedy byłem na ulicy napadnięto mnie. To było tak nagłe, nie miałem szans się obronić. Gdy zaciągnął mnie w krzaki i zaczął rozbierać, nagle to się pojawiło. Nie miałem jednak czasu nad tym się zastanawiać. Zaatakowałem i podrapałem go dotkliwie po twarzy, dzięki temu uciekłem, na ulicę. Ludzie zaczęli wołać na mnie potwór, demon. Wypędzili mnie za pomocą kamieni.

Z każdym słowem jego głos brzmiał coraz bardziej płaczliwie a Sasuke czuł jak jego krew zmienia się w wrzącą lawę. Rozumiał już, czemu ludzie szeptali za jego plecami, gdy o niego pytał, widział też tego mężczyznę z wielkimi, niezagojonymi ranami na twarzy. Miał zamiar się z nim policzyć, gdy tylko wróci do wioski. Teraz jednak musiał zająć się chłopcem. Nie czekając, podszedł do niego i przytulił go mocno. Naruto na początku chciał się wyrwać, ale później uspokoił się i szlochając wtulił się w niego. Sasuke to rozumiał. Wspomnienie napadu, przemiany i tego, jak ludzie go wygnali musiały być dla niego bolesne. Nie rozumiał jak mogli go tak potraktować. Widział ponad ramieniem Naruto, że lis bacznie się im przypatrywał. Nie bał się go już, ale czuł przed nim wielki respekt, wyczuwał bowiem jego moc, zresztą najlepszy świadectwem potęgi była ilość ogonów. Dziewięć to maksymalna liczba ogonów u demonów, a Naruto jako jego syn też je posiadał. Czy to oznaczało, że chłopak był demonem? Lis, jakby czytając mu w myślach, powiedział:

— Naruto jest pół demonem, nie może on całkiem przyjąć postaci lisa, ale niczego innego mu nie brakuje. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?

Sasuke odsunął Naruto na odległość ramion. Chłopiec wyglądał już jak normalny człowiek, najwyraźniej przez ten czas, gdy ukrywał się w lesie, nauczył się kontrolować przemiany.

— Jeśli jesteś ojcem Naruto, to czemu dopiero teraz się pojawiłeś?

— Wyczuwam, kiedy mój potomek jest w niebezpieczeństwie. Sam nie mogłem się nim zająć, a jego matka została przy porodzie zabita. To właśnie po niej ma te błękitne oczy. Jej starszy brat miał się nim zająć, ale okazało się, że także był w niebezpieczeństwie. Mógł jednak nie zostawiać mojego potomka na progu domu publicznego. Dobrze przynajmniej był to burdel z jakimiś zasadami. Nie pojawiłem się też pierwszy raz. Raz przybyłem w te okolice, kiedy mój syn miał osiem lat. Był ranny w nogę, w szoku po tym zdarzeniu. Może coś o tym wiesz?

Lis zmrużył oczy i przez chwilę wydawało się, że jego pysk układa się w coś podobnego do uśmiechu. Sasuke spojrzał na Naruto, który był zarumieniony. Przełykając ciężko ślinę spytał:

— Pamiętasz, że to ja cię wtedy zraniłem?

— Tak. Jak spotkałem po raz drugi mojego ojca, wszystko mi się przypomniało, ale już dawno ci wybaczyłem — dodał szybko, widząc jak chłopak spogląda na niego z niepokojem.

— To właśnie z nim spędziłeś te dni, gdy zniknąłeś?

— Tak. Zaprowadziłem go do tej pieczary i rozmawiałem z nim, ale po tym wszystkim zablokowałem jego wspomnienia o mnie. Był jeszcze za mały, mogło mu się wymknąć, że mnie widział i że jestem jego ojcem. Jak już się przekonał, ludzie niezbyt dobrze traktują półdemony. Jedynym moim błędem było to, że nie przewidziałem, iż w takim młodym wieku mogą ujawnić się demoniczne cechy. Gdyby nie ten napad mógłby spokojnie żyć jeszcze przynajmniej pięć lat bez dowiedzenia się prawdy. Ludzie są głupi.

Demon zakończył swój monolog, kładąc głowę na wyciągniętych łapach i zamykając oczy. Dał tym samym znak, że już nie będzie uczestniczyć w tej rozmowie. Sasuke w takim razie skupił się tylko na chłopaku, który wciąż był w jego objęciach.

— W takim razie wróć ze mną o wioski. Zajmę się tym niedoszłym gwałcicielem. Zamieszkasz u mnie, już dawno postanowiłem kupić dom, żebyśmy mogli w nim zamieszkać razem, może być nawet blisko lasu, bo najwidoczniej najlepiej się w nim czujesz — powiedział szybko, zaciskając dłonie na ramionach Naruto.

— Sasuke, sam nie wiem, nie jestem na to gotów. Nie każ mi wracać tam, skąd ludzie mnie wygonili, przynajmniej nie teraz — dokończył słabo.

— Chcesz z nim zostać?

— Tak.

— Dobrze. Przekażę w „Sake", że cię znalazłem, ale nie masz na razie ochoty wracać. Jednak będę tu przychodził codziennie, może kiedyś zmienisz zdanie.

— Nie jestem tego pewny.

— Czas leczy rany.

Powiedział i pogłaskał go po policzku. Chciał go przygarnąć do siebie i pocałować namiętnie, ale nie wiedział czy będzie to mile widziane teraz, gdy Naruto był tak wewnętrznie rozdarty. Uczyniwszy ten gest wyszeptał, że na pewno wróci i wybiegł z jaskini. Naruto jeszcze przez chwilę patrzył na wejście do groty. Odwróciwszy się usiadł przy lisie i wtulił swoją twarz w miękkie futro. Jego ciałem znów wstrząsnął szloch. Ostatnimi dniami płakał coraz mniej. Pogodził się z tym, że był synem demona, to nawet go uszczęśliwiło, poznał przecież swego ojca. Jednak ból sprawiało mu to, że ludzie wypędzili go z wioski, że go napadnięto i świadomość, że zapewne już nigdy nie zobaczy swoich bliskich. Powoli przyzwyczajał się do tej myśli, ale teraz, gdy pojawił się Sasuke, wszystko odżyło. Od chwili, gdy dowiedział się prawdy o sobie najbardziej żałował, że nie spotka już nigdy Uchihy, był pewien, że ten nigdy go nie zaakceptuje takim, jakim jest. Jednak Sasuke go zaskoczył, kiedy zobaczył go w drugiej formie nie odtrącił go, nie obrzucił wyzwiskami, ale obiecał, że będzie go odwiedzał. Powiedział mu też o domu, w którym mogliby zamieszkać, ale on teraz obawiał się ludzi. Zapłakał głośniej, wtulając się w lisie futro.

Demon bez słowa otoczył go ogonami, zapewniając mu ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Po chwili chłopak zasnął, choć nawet przez sen spod jego powiek wypływały łzy.