- 11 -
Jeep wesoło pomykał po wietnamskich bezdrożach, podskakując raźnie na nierzadkich wcale wybojach. Cała kompanija latała w górę i w dół, usiłując nie zlecieć z paki. Jezus był raczej średnim kierowcą.
– Jezu, gdzieś ty prawo jazdy robił, na Kamczatce?! – jęknął sierżant, któremu z racji rangi przysługiwało miejsce na fotelu pasażera.
– Zaprawdę powiadam ci, nie chcesz wiedzieć – odparł zagadnięty. – Ale nie narzekaj, misiek, na rydwan niebiański nie ma co liczyć w takiej dziczy – powiedział i zaśmiał się, nie wiadomo z czego.
– Hm, taaa... – mruknął na to Kubuś i popadł w zadumę.
– Panie kierowca, a daleko jeszcze do Vũng Tàu? – zagadnął Królik, korzystając z nadarzającej się okazji.
– A będzie jeszcze kawałek, ale spoko, podgazuję.
Usta pasażerów złożyły się do jednomyślnego protestu, lecz nagły zryw wepchnął im okrzyk przerażenia z powrotem do gardeł.
Jakoż po niecałej godzinie szaleńczej jazdy jeep gwałtownie zarył kołami w wietnamską ziemię, prawie wyrzucając pasażerów przez przednią szybę. Skołowane komando wywlokło się z pojazdu, klnąc niemiłosiernie na cały przeklęty ród kierowców.
– O ja pierdolę – wymruczał Prosiaczek. – Lepsza jazda niż na kolejce górskiej.
– Nie wiem, wychowałem się w lesie – odparł Kubuś. – Ale wierzę na słowo.
– Czy to już Vũng Tàu? – spytał rezolutnie Tygrys, wskazujący budynki rysujące się w niejakiej oddali.
– Tajest! – odparł dziarsko Jezus. – Tu was wysadzę, bo nie mam zamiaru się do tej nory zbliżać. Za dużo osób mnie tam nie lubi.
– Ewangelizacja przez zastraszenie? – spytał Kubuś.
– Cuda przy kartach.
– Aha.
Oddzialik przegrupował się, uspokoił żołądki, poprawił rynsztunek i zasadniczo był gotowy do dalszej drogi.
– Wszyscy gotowi do dalszej drogi? – rzucił sierżant.
– Tajest! – odparł mu zgodny chórek.
– Hm, zastanawia mnie, co z Maríą – wtrącił uwagę Królik.
– Mama zdrowa, dzięki – rzucił Jezus w odpowiedzi.
– Aha, to miło – odparł Królik skonfundowany.
– Dobra, to dzięki za podwiezienie – przejął pałeczkę sierżant. – Oddział marsz!
Oddziałek zakręcił się na piętach i ruszył krokiem marszowym naprzód. W tym samym momencie Jezus ruszył z kopyta, obrzucając dzielnych wojaków wietnamską darnią.
– Kurwa – skwitowało to komando, po czym niezrażone ruszyło dalej w kierunku Vũng Tàu.
