W dniu swoich urodzin nie robił za wiele.

Była sobota, więc nie musiał iść do szkoły. Parrish od rana był na komisariacie – jako nowy szeryf miał naprawdę dużo pracy – ale zrobił mu śniadanie przed wyjściem. Pancakes z syropem klonowym. Stiles miał ochotę wycałować go za to od stóp do głowy, ale poprzestał jedynie na podziękowaniach przez telefon.

Obok talerza znalazł małe pudełeczko. Otwierał je naprawdę ostrożnie, niepewny zawartości, a kiedy już zobaczył, co jest w środku, odrzucił je daleko od siebie. Zaczął się trząść i oddychać niemiarowo, nie mogąc opanować mocno i szybko bijącego serca. Przełknął ciężko, podchodząc odrobinę bliżej i jeszcze raz sięgając po prezent.

Parrish nie wiedział. Parrish nie miał zielonego pojęcia o niczym, nie wiedział o ojcu. Chciał być miły.

- Chciał dać ci coś, co będzie ci o nim przypominać. Chciał być miły.

Powtarzał sobie, patrząc na odznakę szeryfa, która należała do Johna.

- Chciał być miły.

Powtórzył jeszcze raz, chowając ją – zamkniętą szczelnie w pudełku – na dno swojej torby.