Mistrz Eliksirów rozluźnił się odrobinę, po czym wstał odsuwając krzesło. Podszedł do ściany, wyciągając przed siebie dłonie w sobie tylko znanym układzie. Lewa trzymała prawą w nadgarstku, obie do granic możliwości napięte i wtedy Harry to poczuł. Jak coś prześlizguje się po jego skórze, drażni ją lekko, ale wycofuje się zaraz po tym. Spojrzał na oszołomionych towarzyszy i zrozumiał, że przeżyli to samo co on. Severus tymczasem zamknął oczy, zabierając więcej powietrza do płuc.
- Spróbuj rzucić we mnie jakimkolwiek zaklęciem, Szalonooki – wyszeptał.
Auror bez słowa wstał, wyciągnął różdżkę, a z niej wypłynął pojedynczy żółty promień, który został pochłonięty przez niewidoczną barierę.
- Mogę? – spytała Tonks, gdy stary auror opuścił różdżkę. Severus skinął głową, a z jej różdżki wypłynęły ciemnoniebieskie promienie, jeden za drugim rozpłynęły się wchłaniając w ochronną tarczę.
Do kobiety bezszelestnie dołączył Kingsley, beznamiętnie rzucając czymś, czego Harry nie rozpoznał na pierwszy rzut oka. Bezbarwny promień, załamujący powietrze zakończył swój żywot podobnie jak pozostałe.
Rozpoczęła się kolejna chwila milczenia, którą przerwał dopiero Kingsley.
- Co to jest? – spytał beznamiętnie.
- Howl – mruknął Mistrz Eliksirów, opuszczając dłonie. – Nie zabrania tego żaden przepis, a szkoda, bo nie zostawia śladów.
- Jest obronny – nie zrozumiała Molly Weasley, wpatrując się w niego ze zdumieniem w oczach.
Severus bez słowa, ponowił ułożenie dłoni, a na jego twarz znów wpłynął ten grymas pełnej koncentracji. Coś ciepłego pogładziło Harry'ego po czole, po czym cofnęło się i uderzyło w Shacklebolta posyłając go na ścianę. Nieprzytomnie zsunął się po boazerii. Syriusz natychmiast podbiegł do niego i zbadał jego puls.
- Zwariowałeś? – spytał o ton za wysoko. – Jest półżywy.
Severus parsknął.
- A to był dopiero początek… - westchnął. – Howl… Ktoś jeszcze go poznał… - mruknął w przestrzeń.
Wrócił na swoje miejsce ignorując zaciekawione spojrzenia. Dumbledore siedział na drugim końcu stołu, wgapiając się w niego bez zażenowania. Syriusz natomiast wyglądał jakby zamierzał zadać tysiące pytań, będąc jednocześnie pewnym, że nie uzyska odpowiedzi na żadne z nich. Kingsley powoli dochodził do siebie, mrucząc coś o tym, że jeszcze się zemści.
- Utrzymywałeś to przez trzy dni? – spytał Moody, łypiąc na niego zdrowym okiem.
- Tak, ale nie osobiście. Nie było mnie w posiadłości, gdy rozpoczęliście oblężenie. – Uśmiechnął się krzywo. – Miałem co innego do roboty, niż oczekiwanie aż wielkodusznie uda wam się dojść do wniosku, iż wdarcie się do środka jest niemożliwe… To jest niewyczerpywalna magia, aurorze – mruknął zjadliwie.
Moody sięgnął po różdżkę, czerwieniąc się wściekle.
- A jednak nam się udało! – wrzasnął, wypuszczając jakieś zaklęcie, które zniknęło w szybko postawionej osłonie. Severus nie zaszczycił go nawet jednym spojrzeniem.
Patrzył natomiast wprost w niebieskie oczy Albusa Dumbledore'a, który obracał w palcach pudełeczko z dropsami cytrynowymi.
- Miałem co innego do zrobienia… - zignorował wściekłego Aurora, którego uspokajała Tonks. – Wywiozłem moje księgi, zabezpieczyłem zbiory… - przerwał. – Negocjowałem warunki… umowy… - urwał, lustrując wzrokiem dyrektora.
- Umowy? – spytał Harry nie rozumiejąc.
- Umowy… - potwierdził Severus, nie odrywając wzroku od Albusa. – Pomiędzy mną, a Albusem Dumbledore'em.
Oczy wszystkich zwróciły się w kierunku dyrektora. Mistrz Eliksirów ciągnął tymczasem dalej.
- Obiecałem bezwarunkową pomoc za umożliwienie mi moich działań. Jak do tej pory wszystko układało się pomyślnie, ale obecnie musimy wprowadzić pewne modyfikacje i zamierzam przedyskutować je na kworum.
- Czego żądasz? – spytał prosto Dumbledore.
To jasne pytanie rzucone bez ogródek twarzą w twarz chyba najbardziej zdumiało Harry'ego. Do tej pory nigdy nie zastanawiał się zbyt długo nad dokładną rolą Severusa w Zakonie, ani tego jak tam trafił, ale dzisiejszy dzień przyniósł tak wiele pytań. Dotychczasowa wersja przedstawiała Mistrza Eliksirów w roli posłusznego szpiega, który wykupił się z Azkabanu zdradą i choć pomagał Jasnej Stronie początki tej współpracy nie były z całkiem czystych pobudek, więc wraz z Ronem nie czuli się w potrzebie szanowania profesora. Harry nie wiedział również jaką wartość ma pomoc Severusa, ale skoro Dumbledore zdawał się być gotowym poświęcić wszystko…
Złoty Chłopiec Gryffindoru pokręcił głową. Sytuacja coraz bardziej się komplikowała. Dlaczego Severus rozpoczął współpracę, skoro równie dobrze mógłby być wciąż zamkniętym i bezpiecznym w swojej posiadłości? Mówił coś o swoich działaniach, co zabrzmiało równie tajemniczo, co niebezpiecznie i Harry instynktownie wyczuł, że zwracanie uwagi Zakonu na tę część wypowiedzi jego męża nie będzie najlepszym wyjściem.
- Chyba żartujesz?! Dlaczego mielibyśmy się układać z nim… - Syriusz tymczasem zerwał się na równe nogi. – Śmierciożercą! Mordercą!
Severus siedział niewzruszony, gdy Black miotał się wiedząc, że nie może zbyt wiele zrobić by nie odbiło się to na Harrym.
- Chcę, żebyś się wycofał – powiedział spokojnie były szpieg, a jego chłodny głos rozniósł się echem po niewielkiej kuchni.
Zrobiło się naprawdę cicho, gdy Artur Weasley położył swoją dużą dłoń na ramieniu Blacka i posadził go z powrotem na krześle.
- Dobrze – westchnął Dumbledore, zaskakując wszystkich. Uciszył także protesty, ale zaraz potem coś ostrego wpełzło na jego twarz. – Chcę, żebyś nauczył Harry'ego howlu – zażądał czym dokumentnie zaskoczył Chłopca, Który Przeżył.
Severus roześmiał się nieprzyjemnie, mrużąc przy tym oczy. Najprawdopodobniej właśnie tak nabawił się tej siatki malutkich zmarszczek.
- Nie. Zorganizuję spotkanie z Bezimiennymi. Potomkowie Merlina nie są skłonni do rozmów – wyjaśnił.
Najwyraźniej wciąż się targowali. Potter kompletnie nie wiedział o co grają, ale stawka rosła. Spojrzał na resztę przysłuchujących się osób, lecz podobnie jak on nic z tego nie rozumieli. Dumbledore i Severus natomiast patrzyli sobie prosto w oczy, jakby oceniali siłę przeciwnika i własne możliwości. Mistrz Eliksirów prawie nie ruszał się, pozwalając tylko prawej dłoni na gładzenie pierścienia z czerwonym oczkiem. Wydawał się w pełni uspokojony i nareszcie odprężony, jak gdyby w końcu coś przebiegało po jego myśli.
- Dobrze – powiedział po nie wiadomo jak długiej chwili namysłu Albus Dumbledore i przez stół podał dłoń Severusowi pieczętując zawarty pakt. Ten ujął chudą rękę starca, zamykając ją w swojej równie szczupłej. Tym razem bez uśmiechu triumfu, którego spodziewał się Harry.
- To był dobry wybór – wyszeptał.
Dyrektor skinął głową, po czym odwrócił się w stronę pana Weasleya.
- Arturze, jako Założyciel Zakonu Feniksa, przekazuję ci nad nim pełną władzę, ale nie pełną wiedzę – westchnął. – Są tajemnice, które zabieram ze sobą, ale zapewniam was, że nie jest to nic, co bezpośrednio dotyczy celu Zakonu.
Gdyby ktoś kiedyś powiedział Harry'emu, że Albus Dumbledore kiedykolwiek opuści pole bitwy – zaśmiałby mu się w twarz, ale obecnie wcale nie było mu do śmiechu, gdy patrzył w plecy oddalającego się dyrektora, który niepowstrzymywany przez nikogo opuścił najpierw kuchnię, a potem dom zamykając cicho drzwi. Nie uwierzyłby również, gdyby ktoś powiedział, że zainteresuje się bliżej Severusem Snapem, lecz patrząc na zamyślonego męża nie miał wątpliwości, że ten człowiek to chodząca tajemnica. A jak powszechnie wiadomo – Harry Potter uwielbiał rozwiązywać takowe, więc nie pozostało mu nic innego niż zastanawianie się nad tym, co przyniosą kolejne dni.

ooo

Artur Weasley odrobinę drżącymi ustami próbował ustalić czym dokładnie obecnie zajmuje się Zakon i jakie informacje przechowuje, ale dokumentacja, która w ciągu kilku minut została dostarczona przez Fawkesa nie zawierała konkretnych wiadomości. Właściwie bałagan jaki dyrektor trzymał w papierach przeraził nawet Pottera, który za porządkiem w notatkach zbytnio nie przepadał. Po raz kolejny zaskoczył go natomiast Severus, który nie odzywając się ani słowem pozwolił Syriuszowi sobie grozić, wyzywać się, a następnie poinformował nowego przywódcę Zakonu, że przygotuje streszczenie wszystkich swoich raportów od pierwszej rozmowy z Albusem przed piętnastoma laty. Twierdził, że ma kopię każdego z akt, które przekazał dyrektorowi, a obecnie nie są mu do niczego potrzebne. Po czym w końcu zwrócił uwagę na Blacka i spytał go bez zwykłej złośliwości czy może wraz z mężem zostać na noc czy też powinien skorzystać z kominka.
- Jeśli Severus wróci do Hogwartu, ja pójdę z nim – powiedział hardo Harry, zaskakując dodatkowo wszystkich, a najbardziej chyba własnego męża, który nie wydawał się jednak zbyt zadowolony z takiego obrotu sytuacji.
- W takim bądź razie powiem Stworkowi, żeby przygotował wam pokoje – mruknął Black. – Chcę z tobą później porozmawiać – zwrócił się do Mistrza Eliksirów, który tylko skinął głową.
Przez następne kilka godzin próbowali wspólnie odtworzyć dokładną listę członków Zakonu, która nieuaktualniana była od ponad dwudziestu lat. Wśród złorzeczeń, kurzu, brudu i targania za włosy zakończyli zebranie i udali się każdy w swoją stronę. Harry zaniósł swoje rzeczy do pokoju wyznaczonego przez Syriusza. Otworzył szybko pierwszy z brzegu podręcznik do Obrony i rozpoczął poszukiwania zaklęcia, które powinno pomóc mu w piątkowej rozgrywce. Nie sądził by dziś miał czas porozmawiać o tym z Severusem. Zresztą najprawdopodobniej najlepiej by było, gdyby takie zabawy pozostały ich tajemnicą. Miał do swojego męża tysiące pytań które – jak wyczuwał czymś, co zaczął nazywać 'wężym instynktem' – pozostaną bez odpowiedzi. Severus Snape, a obecnie Potter ze zgryźliwego i przerażająco wrednego profesora coraz bardziej przeradzał się w intrygującego szpiega o nieznanej przeszłości, którą Harry postanowił poznać za wszelką cenę. Z tą myślą zasnął nie zastanawiając się nawet o czym mogą rozmawiać jego mąż i ojciec chrzestny.

ooo

Severus wszedł do salonu, prowadzony przez Blacka. Usiadł na jednej z sof i położył różdżkę na stoliku, tak by w każdej chwili móc po nią sięgnąć. Syriusz zmarszczył brwi, gdy zauważył w drzwiach Remusa, który najwyraźniej zamierzał sprawdzić czy się nie pozabijają.
- Idź stąd, Remi – warknął. – To prywatne spotkanie – dodał odrobinę łagodniej.
Głowa Lupina zniknęła z przejścia, ale zapewne gdzieś kręcił się jeszcze, bo nie dobiegł ich odgłos zatrzaskiwanych drzwi.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać, Black? – spytał na pozór spokojnie Mistrz Eliksirów.
- Jeszcze kilka dni temu zabiłbym cię…
- Urocze… - rzucił od niechcenia.
Syriusz zacisnął dłonie w pięści i wciągnął mocniej powietrze do płuc.
- Ale zdałem sobie sprawę, że ta sytuacja jest równie niewygodna dla wszystkich – dokończył. – Wiem, że twoja rodzina nie jest zamożna – urwał, gdy mężczyzna popatrzył na niego lodowato.
- Moja rodzina nie powinna cię interesować. Wiem do czego zmierzasz, Black. Ale utrzymanie Harry'ego zostaw mnie. Nie masz już praw do niego. Jest dorosły i sam o sobie decyduje.
- Wszystko, co mam przejdzie na niego po mojej śmierci. Nie widzę problemu w tym, żeby korzystał z mojego majątku już teraz – rzucił odrobinę głośniej.
- Ale ja mam. O sprawy majątkowe nie musisz się martwić – dodał bardziej stanowczo Severus i sięgnął do kieszeni. Szybko powiększył plik dokumentów i podał go Blackowi, zachęcając do czytania. – Harry dziedziczy teraz również po mnie. Ma stały dostęp do skrytek i wszystkiego, co posiadam. Dokumenty są tak zaczarowane, że nie będziesz mógł powiedzieć o nich ani słowa – ostrzegł. - Zwróć mi je jutro, bo moi adwokaci nie zakończyli jeszcze wszystkich operacji – rzucił na koniec. Po czym wstał i podszedł do drzwi. – Porozmawiajmy raz jak szlachcic ze szlachcicem, Black. Mój honor to jego honor. Jego życie to moje życie. Moja magia to teraz jego magia – powiedział i wyszedł, zostawiając wstrząśniętego Syriusza samego.

ooo

Wizyta na Pokątnej nie należała do najbardziej udanych. Gdy tylko rozpoznano ich, niezliczona liczba osób chciała uścisnąć im dłoń. Zrobiono im setki zdjęć, a jeden czarodziej poprosił nawet o autograf, co zostało skwitowane tak wściekłym prychnięciem przez Severusa, że tłum pierzchł. Mężczyzna niemal od początku trzymał go mocno za ramię i prowadził w sobie tylko znane rejony, witając się z nielicznymi. Nie rozmawiając z nikim. W końcu weszli do jednego z droższych sklepów z odzieżą czarodziejską i Harry został zagoniony przez kilka rozchichotanych kobiet do przebieralni.
- Panie Potter, co mam przygotować? – zapytała jedna z nich i Harry już miał odpowiedzieć, ale Severus uprzedził go.
- Wszystko cokolwiek będzie pasowało. A do tego kilka jedwabnych tunik w rozmiarze mojego męża. Krój już znacie – mruknął i usiadł na jednym z krzeseł.
Przez prawie dwie godziny katowano Wybrańca ogromną ilością aksamity, miękkiej bawełny i równie wygodnej skóry. Jego ciche sprzeciwy nigdy nie odnosiły skutków, gdy najstarsza z kobiet – Clarice – patrzyła pytająco na Severusa, a ten po prostu zgadzał się. Na płaszcze, buty, bieliznę, koszulę… Spodnie, kaftany, tuniki…
- Dlaczego to wszystko jest zielone? – spytał w końcu, gdy wiedział, że nikt mu nie przerwie swoim świergotaniem.
- Bo masz zielone oczy – skwitował to krótko jego małżonek i pogrążył się ponownie w lekturze.
- Dlatego ty chodzisz w czerni? – Nie chciał dać za wygraną, gdy jedna z pomocnic wbijała mu właśnie boleśnie szpilkę w udo.
- Nie widać na niej krwi – uciął.
W końcu Severus szybko zmniejszył pakunki i podał je Harry'emu, mrucząc coś do Clarice o swojej skrytce w Gringocie. Dostał nawet niewielkiego buziaka na do widzenia, co niezmiernie rozbawiło Gryfona. Aż tak skrzywionego nie widział go nigdy, a znali się przecież już dobre kilka lat i żaden pozytywny grymas nie zajmował pobladłej twarzy dłużej niż parę chwil.
Tak jak poprzednio został przeciągnięty przez Pokątną i stanęli przed siedzibą banku. Severus popatrzył na niego niepewnie, puszczając jego dłoń. Odgarnął z twarzy kosmyk czarnych włosów i podał mu mugolską monetę, która stanowiła świstoklik.
- Nie musisz iść ze mną. Zajmie to zbyt wiele czasu. Sądzę, że wolałbyś spędzić więcej czasu z Blackiem – dodał gwoli wyjaśnienia, choć coś dziwnego przebiegło przez jego twarz.
Nie mówił tego dnia zbyt wiele. Zazwyczaj nie mówił za dużo, ale nie obraził go też, ani nie zirytował przez całe przedpołudnie. Był niemal uprzejmy w domu Syriusza podczas śniadania i co dziwnego Black również nie odznaczał się w tej kwestii zbytnią agresją. Remus przez chwilę patrzył na nich prawie przerażony, ale szybko uspokoił się, gdy obaj na niego wymownie spojrzeli. Najwyraźniej doszli do porozumienia, którego nie potrafił pojąć nikt z mieszkających na Grimmauld Place.
Kolejna tajemnica do odkrycia dla młodego umysłu. Dlaczego Severus nie chce by poszedł z nim do Gringotta?
- Wiesz, chcę zabrać kilka rzeczy ze skrytki rodziców, jeśli będę mógł postawić ich wspólną fotografię w moim pokoju – popatrzył na niego z nadzieją.
- To twój pokój – odburknął. – Czyli jednak mi towarzyszysz? – upewnił się, a Harry skinął głową.
Weszli do środka nie niepokojeni przez strażników i przyjemna magia ochronna otuliła ich jak ciepły koc. Gryfon poczuł ją pierwszy raz tak namacalnie, rozglądał się więc dookoła ciekawie, mając nadzieję, że dostrzeże jakieś zmiany. Ściany wyglądały na dokładnie tak samo przyozdobione jak przez ostatnie lata. Kontuary, biegające gobliny, które rzucały nieprzyjemne spojrzenia we wszystkich kierunkach i petenci, którzy załatwiali swoje sprawy.
Severus pomknął w kierunku najbliższego wolnego ekspedienta i cicho przedstawił się. Harry nie mógł dosłyszeć słów, ale gdy niewielki rumieniec wpełzł na twarz jego małżonka i żądza mordu zagościła w jego oczach, wiedział, że coś jest nie tak. Zazwyczaj opanowany Mistrz Eliksirów ruszył w kierunku miękkich foteli i opadł na nie już z maską obojętności na twarzy. Gryfon zamierzał właśnie podejść do niego, gdy usłyszał własne nazwisko wypowiedziane lekko zirytowanym głosem.
- Harry Potter – mruknął goblin. – Pan w jakiej sprawie?
- Ja… e… poczekam. Chyba jesteście zajęci – powiedział, obserwując kątem oka siedzącego na krześle Severusa, który unikał drwiącego wzroku przechodzących.
Goblin skrzywił się jeszcze bardziej, patrząc na niego dziwnie. Nigdy nie uważał tych istot za przyjazne, ale w tym momencie znienawidził je jeszcze bardziej.
- Dla pana zawsze mamy czas – padło ze zdeformowanych ust.
Trybiki w głowie Harry'ego zaczęły pracować dużo szybciej niż zwykle. Dla Pana, czyli Wybrańca. Severusa odesłali z kwitkiem, wiedząc, iż był Śmierciożercą, więc Mistrz Eliksirów nie ukrywał w Gringocie nic poza upokorzeniem. Nie znali się zbyt dobrze, ale Harry z łatwością dostrzegł, że mężczyzna ma swoiste poczucie własnej wartości, honor i dumę, które z jednej strony pozwały mu dręczyć uczniów, ale nie znosiły, gdy ktoś go obrażał. A tak najwyraźniej było teraz, kiedy każdy petent odsyłany był z goblinem, a on musiał czekać aż pokraczne stwory w końcu zdecydują się ustąpić.
Popatrzył jeszcze raz na siedzącego prosto Severusa, starając się wypędzić z głowy słowa Hermiony o małżeństwie, ale nie mógł. W końcu ten bronił go przed Ślizgonami i to niejednokrotnie przez ten cały czas. Nie był pewien, co powiedział swoim podopiecznym, ale Malfoy nie zaatakował go nawet słownie i raczej schodził mu z drogi. Co zrobił on? Właściwie nic, prócz tego, że starał się schodzić mu z drogi i nie irytować zbytnio. A ten układ, czymkolwiek by nie był musiał trwać na jakiś sensownych zasadach.
Mimowolnie pogładził pierścień z zielonym oczkiem. Był przyjacielem mojej matki – pomyślał ciepło i wtedy podjął decyzję. Wściekły spojrzał na goblina i odtrącił jego dłoń, którą ten podawał i ruszył pewnym krokiem w stronę swojego męża, mając nadzieję, że przyciąga dostateczną uwagę.
- Severusie, dlaczego ty nigdy mnie nie słuchasz? – spytał głośno. Kilka osób zatrzymało się, a Mistrz Eliksirów drgnął, patrząc na niego całkiem zaskoczony. – Wiem, że jestem młody i głupi, i że to ty zajmujesz się naszymi finansami, ale kiedy mówiłem, że mamy propozycję w tym nowym banku willi, odmówiłeś – ciągnął dalej niespeszony tym, że kilku goblinów popatrzyło na siebie niespokojnie. – To kompletny idiotyzm. Jak masz jeszcze potwierdzać swoją lojalność naszej sprawie! Jesteś moim mężem i to chyba oczywiste, że chcę, żeby traktowano cię z należnym szacunkiem! – podniósł głos. Severus o dziwo podszedł i złapał go w ramiona, potrząsając nim lekko.
- Uspokój się, do cholery – syknął.
- A właśnie, że nie! – Harry tym razem krzyknął. – Miałem nadzieję, że przeniesiemy nasze skrytki do jednej, ale teraz zamierzam wycofać się z tego banku! Obsługa jest fatalna! Kompletny brak szacunku! – Przypominał sobie, co zazwyczaj mówił jego wuj i szło mu chyba świetnie, bo Severus uśmiechnął się jednym kącikiem ust, gdy zdał sobie sprawę do czego zmierza Harry. – Ja wiem, że jestem okropnym tradycjonalistą, ale uważam, że powinniśmy zmienić bank – dodał próbując powstrzymać uśmiech, gdy dwóch goblinów w garniturach podeszło bliżej z prawie szczerymi uśmiechami.
Severus puścił jego ramiona, na których musiało pojawić się kilka siniaków, a Harry dla dodania powagi sytuacji splótł ich palce.
- Kto to? – mruknął niezadowolony.
- Gerard Griwich – przedstawił się starszy, wyciągając dłoń do Harry'ego, ale ten nie przyjął jej, patrząc na niego wyczekująco. Goblin zmieszał się. – Jestem dyrektorem Gringotta na Pokątnej. Chciałem porozmawiać o państwa skrytkach – spróbował jeszcze raz, patrząc niepewnie na Harry'ego.
Gryfon wzruszył ramionami i wyciągnął monetę.
- Straciłem przez pana czas i muszę wracać do domu. Zresztą to nie ja zarządzam majątkiem. To byłoby nierozsądne. Jeśli Severus się zgodzi, jeszcze dziś chcemy przenieść wszystko do banku willi – westchnął, z przyjemnością rejestrując, że Griwich zbladł.
- Muszę to rozważyć – powiedział spokojnie drugi z panów Potter. – Ale twoje uwagi jak zawsze z miłą chęcią wezmę pod uwagę – rzucił na pożegnanie, gdy puszczał jego dłoń. Słowo miłe zabrzmiało w jego głosie jak rozbryzgujący się wokół śluz z gumochłona, ale to było jedyne na co było go stać.
Harry popatrzył jeszcze raz na niego z uśmiechem, po czym spojrzał na wyczekującego czegoś goblina, który nie przerywał im małżeńskiego pożegnania. Cholera – pomyślał, gdy tłum zrobił się jeszcze większy. Dostrzegł gdzieś w przelocie platynową głowę Malfoya.
- Może jednak zostanę? Jak wrócisz do domu? – spytał niepewnie, dając mu znaki, które miał nadzieję jego małżonek zrozumiał.
- Udostępnię panu Potterowi kominek w moim gabinecie – powiedział przymilny głos.
Severus skrzywił się i zmrużył oczy, by po prostu pochylić się nad Gryfonem. Musnął jego policzek swoimi ustami, szepcząc cicho do ucha.
- Nic mi nie będzie, Harry.
Ciepły oddech owiał jego skórę, a szorstkie wargi ponownie musnęły policzek, zostawiając lekko wilgotny ślad. Poczuł rumieniec zdradliwie wykwitający na jego twarzy.