ROZDZIAŁ 10

Angel była pełna podziwu dla jej dokonania, spodziewała się tego wcześniej, czy później. Jenny nie była z tych, co zostawiają nie zamknięte sprawy. Była zaskoczona, gdy usłyszała się o kilku nowinkach z życia swego kolegi. Nie spodziewała się, że Sara w ogóle istnieje, była podobnie zaskoczona, jak Jenny, gdy ta stanęła przed nią otwierając jej drzwi. Opowiedziała jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami nie zapominając o swoich domysłach, które dała na sam koniec.

Na nowe wiadomości nie była przygotowana, ale potwierdziły się nie tylko jej podejrzenia, że nie wiedzą wszystkiego o nim i nie dowiedzą się tak łatwo.

Ten chłopak ma więcej tajemnic od CIA. Nie licz na to, że to koniec, to początek góry lodowej, a do szczytu jest cholernie wysoko. Upłynie jeszcze wiele wody nim poznasz go dokładnie, ale w tedy nie będziesz mogła powiedzieć „Znam Erica Brossa na wylot.", o nie.

Myślisz, że nie dają sobie z tego sprawy? Nawet Sara nie wie o nim wszystko, a przecież mieszkają razem i powinna wiedzieć o nim zdecydowanie więcej ode mnie, a nie zna całej jego przeszłość. Zapewne więcej, niż ja, ale i przed nią ma jakieś tajemnice.

Marne pocieszeni, stwierdziły obie w duchu jednomyślnie. Tak jak powiedziała Angel, on miał więcej tajemnic od tej cholernej Centralnej Agencji Wywiadowczej, która wręcz je ubóstwiała. Chociaż od nich było łatwiej wydrzeć jakieś informacje, niż od niego. Wielu już próbowało, ale nikomu tego jeszcze nie udało się dokonać. Trzymał blisko siebie nawet skrawki plotek o sobie, jakby był ujawnienie ich było dla niego wielkim zagrożeniem.

I tak było dokładnie.

Dziś nie było treningu, co bardzo ucieszyło zwłaszcza chłopaków, którzy uważali, że nie ma milszego zajęcia, niż bycie obok swoich dziewczyn. Na to mogli i chcieli poświęcić każdą wolną chwile, a także zrezygnować dla tego z kilku mniej przyjemnych obowiązków.

Jack miał nadzieje w końcu zakończyć nie miły temat, który ciągnął się za nimi od jakiegoś czasu, a dokładnie od zakończenia meczu Wikingów z Panterami, jak do tej udawało się jej unikać rozmowy na ten temat. Jasne było, że trzeba było rozwiązać tą sprawę, a nie cały czas od niej uciekać, robić z niej tabu, zakopać, zapomnieć, że kiedykolwiek miało podobne zajście. Tak się jednak nie dało zrobić. Jenny mogła pragnąć zignorować problem i nigdy więcej go nie poruszać, zrobić z niego tabu. On jednak nie zapomni.

Podszedł do niej i pocałował ją delikatnie w usta. Wyczuł, że coś się zmieniło, tylko nie wiedział co dokładnie. Jego dziewczyna była w doskonałym nastroju, jak nigdy ostatnio. Podejrzliwym okiem na nią spojrzał jakby oczekiwał jakieś niespodzianki, która spowoduje, że nie będzie w stanie stać na nogach bez niczyjej pomocy. Nie podobało mu się takie spojrzenie, nigdy niczego dobrego nie wróżyło.

Co się stało? spytał lekko zakłopotany nieznanym mu obrotem sprawy.

Nic. odparła Jenny posyłając znaczące spojrzenie Angel, która uśmiechnęła się, co jednoznacznie oznaczało, że jednak coś się stało i nie miały zamiaru nic powiedzieć. A jednak powiedziała zaskakują go całkowicie. Byłam u Erica i sobie wszystko wyjaśniliśmy. Nie jest na mnie obrażony.

Jego mina mówiła za niego, był totalnie zaskoczony, nie spodziewał się tego po niej, szybciej dalszego unikania tematu i odwlekanie tego, co nieuniknione, czyli rozmowy z Ericem. Nie popuściłby jej tego tak łatwo jak myślała. Miał być nieugięty w tym przypadku.

No w końcu. powiedział sam nie mając pojęcia co miał powiedzieć, był całkowicie zaskoczony, ale i zadowolony, że załatwiła sama do końca sprawę jak należy. Byłaś w wczoraj u niego?

Dzwonił do niej do domu, ale nie zastał jej, ponoć gdzieś wyszła, rodzice myśleli, że jest u niego. Nie była. Próbował dzwonić na komórkę, ale ta była wyłączona.

Dziś rano. odparła zaskakując go po raz kolejny i to w tak krótkim czasie. Miałam wczoraj pojechać, ale musiałam wszystko dokładnie przemyśleć. Kiedy dzwoniłeś byłam w domu, ale kazałam mówić, że mnie ma, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.

Kiwnął głową dając do zrozumienia, że przyjął to do wiadomości i nie miał zamiaru o nic nie pytać.

Co mówił Eric?

Nic, przyjął przeprosiny i nic więcej nie powiedział. Poznałam Sarę, to dosyć miła kobieta, pracuje w prokuraturze…

I ona chodzi z Ericem? spytał przerywając jej Nick.

Nie zważając na jego pytanie mówiła dalej.

Poznali się jakiś czas temu, wyglądają jakoś dziwnie. Mam na myśli, że zachowują się jak stara para, a nie jak przyjaciele. Nie są razem, już nie. Są przyjaciółmi i z tego co zrozumiałam ją, Eric, ma zamiar spotykać się z Margo, choć początek był niefrasobliwy. Jakiekolwiek kłopoty z naszej strony będą niemile widziane. Krótko mówiąc mamy ich zostawić w spokoju.

Co ci się za bardzo nie podoba. powiedział nie zważając na słowa i ich konsekwencje Nick.

Moje zdanie się nie liczy w tej sprawie. Eric wie doskonale co robi i nie potrzebuje doradcy do spraw sercowych. powiedziała groźnie. Wie doskonale co robi.

Nie zapomnij jak zaczęli. Nie wiem co może z tego wyrosnąć, ale nie daję im zbyt wielkich szans na przetrwanie. odezwała się Angel stając po stronie koleżanki. Eric nie należy do osób, które umieją żyć w stałym związku zbyt długo. Po jakimś czasie zaczyna się dusić brakiem wolności, którą odbiera mu związek z dziewczyną. Nie wtrącając się nawet przyśpieszymy to co nieuniknione, czyli rozpad czegoś, co nie ma przyszłości.

Nie bądźcie takie pewne siebie. w obronie nie obecnego staną Nick, co zaskoczyło zwłaszcza Angel. Jej chłopak nie raz i nie dwa wypowiadał się otwarcie na temat jego skłonności do częstych zmian partnerek. Margo, to miła dziewczyna, trochę za mocno rozchwytywana wśród chłopaków, choć do tej pory żadnemu nie udało się dobrać się do niej należycie. Może im się uda, kto wie.

Jack kiwnął głową dając w ten sposób do zrozumienia, że popiera wszystko, co powiedział jego kolega na temat ich nieobecnego przyjaciela. To on odebrał mu Jenny i było mu w pewien sposób głupio, bo od tego czasu zaczął zmieniać dziewczyny częściej niż on skarpetki. Chciał może bardziej od swojej dziewczyny, aby w końcu znalazł sobie kogoś z kim będzie mu dobrze.

Margo była miłą dziewczyną, choć miała zwyczaj obracać się w towarzystwie zawodników z drużyny. Ci z nich, którzy nie mieli dziewczyn, a było kilku takich miało ochotę na nią. A najbardziej z nich wszystkich Drako, co wróżyło spore kłopoty na linii Bross – Mer – Drako. Mogło to się odbić na nich i to była nie miła myśl. Nie szukał kolejnego powodu, aby trafić wyżej na czarnej liście Drako, czyli również na liście Silvera.

Dajcie im spokój, to ich życie i nie chcą, aby ktoś w nie wtrącał, a najbardziej my. Eric nie wygląda na takiego, co nie wie, co robi. On doskonale orientuje się w sytuacji, to przecież ją stworzył i świetnie nad nią panuje. Dadzą sobie radę, jeśli tylko nie będziemy się wtrącać.

Jakoś dziwnie zabrzmiało jego „my", w uszach Jenny i Angel brzmiało to raczej jako „wy". Nie skomentowały tego jednak, gdyż nie chciały wdawać się w polemikę z nim. Kłótnia nie była potrzebna, powód był zbyt błahy, nie wart zachodu, wkładania w niego wysiłku.

Nie miały zamiaru dłużej drążyć tego tematu, bynajmniej na razie. Przyjdzie czas, przyjdzie pora na poruszenie tego tematu i wyciągnięcie kilku wniosków. Nie miały zamiaru tak zostawić tej sprawy, to nie był ich styl. A przecież, tu chodziło o ich znajomych, nie mogli przecież ich tak zostawić.

Czemu nie macie dzisiaj treningu? spytała Angel.

Trener musiał wyjść, jakieś pilne sprawy.

A asystent? Przecież może poprowadzić dla was trening. Ma zastępować trenera, a nie się obijać.

To coś poważnego, że konieczne było odwołanie treningu. Mnie to nie boli, mam czas dla ciebie. Jakoś dzisiaj nie mam ochoty biegać za piłką, może później, ale nie teraz.

Zarzuciła mu ręce na szyje i przyciągnęła go do siebie i spojrzała na niego prowokująco.

Na co masz teraz ochotę?

Wzruszył tylko ramionami. Doskonale wiedziała na co ma ochotę, ale to musiało poczekać, gdy znajdą się sam na sam, zamknięci w czterech ścianach.

Nie wiem na co mam ochotę. Kiedy mi coś przyjdzie coś do głowy, to ci powiem, daję słowo. Do tego czasu, chyba starczy mi sam fakt, że jesteś tu obok mnie.

A może coś jeszcze?

Spojrzał głęboko w jej oczy i przeszedł go dziwny dreszcz. Dreszcz podniecenia. Jego wielka ochota była coraz większa, nie pragnął niczego innego jak tylko być z nią sam na sam. Do trzeciej zostało jakieś dwie godziny, ale znając szczęście uda im się wyrwać dobre pół godziny przed nią. A wtedy…

Jack! rozległ się krzyk, który zagłuszył i to skutecznie zagłuszył rozkoszne marzenia. Gliny są u dyrektora. Jest ten cały Trinity, nie ma tej drugiej, ale jest jakaś inna i dwóch mundurowych. Mają kogoś zgarnąć.

O cholera. wywaliła przez zaciśnięte zęby Jenny. A on kogo tym razem szuka?

Nie mam pojęcia, są u starego i nikt nie wie, po co przyjechali, ale coś mi mówi, że niedługo się dowiemy.

Trener Opard chodził wściekły, po tym co było mu dane usłyszeć nie mógł siedzieć spokojnie. Słyszał już kilka dziwnych historii, doskonale zdawał sobie sprawę, że jego chłopcy nie należą do świętych i raz na jakiś czas zrobią coś głupiego. Ale to, o co tym razem ich posądzono, to była lekka przesada. Rozumiał picie, zagłuszanie ciszy nocnej, szczeniackie wybryki, ale nigdy nie morderstwo, które poruszyło całe miasto i mogło doprowadzić do wojny między zwaśnionymi gangami. To było jak na jego siły o wiele za dużo. To było kłamstwo! Znany ze swojej wybuchowej natury, trener, powiedział dobitnie co myśli o nim i jego pracy, nie przebierając w słowach.

Agent cierpliwie poczekał, aż ten skończy szaleńczy potok słów i choć trochę się uspokoi, nim podjął, to co mu przerwał wybuch trenera. Nie miał zamiaru wchodzić z nim w jakąkolwiek polemikę, gdyż nie miał to żadnego sensu i doprowadziłoby tylko do większej kłótni, a liczył na pomoc z jego strony.

Przedstawiłem jakimi dowodami dysponujemy. zaczął w typowym dla siebie sposób, czyli spokojnie. Proszę postawić się w naszej sytuacji i powiedzieć mi, co by pan zrobiłby?

Zmielił w ustach wiązankę przekleństw i odpowiedział na jego pytanie.

Postąpiłbym jak pan. Ale brałbym pod uwagę możliwość, że ktoś próbuje mnie wprowadzić na zły tor.

Ja również biorę taką możliwość pod uwagę i to całkiem serio, ale muszę się opierać na zebranych dowodach. odparł spoglądając na niego swoimi szarymi oczyma. Jak na razie sprawdzamy trop jaki podjęliśmy z miejsca zbrodni. Muszę powiedzieć, że nie wiele śladów zostawiono, choć to co mamy jak na razie musi starczyć do momentu odnalezienia kolejnych.

Dyrektor ucieszył się, że miał za sobą ten wybuch wściekłości i mogli w końcu wziąć się do pracy. Chciał pomóc policji w znalezieniu winnych tej okrutnej zbrodni. Nie pojmował jak można być takim…, zwierzęciem, bo inaczej nie potrafił nazwać osobę, która dokonała tego nieludzkiego czynu.

Macie jakiś podejrzanych? spytał za swojego biurka.

Sierżant Woo spojrzała na swego kolegę, który kiwnął głową dając jej znak, że może działać.

Kto miał dostęp z drużyny do magazynu ze sprzętem sportowym?

Nikt, ale odnotowaliśmy kilka włamań, nigdy nie ginęło nić wartościowego, były to raczej wybryki dzieciaków. Nigdy nie odnotowałem braku czegokolwiek w nim. Inwentaryzacje robię co dwa miesiące.

Dziewczynę zaatakowano i uderzono rurką, która miała znaki waszej drużyny. Musiała pochodzić od jakiegoś urządzenia sportowego. Jak się domyślam każdy przyrząd sportowy ma wasz znak?

Tak. Umieszczamy go widocznych miejscach, aby wiedział czyja jest to własność.

Komuś cholernie zależał, abyśmy też się dowiedzieli. włączył się Trinity. Nie mam pojęcia, czy to podpucha, czy zabójca był naprawdę głupi? Użył narzędzia, które naprowadziło nas do was. Jest więc wielkim głupcem, albo liczy się z możliwością, że w ten sposób pozbędzie się nas z karku. Jak na razie bierzemy pod uwagę następujący wariant. Zabójcy są uczniami tej szkoły, należą do drużyny. Znamy inicjały jednego z nich. Sprawdziliśmy je z listą osób, którzy podpadają pod nasze założenie. Wynik jest następujący, na liście znalazło się trzy nazwiska.

Którzy to? spytał poruszony trener.

Jerry Hoard, John Riddling, Jack Russell.

Nazwiska były znane każdemu, a zwłaszcza te ostatnie. To powodowało, że nie mogli uwierzyć, aby mieli jakiś związek ze sprawą. Nie spodziewał się asie po prostu czegoś takiego po kimś, kto miał świetlaną przyszłość przed sobą w sporcie.

Pomyłki nie ma. zapewniła ich Kim. Jeśli możliwe jest, to chcielibyśmy się zobaczyć z nimi.

Pójdę po nich. zaoferował trener.

Funkcjonariusze Parston i Smith pójdą z panem, tak dla świętego spokoju.

Myśli pan, że moi uczniowie sprawią jakiś kłopot?

To co ja myślę, to moja prywatna sprawa i nic panu do tego. Wysyłam ich z panem, gdyż taka jest procedura, nic tu nie ma do powiedzenia zaufanie, czy jego brak do pana, czy do pańskich uczniów.

Ledwie wprowadzono pierwszego, a już wyszedł. Podobnie było z drugim. Trzeci był Jack.

Siadł na fotelu naprzeciw tajnego agenta, obok niego siedziała pani sierżant z policji miejskiej. Wiedział czemu znalazł się w tym pokoju i jakoś mu się nie podobało, ale nie miał nic do powiedzenia, nikt go o zdanie również nie pytał, bo i po co. Dopiero teraz miał odpowiedzieć na kilka pytań, które zapewne mu nie przypadną do gustu. Nie miał niczego do ukrycia i nie powinien się bać, ale jakieś dziwne uczucie mu doskwierało. Ciarki przeszły mu po plecach.

Trinity podniósł się ze swojego miejsca i siadł na biurku dyrektora, spojrzał na niego i zadał mu pytanie.

Wiesz czemu się tu znalazłeś?

Potaknął głową i odpowiedział starając się nadać głosowi jak najbardziej naturalny ton, co nie było takie łatwe jak się mu wydawało na początku.

Szukacie mordercę.

A wiesz czemu ty tu jesteś?

Jestem podejrzany o dokonanie tego?

Tak. Są dowody, które pozwalają świadczyć, że to ty dokonałeś tego morderstwa na spółkę ze swoim kumplem. Z kim wczoraj byłeś i gdzie około godziny jedenastej, kilka minut po niej?

Z Nickiem McKen, byliśmy w „Trzynastce" do godziny jedenastej, później poszliśmy do domu. Nie pojmuję dlaczego pan uważa, że możemy mieć coś wspólnego z tym zabójstwem?

Bo znalezione dowody świadczące, że miałeś coś wspólnego z tym zabójstwem, ty i ktoś drugi. A jeśli Nick był z tobą, to samo nachodzi, że drugim, którego poszukujemy jest właśnie on.

Nie miał nic wspólnego z tym zabójstwem, ale on uważał coś zupełnie innego. Dalsza część rozmowy będzie musiała się odbyć niestety, ale na komisariacie. Zabierzemy ciebie i Nicka. Idziemy.

Podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. Szare oczy agenta, nie były jak zwykle przepełnione nienawiścią, chęcią mordu, lecz pełne współczucia i obietnicą pomocy. A tego właśnie potrzebował. Nie miał pojęcia od kogo właśnie jej oczekiwać. Nie mógł sobie pozwolić na przebieranie ofert z pomocą. Z dawał sobie sprawę z faktu, że jego obecna sytuacja nie pozostawiała zbyt wiele do życzenia. Oskarżenie było głupotą i to skończoną, nie popełnił tego mordu, był niewinny. Jednak mieli dowody, które wskazywały na niego i dlatego przyjechali po niego. Wierzył, że to była pomyłka i wszystko się wyjaśni i to szybko. Na komendzie wszystko się wyjaśni i będzie się z tego później tylko śmiał, taki głupi żart.

Podniósł wzrok i dumnie spojrzał w oczy agenta, który czekał na jego reakcje. Był w nich niepokój, obawa, strach, ale i o dziwo zaufanie. Nie miał powodów, aby mu ufał. Nie potrafił powiedzieć czemu mu ufał, po prostu ufał i już. Gdyby nie chciał mu pomóc i nie wierzył w jego niewinność, bo przecież nie wierzył, że on zabił, to by tego spotkania nie było by, zostałby aresztowany na boisku, na oczach Jenny i wszystkich wokoło.

Wolno, wręcz cedząc słowo za słowem powiedział.

Nie zabiłem tej dziewczyny. Nie wiem jakimi dowodami dysponujecie, ale ja tego nie zrobiłem. Mam nadzieje, że to się wyjaśni to szybko.

Ja również, Jack. Nie przepadam za popełnianiem błędów. Jeśli to nie ty, to to udowodnię. Rozumiesz?

Jak najbardziej. powiedział wstając powoli ze swojego miejsca. Kajdanki będą potrzebne?

Kim spojrzała na niego z wyczekiwaniem. Ona by go zakuła od razu, ale on tu dowodził, nie ona.

Nie, nie będą potrzebne dopóki będziesz się odpowiednio z Nickiem zachowywał. Idziemy.

Drzwi się otworzyły, każdy stał nikt nie siedział, a zwłaszcza Jenny, która nie mogła usiedzieć spokojnie na miejscu od momentu, gdy przyszedł po niego trener z dwójką policjantów. Przeraziła się i to poważnie. Wierzyła w jego niewinność, ale musieli mieć jakieś dowody, które powodowały, że znalazł się na liście podejrzanych. Dwóch wyszło szybko i mogli iść do domu, Jack wyszedł po kilku minutach i to w towarzystwie tego agenta, który nigdy nie wróżył niczego dobrego. Nie był skuty, ale jego twarz mówiła wiele, nikomu nie spojrzał prosto w oczy.

Nie wiedział sam jak się ma konkretnie zachować. Chciał płakać, krzyczeć, że jest niewinny i to jedno wielkie nieporozumienie. Z drugiej strony pragnął zachować się jak przystało na mężczyznę i z podniesionym czołem stawić sprawie czoła. Jednak nie potrafił przekonać innych, mieli przecież dowody wskazujące na niego i prawda się nie liczyła. Na komendzie, a jak źle pójdzie, to na sali sądowej będzie musiał przekonać o swojej niewinności.

Jenny chciała podbiec do niego, ale ruch ręki pani sierżant zatrzymał ją w miejscu. Już wiedziała co się dzieje. Stanęła i nie mogła z siebie wyrzucić, ani jednego słowa, wykonać jakiego ruchu, była jak posąg. Przybyli po podejrzanego i go mieli. A nim był jej Jack. Nie mogła uwierzyć, aby on stał za tym zabójstwem. Znała przecież tego człowieka, była z nim i go kochała. Nie mógł stać za tym zabójstwem. Oni musieli się mylić, innego wyjścia nie było. Za raz powiedzą, że nie znaleźli podejrzanego i przeproszą za zabranie czasu i będą mogli spokojnie odejść do swoich zajęć.

Trinity brutalnie obdarł ją z tych złudzeń. W jej oczach nie miał w sobie żadnego współczucia, tylko zawodową perfekcje. Prawda była zupełnie inna, ale ona nie mogła jej poznać, wręcz nie chciała.

Jack pojedzie z nami na komendę, gdzie odpowie na resztę pytań. Proszę poinformować jego rodziców. powiedział do dyrektora. Zabierzemy ze sobą również Nicka McKen, do niego też mamy kilka pytań. Jego rodziców również proszę poinformować.

Nick nie miał zamiaru tak łatwo się poddawać i iść jak owca na rzeź, wybuch gwałtownie.

Ja nigdzie nie pójdę, nie mam ku temu powodu. Nie ma nakazu aresztowania, nigdzie nie idę.

Pójdziesz. zapewniła go Kim. Mamy prawo zatrzymać ciebie na czterdzieści osiem godzin nie oskarżając cię oddać do dyspozycji prokuratury, młody człowieku.

Niczego złego nie zrobiłem i nie widzę powodu, aby jechać. Oskarżę was o nękanie i bez dowodowe oskarżenie. Mój ojciec ma dobrego adwokata i zabierze wam blachy.

Nie bądź taki groźny, bo jeszcze się przestraszę i nie będę mogła spokojnie pracować na ulicy.

Spokój oboje. wtrącił się agent. Pojedziesz z nami.

Na tym temat się zamknął. Dwóch mundurowych poprowadziło obu chłopaków do wyjścia. Nie obejrzeli się ani razu. Za nimi szła ta dwójka, każdy pogrążony we własnych myślach, które nie dawały im spokoju. Mieli mało czasu, a musieli znaleźć kilka odpowiedzi na dręczące ich pytania, a to nie będzie takie łatwe. Ktoś naprawdę się postarał ich pomieszał mu w tej układance, zabrał kilka części i zostawił jakieś zupełnie nie pasujące do tego obrazka, na którym się obecnie głowił. Nie lubił podobnych sytuacji, gdy ktoś próbował mu pokazać, że jest mądrzejszy od niego i każdego wokół, zazwyczaj źle się to kończyło dla niego. Nie miał zamiaru zabijać tych mądrali, tylko postawić przed sądem i patrzeć jak sąd bez wahania skazuje ich na długa odsiadkę

Nie zauważył dwójki, która przyglądał się uważnie jak wyprowadzał zatrzymanych. Gdyby dostrzegł ich, to może znalazłby te brakujące elementy układanki, a obrazek, który miał ułożyć byłby bardziej prawie ułożony. Jednak nie. Przeszedł obok ich pogrążony we własnych myślach i nie dostrzegł tego rozwiązania. Ta dwójka była kluczem do wszystkich jego problemów. Jego zadanie mogłoby się okazać zdecydowanie prostsze, ale los chciał, że musiał znowu się głowić nad daną sprawą. Nie lubił tego.

Minął klucz i wsiadł do swego terenowego Chevroleta. Dwójka młodych ludzi znalazła się na tylnim siedzeniu jego samochodu. Za nim podążał policyjny Ford z mundurowymi, którzy przyjechali wraz z nimi do szkoły. Ich samochód bardziej się nadawał do przewozu podejrzanych, niż terenowe kombi agenta specjalnego. On jednak zdecydował tak i nie mieli zamiaru się z nim kłócić w tej sprawie.

Nick i Jack nie odezwali się w trakcie podróży na komendę. Nie mieli nic do powiedzenia.

Pokój przesłuchań miał jakieś dwanaście jardów na piętnaście. W środku miał stół dobrze oświetlony przez wiszącą nad nim lampę z typową kratką uniemożliwiającą dostania się do żarówki i prądu. Na stole znajdowały się wszystkie dowody zebrane w trakcie oględzin zwłok i miejsca zbrodni. Oprócz rurki i wisiorka, znajdował się raport coronera, który pracował przez całą noc nad ciałem denatki. Zdjęcia zrobione na miejscu zbrodni i w laboratorium. Raport z wizji lokalnej. To wszystko było starannie ułożone na stole. Nie lubiła bałaganu w miejscu pracy.

Po raz ostatni przejrzał wszystko. Spojrzała na zegarek. Za kilka minut przywiezie jej dwóch chłopaków podejrzanych o dokonanie tego zabójstwa. Dowody wskazywały na jednego z nich tylko, ale on twierdził, że drugi był z nim, a jeśli on był z nim, to zapewne wiedział coś ciekawego. Dobrze, że wziął obu, tak nie będzie musiał się kwapić po drugiego, gdy okaże się, że jego obecność jest jak najbardziej wskazana. A jeśli okaże się, że nie był im potrzebny, to przynajmniej się przejedzie i zapozna się z całą procedurą i będzie wiedział jak wyglądało, gdy przyjechać mu przyjdzie kiedyś w przyszłości.

Pracowała dość długo nad podobnymi sprawami, aby móc sobie wyrobić nie tylko zdanie, ale stać się w kimś w rodzaju specjalisty od podobnych zdarzeń. I w tym przypadku zgadzała się ze zdaniem agenta Trinityego, ktoś cholernie mądry wrabia te dzieciaki w coś, co nie popełnili. Nie potrafiła znaleźć powodu, po prostu zgadywała, narobili sobie potężnych wrogów, którzy chcieli w ten sposób się ich pozbyć. Jeśli jej przypuszczenia były słuszne, to tamci się cholernie się postarali, aby dowody wskazywały przeciw nim. Nie było łatwo zgrać wszystkiego w jedną całość, aby dowody wskazywały konkretnego podejrzanego jak w tym przypadku. Nie oznaczało, że nigdy nie spotkała się z podobnym przypadkiem, gdy próbowano winną za zabójstwo obarczyć kogoś innego, ale nie w taki sposób. Była ciekawa, kto stoi za tym wszystkim.

Jej szef pragnął szybkiego zakończenia sprawy. Kiedy się dowiedział, że mają podejrzanych był bardzo zadowolony z tego faktu. Liczył na kolejny sukces i szybszy awans do pierwszej ligi, czyli do prokuratury stanowej. Nie chciał pracować na takim zadupi, gdzie dzieciaki miały zwyczaj strzelać do siebie i nic innego się nie działo ciekawego. Ta sprawa mogła się okazać przepustką. Ona jednak się nie kwapiła, aby otrzymał ją.

Mieli być dopiero za kilka minut, ten czas poświęciła go na kilka drobnostek. Poprawiła nową broń, do której jeszcze nie mogła się przyzwyczaić. Python był cięższy i robił pewne wrażenie, nowa zabawka jakoś nie za bardzo przypadła jej do gustu, brakowało jej tego autorytetu jaki szedł z tą potężną bronią. Zapłaciła za nią kupę kasy i nie chciała teraz jej zmieniać. Powinna spytać się tej góry złomu, co on myśli.

Nie wiedziała jaki dokładnie obrót przymnie ta cała rozmowa, jak daleko się zagalopują i jakie dokładnie słowa zostaną wypowiedziane i do jakich skutków doprowadzą. Spodziewała się wszystkiego, gdy dojdzie do konfrontacji między jej szefem, a Trinitym, który będzie zapewne bronił tej dwójki do końca i w razie czego postawi swoją reputacje na szale. Nie podda się tak łatwo i nie ulegnie presji jej szefa, a nawet posunie się do tego, że zagrozi mu nie kolegami na stołkach, tylko utrata zdrowia z powodu kontaktu z jego pięścią. I tak dojdzie do małego starcia między tą dwójką.

Jej wkład w całą tą sprawę był wręcz symboliczny, brała w niej udział tylko dla tego, że ją o to sam poprosił i nic więcej, to był z jego stron dobry gest i nic więcej. Miała wziąć udział tylko w przesłuchaniu na komendzie i pomóc w weryfikacji dowodów jakie zebrali, podsunąć jakiś pomysł. Nie będzie nalegała, aby włączył ją do dochodzenia, jeśli poprosi o pomoc w odnalezieniu prawdziwych zabójców, to się zgodzi. Sama była ciekawa, kto tak naprawdę stał za tym morderstwem.

Przyjechali na komendę i od razu udali się do tego pokoju, gdzie cierpliwie czekała na nich. Wprowadził ich osobiście Trinity nie mieli zbyt dobrych min, nie spodziewała się niczego innego, na ich miejscu zachowywałaby się tak samo. Nie wiedzieli co mają robić, jak się zachować, czego mają się dokładnie się spodziewać. Byli podejrzani o dokonanie przestępstwa, za którego popełnienie mieli być sądzeni jak dorośli, a wyrok byłby jak najbardziej skazujący i długi. Najpierw jednak trzeba było im to udowodnić, co nie będzie takie łatwe biorąc pod uwagę fakt, że on przyłoży się do tego, aby znaleźć dowody niewinności i prawdziwych zabójców.

Siadajcie. zwróciła się do nich wskazując krzesła. Masz zamiar brać udział w tej rozmowie?

Jak na razie nie. Później przyjdę, zostanie policjant przy drzwiach, wiesz co masz robić.

Jasne.

Kiwnął głową i wyszedł, a za nim wyszła Kim, nie wiedząc czemu zostawia ją samą. Chciała spytać go o to i kilka inny rzeczy, przede wszystkim o to co miało miejsce w biurze dyrektora. Nadal nie była przekonana do tego, że nie wiedział kim jest właściciel tego wisiorka. Nie miała niezbitych dowodów, aby powiedzieć, że wiedział kim on jest od momentu, gdy zobaczył go na miejscu zbrodni.

Weszli do pokoju obok i przyglądali się rozmowie. Byli sami i mogła go w końcu spytać o to. Musiał jednak uważać, aby nie przegiąć pały i nie zostać odsuniętą od dochodzenia, gdyż jak Sara Reed byli tu jego gośćmi i to o ograniczonych prawach.

Wiedziałeś, że to on?

Tak, ale to nie oni dokonali tego zabójstwa. powiedział nie odrywając spojrzenia od monitora. Ktoś sobie pogrywa i to całkiem nieźle z nami, a ja tego nie lubię.

Masz jakiś dowód na to, bez nich nie mamy o czym mówić, jak na razie dowody nie przemawiają za ich niewinnością. Zrozum to, tu nie ma czegoś, bo …, tu tylko przemawiają dowody.

Doskonale sobie z tego zdaję sprawę. Już ściągam ludzi, którzy pozwolą mi tego dokonać.

Czemu to w ogóle robisz? Nigdy czegoś podobnego nie robiłeś, nie interesowało cię udowadnianie winy, czy niewinności. Brałeś się tak za robotę, że nie trzeba było później robić dochodzeń.

Oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na nią, tak jak nigdy do tej pory i nie chciał, aby spojrzał na nią po raz kolejny, gdyż nie było w tym nic miłego. Jego oczy potrafił przeszyć człowieka na wylot i to bez większych trudności, a następnie zamrozić wszystko na jedną wielką kostkę lodu na całe cholerne wieki.

Mam taki kaprys. Bo chcę podnieść procent osadzonych, a nie martwych, to moja sprawa i tyle. Żal mi dzieciaków, ktoś robi, a raczej próbuje zagiąć na mnie wała, ale mu się nie uda. Rozumiesz?

Nie.

Znów wbił oczy w ekran i przyglądał się jak zachowywali się podejrzani o morderstwo, już do nich doszło i wiedzieli co im grozi jeśli zaczną myśleć i to w trybie błyskawicznym.

Nie musisz. Liczy się dla mnie dopadnięcie tylko tych co pogrywają ze mną.

To rozumiem i to całkiem dobrze.

To dobrze, gdyż będą potrzebował twojej pomocy.

Zamknęli się i znowu spojrzeli na monitor.

Sara zaczęła całkiem powoli, nie naciskała na nich od samego początku. Specjalizował się w takich przypadkach, gdy nieletni jest pod ostrzałem policyjnych i prokuratorskich oskarżeń. Nie wolno atakować ich od razu jak to robi się ze starymi klientami w celu złamania ich, trochę delikatnego zachowania nikomu nie zaszkodzi. Chciała zdobyć ich zaufanie. Miała na to sposób.

Nazywam się Sara Reed, pracuję w prokuraturze.

Jej nazwisko nie było im obce. Kojarzyli je z Ericem, co potwierdził od razu Nick. Spodziewała się tego po nim, bardziej, niż po zamkniętym Jacku.

Ta tajemnicza koleżanka Erica Brossa?

Tak, ta sama. Dziś była u nas Jenny, w końcu załatwiła z nim wszystkie sprawy do końca.

Mówiąc te słowa patrzyła się Jacka, który nie miał zamiaru powiedzieć, ani jednego słowa, jakby na coś czekał specjalnego. Może na przyjazd rodziców z adwokatem, nie miał zamiaru nic mówić dopóki ten się nie pojawi, nie chciał sam sobie zaszkodzić. Nie wiedział do końca jak wygląda spraw, jakie dowody mieli przeciw niemu. Obrał dosyć słuszna taktykę, ale do końca nie pomocną mu.

Jestem tu, aby w pewien sposób wam pomóc.…

Zaczęła spokojnie, ale nie było jej dane, gdyż Nick je przerwał zadając jej pytanie zbijając lekko.

Co sobie zrobił w rękę Eric?

Raczej w kolano, to stara kontuzja, która odzywa się co jakiś czas. Mam nadzieje, że twój test na zbieżność osób przeszłam i odpowiecie mi na kilka pytań?

Czy ja wiem? Powinniśmy poczekać na przyjazd rodziców z adwokatem. Czy będzie potrzebny?

To zależy jak odpowiecie na moje pytania. Nie będę was czarować, sytuacja jest trochę ostra, parę osób wzięło sobie do serca całą sprawę i za wszelką cenę chce dopaść winnych. Jeśli was pocieszy, to macie cholernie mocne wsparcie ze strony agenta Trinity i mojej.

Przecież nas aresztował. przerwał jej po raz kolejny i zapewne nie ostatni Nick.

Nikt was nie aresztował, zostaliście poproszeni o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań. Nie chciał was aresztować w szkole, tylko przywieźć tu, porozmawiać i dopiero w tedy decydować o dalszym losie. Nie jest zbyt wielkim przykładem jeśli chodzi o takt i całą resztę, ale chce wam pomóc. Ta rozmowa nie będzie w żaden sposób rejestrowana, a więc wszystko co zostanie powiedziane jeśli podejmą decyzje o zatrzymaniu i aresztowaniu nie zostaną wykorzystane.

Miała racje nikt nie ściągał im odcisków palców, ani nie wysłał do fotografa, który pstryknie kilka fotek do rodzinnego albumów chłopaków. Nie przeoczyli tego momentu, a więc nie byli aresztowani.

Nick pomyślał przez moment nim znów zabrał głos nie zwracając w ogóle uwagi na dotąd uparcie milczącego Jaka.

Przykład, jeśli przyznam się do czegokolwiek i później zostanę o to oskarżony, ty nie będziesz mogła potwierdzić i obciążyć mnie, gdy będę próbował się tego wyprzeć.

Tak można powiedzieć.

Chłopaki spojrzeli po sobie i dość długo zastanawiali się nad cała sprawą, nikt ich nie popędzał, mieli sporo czas, choć nie do końca. Jej szef już zapewne dowiedział się za pomocą swoich źródeł, że obaj są na komendzie i przesłuchiwani w tej sprawie, zacznie starać się o nakaz aresztowania obu. A jak go dobrze znała będzie wiercił dziurę w brzuchu sędziego Shermonta, aż ten się zgodzi i je wystawi.

Nick był gotów zaryzykować i odpowiedzieć jej na wszystkie pytania jakie tylko miała, aby jak najszybciej uciec z tego miejsca, które mu śmierdział śmiercią. Jack wahał się przez cały czas, widząc, że Nick był gotów pójść na współprace, to i on może zaryzykować. Wierzyła, że chciała im pomóc, tak samo jak wierzył Trinityemu, choć samemu nie wiedząc do końca czemu. Był niewinny, oczy doskonale wiedziało jak na razie cztery osoby, licząc w tym niego. Nie wiedział jak przekonać do tego resztę, aby móc jeszcze tego dnia wrócić do domu i nie mieć więcej z tego powodu kłopotów.

Okay. odezwał się po raz od momentu wyjścia z gabinetu dyrektora. Odpowiem na każde twoje pytanie. Jestem, jesteśmy niewinni i nie musimy się niczego obawiać. Słucham.

Taka postaw spodobała się Sarze, nie stracił duch i będzie walczyć, to bardzo dobrze.

Gdzie byliście wczoraj wieczorem między jedenastą, a dwunastą?

Ciało dziewczyny znaleziono kwadrans po dwunastej i od razu wezwano policje, oni byli na miejscu po pięciu minutach. Przypuszczano, że mordercy musieli skończyć najpóźniej do za dziesięć dwunasta, to nie była zbyt ruchliwa okolica i każdy obcy samochód nie jest mile widziany. Musieli oddalić się po cichu i na pieszo.

Do jedenastej byliśmy w „Trzynastce", później wyszliśmy i ruszyliśmy na pieszo do domu. Nie wracaliśmy samochodami, gdyż wypiliśmy po piwie, może po dwóch. mówił otwarcie Nick nie krępując się, przecież nic nie wykorzystają przeciw nim, obiecała im. W domu byłem tuż przed dwunastą, gdyż zahaczyliśmy o Angel, było w tedy w pół do dwunastej, albo coś koło tego. Pogadaliśmy może pięć minut i dalej w drogę, ojciec i tak mnie zjechał, że tak długo byłem po za domem. I że nie wróciło się samochodem.

Jakieś alibi mieli, sprawdzenie tej wersji nie zajmie Trinityemu nie więcej jak kilka minut. Nie było to żelazne alibi, ale jakieś mieli, trzeba było tylko wyjaśnić w jaki sposób znalazł się wisiorek Jacka w dłoni zabitej. Nie dali by rady zrobić tego wszystkiego w tak krótkim czasie. Zaczęły się pojawiać pewne rysy, których ta osoba nie wzięła pod uwagę. Jak tak dalej pójdzie, to wyjdą z komendy.

Wyciągnęła wisiorek i pokazała go obu. Reakcja była jak najbardziej przewidziana, rozpoznali go bez problemu. Z niedowierzaniem spojrzeli na siebie i prawie o mniemali. Nie wiedzieli w jaki sposób mieli taki wisiorek. Jack bez słowa wyciągnął brata bliźniaka tego co znajdował się w worku na dowody.

O proszę. powiedział zaskoczony pojmując w końcu, co miało znaczyć, że znaleźli jego wisiorek w dłoni denatki. Ten jest mój, to znaczy oba są moje.

Sara cierpliwie poczekała kilka sekund, aż sam będzie łaskaw wyjaśnić znaczenie swoich słów.

Ten mi zginął dwa tygodnie temu i znalazł się jak widzę. Zamówiłem drugi u tego jubilera, co Jenny go kupiła. U trenera znajduje się świstek na temat zaginięcia jego. Nie liczyłem się z możliwością zwrotu, ktoś mi go ukradł, tego byłem pewien, ale nie miałem dowodów, więc kupiłem ten.

Znajdował się w dłoni dziewczyny. Widocznie zabójca umieścił go celowo. Komuś podpadliście, że chciał tak was w kopać. Nie wiecie komu? Jaka jest możliwość, że prawdziwy zabójca ma podobne inicjały i dokonał podobnego zakupu u tego samego jubilera?

Cholernie nikła?

Żadna.

To mój wisiorek.

Stojący przy drzwiach policjant nie zdołał w żaden sposób za reagować, gdy do środka wdarli się rodzice i adwokat tej dwójki. Ten ostatni nawet nie zdołał przekroczyć progu, a już zaczął się wydzierać i działać na nerwy Sary. Znali się od jakiegoś czasu i nie przepadali za sobą krótko mówiąc, o czym sobie przypominali przy każdej nadarzającej się okazji.

Reed, teraz przegięłaś! ryknął jak wściekłe zwierze. To łamanie praw moich klientów! Zabiorą ci za to blachę, zobaczysz. Odpowiadaliście na jakieś jej pytania?

Tak.

Liczył się z taką możliwością, nawet się w pewien sposób z tego cieszył, gdyż będzie mógł ich oskarżyć o złamanie podstawowych praw zatrzymanych. Szybciej ich w tedy wyciągnie, ośmieszy policje i załatwi z nią swoje sprawy.

Jesteś załatwiona, żegnaj się z robotą!

To wasz adwokat?

Pan Russell, który był bardziej opanowany, niż jego żona, która ściskała syna podobnie jak matka Nicka, podszedł do niej. Branie adwokata nie uważał za konieczne, ale McKen się uparł i ściągnął go.

Tak, pan Morrten reprezentuje naszych synów.

Proszę pana adwokat nie jest potrzebny, nie zostały im postawione żadne zarzuty. Chcieliśmy, aby wyjaśnili kilka spraw. Nasza rozmowa nie była rejestrowana, o czym obu uprzedziłam. A co padło w tym pokoju zostanie między nami.

Więc co ma to wszystko oznaczać? spytała pani McKen.

Dysponujemy dowodami, które wskazały na to, że Jack i Nick stali za zabójstwem Marianny Coro. Z tego co się dowiedziałam wygląda, że ktoś ich wrabia i to całkiem pożądanie.

Chce pani powiedzieć, że uważaliście, że oni stali za nim? spytał lekko uniesiony ojciec Nicka.

Sytuacja robiła się trochę nie miła.

Tak, nie mogę powiedzieć jaki dowód przemówił, że podejrzewaliśmy ich o dokonanie tego. Obaj wiedzą, ale zabrania się im o nim mówić nikomu. Wasz adwokat powie wam co grozi za ujawnienie tego typu informacji. Sprawdzimy kilka rzeczy i za dwie godziny obaj powinni być wolni. Prowadzący sprawę agent sprawi tylko kilka rzeczy i w konsultacji z paroma osobami podejmie dalszą decyzje.

Kto prowadzi tą sprawę? spytał ich adwokat.

Agent Trinity, jemu podlegają wszystkie sprawy dotyczące gangów w mieście. O to i on.

Odwrócili się i zobaczyli go. Nie miał swoich sześciu stóp wzrostu, brakowało mu niespełna cala do tego, ale kiedy pojawił się cały na czarno z typową dla siebie kominiarką na twarzy i z bronią na wierzchu ostudził każdego kto był podekscytowany. Ten facet miał w sobie coś co powodowało, że każdy tracił ochotę na jakiekolwiek kłopoty z nim i to nawet, gdy nie widać całego uzbrojenia.

Agent specjalny Departamentu Sprawiedliwości Trinity, podlega mi cała sprawa. przedstawił się chłodnym tonem. Sprawdzamy właśnie alibi podane przez państwa synów. Za kilka minut będziemy wiedzieć trochę więcej. Proszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na korytarzu, aż skończymy wszystko ustalać. Dostaną państwo kawę, zapewne znajdzie się coś do jedzenia.

Nie mam ochoty na pączki. Kiedy dokładnie będziecie coś wiedzieć?

Za kilka minut.

Trwało to raptem kwadrans. Sprowadzono na komendę wymienione osoby, odpowiedziały na kilka pytań, których odpowiedzi pokryły się z tymi co udzielili Sarze. Przeszli pomyślnie przez weryfikacje, ale nie oznaczało, że był to zupełnie koniec. to nie był koniec, choć obie strony tego pragnęły i to bardzo.

Nick i Jack siedzieli z Sarą w tym samym pokoju w towarzystwie milczącego adwokata, rozmawiali na temat ich wspólnego przyjaciela niejakiego Erica Brossa. Jak się okazało mieli o czym porozmawiać. Wymiana informacji była jak najbardziej obustronna i nie brakowało śmiechu. Kilka „tajemnic" Brossa ujrzało światło dzienne.

Rodzice tym czasie siedzieli na korytarzu i musieli znosić czekanie w niezbyt miłym towarzystwie. Skorzystali z propozycji kubka kawy, ale na pączka żadne się nie skusiło.

Kapitan Brokor zaprosił do gabinetu sierżant Woo i agenta Trinityego, na nich czekał już prokurator okręgowy, a w garści trzymał nakazy aresztowania obu chłopaków. Co nie uszło uwadze Trinityemu. Spojrzał na niego, a następnie na kapitana i oświadczył zaskakując i prokuratora i kapitana.

To nie oni, za kilka minut każę ich wypuścić. Mają alibi i nie widzę powodów, aby trzymać ich dalej tu. Mogą jechać do domu.

Donner wypuścił z gwizdem powietrz z płuc. Nie mógł w to uwierzyć. Miał w garści nakazy aresztowań Jacka Russella i Nicka McKen, starał się o nie długo. Nie miał zamiaru teraz je wyrzucać do kosza na śmiecie, nie po takiej ciężkiej walce o nie. Jego ambicja i honor zostałby naruszone, nie zgadzał się na to. Miał nakazy i miał zamiar zrobić z nich użytku, czyli aresztować ich. Chciał załatwić tą sprawę, zdobyć klucz do pierwszej ligi i wyrwać się z tej dziury. Odpuszczając im tracił najlepszą szansę, to nie do pomyślenia. Zacisnął zęby i zaczął walkę zgodnie z tym co przepowiedziała Sara.

Dowody z miejsca zbrodni wskazują, że to oni. Wisiorek wskazuje na jednego z nich. Mieli dostęp do magazynu zer sprzętem sportowym i w każdej chwili mogli wynieść narzędzie zbrodni.

Tak jak kilkunastu innych chłopaków z drużyny i nie tylko. Nie wiemy kto dokładnie stoi za tym morderstwem, ale w stu procentach jestem pewien, że to nie oni. Brak motywu, nie mamy nic. Nie widzę powodu, aby trzymać ich dalej.

Brokor spojrzał na Kim, nie wiedział czy było dokładnie tak jak on mówił, nie ufał mu do końca, ale ufał jej. Jeśli on powie to samo co on. To w tedy uwierzy, że tak było i nie będzie robił kłopotów z wypuszczeniem ich, osobiście przeprosi jeśli zajdzie tylko taka konieczność.

Ktoś perfidnie wrabia te dzieciaki. zgodziła się z nim i kapitanowi więcej nie było potrzebne do szczęścia. Alibi zgadza się, choć barman z „Trzynastki" miał kłopoty z pamięcią, ale jednak szybko sobie ich przypomniał. Dwie kamery bezpieczeństwa z Placu Wschodniego zarejestrowały jak szli do domu. Są czyści. Trzeba szukać dalej.

Wypuszczenie może nawet nam pomóc. Zabójcy mają coś do nich i to miał być sposób kary, ale trochę im nie wyszło jak widać i będą chcieli się w inny sposób zemścić. Wystarczy mieć na nich oko, a dojdziemy do tego, kto naprawdę stoi za morderstwem. Kiedy dopadnę tych co trzeba, w tedy proszę bardzo stać w świetle reflektorów, przed kamerami i zgrywać jakiś pan dobry, do tego czasu proszę siedzieć cicho i zostawić mi sprawę. Droga do kariery przeze mnie nie prowadzi, wybacz.

Słowa te były jak policzek i to całkiem mocny. Twarz zaszła czerwienią, a w oczach pojawiły się ogniki dzikiej furii, takiej zniewagi nikomu nie przepuści, a zwłaszcza jakiemuś przydupasowi z zakrytą twarzą. Miał gdzieś z kąt był, jakie miał uprawnienia i cała reszta, domagał się satysfakcji. Zwykłe przepraszam nie pomoże. Padło za dużo słów z jego ust, których nic nie cofnie.

Każdy doskonale wiedział, że miał zamiary dostać się do prokuratury stanowej i tam bić się o stołki, ale nikt nie odważył się do tej pory mu to wypomnieć. Uważali na siebie i na swoje słowa, gdyż w każdej chwili mogła wpłynąć na nich skarga, a Donner miał przyjaciół wszędzie, w tym burmistrza, z którym grzał ławę, pił i chodził na dziwki, gdy byli na studiach prawniczych. Na liście przyjaciół znalazło się kilka osób z Seattle. Jak do tej pory każdy, kto z nim zaczynał źle kończył. Tym razem trafił na lepszego od siebie, tylko jeszcze o tym nie wiedział.

Jesteś skończony dupku! Gówno mnie obchodzi w jakiej agencji robisz, będę miał twoją dupę. Zrobiłeś o jeden błąd za dużo, zadarłeś ze mną, a każdy, kto zadziera ze mną źle kończy.

Uważaj, bo jeszcze się przestraszę i będzie problem śmierdzący frajerze, byś się umył, a nie katował wszystkich tym smrodem. Nie mam czasu na takich jak ty. Wejdź mi w drogę, a przekręcisz się. Masz na to moje słowo. Jeszcze nikt się na nim nie zawiódł. Idę im powiedzieć, że są wolni. Masz coś do powiedzenia?

Tak, jesteś skończony.

Wypchaj się, mam gdzieś twoje groźby.

Nic więcej nie dodał. Nie trzasnął drzwiami wychodząc, choć trochę korciło go, aby dać mu w ryja. Powstrzymał się, nie potrzebował dodatkowych kłopotów z lokalnymi władzami i tak mieli już go dość, a kiedy znokautuje ich prokuratora, to go odwołają, tego chciał uniknąć.

Zszedł na dół, skręcił w lewo, minął kilku policjantów, ruch był normalny i nic nie wskazywało, aby się zwiększył. Nikt nie chciał, aby nagle było roboty ponad ich siły. Zatrzymali drobnych przestępców, nikt poważny w ich ręce nie wpadł. Mieli swoją mafie i młodociane gangi i nie wiedzieli do końca co jest gorsze. Walka z jednym, jak i z drugim, to jak pomagać Syzyfowi przy tym cholernym głazie. Myśli się, że to już koniec roboty, że w końcu się go wtoczyło, ale on się wymyka i z łoskotem pędzi na dół. Tak jednak było przez jakiś czas, ale od kiedy pojawił się właściwy człowiek, robota ruszyła sprawnie. Gangi siedzą cicho, gdyż ponad połowa ich członków siedziała za kratami, lub w jakiś sposób udało im się ukryć na jakiś czas. Mafia również swoje zebrała i obecnie siedział cicho, uważając, aby nikt i nic nie zakłóciło spokoju ich interesów.

Minął rodziców, którzy cokolwiek jeszcze przed momentem robili zostawili to w cholerę, patrzeli teraz na niego jak na jakiś obrazek. Od decyzji jaką podjął zależał los ich dzieci. I nie chodziło im, gdzie i w jakich warunkach spędzą następną noc, ale kilkadziesiąt lat swojego życia. Adwokat próbował ich pocieszyć, że nic nie grozi ich pociechom, to jakoś nie mogli usiedzieć spokojnie. Pragnęli mieć to wszystko za sobą i wrócić do domu śmiejąc się z całej sytuacji. Dopóki on nie powie, że są wolni, to będą tylko marzenia, którym daleko do spełnienia się.

Otworzył drzwi i spojrzał na nich, nie widzieli, ale pod tą kominiarką, która zakrywała jego twarz widniał uśmiech radości. Z wielkim napięciem oczekiwali jego słów.

Myślałem, aby was zatrzymać na dołku, aby pokazać wam, że nie warto starać się, aby tu wrócić. powiedział spokojnym i o dziwo wesołym tonem. Zabierajcie swoje rzeczy, jesteście wolni.

Radość była wielka, zarówno ze strony rodziców, jak również i synów, którzy spodziewali się powoli najgorszego, czyli pójdą siedzieć za niewinność, nie wiedzieli ile dają za to, ale zapewne sporo. Słowa podziękowania matek i mocne uściski dłoni ojców były tylko drobną częścią jaka przypadła mu w udziale.

Do końca tygodnia proszę nie puszczać ich do szkoły, załatwię to z dyrekcją i mieć ich na oku.

Jasne, jeszcze raz panu dziękuję.

Nie ma za co. Chłopaki, poważnie mówię, pilnujcie swoich tyłów. zwrócił się do nich, z kieszeni wyciągnął wizytówkę. To mój numer na komórkę i pejdżer, w razie czego dajcie znak, gdy zauważycie coś niepokojącego, lub przyjdzie wam coś do głowy.

Nick spojrzał na niego i oddał Jackowi, który bez słowa schował nie chcąc zgubić . Jeśli nagle zacznie coś iść nie tak, lub będą potrzebować pomocy, ten numer może uratować im życie.

Odprowadził ich wzrokiem. Dopiero po chwili zwrócił uwagę, że obok niego stała Sara z Kim. Nie wiedział o czym one myślały, ale wiedział nad czym się sam głowił. Nie wiedział kto stał za zabójstwem tej dziewczyny. Był kilka kroków za nimi, ale zrobił dwa do przodu, ale tamci w ogóle się nie ruszyli z miejsca. Jeśli tylko dobrze rozegra całą sprawę, to dopadnie ich, nie jutro, ale dopadnie. Potrzebował jednak wsparcia, kogoś kogo znał i mógł w razie czego trochę zaufać. Takich osób nie było, ale kilka dało się znaleźć. Trzeba z nich wybrać tego, lub tych najbardziej pewnych i ściągnąć do miasta. Jednego był pewien, nie wiedział jak z resztą, ale dowie się w przeciągu paru godzin, a może i szybciej.

I co teraz? spytała go Kim.

Wzywamy kawalerie i do szarży.

Nie wiedziała co dokładnie się kryło za tymi słowami, ale jakoś nie korciło, aby się spytać i poznać, to co przez najbliższe noce nie pozwoli jej spać. Wybrała błogą niewiedze i słusznie.