Witam po przerwie. Kiedyś tam pisałam, że miałam w przygotowaniu sekwencje snów, które mają przybliżyć Wam odpowiedzi na pytanie najważniejsze: co się stało na Obanie, że Jordan został na Ziemi. Bezpośrednio nic nie jest tutaj jednak podane, nieco kontentu mi umknęło przez perspektywę czasu, dlatego nie jest zbyt tak elokwentne, jak powinno być. Dodatkowo, oczywiście, gdzieś się zgubiłam w życiu i czegoś zabrakło do pisania. Teraz mam na karku pisanie licencjatu, które mi nie idzie, także dlaczego by i nie kontynuować starych fanowskich śmieci, jeżeli mi to sprawi przyjemność pomiędzy kończącym się rokiem studiowania? Zapraszam!


Sen.

Świątynia Serca. Właśnie tam, w duszącej atmosferze wypełnionej magią i tajemnicą, stali oboje. Ziemskie dzieci. Finaliści Wielkiego Wyścigu na planecie Oban. Nieświadomi. Niewinni.
Niedługo zostaną wystawieni na ciężką próbę.

„MY – zagrzmiał połączony głos wielkich Kreatorów, Stwórców. – OSTATNI Z ŻYJĄCYCH…"

„…SPOŚRÓD WSZYSTKICH PLANET, KTÓRE STWORZYLIŚMY…"

„…BY UNICESTWIĆ ZŁO, KTÓRE CZAI SIĘ W POBLIŻU…"

Otaczające światło się rozprasza. Dzieci pozostają z milionem pytań niezadanych. Z rozczarowaniem i niezrozumieniem. Muszą wrócić.

Ostatni wyścig czeka na uczestników.

Chwile wahania, zwątpienia. Smutek. Smutek w młodej duszy, która wylewa swoje troski w drugą. Wiedzą, co ich czeka. Ciszą uświęcają pełną napięcia chwilę. Zręczne dłonie układają części ich broni, by była zdatna do wykonania zadania.

Po niepewności przychodzi pewność i determinacja.

„Trzeba to zakończyć."

Wyścig. Wrogowie i próba sił. Presja chwili.

„…Użycz mi swojego szczęścia ten ostatni raz."

Pełne napięcia skupienie i zaufanie możliwościom drugiej osoby.

„Jesteś ze mną?"

Zawsze. Zawsze z Tobą. Cokolwiek zrobisz, będę stać u Twojego boku, w pełni gotowości na kolejne wyzwanie, jakie rzuci nam los. Ufam Ci. Wiem, że Ty mi także.

Wygrana. Złote światło, przenoszące ku spokojnemu miejscu, z dala od zawiei spowitego mrocznym zaduchem toru. Lecz obie dusze niepewne najbliższej przyszłości.

Co się dzieje?

Zniknęła! Rozpłynęła się w eterze, i tylko złoty kurz pozostał po jej małej sylwetce. Gdzie jesteś? Co się z Tobą stało?!

Szczyt modułu Wielkiego Avatara. Presja zadania, jakie trzeba wykonać. Nagroda nie istnieje. Zwycięzca został wybrany, aby za jego pomocą, tego najsilniejszego i najbardziej zdeterminowanego, móc unicestwić zło, które kryje się we wnętrzu pozornie najspokojniejszego miejsca w galaktyce. Wielki Upadły. Czarny Kruk. Stary Avatar, który chciał władzy wyłącznie dla zaspokojenia swoich chorych żądzy.

Nie. Coś stało się innego. Młoda dusza odmówiła pomocy. I właśnie z tą chwilą słabości, stary ład zaczął tonąć w gruzach niegdysiejszego świata. Ciemność spowiła niebo, a powietrze zatruły opary popiołu i pyłu. W oczy i zęby pchał się suchy piach.

Wróciła na miejsce, lecz wraz z nią burzyć zaczęły się ściany wokół.

Musieli uciekać.

Dlaczego? Co się stało?

Jak za wizją zdeformowanej groteski następne chwile pędziły i nie dawały się zapamiętać. Wszystko było zbyt nienaturalne, abstrakcyjne, nawet jak na te niezliczone konspiracje i wyzwania na innych planetach, doświadczanie niewyobrażalnych zdarzeń, których ci Ziemianie byli świadkami…

Ktoś musi się poświęcić…

W wielkiej Sali miało dokonać się ostateczne unicestwienie Zła. Kreatorzy, Stwórcy wybrali Zwycięzcę, kto miałby za ich pomocą, za połączeniem, za przemianą stać się najsilniejszą istotą i zakończyć wir nieszczęść, podłości, tej czarnej materii i okrucieństwa.

Oni. Trójka śmiałych stworzeń stanęła by podjąć się zadania, choć nie wiedzieli, co ich czeka. Determinacja była jedna: tylko oni mogą uratować świat.

Tylko tyle? Uratować Świat. Cały ład, wszystkie istniejące teraz lub w przyszłości istoty i planety. Potrzeba było tylko jednego. Jednej, pozornie niewielkiej rzeczy, naprawdę kruchej i nieistotnej, jeżeliby porównać ją do wszystkich innych rzeczy we wszechświecie; innych istot. Potrzeba było czegoś materialnego, ale wytrzymałego, z pozoru, gdyż normalnie wydawałoby się, że jest to rzecz, którą łatwo złamać, zetrzeć, pozbawić jestestwa.

Potrzeba było, razem z całą mocą i istnieniem Kreatorów, razem z wiedzą całego wszechświata i gwiezdnym pyłem, zbieranym przez multiwieki istnienia…

Ludzkiego ciała.

Czyjego? Ale co się stanie? Kto ma się poświęcić?
Próba sił, manipulacja, degeneracja.

Ludzie są jednocześnie słabi, ale mają niezmierzone pokłady sił, których żadna inna istota nie potrafi określić swoimi kategoriami. Ich uczucia wiodą ich przez życie pozwalając na niesamowite wyniki. Nic innego nie jest tak silne jak ludzka determinacja.

Ale co ma być po tym, nikt nie będzie pamiętać.

Zgrzyt.

Głośny, przeszywający, rozpruwający bęben trąb. Epilepsja. Świateł tyle.

Zgrzyt. Ciało się rozrywa, rośnie, pompuje się siłą.

Fantomowy ból niematerialnych kończyn. Mrowienie pamięci.

Musi walczyć. Kierują ciałem. Co się dzieje?

Krzyk. Trzeba bronić rodziny. Trzeba bronić. Takie młode ciało. Tak delikatne. Trzeb a bronić.

Zgrzyt.

Wdzierający się śmiech.

Zgrzyt.

Serce płochliwe, ludzkie. Ona musi wytrzymać.

Światła. Kanonada świateł. Tak jasno, tak szybko. Musi walczyć. Zło się wdziera. Czy niknie? Czy im się udaje?
Dziwnie wspomnienia zaczynają się mieszać, uczucia wariują. Zmysły dawno przegrały. Jest tylko jeden cel: zniszczyć zło. Dać z siebie wszystko. Wspomnienia o rodzinie. Szkole. Ostatnich wydarzeniach. Znowu ziemia. Radość, smutek, rozczarowanie, gorycz, zachwyt, miłość.

To musi przetrwać.
Zgrzyt.

Trzeba walczyć, trzeba to uratować. Teraz. Ostatni raz. Dać siebie. Teraz, bo 'albo nigdy' już nie będzie.

Teraz.

Teraz.

TERAZ!

.

.

.

Wdech.

.

.

.

Delikatny dotyk światła.

.

.
Coś się udało, ale pamięć jest pusta. Spokój zapanował, jednak nikt nie pamięta, dlaczego.
Nie ma zniszczeń. Planeta Matka ponownie jest piękna. Taka jak powinna. Galaktyka wydaje się być bezpieczna. Czy to początek czegoś nowego?

Przeżyli. Ludzkie dzieci, osobnicy z dalekiego królestwa, niewerbalne stworzenia i odstające moralnością istoty. Nowy Ład został wprowadzony.

Zwycięzcy Wielkiego Wyścigu zostali nagrodzeni życiem. Ponownym życiem. Natomiast coś jeszcze było nie tak jak powinno. Albo było po prostu inne. Było coś jeszcze. Wrażenie w środku.

Albo to jedynie szok.

„Mieliśmy sporo zabawy".

Czas wracać do siebie.


Nie wiem, jak Wy, ale jakbym tego nie napisała, to bym w ogóle nie wiedziała, o co poszło w tym momencie. Będę powoli to rozwijać. Wątek jest ważny, wpływowy. Co będzie potem? Może dam radę dojść do wszystkiego, co kiedyś tam obmyślałam. Tak, będzie wojsko, niedługo. Mam nadzieję. Bądźmy dobrych myśli!
:)