Pierwsza aktualka z Finlandii! :D Dziś miałam jeszcze dość luźny dzień, więc postanowiłam wykorzystać go na przyjemności ;) Kolejny update w piątek, a dalej... zobaczymy!

Mahakao: Prawda? :D Jak już dodałam rozdział, doszłam do tego samego wniosku ;) Tak to jest, jak się zbyt długo siedzi nad jednym tekstem – przestaje się zauważać dziwactwa, które świeży czytelnik wyłapuje w mgnieniu oka, dlatego wszelkie tego typu uwagi są mile widziane :)

Jamie Grant: Dziękować! Myślę, że nowe rozdziały powinny pojawiać się w miarę regularnie, co najwyżej trochę rzadziej. Sama coraz bardziej wciągam się w tę fabułę, więc nie potrafiłabym jej tak po prostu porzucić :]

Kolejny koślawy tytuł... no nic – miłej lektury!

Okradnięcie Snape'a

- WYRZUCILI WAS Z DRUŻYNY QUIDDITCHA? - Angelina Johnson resztkami sił powstrzymywała się przed przyłożeniem Harry'emu pięścią prosto w twarz. - WAS WSZYSTKICH?

Fred, George i Ginny, którzy stali obok chłopca, w zawstydzeniu spuścili głowy.

- Gdzie jest profesor Lupin? Spróbuję przemówić mu do rozsądku; nie może przecież zrobić takiego świństwa Gryffindorowi, po prostu nie może!

- To nie był on - mruknął Harry. - Tylko McGonagall.

Wyraz twarzy Angeliny zmienił się w mgnieniu oka.

- Och... no cóż, a czy chociaż ją przeprosiliście? - spytała. Harry skrzywił się.

- Nie posłuchałem wydanego polecenia, opuściłem zamek i ruszyłem, by walczyć w Hogsmeade z hordą Śmierciożerców – a do tego namówiłem moich przyjaciół, by do mnie dołączyli - zauważył sarkastycznie. - Myślisz, że przeprosiny cokolwiek rozwiążą?

- Dobrze już, dobrze! - fuknęła Angelina. - To czyste wariactwo! Nie mamy pałkarzy, szukającego i ścigającego – mogę równie dobrze oddać w tym roku Puchar Quidditcha Ślizgonom... Nie mogę uwierzyć, że jesteście aż tak głupi! Na jak długo was zawieszono?

- Na czas nieokreślony - przyznał George grobowym tonem.

- NIEOKREŚLONY?! - ryknęła Angelina.

- Kurde, to było brutalne - sapnął Fred, kiedy Angelina skończyła się na nich drzeć i ruszyła w poszukiwaniu profesor McGonagall, by błagać ją o zmianę zdania. Przyjaciele dołączyli do Neville'a i Hermiony, którzy siedzieli przy stole Gryffindoru; wszędzie wokół Gryfoni rzucali im jadowite spojrzenia.

- Racja - odezwał się George. - Chociaż nie tak brutalne, jak wyjec, który mama przysłała nam dziś rano - zadrżał na samo wspomnienie.

- Do tej pory musieliście już chyba pobić wszelkie rekordy w ilości otrzymanych w życiu wyjców! - zauważyła Hermiona. - Ty też go dostałaś, Ginny?

Dziewczyna kiwnęła smutno głową.

- Przyszedł prosto do dormitorium i wrzeszczał na mnie przez dobre dziesięć minut, oczywiście w obecności moich koleżanek.

- A jak Remus? - spytał Fred. - Opieprzył cię?

- Mniej więcej - odparł Harry; jego żołądek ścisnął się w poczuciu winy.

- To najgorszy tydzień w moim życiu! - jęknął George. - Wyjec, wyrzucenie z drużyny Quidditcha i miesiące szlabanów ze Snape'em!

Neville zbladł nieco; doszedł już do siebie po nieznanej klątwie, którą go trafiono podczas bitwy w Hogsmeade – nawet pani Pomfrey nie potrafiła jej zidentyfikować. Dwie godziny po przybyciu do Skrzydła Szpitalnego obudził się, zażądał talerza pełnego jedzenia, a niewiele później wyszedł ze szpitala zupełnie zdrowy.

- Jak sądzicie, co każe nam robić? - spytał nerwowo.

- Pewnie powie Filchowi, żeby przywiązał nas do sufitu za kostki u nóg - powiedział Fred.

- On żartuje, Neville - zapewniła Hermiona, kiedy Neville zakrztusił się sokiem dyniowym, który właśnie pił. - Prawdopodobnie każe nam po prostu pisać zdania.

Fred, George i Harry spojrzeli na nią wilkiem z drugiej strony stołu.

- Od razu widać, że nigdy jeszcze nie miałaś szlabanu ze Snape'em - mruknął George.

- À propos Snape'a... - zaczął Harry i rzucił wokół ich szóstki zaklęcie wyciszające. - Remus zamierza porozmawiać z nim o Malfoyu.

- Powiedziałeś mu, że Malfoy jest Śmierciożercą? I co on na to? - szepnął Fred.

- Myślę, że będą próbowali mu pomóc - przyznał Harry gorzko. - Remus powiedział, że Malfoy może potrzebować pomocy, by wyrwać się ze złego towarzystwa.

- Co? - prawie krzyknął George i poderwał się z krzesła; Ginny pociągnęła go z powrotem w dół. - Przecież wiedzą chyba, że wszystko, co powie im Malfoy, to bzdura? Będzie im kłamał prosto w oczy!

- Będzie potrafił nimi manipulować - zgodził się Harry.

- Nakłoni Snape'a do tego, by mu zaufał, a potem pewnie spróbuje go wykończyć - zauważył Fred niespokojnie.

- Co, jeśli przyprowadzi do zamku Śmierciożerców? - spytał Neville.

- Myślę, że wszystkich tutaj ponosi nieco wyobraźnia - odezwała się nagle Hermiona; wszyscy z wyjątkiem Ginny spojrzeli na nią ze złością. - Jeśli Zakonnicy twierdzą, że Draco ma kłopoty, to chyba mają jakiś powód, żeby tak uważać? Przecież nie zamierzają lekceważyć czegoś, co może kosztować Harry'ego życie.

Chłopiec spojrzał na nią z chmurną miną.

- Dlaczego zawsze chodzi o mnie? - zapytał. - Dlaczego nie martwią się o samych siebie? A co, jeśli zginie ktoś z nich?

Nagle w jego głowie rozległ się głos Tonks.

Naprawdę nie rozumiesz.

- Co się dzieje? - spytał ponuro. - Czego nie chcecie mi powiedzieć?

Fred, George i Ginny wymienili nerwowe spojrzenia, ale Hermiona bez wahania zabrała głos.

- Knot chce wykorzystać cię jako swego rodzaju „symbol rebelii i nadziei" w walce ze Śmierciożercami; myśli, że „Harry Potter po raz kolejny może pomóc ocalić czarodziejski świat stając w naszej obronie".

- To idiotyczne! - wrzasnął Harry, wściekły, że Remus mu o tym nie powiedział. - Czy ktokolwiek zamierzał zdradzić mi ten mały sekret?

- Szczerze mówiąc, nie – jeszcze nie - odparła Hermiona. - Harry, współpracując z Knotem możesz nakłonić resztę czarodziejskiej społeczności, by razem z tobą stanęła do walki, zamiast siedzieć w domach i patrzeć, jak odwalasz za nich całą robotę! Tym razem to ty masz szansę, by ich zmanipulować tak, jak oni manipulowali tobą przez całe życie!

Na twarzach Freda i George'a pojawiły się szerokie uśmiechy.

- Wiesz co, myślę, że ona może mieć sporo racji - powiedział George. - Jeśli możemy przekonać ludzi do walki, będziemy mieli o wiele większą szansę, by pozbyć się Śmierciożerców raz na zawsze!

- Nie.

Wszyscy odwrócili się, by spojrzeć na Harry'ego.

- Zbyt wielu ludzi już zginęło z mojego powodu...

- Nie chodzi o ciebie - przerwała mu Hermiona.

- Ale przecież właśnie powiedziałaś...

Dziewczyna westchnęła z irytacją.

- Byłoby miło, gdybyś słuchał tego, co mówię, Harry; ci ludzie nie będą walczyć po to, by ratować ciebie, tylko po to, by ratować siebie samych - kiedy chłopiec wciąż patrzył na nią, jakby mówiła w jakimś nieznanym języku, rozwinęła swoją myśl. - Jesteś głównym celem Śmierciożerców, Harry, ponieważ jesteś Chłopcem-Który-Przeżył; czy tego chcesz, czy nie, jesteś dla tego świata symbolem nadziei. Jeśli Śmierciożercy cię wyeliminują – wyeliminują tę nadzieję i jedyny powód, dla którego wciąż wierzymy, że możemy wygrać tę wojnę. Chodzi jednak o to, że bez względu na to, czy żyjesz, czy nie, jeżeli chcemy mieć jakąś kontrolę nad naszym światem, wszyscy musimy się zmobilizować i dołączyć do walki. Jeżeli zrobisz to, czego chce Knot, i publicznie ogłosisz się symbolem rebelii, na pewno pomożesz nakłonić ludzi do walki i to szybciej, niż to będzie absolutnie konieczne.

Harry przez jakiś czas rozmyślał w milczeniu nad jej słowami.

- Jeśli to zrobisz, na pewno nie wyniknie z tego nic złego - powiedziała Ginny i po raz pierwszy tego ranka spojrzała Harry'emu prosto w oczy. Żołądek chłopca ścisnął się w poczuciu winy, kiedy usłyszał jej głos. - Masz okazję przekazać swoją wiadomość – że musimy walczyć razem, by wygrać.

- Knotowi się to nie spodoba - zauważył Harry. - Kto wie, co mi zrobi, jeśli zacznę głosić takie opinie?

- Zakon nie pozwoli, by coś ci się stało, przecież wiesz o tym, Harry - odparła Hermiona. - Musisz tylko przekazać światu swoją ideę – kiedy ziarno zostanie zasiane, ludzie zaczną działać, a wtedy będziesz mógł już bez obaw powiedzieć Knotowi, gdzie może cię pocałować!

Fred i George wybuchnęli śmiechem.

- Masz całkowitą kontrolę nad sytuacją, Harry - powiedziała chłopcu Ginny. - Zmień informację, którą Knot wkłada w twoje usta, i wykorzystaj ją, by ugrać coś dla siebie!

- Dokładnie – ale wszystko w swoim czasie - Fred pochylił się nad stołem. - Co robimy w sprawie Malfoy'a?


- Czytałeś Proroka Codziennego? - spytał George kilka dni później podając Harry'emu gazetę. Przyjaciele spotkali się w łazience dziewcząt, w której Harry i Hermiona spędzili swego czasu trzy miesiące przygotowując Eliksir Wielosokowy. Tym razem jednak Fredowi i George'owi udało się wykraść kilka fiolek z eliksirowych zapasów profesora Snape'a. Na szczęście jeszcze się nie zorientował; Harry nie chciał nawet myśleć o tym, co by było, gdyby się dowiedział!

- Mam nadzieje, że zdobędziemy jakiś dowód na to, że Malfoy jest w zmowie ze Śmierciożercami i stanowi zagrożenie dla Hogwartu – może wtedy Snape nam wybaczy? - rozmarzył się George, kiedy wszyscy pojawili się w toalecie z fiolkami.

Mało prawdopodobne, pomyślał Harry. Szybko przejrzał Proroka Codziennego; na tytułowej stronie znajdowało się jego duże zdjęcie, które komuś udało się zrobić podczas bitwy w Zakazanym Lesie. Natychmiast poczuł obrzydzenie.

- Jakim cudem udało się komuś zrobić to zdjęcie i przy okazji nie zginąć? - spytał głośno wpatrując się w ruchomą fotografię, która uwieczniła jego i Voldemorta stojących twarzą w twarz. On sam był na nim pełen gniewu i siły – według Knota stanowił idealny symbol walki w trwającej wojnie. Nagłówek nad zdjęciem brzmiał: Harry Potter – Chłopiec-Który-Przeżył i Wybawca Czarodziejskiego Świata?

Harry rzucił gazetę z powrotem w kierunku George'a; nie miał ochoty czytać długiego artykułu na swój temat.

- Więc jak – mamy plan? - spytał Fred i zmarszczył nos, kiedy poczuł paskudny zapach eliksiru dochodzący z kociołka, który Hermiona postawiła na środku podłogi.

- Potrzebujemy włosów - powiedziała skanując szybko oczami strony książki, którą wykradli z Zakazanego Działu biblioteki; peleryna niewidka okazała się bardzo przydatna dla początkujących złodziei. - Eliksiru wystarczy tylko dla trojga z nas.

Harry natychmiast wystąpił naprzód, a za nim stanęli Fred i George.

- Nie możecie iść obaj - Hermiona zwróciła się do bliźniaków. - To będzie zbyt podejrzane, jeśli ktoś zauważy, że zniknęliście.

- Ja pójdę - odezwała się Ginny. Neville i Luna, stojący pod przeciwległą ścianą, kiwnęli głowami na zgodę.

Przyjaciele postanowili, że George, Neville, Luna i Hermiona będą krążyć po korytarzach i stać na warcie; Luna i Hermiona zabiorą ze sobą pelerynę niewidkę, a George i Neville użyją zaklęcia niewidzialności, którego Hermiona nauczyła się rok wcześniej.

- Czyich włosów? - spytał Fred.

- Dla was dwóch Crabbe'a i Goyle'a - powiedziała dziewczyna. - Ostatnim razem poszło nam całkiem łatwo...

- Ostatnim razem? - podchwycił Neville z zainteresowaniem.

- Na drugim roku razem z Ronem zakradliśmy się do Pokoju Wspólnego Slytherinu; próbowalismy się dowiedzieć, kto jest dziedzicem Slytherina.

- Wiecie co, wydaje mi się, że nie docenialiśmy Rona - mruknął smutno George. Fred uścisnął jego ramię pocieszającym gestem.

- A co z Ginny? - spytał Harry.

- Nada się pierwsza lepsza Ślizgonka. Najlepiej ktoś niewielki, kto wtapia się w tło. Ginny będzie mogła się przysłuchiwać, kiedy wy dwaj będziecie przesłuchiwali Malfoya.

- O co zamierzacie go pytać? - zabrała głos Luna. Do tej pory była tak cicho, że Harry prawie zapomniał, że w ogóle tam była.

- Sprawdzimy, czy wie, gdzie ukrywają się Śmierciożercy, i jaki jest ich kolejny plan ataku. Zobaczymy też, czy uda nam się namówić go do przyznania się, że sam jest Śmierciożercą.

- A co potem?

- No cóż – potem powiemy o wszystkim Remusowi albo Snape'owi albo temu, na kogo natkniemy się najpierw - dodał chłopiec zirytowanym tonem.

- A jaki będziecie mieli dowód? Jak Remus ma ci ufać, skoro nie jesteś mu posłuszny, kiedy cię o coś prosi?

To był celny cios; Luna miała rację i Harry o tym wiedział. Remus wyraźnie poprosił go, by pozwolił Zakonowi zająć się tą sprawą, ale chłopiec nie potrafił stanąć z boku i nic nie robić. Sprawy nie posuwały się do przodu wystarczająco szybko: Snape nie sprawdzał się jako przywódca Zakonu Feniksa – ludzie wciąż ginęli pod jego zwierzchnictwem. Gdyby tylko Harry był w stanie wszystko przyspieszyć, dowiedzieć się, gdzie ukrywają się Śmierciożercy, albo nakłonić czarodziejską społeczność do przyłączenia się do walki, wojna skończyłaby się szybciej.

- Uwierzy mi - powiedział w końcu. - W ramach kary może nawet zabrać mi moją miotłę, ale na pewno mi uwierzy – zawsze mi wierzył.

- Nie sądzisz, że nadużywasz jego zaufania? - spytała cicho Ginny przyglądając mu się intensywnie. Chłopiec odwrócił wzrok i wbił go w podłogę.

- Remus zawsze mnie wspierał i na pewno nie zmieni teraz swojego postępowania.

- Uważam, że powinieneś mu o wszystkim powiedzieć - stwierdziła Hermiona, po czym wstała i przeniosła kociołek do jednej z kabin. - Powiedz mu, co planujemy; wtedy nie będzie przynajmniej mógł nas ukarać – i nie będzie zły, że znów robisz coś za jego plecami.

- Nie pozwoli mi iść! - zaprotestował Harry. - Nie jest moim tatą – nie muszę mu o wszystkim mówić!

Hermiona i Ginny niemal jednocześnie zacisnęły usta. Wyglądały tak, jakby z trudem powstrzymywały się przed wrzeszczeniem na niego. George z łatwością przerwał panujące w łazience napięcie.

- W takim razie spotykamy się tu jutro? - spytał lekko. - O tej samej godzinie? Fred i ja zajmiemy się włosami, więc jutro wieczorem możemy zacząć przesłuchiwać Malfoya.


- Severus powiedział mi, że ktoś znów wykradł mu pewne składniki do eliksirów - powiedział Remus neutralnym tonem tego wieczoru przeglądając gazetę, która przed nim leżała. - Czy wiesz może coś na ten temat, Harry?

Chłopiec podniósł wzrok znad swojego talerza, zamarł w połowie kęsa, przełknął i bez mrugnięcia odparł:

- Nic nie wiem na ten temat, naprawdę – ale będę miał oczy szeroko otwarte.

Remus zmarszczył brwi.

- Nie wiem, co planujesz, ale...

- Niczego nie planuję!

- Harry, proszę cię - przerwał mu mężczyzna ze znaczącym spojrzeniem. - Nie wiem, co planujesz, ale... - urwał. Harry patrzył na niego buńczucznie. - Nieważne. Kiedy Severus zorientuje się, kto tak właściwie go okradł, być może ukarze winnych tak surowo, że w końcu zaczniesz mnie słuchać - wstał i zgrabnym ruchem złożył gazetę, ale Harry zauważył, że jego place drżą od tłumionego gniewu. - Nie proszę cię, byś pozwolił Zakonowi zajmować się pewnymi rzeczami dlatego, że lubię patrzeć, jak siedzisz bezczynnie pogrążony w rozpaczy, Harry; proszę cię o to, ponieważ twoje życie wciąż znajduje się w niebezpieczeństwie, a im bardziej angażujesz się w wojnę, tym bardziej ryzykujesz.

- A co z byciem marionetką Knota? - spytał Harry ostro. - To też jest zaangażowanie!

- Kto ci o tym powiedział? - spytał Remus.

- Hermiona. Czyj to był pomysł?

- Początkowo Knota – to właśnie dlatego chciał się z tobą spotkać. Odmówiliśmy mu kilka razy, ale wygląda na to, że teraz pełna parą rozpoczął kampanię promocji twojej osoby jako wybawcy magicznego świata i to bez naszej wiedzy. Po naszej rozmowie w Skrzydle Szpitalnym przedyskutowałem tę sprawę z profesor McGonagall i ona uważa, że zaangażowanie się w tę kampanię nie wyrządzi ci większej krzywdy. Wręcz przeciwnie – mógłbyś nam w ten sposób bardzo pomóc, między innymi dlatego, że wiedzielibyśmy o wiele więcej o tym, co się dzieje w Ministerstwie. Nie będziesz walczył w pierwszej linii – nie w dosłownym znaczeniu. Twoim zadaniem będzie przekazanie ludziom konkretnej informacji; jeśli chcesz nam pomóc, zgoda na wzięcie udziału w planie Knota byłaby na to świetnym sposobem – a i ty mógłbyś wiele na niej skorzystać.

Harry kiwnął głową.

- Właśnie dlatego zamierzam to zrobić.

Remus, zdumiony, milczał przez kilka chwil.

- Jesteś pewien?

- Tak - odparł Harry wstając na nogi. - Masz rację – mogę wykorzystać rozgłos, jaki chce mi zapewnić Knot, by zarazić ludzi naszą ideą, i powiedzieć im, że muszą walczyć razem ze mną.

Na usta Remusa wpłynął uśmiech, ale mężczyzna wciąż przyglądał się Harry'emu uważnie.

- Żadnych kłótni?

- Żadnych. No, to jaki właściwie jest plan Knota? Wolę to wiedzieć, zanim podpiszę z nim cyrograf! Ale mam jeden warunek – nie, dwa.

- Jakie?

- Po pierwsze, chcę wrócić na zajęcia; po drugie, zanim zgodzę się na kampanię Knota, musimy dostać zgodę na przesłuchanie w sprawie twojej opieki nade mną.