10. Wiązanka zdarzeń.

Gdy dotarłam na miejsce spotkania byłam spóźniona około 10 minut. Polanka była jednak zupełnie pusta. Jedyną rzeczą, którą dostrzegłam był pozostawiony na trawie rysunek, przedstawiający pomniki Hokage. Zawiał wiatr niosąc kartkę w stronę wioski. Poznałam ten obraz. Narysował go Akihiro, gdy pewnego dnia siedzieliśmy na dachu biura Godaime. Ruszyłam w stronę wskazaną przez obraz. Byłam pewna, że bez powodu nie zmieniałby miejsca spotkania, a tym bardziej nie przekazywałby mi tego w taki sposób. Ciekawiło mnie, co tym razem wymyślił. Na skale znalazłam kolejną kartkę. Tym razem rysunek przedstawiał Pomnik Pamięci. Trochę zbulwersowana tą całą grą-zgadywanką zaczęłam biec i skakać po dachach budynków.

Mknęłam właśnie przez gęsty las. Drzewa się przerzedziły, a ja zwolniłam kroku. Zatrzymałam się przy grubym pniu na skraju polanki i ujrzałam klęczącego tyłem do mnie, głośno odmawiającego modlitwę na cześć zmarłych, przyjaciela. Ruszyłam w jego stronę przyłączając się do modlitwy i w końcu zrównałam się z nim i również przyklęknęłam przed pomnikiem. Zwrócił na mnie uwagę dopiero, gdy skończyliśmy. Delikatnie usiadł na trawie, a ja wraz z nim. Chwilę wcześniej zauważyłam, iż na pomniku pojawiło się kolejne nazwisko – Hatake Kakashi.

-Akihiro, powiedz mi, po co ciągałeś mnie przez pół wioski do tego miejsca? I czemu akurat tu? – zaczęłam spokojnie zadawać pytania.

-Po prostu chciałem tu z Tobą pobyć. Wujek Kakashi był mi bardzo bliski i dalej nie mogę się pogodzić z tym, że odszedł.

-Wujek? – tym słowom towarzyszył niesamowicie komiczny wyraz twarzy.

-Tak naprawdę nie był moim wujkiem, ale był bliskim przyjacielem mojego ojca i znałem go od dziecka.

-Yhym… Więc Tobie na pewno też jest bardzo trudno…

-Też?... Chodzi ci o…

-Mojego brata. Był w jego drużynie razem z Sakurą Haruno i Sasuke Uchihą.

-Acha… Przepraszam, nie pomyślałem.

-Nic się nie stało. A… - tu zawahałam się - …jaki był Kakashi?

-Był naprawdę fajnym człowiekiem i świetnym shinobi. A na przykład kiedyś… - i tak opowiedział mi kilka zabawnych historii z życia Hatake. Humor wyraźnie mu się poprawił. Gadał ja najęty, co chwila przypominając sobie nową porcję zdarzeń i faktów. Ja na zmianę wytrzeszczałam na niego gały i tarzałam się ze śmiechu po ziemi. Siedzieliśmy tak do późnego wieczora, gdy nagle zza chmury wyłoniła się srebrzysta tarcza księżyca, a po lesie poniosło się wycie. Mimowolnie zadrżałam. Akihiro wyprostował się i wyczulił zmysły. W tym momencie na polanę wtargnął słodki zapach. Chłopak zerwał się jak oparzony.

-Przepraszam, zapomniałem o czymś.

I zniknął w gąszczu drzew. Jakaś dziwna siła kazała mi pójść za nim. Weszłam w las i ruszyłam po jego śladach. Ale jakieś 2 metry od polanki zmieniły one kształt z butów na odciski łap. Popychana ciekawością szłam dalej. Drzewa rosły coraz rzadziej i w końcu moim oczom ukazała się niewielka łąka wypełniona słodkim zapachem białych kwiatów. Między nimi, jakiś metr ode mnie, dostrzegłam wilka. Po chwili wlepił we mnie czujne, przestraszone spojrzenie. To był ten sam wilk, który uratował mnie we śnie. Ale czy to w ogóle możliwe? Przecież to był zwykły sen, a to rzeczywistość. A może tak mi się tylko wydaje? Może zaraz się obudzę? Znowu poczułam tę chakrę, a na czole wilka pojawił się biały znak. Taki sam jak widziałam u Akihiro. Teraz byłam prawie pewna, że Akihiro ma z tym coś wspólnego. To było podejrzane. Nagle poczułam ból. Ktoś zaszedł mnie od tyłu i uderzył w kark. Teraz byłam pewna, że to nie sen. I już tylko ciemność, pustka. Nic.

Obudziłam się rano na „mojej" polance. We włosach miałam biały kwiat. Taki sam, jak te, które widziałam poprzedniej nocy. Wstałam z ziemi i otrzepałam brudne ubranie. W tej chwili moją uwagę przykuły leżące w trawie klucze. Po breloczku poznałam, że należały do Akihiro. Musiał je zgubić. Gdy wyciągnęłam rękę żeby podnieść zgubę zakręciło mi się w głowie. Pochylona straciłam równowagę i upadłam na kolana. Po chwili świat przestał wirować, a ja podniosłam klucze przyjaciela. Postanowiłam się nie przemęczać z uwagi na dziwne zawroty głowy i wolno ruszyłam z stronę osady. Po drodze, w wiosce, miałam wielu ninja. Każdy shinobi gdzieś się spieszył, nie zauważał mnie, nikt się nawet nie przywitał, chociaż wielu z nich to moi bliscy przyjaciele. Czułam się jak duch, spokojnie sunący ulicami szukając ukojenia, będąc niewidzialny, przez ludzi niezauważany. I tak znów pogrążona w rozmyślaniach dotarłam do domu Akihiro. Mieszkał sam i raczej nie nosił przy sobie zapasowych kluczy, więc byłam pewna, że go tam raczej nie ma. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i powoli przekręciłam w zamku. Uchyliłam drzwi i wsunęłam się do niewielkiego mieszkanka. Ruszyłam do salonu. To, co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. W pokoju było pełno…