Beta dodatkowa: Ew.

Rozdział 11

Umył się, przebrał w piżamę i miał zamiar położyć się wcześniej spać, ale uniemożliwiło mu to pukanie do drzwi.

Zaprosił gościa do środka głośnym „proszę".

W drzwiach pojawił się Malfoy.

Po zastanowieniu, pomyślał, że mógł się spodziewać odwiedzin blondyna tego wieczoru. Z jednej strony na to liczył, a z drugiej czuł się zawstydzony tym, co wydarzyło się dzisiejszego dnia. Jego gość jednak nie wyglądał na skrępowanego. Miał uśmiech od ucha do ucha i bez słowa wyjaśnienia położył się na łóżko Gryfona. Harry przyglądał się jego zachowaniu. Stał na środku pokoju z lekko rozchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć. W duchu dziękował Snape'owi za to, że wziął go na zakupy. Nie wyobrażał sobie by Malfoy zobaczył go w piżamie, którą odziedziczył po Dudleyu.

- Przyszedłeś w jakimś celu czy to towarzyskie odwiedziny? – zapytał, próbując wyrzucić ze swojej głowy myśli o gorącym blondynie leżącym na jego łóżku.

- Ja nie robię nic, co nie miałoby celu – odparł zagadkowo, a uśmiech na jego twarzy, o ile to możliwe, stał się jeszcze szerszy.

Brunet pomyślał, że nikt nie ma tak wyjątkowego sposobu uśmiechania się jak Draco, ponieważ gdy to robił, na jego twarzy pojawiały się delikatne i ledwo widoczne dołeczki, których wcześniej nie zauważał. Zresztą nie przypominał sobie, aby Ślizgon kiedykolwiek się do niego uśmiechał tak jak teraz. Lecz emocje nie obejmowały tylko jego ust i policzków.

Najważniejszą cechą jego uśmiechu były oczy. To one, tak naprawdę radowały się i dowodziły o prawdziwości uczucia. Harry'emu wystarczyło tylko jedno spojrzenie w ich głąb, aby nagle stanąć na środku pokoju i nie móc wydusić z siebie niczego sensownego.

- Miałem zamiar iść spać – powiedział po chwili.

- Można się domyślić – odpowiedział, a gdy brunet spojrzał na niego zdziwiony, dodał. – Po stroju, Gryfiaku. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz w tym spać – obrzucił jego piżamę krytycznym spojrzeniem.

- Co jest z nią nie tak? Wybrałem ją ze Snape'em.

Ślizgon na te słowa wybuchnął śmiechem, co wprowadziło Gryfona w jeszcze większe osłupienie. Nie miał pojęcia, o co chodzi Draco.

- Naprawdę Snape wybierał ci bieliznę? – zapytał, próbując przezwyciężyć chichot.

- To nie bielizna! – oburzył się Harry. – To tylko piżama!

- Na jedno wychodzi. Ale miałem na myśli coś innego. Jest środek lata, a ty ubierasz się do snu, jakby w pokoju panował mróz. Nigdy nie próbowałeś spać nago? Albo w twoim wypadku… chociaż w samych bokserkach? Jest o wiele wygodniej.

Gryfon znowu przeklinał swoje rumieńce, które cisnęły się na jego twarz. Czy mi nigdy to nie przejdzie?

- Próbowałem - wydukał, nie patrząc na blondyna. Oczywiście nie spał nigdy nago, lecz z braku innych możliwości spał kilka razy w bokserkach. Zdarzało się to, kiedy jego piżamy były tak duże, że nie miał po co ich na siebie zakładać - same z niego spadały; a te w miarę pasujące, które nosił dużo młodszy Dudley, były całkowicie wytarte i przez wiele osób już dawno zostałyby wyrzucone. Nie mógł również spać nago w dormitorium przy czterech innych chłopakach, a u Dursleyów ciotka często wpadała rano do jego pokoju, wymuszając na nim natychmiastowe opuszczenie łóżka, dlatego nie chciał się narażać na kolejne obelgi ciotki, gdyby zastała go bez ubrań. Już spanie w samych bokserkach wydawało mu się dziwne. Na szczęście musiał to robić rzadko, zawsze wymyślił jakiś sposób na zmniejszenie ubrań po Dudleyu, jak chociażby wyciągnięcie i skrócenie gumki w spodniach piżamy.

Pragnął zmienić temat i nie musieć już nigdy więcej rozmawiać z blondynem na temat jego nocnego stroju lub też jego braku. Podszedł do łóżka i usiadł na nim. Oparł się o przednią ramę, tak, że zwrócony był do leżącego Ślizgona twarzą.

- Więc, po co przyszedłeś? – zapytał w końcu.

- Pomyślałem, że może chciałbyś porozmawiać. To był taki interesujący dzień. Pełen ciekawych wydarzeń.

Harry zastanawiał się, które z owych wydarzeń chodzi blondynowi po głowie, lecz szybko zrozumiał aluzję, gdy jego gość w sugestywny sposób zaczął oblizywać swoje wargi.

Brunetowi zrobiło się gorąco. Patrzył jak zahipnotyzowany na język Draco, błądzący po kształtnych ustach. Nagle zorientował się, że odległość między nim a Malfoyem maleje i że to on sam się do niego przysuwa. Czuł jakby jego ciało przejęło nad nim kontrole.

Ślizgon również podniósł się do pozycji półsiedzącej i nie spuszczał wzroku z twarzy Gryfona. Czekał na ruch towarzysza. On już swój wykonał, przychodząc do tego pokoju. Nie chciał nic wymuszać na Harrym, ani tym bardziej o nic go prosić.

Malfoyowie nigdy o nic nie proszą. Po prostu dostają wszystko, co chcą, myślał, a on uważał się za typowego przedstawiciela swojej rodziny.

Teraz chciał chłopaka, siedzącego obok niego i postanowił, że go dostanie. Co więcej, na samym początku uważał, że flirt ze Złotym Chłopcem może być ciekawym doświadczeniem i czymś, o czym będzie mógł ze śmiechem opowiadać w Pokoju Wspólnym, jednak teraz wolałby całą tę sprawę zachować dla siebie. Poranny pocałunek wydawał mu się nad wyraz intymny. Posiadał już większe i mniejsze uniesienia odnośnie chłopaków, z którymi się umawiał, ale jeszcze nigdy zwykły pocałunek nie doprowadził go do takiego stanu. Przed kolacją próbował sobie wyjaśnić skąd bierze się to uczucie i po namyśle uznał, że to przez moc emitowaną przez Pottera. Miał wrażenie, jakby w chwili, kiedy są tak blisko jak teraz, ich moce się ze sobą łączą, a ich wzajemne oddziaływanie, szczególnie podczas takiej bliskości jak pocałunek, wzmaga je jeszcze bardziej. Może była to konsekwencja magii umysłu, którą wzajemnie na sobie ćwiczyli?

Ślizgon poczuł na swoich wargach usta Harry'ego i jednocześnie został owinięty przez to znajome już uczucie. Chętnie oddał pocałunek, pogłębiając go coraz bardziej z każdą sekundą. Gryfon jęknął w jego usta, co chłopak odczytał jako komplement i starał się zapewnić jeszcze więcej wspaniałych doznać swojemu towarzyszowi. Najpierw wplątał rękę w jego włosy, delikatnie pieszcząc skórę jego głowy, za co został nagrodzony mruczeniem.

Zachichotał w duchu. Czyżby Harry przejmował zachowania swojej animagicznej postaci? Poprowadził dalej rękę wzdłuż linii kręgosłupa Gryfona, który pod wpływem owego gestu, zadrżał. Poczuł, że Gryfon przybliża się do niego i próbuje naśladować jego pieszczoty, nie przerywając pocałunku. Draco miał ogromną ochotę dotknąć skóry bruneta. Wsunął swoją dłoń pod górę piżamy Harry'ego. Mruczenie i drżenie przybrały na sile, co w jego przekonaniu było pochwałą. Przesuwał rękę po ciele Gryfona, czując pod palcami gorącą skórę, twarde mięśnie i ciągle, delikatnie zarysowane kości bruneta. Jest idealny, pomyślał ze szczerym zachwytem. Odczuwał na sobie coraz śmielsze pieszczoty bruneta i było mu niewyobrażalnie dobrze. W końcu przerwali swój pocałunek. Oczy Harry'ego świeciły. Na jego twarzy nie znalazł oznak rumieńca czy zażenowania.

Wpatrywanie się w siebie, przerwał im dźwięk zegara, który wybijał północ.

- Możesz zostać - szepnął brunet.

Skinął głową i położył się w wygodnej pozycji. Miał na sobie ciuchy, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Gryfon dostrzegł chyba jednak tą anomalię i pomógł mu zdjąć koszulkę, po czym odrzucił ją na podłogę i przytulił się do jego piersi. Harry'ego kołysał do snu dźwięk bijącego serca blondyna, a Ślizgon zasnął zaraz po nim, wsłuchując się w spokojny rytm oddechów bruneta.

OOO

Harry obudził się rano całkowicie wyspany. Ciągle spoczywał w ramionach blondyna, który wciąż spał. Było mu nadzwyczaj dobrze. Wydarzenia wczorajszego wieczoru, pocałunków i pieszczot, sprawiły, że zrobiło mu się gorąco. Czuł, że jeśli szybko czegoś nie wymyśli, Ślizgon owinie go sobie wokół palca. Miał na niego narkotyczne działanie, które burzyło ostatnie podwaliny jego zdrowego rozsądku. Musiał sam przez sobą przyznać, że chwila zapomnienia była cudowna.

Już jutro będzie musiał wrócić do Hogwartu. Wcale nie podobała mu się ta myśl. Dziękował w duchu Tomowi za wakacyjne lekcje, ponieważ dzięki temu na zajęciach szkolnych nie będzie musiał się tak bardzo skupiać. Praktyka wychodziła mu prawie bezbłędnie, a teorii mógł się zawsze douczyć. Bo jeśli tak dalej pójdzie, to jego myśli będą zajęte czymś innym niż nauką.

W zamku czekali też na niego przyjaciele z mnóstwem pytań, na które nie mógł lub nie chciał odpowiedzieć. Czuł, że już niedługo Gryfoni będą mieli mnóstwo powodów do plotek. Pamiętał o złożonej sobie i Riddle'owi obietnicy o bliższym poznaniu Luny i postanowił ją dotrzymać, szczególnie, że sam miał na to ochotę. No i jeszcze zostaje sprawa Draco. Chciałby móc się z nim spotykać nie tylko na korytarzach.

Blondyn zaczął się wybudzać. Obdarzył go delikatnym uśmiechem i otrzymał taką samą odpowiedź.

- Witaj Gryfiaku, dobrze się spało?

- Wręcz wyśmienicie, a tobie?

- Spanie w ubraniu nie należy do moich ulubionych, ale dostałem w zamian coś, co odpowiednio zniwelowało poczucie tego dyskomfortu.

- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Smoku - powiedział z konspiracyjnym uśmiechem, na co blondyn prychnął i zaczął zbierać się z łóżka.

- Idę do siebie, wolałbym, aby Snape nie przyłapał mnie na spaniu z tobą w jednym łóżku. O ile nie czai się na korytarzu. Nie powinien się domyślić, że spędziłem tu noc. Jeszcze by sobie, Merlin wie co, pomyślał – dodał z udawanym przerażeniem, na co Gryfon zachichotał.

Ślizgon opuścił jego pokój, a Harry postanowił wziąć długi, zimny prysznic przed śniadaniem.

Jak zwykle zjawił się w jadalni ostatni. Po kąpieli czuł się rześki i odprężony, gotowy stawić czoła wszystkim przeciwnością w iście gryfońskim stylu. Ale gdy tylko zobaczył minę Mistrza Eliksirów, od razu przewróciło mu się w żołądku. Nie miał pojęcia skąd ta pewność, że Snape zna prawdę o nieobecności Malfoya w swoim pokoju dzisiejszej nocy. Popatrzył na blondyna, który właśnie smarował sobie tosta dżemem, ale on zdawał się nie przejmować całą sprawą.

- Jak ci się spało, Potter? – zapytał Snape

Jego pytanie zaskoczyło obecnych, więc spojrzeli na niego zdziwieni.

- Wspaniale, sir. Nie wiedziałem, że troszczy się pan o mój sen. – Biesiadnicy doskonale zdawali sobie sprawę, że w wypowiedzianych wcześniej przez profesora słowach, nie było ani grama troski.

- Nie interesuje mnie jak śpisz, tylko z kim śpisz – odpowiedział poirytowany.

- Jednak zadał mi pan pytanie, które wskazuje na tą pierwszą ewentualność. – Gryfon próbował jeszcze wygrać tą słowną potyczkę, mając jednocześnie nadzieję, że Snape nie powie głośno tego, co wie. Zdziwił go jednak fakt, że Mistrz Eliksirów więcej nie odezwał się na ten temat, zagryzł tylko wargę, jakby powstrzymywał się od rzucenia kąśliwej uwagi, co w jego przypadku było bardzo dziwne. Nigdy nie żałował sobie uszczypliwości, nawet pod adresem ludzi, których lubił. Było ich niewielu, ale to właśnie ci najlepiej rozumieli, że ma taki charakter.

Gdy obecni przy stole zorientowali się, że to koniec rozmowy, wymienili zdziwione spojrzenia i wrócili do własnych spraw. Tylko troje obecnych się do nich nie przyłączyło, ponieważ pod czujnym okiem Voldemorta, który obserwował tę wymianę spojrzeń z cichą satysfakcją i rozbawieniem, nie przerywając jednocześnie rozmowy ze swoim ulubionym wilkołakiem, sztyletowali się na zmianę wzrokiem

- Chciałbym się z wami spotkać o dziesiątej w sali lekcyjnej – poinformował chłopców Tom, gdy kończyli posiłek.

Kiwnęli głowami na znak zgody.

OOO

Była dopiero dziewiąta, więc mieli jeszcze godzinę do spotkania. Harry postanowił udać się na dwór i skorzystać z ostatnich dni tej wyśmienitej pogody. Poszedł w kierunku basenu, gdzie początkowo miał zamiar położyć się na materacu, ale z racji tego, że słońce świeciło bardzo mocno, zapragnął popływać. Woda po nocy nie była jeszcze wystarczająco nagrzana, więc zapowiadała się odświeżająca kąpiel. Zdjął z siebie ubranie, tak, że został w samych bokserkach i wskoczył do basenu. Chłodna woda, po spotkaniu ze skórą młodzieńca, sprawiła, że poczuł się wyjątkowo dobrze.

Kończył piątą długość basenu, gdy usłyszał, że ktoś idzie z domu w jego kierunku. Nie odwracał jednak głowy w stronę przybysza. Nie mógł to być nikt, kto by mu zagrażał, a on był zbyt odprężony by przejmować się obecnością kogokolwiek. Został jednak zmuszony do zwrócenia uwagi na gościa, gdy poczuł falowanie wody, spowodowane przez wchodzącego do basenu człowieka. Nie zdążył się jednak odwrócić, gdyż silne ramiona oplotły go wokół brzucha. Poczuł pocałunki na karku i z wrażenia zamknął oczy. Po chwili został obrócony twarzą do przybysza, po czym na swoich ustach poczuł smak drugich, których nie mógłby pomylić z żadnymi innymi. Ciągle nie otwierając oczu, odpowiedział na pocałunek. Zaczął błądzić dłońmi po ciele kochanka w odpowiedzi na otrzymywane pieszczoty. Próbował zahamować pożądanie, które ogarniało jego ciało z każdą chwilą. Poczuł, że jeśli zaraz tego nie przerwie, zrobi się twardy. Lecz jak mógłby oprzeć się blondynowi, który namiętnie okazywał swoje pragnienie? Poczuł dotyk dłoni na samym dole brzucha. Jedyne o czym teraz marzył to, to, aby dłoń Draco znalazła się jeszcze niżej. Jednak Ślizgon w tym momencie przerwał pieszczoty i odsunął się od niego.

OOO

Malfoy usłyszał jęk zawodu, jaki wydobył się z ust Gryfona. Czuł dumę na myśl, że doprowadzał Harry'ego do takiego stanu samymi pieszczotami i pocałunkami. Miał ochotę na więcej, oczywiście, że miał. Ale to nie było ani miejsce, ani czas na takie rzeczy. Postanowił złamać jedną ze ślizgoskich zasad. Jego trzy wcześniejsze związki, choć trudno nazwać tak najwyżej kilkudniowe przygody, tak szybko jak się zaczynały, tak szybko się kończyły. Nie miał najmniejszych trudności w uwiedzeniu osoby, która mu się spodobała, co niekoniecznie było dobre, gdyż szybko nudziło go uwielbienie partnera. O dziwo, najciekawszy i najdłuższy romans, jaki miał na swoim koncie, był z udziałem Gryfona - Finnigana. Przynajmniej on zachowywał się jak przystało na lwa, zachowując resztki godności. I choć całkiem dobrze im się układało, po dwóch tygodniach pokłócili się. Oczywiście nikt inny nie wzbudzał w tamtym czasie takiej frustracji w Malfoyu jak Potter. Draco ślubował przed swoim chłopakiem odwieczną niechęć do Złotego Chłopca, ale Seamus, jak przystało na przyjaciela i Gryfona, nie mógł zostawić tej obelgi bez komentarza.

A teraz właśnie Chłopiec-Który-Przeżył stał przed nim, w oczach którego malowało się pożądanie. Draco wstrzymał powietrze na ten widok i szybko musiał odwrócić wzrok, bo poczuł, że najmniej odpowiedni mięsień jego ciała, ma właśnie ochotę odpowiedzieć na pragnienie bruneta. W myślach próbował wyobrazić sobie Crabbe'a w dość dwuznacznej pozycji, co było obrazem tak obrzydliwym, że szybko zniwelowało możliwość osiągnięcia przez niego erekcji.

- Gryfiaku, to nie jest dobry czas, ani miejsce na takie rzeczy. Nie chcę, aby Snape zamordował mnie za napastowanie swojego chrześniaka..

OOO

Do Harry'ego sens słów docierał z niewielkim opóźnieniem. Nadal nie mógł się otrząsnąć z uczucia, które jeszcze chwile temu mu towarzyszyło. Chciałem, aby Malfoy… to zrobił. Ja tego naprawdę, cholera, chciałem! Niechętnie musiał przyznać rację Draco, że znajdują się chyba w jednym z najmniej odpowiednich miejsc na jakiekolwiek objawy pożądania z ich strony. Nie był jednak pewien co do tego, kogo Snape zamordowałby, gdyby zostali przez niego przyłapani. W jego mniemaniu to on miał większe szanse na zostanie ofiarą złości profesora. A że od pewnego czasu Harry'emu podobało się życia, nie zamierzał tak szybko go kończyć, nawet za cenę nieszczęśliwej miłości, rodem ze stron szekspirowskiego dramatu.

Gdy wrócił już do rzeczywistości zauważył, że Ślizgon wyszedł z basenu i siedzi na brzegu leżaka, przypatrując mu się z zainteresowaniem. Harry spojrzał na mokre ciało blondyna. Idealny, pomyślał. Wyszedł z basenu i położył się na leżaku obok. Słońce świeciło mocno, mimo przedpołudniowej pory, więc spodziewał się, że szybko wyschnie. Po chwili blondyn również się położył. Nie odzywali się do siebie, póki Ślizgon nie zwrócił uwagi, że za dziesięć minut mają się stawić u Toma. Ubrali się i poszli w kierunku posiadłości.

OOO

Tom krzątał się po sali, przygotowując ją do pojedynku, dzięki któremu mógłby ocenić postępy chłopców. Szczególnie zależało mu na tym, aby sprawdzić Harry'ego. Skoro użył bezróżdżkowej magii, oznacza to, że jest już w ostatnim stadium uwalniania się jego mocy. Zresztą można było ją wyczuć za każdym razem, gdy tylko stało się dostatecznie blisko niego. Nie dziwił się młodemu Malfoyowi, że Gryfon zawrócił mu w głowie. Oczywiście, że widział o tym, co rodzi się między młodzieńcami i był bardzo szczęśliwy z tego powodu. Wszystko szło według planu.

OOO

Gdy tylko przekroczyli próg sali, wiedzieli po co chciał widzieć ich Riddle.

Sprawdzian.

Ławki zostały odsunięte, a sala wydawała się większa niż wcześniej. Harry nie bardzo miał ochotę na pojedynkowanie się z blondynem. Po godzinie spędzonej na słońcu był rozleniwiony. Nie miał też motywacji do atakowania Ślizgona. Draco czuł się podobnie, dlatego ich walka nie należała do najlepszych. Tom zdecydowanie nie był zadowolony z tego powodu.

- Co się z wami dzieje? Myślałem, że czegoś się nauczyliście, a obecnie pojedynkujecie się jak drugoklasiści!

Rzucił w Pottera niewerbalne zaklęcie, na co chłopak szybko się odsunął. Posłał kolejną serię, a Gryfon skutecznie je blokował albo w porę odskakiwał. Było widać, że przychodzi mu to z łatwością. Do tego styl obrony, w porównaniu do wcześniejszego, był o niebo lepszy.

Riddle zaprzestał rzucać czary.

- Możesz mi wyjaśnić, co się z tobą dzieję – zapytał wściekły. – Dlaczego nie walczyłeś tak z Malfoyem?

Brunet wzruszył tylko ramionami i utkwił wzrok w swoich stopach. Draco również skurczył się w sobie. Teraz zaczął się test Ślizgona. Dobrze sobie radził, ale brakowało mu tego czegoś, czym odznaczał się Harry. Może gracji, szybkości albo umiejętności wybierania odpowiedniego zaklęcia do sytuacji. Trudno określić, której z tych trzech rzeczy, a może każdej po trochu. Tom postanowił go jednak trochę pomęczyć. Rzucił w niego kolejne niewerbalne zaklęcie, a z różdżki wyleciał mu promień koloru lekko czerwonego. Harry od razu rozpoznał to zaklęcie - Cruciatus, więc doskoczył do blondyna i lekko go popchnął, przyjmując na siebie moc zaklęcia. Zacisnął zęby z bólu i starał się nie krzyczeć, co wcale nie było proste. Przeszywający ból nie trwał jednak długo, bo zaklęcie zostało przerwane przez zdziwionego Toma. Nie spodziewał się on również tego, że Potter może go zaatakować.

Wściekły Gryfon rzucił w niego Expelliarmus z taką siłą, że Riddle wylądował na ścianie. Po głuchym dźwięku uderzania, zapadła w pokoju absolutna cisza, w której słychać było jedynie ciężki oddech Pottera. W powietrzu wyczuwalna była promieniująca od niego magia, która nie wróżyła niczego dobrego.

Wściekłość – to jedyne, co teraz czuł.

On. Chciał. Go. Skrzywdzić. Obiecywał przecież, że nie tknie żadnego z moich przyjaciół, a teraz rzucił zaklęcie torturujące na Draco, mówił do niego wewnętrzny głos.

Wiesz, że to był tylko pojedynek. Chciał zmusić go do lepszej obrony i myślenia, odezwał się drugi.

Poczuł na ramieniu rękę blondyna i powoli się odprężał. Nie odwracał jednak wzroku od oczu Toma, które patrzyły na niego ze zdziwieniem.

Ten stan trwał zaledwie kilka sekund, lecz dla Harry'ego była to wieczność. Tom podniósł się i podszedł w jego stronę.

- Ktokolwiek inny postąpiłby tak, jak ty przed chwilą, już by nie żył – powiedział szeptem, lecz Potter bez problemu złapał sens jego wypowiedzi. – Nikt nie popełnia takiego błędu bez kary. Jesteś albo bardzo odważny, albo głupi.

Gryfon powinien przejąć się tą groźbą. Wiedział, że jego reakcja była przesadzona. Riddle nie skrzywdziłby Draco ze względu na starego Malfoya, jak i również Harry'ego. Brunet wyraźnie pokazał, że uważa Ślizgona za, co najmniej, przyjaciela, więc blondyn był bezpieczny.

Teraz jednak nie myślał o konsekwencjach swojego czynu, ani tych jakie mogły go spotkać za słowa, które miał zamiar wypowiedzieć. Jego głos był twardy, a sam emanował wokół mocą.

- Nie boję się kary. Nie straszne mi są tortury, co mogłeś zobaczyć jeszcze chwilę temu. To był zwykły, sprawdzający pojedynek, nie miałeś prawa rzucać na niego zaklęcia niewybaczalnego.

- Nie będziesz mówił mi, jakie mam prawa. Gdybyś ruszył kiedyś głową, to wiedziałbyś, że zaklęcie nie zostało rzucone z pełną mocą, a gdy trafiło do celu, natychmiast je przerwałem. Gdybym użył całej swojej siły, nie zdołałbyś utrzymać się na nogach, zapewniam cię. Pan Malfoy potrzebuje solidnej lekcji, a skoro nie działają na niego klasyczne sposoby, potrzeba mu konkretnej motywacji do obrony, inaczej nigdy nie nauczy się skutecznie bronić. Chyba lepiej, że ja nauczę go tego, używając osłabionych zaklęć, niż zrobią to aurorzy. A gwarantuje ci, że jak zostanie złapany przez swoją niekompetencję, jako podejrzany o bycie moim zwolennikiem, zostanie potraktowany w sposób, który na pewno by ci się nie spodobał.

- Nie masz prawa rzucać na niego zaklęć niewybaczalnych – powtórzył jeszcze raz, choć wiedział, że jego upór jest dziecinny, a Tom ma rację. Uścisk na jego ramieniu wzmocnił się i wiedział, że Draco ostrzega go przed powiedzeniem czegoś, czego mógłby później żałować.

Riddle popatrzył na niego groźnym wzrokiem. Nie miał zamiaru tłumaczyć się ze swojego zachowania. Skoro nie działały na niego argumenty, które przedstawił mu przed chwilą, nie miał nic więcej do dodania. Uważał swoje metody za skuteczne, bo dla niego liczył się przede wszystkim rezultat nauki, a nie sposób motywacji jaki towarzyszy procesowi nauczania.

- Idźcie już – wskazał im drzwi, a chłopcy w pośpiechu opuścili sale.

Zajęcia zdecydowanie nie przebiegły zgodnie z planem.

- Czyś ty do reszty zwariował? – krzyknął na Harry'ego blondyn, zaraz jak drzwi sali zamknęły się za nimi. – Myślisz, że twoje zachowanie było mądre? Mylisz się w takim razie. Masz szczęście, że jesteś zakichanym Złotym Chłopcem, bo Czarny Pan nie szczędziłby siły na wymierzenie kary za tak bezczelne postępowanie. Każdy, kto dopuściłby się tak głupiego zachowania jak ty, dawno by nie żył, rozumiesz?

Twarz Draco płonęła z gniewu.

- Uważasz, że obrona twojej osoby była błędem? – zapytał Harry. Złość, jaka towarzyszyła mu jeszcze przed chwilą, nie zdążyła się ulotnić, więc denerwowanie go jeszcze bardziej nie było dobrym pomysłem. Na szczęście Malfoy szybko uświadomił sobie zagrożenie, jakie niosło za sobą jego obecne zachowanie, i po wzięciu kilku głębszych wdechów i wydechów, powiedział spokojnym głosem.

- Nie o to chodzi. Nawet nie wiesz jak mi zaimponowałeś, broniąc mnie. Po prostu ryzyko, jakie niosło za sobą twoje wystąpienie, nie było tego warte. Nauczyciele, tacy jak Voldemort, często stosują podczas nauki podobne metody. Mój ojciec również. Nie raz doświadczyłem już tego zaklęcia, ale nigdy nie było one rzucone z pełną mocą. Miało być ono tylko ostrzeżeniem, abym lepiej się bronił. I zazwyczaj całkiem skutecznie mnie do tego nakłaniało.

Harry nie wiedział, co powiedzieć. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś może używać tego rodzaju zaklęcia jako motywatora. Pewnie był on skuteczny, ale cel nie uświęca środków.

- Nie zamierzam cię przepraszać, Draco. Nie uważam też swojego zachowania za głupie. Zrobiłem to, co uznałem za stosowne i jak widzisz, nie poniosłem konsekwencji, a nawet gdybym jakieś odczuł, nie zmieniłbym swojego postępowania.

- Więc zaklęcie faktycznie nie było mocne? – zapytał przebiegle Ślizgon.

- Było. I to bardzo. Dlatego też cieszę się, że to ja je na sobie odczułem, a nie ty. Chyba nie myślisz, że mógłbym stać z boku i przyglądać się jak cierpisz? – Harry zawstydził się słów, które chwilę temu same popłynęły z jego ust.

Blondyn, po usłyszeniu ich, poczuł się niezwykle dobrze. Brunet właśnie powiedział mu więcej, niż zapewne chciał, a Malofoyowi bardzo spodobały się te słowa. Uśmiechnął się do niego i podszedł bliżej. Złożył na ustach Harry'ego delikatny pocałunek, po czym odsunął się na zaledwie kilka centymetrów.

- Myślę, że należy ci się jakaś rekompensata z mojej strony. Wiem, jakbym mógł wyrazić swoją wdzięczność.

Gryfon nie odpowiedział, lecz złożył na ustach Draco pocałunek, który można było odczytać jako zgodę.

Blondyn uśmiechnął się przebiegle, wziął go za rękę i pociągnął w kierunku prowadzącym do ich pokoi.

Harry szedł jak w transie. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w sypialni Draco. Zawładnęło nim to samo uczucie, co dzisiaj rano w basenie. Tym razem było ono jednak dużo silniejsze.

Ślizgon pociągnął go w kierunku łóżka. Kiedy Gryfon już na nim leżał, poczuł ciepło ciała, które się na nim znalazło. Gorące i chętne usta dotknęły jego własnych, najpierw delikatnie całując, a potem z coraz większą pasją. Poczuł lekki nacisk języka na ustach, które odruchowo rozchylił, przez co doznał pieszczoty na swoim podniebieniu. Obce ręce błądziły po jego plecach, a koszulka, która się na nich znajdowała, zdawała się być obrazą względem sytuacji, w jakiej się znaleźli. Lecz chwilę później już jej nie było. Zimne ręce pieściły jego gorącą od pożądania, skórę. Spodnie zdawały się coraz ciaśniejsze. Płonął. Schował swoją twarz w zagłębienie szyi blondyna i głośno jęknął. Pomógł ściągnąć Ślizgonowi t-shirt i już błądził rękami po jego bladej, idealnej skórze. Powietrze wokół nich było gęste i przesycone magią.

Zdawało się, że nic nie mogłoby ich powstrzymać przed zupełnym zatraceniem się w ramionach kochanka. Wtedy usłyszeli głośne pukanie do drzwi.

Jęknęli zgodnie, nie wiedząc, co z sobą zrobić. Może ten ktoś zaraz odejdzie. Lecz te nadzieje zostały zburzone, gdy usłyszeli gniewny głos Mistrza Eliksirów.

- Malfoy, otwieraj! Mam z tobą do porozmawiania i lepiej, żebym nie znalazł w twojej sypialni Pottera!

Dla Harry'ego te słowa były jak kubeł zimnej wody. Zerwał się i narzucił na siebie w pośpiechu koszulkę. Draco siedział ciągle na łóżku z otwartą buzią i czerwonymi policzkami od pożądania, które jeszcze kilka sekund temu, rządziło jego ciałem.

- Rusz się! Idź do łazienki i udawaj, że brałeś gorący prysznic, nie wiem, jak inaczej mógłbyś wytłumaczyć swój wygląd.

- A ty? – zapytał, jeszcze nie do końca świadomy, blondyn

- Ja… - spojrzał na szafę, z której kiedyś wyciągał alkohol – schowam się tam.

Ślizgon nie miał innego wyjścia, więc udał się do łazienki. Zmoczył głowę zimną wodą i poczuł się trochę lepiej. Co prawda wątpił, by mógł stawić teraz czoło rozeźlonemu profesorowi, ale nie miał innego wyjścia. Przetarł włosy ręcznikiem i poszedł otworzyć drzwi.

OOO

Do pokoju wszedł Snape. Jego mina nie wróżyła nic dobrego. Popatrzył się na swojego, niegdyś ulubionego, ucznia. Severus nie rozumiał, co się z nim dzieje. Dlaczego tak ostro reaguje na związek Pottera z Malfoyem. Każde z wyjaśnień, jakie przychodziło mu do głowy, było głupie i niedorzeczne, lecz niezaprzeczalnie cała ta sytuacja była bardzo drażniąca. Gdy dowiedział się o incydencie, który miał miejsce na spotkani z Tomem, postanowił niezwłocznie porozmawiać z Draco, a teraz nie wiedział, co powiedzieć. Nie często bywał w takiej sytuacji.

Obrzucił wzrokiem stojącego przed nim chłopca, który, pomimo starań, nie zdołał ukryć zdenerwowania.

- Dlaczego jesteś mokry?

- Kąpałem się – bąknął, prosząc w myślach, by Snape zmienił temat. Wtedy doświadczył uczucia, które zawsze towarzyszyło mu podczas rozmów, jakie prowadził z Harrym, używając telepatii. Nie robili tego od kilku dni, a jemu zdawało się, że więź stała się subtelniejsza. Gryfon nic nie musiał mówić, Draco wystarczało, że czuł jego obecność. Przywołał na twarz dobrze wyuczoną maskę

- Czemu zawdzięczam twoją wizytę?

Zmiana w postawie młodzieńca była dla Snape'a dobrze widoczna. Chciałby wiedzieć czemu zawdzięcza tą nagłą dawkę siły, jaka w niego wstąpiła, albo chociaż znać przyczynę tego, co jeszcze chwilę temu, tak skutecznie wyprowadziło młodego Ślizgona z równowagi. Czyżby chodziło o zajście, w sprawie którego tu przyszedł?

- Musimy porozmawiać.

Chłopak wskazał gestem kanapę, po czym usiedli na niej. Severus pomyślał, że przydałby mu się teraz kieliszek dobrego trunku dla odprężenia, lecz szybko odgonił ten pomysł.

- Jestem tu w sprawie Pottera. Chciałbym się dowiedzieć, co was łączy i co zamierzacie z tym zrobić.

Ślizgon miał minę, jakby nie zrozumiał pytania, co nieczęsto mu się zdarzało. Snape prychnął

z irytacji.

- Co jest między wami – powtórzył. – To kolejna przygoda, czy tym razem traktujesz to serio?

Draco nie zdziwił fakt, że profesor był dobrze poinformowany o jego wcześniejszych związkach. Opiekun Slytherinu wiedział o wszystkim, co działo się w jego domu. Tak było bezpieczniej. Nie był jednak pewien, czy chce rozmawiać z Mistrzem Eliksirów na temat swoich uczuć. Były one dla niego czymś nowym. I do tego dochodził Harry, który miał słuchać jego wyznać.

A co jeśli on nie czuje tego samego? Na tę myśl poczuł w umyśle jeszcze intensywniejszą obecność Gryfona, jakby miała być ona zapewnieniem o wzajemności. Zawładnęło nim nieznane uczucie, które było przyjemne i dawało siłę.

- Lubię go. Bardzo – powiedział szczerze. – I myślę, że może wyniknąć z tego coś poważniejszego.

- Zamierzacie to ukrywać w Hogwarcie?

To pytanie go zaskoczyło. W domu profesora czuł się bezpiecznie i mogli się w nim ukryć razem z Harrym. W szkole również miał swój pokój, więc mogliby kontynuować swój związek w tajemnicy. Lecz nie był pewny, czy tego chce, a raczej czy wytrzyma w takiej sytuacji. Musieliby wszystkich okłamywać. Nie mógłby liczyć nawet na przelotny uścisk dłoni, nie wspominając już o pocałunku. Z drugiej strony, gdyby tylko ujawnili się, życie nie stałoby się wiele łatwiejsze. Tłumy fanek Gryfona pewnie najchętniej spaliłyby go na stosie.

Nie dość, że ich wymarzony chłopak okazał się gejem, to jeszcze wybrał na partnera swojego byłego wroga. Tak, to wydarzenie na pewno przeszłoby do historii. Ciekawe czy napisaliby o tym w gazetach?, zachichotał w duchu. I tak źle, i tak niedobrze.

- Nie myślałem jeszcze o tym, co zrobimy – odparł zgodnie z prawdą. – Najpierw muszę przedyskutować to z Harrym.

- Mam nadzieję, że rozumiecie jakie konsekwencje niesie za sobą wasze zachowanie. Szczególnie chodzi o wasze bezpieczeństwo. Dumbledore już jest podejrzliwy, od kiedy przestaliście być wrogami. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak dyrektor zareaguje na to, że jesteście parą. O ile w ogóle zamierzacie nią być.

Wizja związku Draco i Pottera napełniała go dziwnym uczuciem, którego wcześniej nie znał.

Snape'owi zdecydowanie nie odpowiadała taka sytuacja. Zawsze panował nad swoim zachowaniem czy emocjami, a od pewnego czasu wszystko wymykało mu się spod kontroli. Czuł jakiś nienaturalny obowiązek, aby strzec tego irytującego bachora, którego był ojcem chrzestnym.

Potter zawsze pakował się w kłopoty. Od pięciu lat musiał uważać na smarkacza, niejednokrotnie ratując jego tyłek. Ale przecież relacja z młodym Malfoyem nie stanowiła raczej żadnego niebezpieczeństwa, a on i tak się denerwował. Znał Draco od urodzenia, zawsze był jego ulubionym uczniem, często spotykali się w wakacje, chłopak nawet nazywał go tym ohydnym określeniem: „wujek", a teraz zamiast bronić swojego wychowanka, czuł konieczność chronienia Pottera. Świat okrutnie sobie ze mnie zakpił, pomyślał gorzko.

Obrzucił uważnym spojrzeniem Malfoya. Nie spostrzegł w jego obliczu nic, co mogłoby sugerować, że bawi się jego chrześniakiem, a wręcz przeciwnie: na jego twarzy malowało się pewnego rodzaju uczucie, które Snape trafnie odczytał. Dzięki temu mógł być trochę spokojniejszy. Wstał i skierował się w stronę drzwi z zamiarem opuszczenia pokoju. Przed wyjściem odwrócił się jeszcze na pięcie, spojrzał w oczy Draco i wypowiedział słowa, które zaskoczyły jego samego. Powiedział je tak cicho, że tylko chłopak stojący przed nim, zdołał je zrozumieć.

- Jeśli usłyszę, że skrzywdziłeś Pottera w jakikolwiek sposób, to nie puszczę ci tego płazem. Będę miał cię na oku.

OOO

Blondyn stał przy drzwiach swojej sypialni, ze zdumieniem malującym się na twarzy. Snape nigdy nie zachowywał się tak w stosunku do żadnego ze Ślizgonów, a szczególnie do niego samego. Zawsze był jego ulubionym uczniem, a on sam darzył Mistrza Eliksirów szacunkiem i bardzo go lubił. Otrząsnął się jednak szybko z zamyślenia, gdy poczuł rękę Gryfona na swoim ramieniu. Powiedział pierwsze słowa, które przyszły mu na myśl:

- Niewiele brakowało. Pierwszy raz zdarzyło mi się ukrywać nagiego kochanka w szafie.

- Nie byłem nagi! – oburzył się Harry, ale na twarzy miał uśmiech.

- Nieważne. Tak brzmi to bardziej dramatycznie.

- Chyba naoglądałeś się za dużo romantycznych filmów, Draco…