Rozdział 7 [część 2]: „Jeśli się zaniepokoisz, będę twoim żołnierzem"

Pocałunek był szybki, niedbały i wymuszony. Nie powiem, że nie chciałem go odwzajemnić, ale nie umiałem go tak po prostu wykorzystać. Kiedy przycisnął swoje usta do moich, zastygłem – rozdarty pomiędzy przyjemnością a poczuciem winy, które pojawiło się niespodziewanie. Kiedy zmysły do mnie wróciły, odepchnąłem go. Harry spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, ale nie widziałem w nim oburzenia czy niechęci – coś co mógł omylnie szukać u mnie. To było jedno wielkie nieporozumienie.

- Harry – zacząłem miękko, patrząc mu prosto w oczy. Miałem ochotę go pocałować, te usta tak kusiły. – Nie to miałem na myśli. Mówiłem, chcę porozmawiać. Tylko tyle.

Zmrużył swoje niesamowicie zielone oczy, po czym przeszył mnie wymownym wzrokiem. Zrobił krok do tyłu i jakby zawstydzony założył ręce na piersi. Przyglądał mi się chwilę, po czym westchnął.

- Dobrze. Zapłaciłeś mi, więc… Jaki plan? – spytał nieco bardziej zachrypniętym głosem niż kilka minut wcześniej. – Muszę spędzić z tobą noc i tak, prawda?

- Nie martw się – wyszeptałem, kładąc mu ramię na ramieniu i prowadząc do samochodu. – Nawet cię nie dotknę. Po prostu potrzebuję wytchnienia, a ty mimo wszystko przykułeś moją uwagę.

Chłopak o szmaragdowych oczach zmarszczył brwi, zastanawiając się chwilę nad moimi słowami, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo doszliśmy do auta. Otworzyłem przed nim drzwi i czekałem, aż wsiądzie. Zajął miejsce, ale jakby mnie ignorował. Czy chęć porozmawiania jest mu aż tak obca, że nie umie się odnaleźć w tej sytuacji? A może to ja zrobiłem coś nie tak…

- Możesz włączyć radio? – spytał cicho, ale podniósł na mnie wzrok, co było już jakimś postępem.

- Wciśnij po prostu ten największy przycisk i wybierz stacje – wyjaśniłem, skręcając zdecydowanie w wąską uliczkę. Jechaliśmy przez kilka minut, słuchając jakieś wolnej piosenki. Może to tylko mi się wydawało, ale muzyka jakby go uspokajała. Rozluźnił się, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. – Zaraz wysiadamy.

Zaparkowałem zaraz pod hotelem, w którym się zatrzymaliśmy. Nienawidziłem tych przeprowadzek. Niby miałem mój własny apartament – jak każdy z chłopaków – to i tak większość czasu spędzaliśmy w hotelach. Brak czasu dla samego siebie dobijał mnie jeszcze bardziej. Zayn miał gwarantowaną przez właścicieli klubu anonimowość. A ja? To zupełnie inna historia.

- Liam? – Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harry'ego. – Czemu nie wysiadamy?

- Przepraszam – mruknąłem, odpinając pasy, a następnie wysiadając. – Chodź.

Uśmiechnąłem się do niego zachęcająco. Przecież nie chciałem mu nic zrobić, więc czemu wciąż był taki niepewny? Poza tym ten seks byłby dla mnie dziwny i niesmaczny. To doznanie nie jest tylko jakimś zaspokojeniem cielesnej potrzeby, jak to określa Zayn, ale głównie wynika z miłości. Jeden jedyny raz uprawiałem seks bez jakiegoś uczucia. To były moje szesnaste urodziny i trochę przesadziłem z alkoholem. Nawet nie pamiętałem imienia dziewczyny, która mnie wtedy „rozdziewiczyła".

- Ty na pewno nie…?

- Harry – przerwałem mu miękko, ale zdecydowanie. – Mówiłem ci, że zależy mi tylko na rozmowie, a mam dużo pieniędzy, więc płacę ci za twój stracony na mnie czas. Dobrze? Nie jestem gościem, który pieprzy kogoś, kogo nawet dobrze nie poznał.

Chłopak niepewnie pokiwał głową w odpowiedzi, ale wyraźnie dało się zauważyć spokój i jakby zadowolenie na jego twarzy. Złapałem go delikatnie za ramię – jakby był z porcelany i mógł stłuc się przy najmniejszym fałszywym ruchu – i wskazałem środek budynku, po czym wyjąłem komórkę chcąc zadzwonić.

- Poczekasz przed windą?

Posłusznie poszedł, a ja jednym kilkoma zwinnymi ruchami wykręciłem numer Zayna. Chyba nawet nie zauważył, że mnie nie ma, skoro sam nie zadzwonił. Jeśli mu przerwę w trakcie „czegoś" – trudno. Nie chciałem, żeby on potem przeszkadzał mnie.

Po czwartym sygnale odebrał.

- Leeyum! – Po głosie mogłem się tylko domyślać, że impreza się rozkręciła, a on znowu przesadził z alkoholem. Westchnąłem cicho i już chciałem coś powiedzieć, ale wpadł mi w słowo. – Widziałem was! Co to za chłopak, z którym się zabawiałeś? A może to była dziewczyna? Nie widziałem z tak daleka, a twoja wielka głowa wszystko zasłaniała!

- Zayn, jesteś tam od prawie godziny, a już zdążyłeś się schlać w trzy dupy – powiedziałem z przekąsem, ignorując jego słowa. – Nie mogę po ciebie przyjechać, bo muszę z kimś porozmawiać, ale poproszę…

- Jasne – przerwał mi, po czym zaśmiał się lubieżnie. – Życzę miłej rozmowy!

Moje policzki przybrały kolor dojrzałej wiśni i już myślałem nad tym, co mu odpowiedzieć, ale rozłączył się. Jęknąłem przeciągle, po czym kopnąłem w krawężnik. Przygryzłem dolną wargę. Przez chwilę rozważałem, czy na pewno powinienem dzwonić do Nialla. Zayn po pijaku jest nieobliczalny, a nasz Irlandczyk to jedna z tych osób, które są zbyt miłe i uległe, więc mógłby sobie nie poradzić. Ale na Lou nie mogłem liczyć z drugiej strony – mama do niego przyjechała.

- A co mi tam – mruknąłem do siebie, po czym wysłałem szybkiego smsa do blondyna.

Po chwili z uśmiechem na ustach stanąłem obok Harry'ego, który wcisnął przycisk windy. Wsiedliśmy, ale staliśmy od siebie dość daleko. Czemu więc ta winda była taka ciasna? Odpiąłem górny guzik koszuli, bo zrobiło mi się gorąco.

- Harry? - Nawet nie drgnął, gdy spojrzałem w jego szmaragdowe oczy. – Jesteśmy.

- Ah – mruknął zmieszany, po czym wyszedł z windy i zrób krok w bok.

- Proszę cię, nie zachowuj się tak – powiedziałem, ruszając w stronę pokoju. – Wcześniej byłeś taki… odważny.

Zaśmiałem się, ale jednak sytuacja była niezręczna. Może i chciałem odwzajemnić pocałunek, ale nie mógłbym wykorzystać tego, co robi, by się z nim po prostu przespać. To by mi nie pomogło, a tylko bym miał wyrzuty sumienia.

{Soldier}

Wyjąłem klucze do apartamentu, a gdy przekręciłem je w zamku, drzwi otworzyły się. Odwróciłem się do Harry'ego i zamaszystym gestem wskazałem środek apartamentu. Wszedł niepewnie, po czym stanął na środku, rozglądając się po wnętrzu. Jego oczy błyszczały i poczułem, że to jest osoba, która zmieni moje życie. Musiałem go chronić. To było instynktownie.

Pomogę ci…

- Jesteś muzykiem? – spytał, wyrywając mnie z rozmyślań. Podniosłem na niego wzrok. – Niezły sprzęt…

Podszedł oczarowany do mikrofonu i innych rzeczy. Przyglądał się gitarze, jakby była to najwspanialsza rzecz na świecie, a moje serce zmiękło natychmiast. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem, gdy przejeżdżał trochę niezdarnie po strunach – pewnie bojąc się uszkodzić instrument.

- Śpiewam w zespole – wyjaśniłem. On naprawdę nie wie, kim jestem! Wziąłem od niego gitarę i usiadłem na miejscu obok. – Chcesz posłuchać, co ostatnio napisałem?

Pokiwał głową, przyglądając mi się z zainteresowaniem. Moje palce już same odnajdywały progi, a druga ręka automatycznie wygrywała rytm. Grałem to już tyle razy, a wciąż nie miałem całego tekstu – tylko melodię.

- I'll get it if you need it, I'll search if you don't see it – zacząłem, uderzając w kolejne struny. Dźwięki jakie wydawała gitara były wyjątkowo delikatne. Czułem na sobie wzrok Harry'ego, ale nie podnosiłem wzroku, by nie pomylić strun. – You're thirsty I'll be rain, you get hurt I'll Take the pain…

A gdy już otwierałem usta, by zacząć kolejną zwrotkę, usłyszałem jego głos. Śpiewał cicho i niepewnie, jednak coś w tym było. Nie umiałem przerwać grania czy wydobyć z siebie dźwięku. Po prostu słuchałem go jak oczarowany. Urwał nagle, a cały czar prysł. Odstawiłem gitarę i spojrzałem na niego. Po prostu wiedziałem, że umie śpiewać. Wiedziałem.

- Czemu się tak uśmiechasz? – spytał, marszcząc brwi. – Wiem, że nie jestem najlepszy, ale aż tak nie fałszuję, żebyś się śmiał ze mnie…

- To nie tak – zaprzeczyłem, machając ręką. – Kiedy usłyszałem po raz pierwszy twój głos, wiesz wtedy, gdy cię obroniłem – powiedziałem, a on pokiwał głową i w jego oczach zabłyszczał dziwny smutek. – Pomyślałem sobie, że może umiesz śpiewać. Czasem się da to wyczuć, wiesz? Ale to co okazałeś. Wow. Jesteś genialny! Tylko musisz bardziej otwierać usta i nie bać się wydobywać dźwięków. Ale twoja barwa jest kojąca i inna… Nie wiem, jak to określić.

Patrzyłem prosto w jego oczy. Tęczówki jakby pojaśniały i zatańczyły w nich iskierki szczęścia. Uśmiechnął się po raz pierwszy tak prawdziwie – szczerze. Nie umiałem tego nie odwzajemnić. Wyciągnąłem dłoń i poczochrałem jego włosy. Były tak miękkie w dotyku, że nie chciałem ich puszczać, ale zauważyłem oburzoną minę chłopaka, więc się wycofałem.

- Zrobić ci coś do picia? Herbata, kawa czy może jakiś sok? – spytałem, wstając nagle i kierując się do kuchni.

- Na kawę chyba za późno, prawda? – Jego uroczy śmiech dotarł do moich uszu i pomyślałem, że nie mógłby być jeszcze bardziej niewinny. Jakim cudem ktoś taki wpakował się w tak wstrętną „pracę"? Musiałem go z tego wyciągnąć. Tylko jak? – Może herbatę, jeśli masz zieloną.

- Już się robi! – Zasalutowałem w drzwiach kuchni, po czym włączyłem czajnik elektryczny, a w szafeczce nad stolikiem znalazłem pudełeczko z zieloną herbatą. – Za kilka minut będzie!

- Dobrze – odkrzyknął. – Mogę coś ci dopisać do tego tekstu?

- Pewnie. Męczę się z tą piosenką od kilku dni już – westchnąłem.

- I know you don't believe it but I said it and I still mean it, when you heard what I told you,when you get worried I'll be your soldier. My aim is so true… - śpiewał, ale nagle przerwał. Słyszałem, jak przez chwilę nuci dalszą melodię. Musiał umieć czytać z nut, bo właśnie tak zawsze zapisywałem piosenki. Coraz bardziej mnie zadziwiał. – My aim is so true, I wanna show you I'll try forever…

- I'm never gonna say "surrender" – dośpiewałem, wyłączając czajnik. Zaparzyłem herbatę, po czym złapałem kubek za ucho i ruszyłem do pokoju. – Nieźle ci idzie. Nie miałem pojęcia, co dać w tym wersie i męczyło mnie to przez całą noc.

Harry posłał mi dziękujący uśmiech i upił łyk gorącego napoju. Zaciągnął się jego zapachem, po czym przymknął z rozkoszy powieki. Wachlarz długich czarnych rzęs opadł na jego – teraz zaróżowione – policzki. Miałem ochotę go przytulić. Tak po prostu. Jakoś dodać otuchy i pocieszyć. Przecież każdy zasługuje, by mieć kogoś do obrony. Ja musiałem go chronić przed światem. Wyobrażenie tego, co musiał przejść i jakie to było bolesne, jest dla mnie straszne. Nigdy bym tak nie umiał, nawet gdybym był do tego zmuszony. Brakowało mi tej siły psychicznej, by przełamać się i pomyśleć o mniejszym złu.

- Zobacz – mruknął, zaszczycając mnie spojrzeniem znad zielonego kubka, który był moim ulubionym, po czym wskazał na kartkę. – Wydaje mi się, że pasuje do melodii i tekstu, ale nie znam się na tym.

- Jestem przekonany, że jest dobrze – powiedziałem przekonywująco, śledząc wzrokiem litery na białym papierze. Jego charakter pisma był zgrabny i jednocześnie tak ujmująco dziecięcy – tego się po prostu nie dało inaczej określić. Uśmiechnąłem się, kiedy skończyłem czytać. Sam bym tego lepiej nie napisał. – Naprawdę jesteś genialny! Dziękuję!

Pocałowałem go w policzek, po czym szybko złapałem za gitarę i zacząłem grać utwór od początku. Nowa dawka adrenaliny mną zawładnęła. To było właśnie to – Harry. To jego cały czas mi brakowało. Tej świeżości i innego spojrzenia na swoje prace. Kogoś, kto nie był związany z żadną wytwórnią ani nie wiedział, jak wygląda taka praca.

Selena to inna historia. Ją znałem od dawna i wciągnąłem w branżę muzyczną przez własną głupotę. Niby nic, ale robiła za chórki już u kilku wykonawców. Niby się nie zmieniła i twierdziła, że to była tylko taka zabawa, ale jakoś spotkania z nią już nie dawały mi się tak oderwać przez tę świadomość.

Kiedy skończyłem całą piosenkę, zacząłem ją po raz kolejny, poprawiając nieznacznie nuty. Jednak połowie się zatrzymałem. Harry zasnął z pustym kubkiem w dłoni. Wyglądał jak anioł z rozsypanymi lokami na poduszce dookoła głowy i nie miałem serca go obudzić. Odłożyłem gitarę i podniosłem się, jak najciszej tylko potrafiłem, po czy wyjąłem mu kubek z ręki. Uśmiechnąłem się pod nosem.

- Jesteś uroczy – wyszeptałem, składając pocałunek na jego czole. Nie mogłem się powstrzymać, by tego nie zrobić. – Słodkich snów.

Po raz ostatni tego wieczora przeczesałem palcami jego włosy, po czym ostrożnie położyłem się na miejscu obok. Nie była może to najwygodniejsza opcja, ale nie chciałem zasnąć sam tej nocy. Przykryłem nas obu kocem, który leżał złożony od poprzedniego wieczora na krześle. I to był moment, gdy poczułem się jak w podstawówce. Sam nie wiem czemu. Ale podobał mi się taki stan rzeczy i nie chciałem, żeby ta noc się kończyła. Miał przyjść kolejny ciężki dzień – nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla Harry'ego. Może udałoby mi się wziąć dzień wolnego i zabrać go na drogne zakupy?

- I'll be your soldier – zanuciłem mu do ucha, wtulając się w jego ciepłe plecy. – I'll be your soldier…

Tym razem szybko napisałam co? Wystarczy tylko mieć wenę. Oby teraz przyszła na 19red22blue, bo chciałabym dodać te dwa rozdziały do końca tego roku.

Już mam pomysł na 8 i kilka dalszych rozdziałów, więc raczej teraz zaczną pojawiać się bardziej regularnie niż ostatnio, ale nic nie obiecuję, bo to w końcu 3 gimnazjum. I tak zbyt dużo czasu już poświęcam tumblr i innym rzeczom :p

PS Przypominam o „Pytaniach do postaci" i proszę - jeśli przeczytaliście to chociaż skomentujcie krótkim „fajny rozdział, czekam na kolejny" czy coś podobnego. Dziękuję i dobranoc :) .x

Skomentuj…