11. Uczucia.

W drodze na eliksiry Hermiona cały czas wypytywała Harry'ego o nową dziewczynę. Ron, który miał już tego dość założył słuchawki na uszy i słuchał muzyki, gdy doszli pod salę ujrzeli grupkę dziwnie ubranych mężczyzn. Hermiona zdjęła słuchawki Ronowi.

- O co Ci chodzi? - Spytał oburzony.

- Idź i spytaj się kim są.

- Czemu ja?

- Bo Cię o to proszę.

- Nie chce mi się!

- Idź! - Hermiona zrobiła swoją groźną minę i pchnęła Rona do przodu. Ron szedł do przodu z obrażoną miną. Podszedł do mężczyzn i zaczął z nimi rozmawiać, dwujka z nich zaczęła oglądać Rona z każdej możliwej strony.

- Co oni robią? - Spytała lekko rozkojarzona Hermiona.

- A ja wiem? - Odpowiedział równie zdziwiony Harry. Powrócili do obserwowania swojego przyjaciela, najwyższy z grupki wręczył Ronowi małą kartkę, Ron uśmiechnął się i wrócił do przyjaciół.

- Kim oni są i co od Ciebie chceieli? - Spytała Hermiona.

- No więc tak tan najwyższy to producent, ta trójka co mnie oglądała to styliści , a ta kobieta..

- Gdzie kobieta?

- No tam taka niska - Ron wskazał palcem na kobietę ubraną w garnitur wyglądającą jak facet.

- No dobra to kim jest?

- Fotografem.

- I co od Ciebie chcieli?

- Chcieli mnie wziąć jako modela do nowej kolekcji ubrań Lady Lene.

- Co?! Lady Lene?!

- Tak, a co?

- Ona jest Coco Chanel magicznego świata! Zgodziłeś się?

- Powiedziałem, że muszę się zastanowić.

- Ron! Ty idioto!

- No co?!

- Podejdź tam do nich i powiedz że się zgadzasz!

- Nie!

- Czemu?!

- Bo muszę się zastanowić!

- Ale Ron!

- Hermiono zrobiłem wszystko co chciałaś! Podeszłem tam, spytałem się co chcą, dałem Ci odpowiedź więc pytam się czy dasz już mi spokój?

- Ale ja...

- Dasz już mi spokój?

- No dobra! Ale obiecaj, że się zastanowisz!

- Obiecuję! - Hermiona pocałowała Rona w policzek.

- Mój Model! - Mruknęła

- Hermiono!

- Dobrze, już dobrze.

Harry był zazdrosny. Czemu on a nie ja - Zastanawiał się . Harry stał i gapił się na Rona przez kilka minut, próbując ustalić czego mu brak. Nagle po korytarzu rozległ się głos profesora Snape'a.

- Do klasy!

Harry podniósł swój plecak z ziemi i poszedł z resztą klasy. Usiadł z Ronem i Hermioną w kącie sali. Profesor Snape wszedł ostatni, zamknął drzwi i co było dziwne uśmiechał się.

- Czemu się pan uśmiecha? - Spytał Draco.

- A co panie Malfoy! Zabronione?

- Nie, ale widzieć pana z uśmiechem na twarzy to jak zobaczyć Krzysztofa Ibisza ze zmarszczkami.

- Kogo? - Snape mocno się zdziwił.

- No Krzysztofa Ibisza!

- A kto to?

- Jest prezenterem telewizyjnym - Wtrąciła się Hermiona.

- Aha dziękuje Panno Granger. Dobrze wracajmy do lekcji! Dziś coś łatwiejszego! Eliksir Bujnego Owłosienia, na tablicy są podane składniki i sposób wykonania. No to do roboty i powodzenia.

- Powodzenia? Od kiedy on taki miły? - Spytał nieco zdziwiony Ron.

- Nie mam pojęcia, może wziął jakiś eliksir albo coś w tym stylu - Stwierdził Harry.

- Jasne! On nie ma prawa brać eliksirów przed lekcją - wtrąciła się Hermiona - Poza tym to nic złego, że jest miły! Wolicie jak jest oschły, wredny i ciągle odejmuje nam punkty?

- Nie ale, to jest dziwne - Powiedział Ron, Harry kiwnął głową z aprobatą. Hermiona coś mruknęła i podniosła rękę.

- Słucham Panno Granger?

- Czy wie pan coś o nowej uczennicy?

- A ta znowu o tym - przewrócił oczami Ron.

- Hermiona prędzej umrze niż się o to nie spyta - stwierdził Harry i oboje wybuchli śmiechem. Gdy skończyli się śmiać zorientowali się, że przegapili dosyć spory kawaek wymiany zdań Hermiony i Profesora Snape'a.

- Panno Granger jak już mówiłem nie wiem nic o nowej uczennicy!

- Ale musi pan wiedzieć! Dosyć wysoka..

- Panno Granger mam dobry chumor! proszę mi go nie psuć!

- Ale...

- Odejmuje pięć punktów Gryffindorowi!

- Dzięki Hermiono! - Krzyknęli chórem Gryffoni.

Przez resztę lekcji Hermiona nie odezwała się ani razu, była wpatrzona w swój eliksir. Harry i Ron na samym początku próbowali nawiązać z nią kontakt ale jak zobaczyli, że to nic nie daje postanowili się tym nie przejmować i wrócili do warzenia eliksiru. Po lekcji eliksirów ruszyli do cieplarni na zielarstwo. Na lekcji zielarstwa nic specjalnego się nie działo, uczyli się po raz setny, budowy magicznej rośliny- Dyptam. Po zielarstwie ruszyli na obiad a Hermiona do biblioteki.

- Po co ona tam poszła? - Spytał sie Harry jedząc klopsiki z żurawiną.

- Nie wiem, może musi zrobić zadanie z numerologii albo coś w tym stylu. - Odpowiedział Ron przełykając ziemniaki.

- Może, ale po eliksirach jest taka wyciszona.

- Zauważyłem, jak poszedłeś po model rośliny próbowałem z nią porozmawiać ale odwróciła głowę i powiedziała, że mam się do niej nie odzywać.

- Czemu? Co jej znów zrobiłeś?

- Nic! Harry byłeś z nami cały czas!

- No fakt. To może powiedz jej, że się zgadzasz i będziesz modelem!

- Myślisz, że to pomoże?

- Tak!

- To zrobie to dla niej! - Ron od razu się rozhmurzył, siedzieli i gadali o wszystkim do czasu gdy zjawiła się Ginny.

- Witam was! - Powiedziała z wielkim uśmiechem na twaarzy.

- Cześć - Odpowiedzieli chórem

- Zaraz mam te zajęcia z integracji, drugie klasy mówiły, że one jest genialna! Spytajcie się Freda i Georga!

- Przecież oni są w siódmej - zauważył Ron.

- No tak ale Profesor Rosalia zrobiła dla nich osobne lekcje

- Dla Freda i Georga?

- Między innymi, chodzi tam Cedric, Angelina, Kate, i kilka osób, których nie znam.

- W takim razie kiedy oni to mają?

- Z samego rana, napisała do nich sowę, że będą mieli osobne zajęcia. Dowiedziałam się, że ona będzie nas uczyć CM i OPCM ale pomylili się w plnie i wpisali, że w tygodniu mamy dwie OPCM.

- Co?! Będzie nas uczyła czarnej magii?! - Krzyknął Ron tak głośno, że wszystkie osoby spojrzały w ich stronę.

- Nie drzyj się tak! - Upomniała go Ginny

- Przepraszam.

- Nie pamiętacie co powiedział Snape?

- Nie, a co powiedział? - Spytał Harry.

- Jeśli chcemy walczyć z czarnom magią najpierw trzeba ją poznać.

- A faktycznie.

- Jestem ciekawa jak wygląda i czy naprawdę jest taka fajna.

- My się przekonamy dopiero o 20:00.

Drzwi od wielkiej sali otworzyły się i weszła przez nie Hermiona podtrzymywana przez Parvati i Lavender, profesor McGonagall ruszyła w ich stronę, Ron wstał i w kilka chwil znalazł stał koło Hermiony obejmując ją w talii.

- Co się stał? - Spytała profesor McGonagall, Harry i Ginny podbiegli do Rona, Hermiony, Parvati i Laveder.

- Nie wiemy, znalazłyśmy ją w takim stanie na korytarzu - Odezwała się Patil

- Wyglądała jak by już nie żyła, nie wiedziałyśmy co robić więc przyprowadziłyśmy ją tu - Dodała Lavender.

- Bardzo dobrze zrobiłyście - Pochwaliła je opiekunka Gryffonów - Panno Granger co pani jest?

- Dyptam - wkaszlała Hermiona

- Co proszę? - Spytała Profesorka

- Dyptam! Hermiona ma na niego uczulenie! - Powiedział podirytowany Ron - Pewnie wymiotowała, i nie wzięła swoich leków - Dodał

- Dziękuje Panie Weasley, ale nie musi pan być taki nie miły.

- Zaprowadze ją do skrzydła szpitalnego - Zaproponował

- Nie trzeba, wystarczy zaklęcie odkarzające - Profesor McGonagall machnęła różdżką i Hermiona znów zaczęła przypominać siebie.

- Dziękuje - Wydukała.

Przez resztę dnia Ron nie odstępował Hermiony na krok, nawet jak wchodziła do łazienki to kazał Ginny z nią wejść. Dochodziła godzina dwudziesta, w dormitorium Gryffonów panowała pełna ekscytacji atmosfera. Siódmoklasiści zaczęli opuszczać pokój wspólny, każdy chciał poznać nową nauczycielkę. Harry, Ron i Hermiona wyszli ostatni, korytarze były puste, panowała niezręczna cisza, kiedy doszli pod wielką salą stały wszystkie cztery domy. Czekali kilka minut, w końcu wybiła godzina ósma wszyscy odwrócili się w stronę wielkiej sali wypatrując nowej nauczycielki, zawiedli się gdy zobaczyli profesor McGonagall.

- Do wielkiej Sali, Profesor Rosalia trochę się spóźni, jak zwykle z resztą - Ruszyli tak jak im kazano, Harry od razu usiadł przy stole puchonów i czekał na przyjście Vivien.

- Harry! Co ty tu robisz? - Spytał rozbawiony Cedric

- Czekam na Vivien - Odpowiedział zarumieniony.

- A to nie przeszkadzam.

- Cedric!

- Słucham Cię.

- A ty nie miałeś zajęć rano?

- Miałem.

- To co tu robisz?

- Siedze.

- A tak naprawdę?

- Profesor Rosalia powiedziała, że jak nam się chce to możemy przyjść wieczorem i tak sobie przyszedłem, z reresztą moja cała grupa przyszła.

- Aha, dzięki.

- Dobry wieczór Harry - Powitała go Vivien i usiadła koło niego.

- O cześć - Ucieszył się Harry.

- Jesteś słowny.

- No pewnie, że tak!

- Proszę wszystkich o cisze! - Zawołała profesoe McGonagall - Potter do stołu Gryffindoru! Nie przypominam sobie żebyś się przenosił do Hufflepuff'u - Wszyscy spojrzeli w jego stronę.

- Już idę - powiedział czerwony na twarzy Harry - Przepraszam Cię - Dodał

- Nie masz za co! Innym razem - Odpowiedziała z uśmiechem. Harry wstał i szybkim krokiem ruszył w stronę swoich przyjaciół.

- O nasz książe znalazł księżniczkę - Krzyknęli bliźniacy w jego stronę, cała sala wybuchła śmiechem.

- Cisza! - Upomniała ich nauczycielka - Idę sprawdzić czy Panna Rosalia ma zamiar dziś przyjść - Dodała. Podczas nieobecności Profesor McGonagall w sali panowała grobowa cisza. Ron obgryzał paznokcie, Parvati czesała Hermionie warkocza, Dean nucił sobie coś pod nosem a Fred i George rysowali palcami po stole. Nagle drzwi otworzyły się i do sali weszła ta sama dziewczyna którą Harry spotkał rano.

- To ona - Szepnął do przyjaciół.

- Ta nowa uczennica? - Upewniła się Hermiona, Harry kiwnął potwierdzająco głową. Dziewczyna stanęła na podium, tam gdzie zawsze stoi Profesor Dumbledore i przemówiła

- Witajcie kochani! Nazywam się Rosalia Milton będę waszą nową nauczycielką będziemy widywać się cztery razy w tygodniu! Dwa razy na zajęciach z integracji raz na zajęciach czarnej magii i obrony przed nią.

W wielkiej sali zapadła cisza. Harry wpatrywał się w nauczycielkę ze zdziwieniem.

- Harry to jest nauczycielka! nie uczennica! - Powiedziała Hermiona

- Teraz już wiem!.

- Dobrze więc zaczynajmy! Czy ktoś przygotował piosenkę tak jak prosiłam? - Profesorka rozejrzała się po sali - Ani jednej ręki w górze, no cóż przeżyje. Ale naprawdę nikt nie przygotował?

Wszyscy pokiwali przecząco głowami.

- No więc tak, pewnie zastanawiacie się po co są te zajęcia, ogólnie uważam, że to bezsensu integrować was w wasz ostatni rok nauki ale może pomoże wam to w przyszłości. Spotykać będziemy się jak już mówiłam, dwa razy w tygodniu na tych zajęciach. Profesor Dumbledore chce byście byli dla siebie jak rodzina, nie chodzi mi o to, że krukoni z krukonami tylko krukoni z wszystkimi. Maci czuć się dobrze w swoim towarzystwie, macie sobie pomagać, jak ktoś napadnie Neville'a to ślizgoni mają go bronić! a nie atakować!. Mam nadzieje, że będziemy sie dobrze razem bawić, z wami będę prowadzić coś w rodzaju zajęć integracyjno- artystycznych. No dobra więc zaraz zaczniemy ale najpierw puszcze wam mój zegarek.

- Po co? - Spytał się Blais

- Jest was tu bardzo, bardzo dużo a ja chciałabym zapamiętać wasze imiona więc podajecie mojemu zegarkowi imię, nazwisko i dom w Hogwarcie, wtedy on zapamięta wasz głos i jak ktoś coś powie on wyświetli mi wasze imię, nazwisko i dom. Wszystko jasne?

- Tak - Odpowiedzieli chórem

- To do dzieła załogo - uśmiechnęła się i przekazała zegarek jakiejś ślizgonce - Streścić wam co będziemy dziś robić?

- Tak!

- W skrócie będziemy się bawić!

Po sali rozniósł się ogrom oklasków i wiwatów.

- Jak masz na imię? - Profesor Rosalia spytała się Rona.

- Ron Weasley - wyjąkał.

- Weasley?

- Tak

- To jestem w domu - Gryffoni roześmiali się - Też będziesz mi płatać figle? - Spytała z uśmiechem.

- Raczej nie

- Piona - Ron przybił piątkę z wyczeszczem na twarzy.

- Słuchajcie jeszcze jedna ważna sprawa! Na lekcjach zwracajcie się do mnie "Profesor Rosalia" lub "Pani Milton" a na korytarzu mówcię po prostu Rosalia, jak mówicie do mnie pani na korytarzu lub profesor to czuje się taka stara a wcale dużo starsza od was nie jestem. Kto jeszcze nie wprowadził swoich danych niech podniesie rękę.

W górze pojawiło się 15 rąk, w tym Rona, Hermiony i Harry'ego.

- Dobra to poczekamy jeszcze tą chwilkę. Opowiem wam swój życiorys, chcecie?

- Tak!

- No dobra więc urodziłam się w szkocji, do 11 roku życia uczęszczałam do mugolskich szkół, potem do Hogwartu, tiara przydzieliła mnie do Hufflepuff'u, więc proszę się nie obrazić jak będę ich faworyzować. W przyszłym roku będę opiekunką tego domu ponieważ profesor Sprout chce już tylko uczyć. Co jeszcze chcecie o mnie wiedzieć?

- Ile ma pani lat - na zegarku wyświetliło się "Fred Weasley, Gryffindor"

- Nie zaszczycę tego pytania odpowiedzią - Wszyscy się zaśmiali - Następne pytanie proszę.

Harry podał swoje dane jako ostatni, profesor Rosalia podeszła do Harry'ego i odebrała zagarek.

- Jakie ma pani hobby? - Spytała Luna

- Lubie grać na gitarze i rysować. Dobrze kochani więc co chcecie robić? Mam trzy propozycje, pierwsza śpiewać, fałszować, druga będziemy o sobie opowiadać, trzecia będę robić przesuchania do chóru, którą wybieracie?

- Pierwszą i trezcią! - Krzyknęli chórem ślizgoni.

- Reszta się zgadza?

Inne głowy kiwnęły potwierdzająco głową.

- No dobrze, więc kto chce się zapisać do chóru?

Rękę podniosło kilka osób większość ze Slytherinu.

- No dobrze podejdzcie tu i zapiszcie się. A czemu tak mało? Draco zapiszesz się?

- Nie umiem śpiewać - odpowiedział

- To zaśpiewaj nam coś, my to ocenimy - Rosalia machnęła różdżką, z niką koło niej pojawiła się gitara akustyczna.

- Dobrze, ale jak będę fałszować to proszę przestać grać.

- Dobrze obiecuję Ci to, więc co chcesz zaśpiewać?

- "Skinny Love" Bona Iver'a

- Wedle życzenia.

Chwilę później po klasie rozległa się piękna melodia a zaraz po niej ładny wokal, wszyscy słuchali tego z otwartymi ustami, Harry nie chętnie to przyznał ale Draco naprawdę miał świetny głos.

- Słyszycie jak on śpiewa?! - Pisnęła Hermiona.

- Tak, też to słyszę - Powiedział Ron, kiedy Draco dostał owacje na stojąco, nawet Gryffoni wstali a to jest wyczyn.

- Świetnie Draco biorę Cię! - Krzyknęła radośnie nauczycielka.

- Słucham?

- Biorę Cię!

- Ale przecież fałszuję!

- Wcale nie! To co zapisujesz się?

- No dobra.

- Tam jest lista - Draco wstał i podszedł do stołu nauczycieli.

- Dobra kto jeszcze?

Ron, Cedric i Hermiona podnieśli ręki.

- Super! Strasznie się ciesze! Mam dla was jeszcze jedną dobrą wiadomość! Jesteście zwolnieni możecie iść.

- Nie! - Krzyknęli wszyscy chórem.

- Spotkamy się jutro na zajęciach! Miłóej nocy życzę! Do jutra załogo!

- Do widzenia! - Odkrzyknęli.

Sala opustoszała, Harry z przyjaciółmi wrócił do pokoju wspólnego, usiedli przy kominu i romawiali o nowej nauczycielce.

- Ona 'est świetna - ziewnął Ron

- Nie chcesz się położyć? - Spytała zmartwiona Hermiona.

- Nie, muszę Ciebie obserwować!

- Ron już wszystko dobrze!

- Więc dla czego to zrobiłaś?!

- Ale co?

- Nie wziełaś leków! Wiedziałaś, że dziś będzie budowa rośliny- Dyptam !.

- Bo ja chciałam sprawdzić czy będziesz się o mnie martwił!

- Przecież wiesz, że się martwiłem i martwić się będę!

- Teraz już to wiem - Hermiona zalała się łzami.

- Czemu płaczesz? - Spytał Ron obejmująć ją.

- Bo myślałam, że już mnie nie chcesz.

- Ja Ciebie? Prędzej ty mnie byś nie chciała.

- Właśnie, że nie!

- Dobra! Spokój! Wiem, że się kochacie ale ja tu też jestem! - Powiedział podirytowany Harry.

- Przepraszamy Cię!

- No! Ja myślę - Cała trójka wybuchnęła śmiechem.

- Ja idę spać ! Dobranoc - Powiedział Ron, pocałował Hermionę i ruszył w stronę schodów.

- Ja też już idę Harry - Hermiona pocałowała go w policzek i poszła. Harry został sam w pokoju wspólnym siedział koło kominka kilka minut. Przyszła Ginny.

- Hej!

- Hej!

- Co robisz? - Spytała się.

- Rozmyślam.

- O czym?

- Zastanawiam się czy naprawdę chodzę z Vivien, nie widujemy się a jak nie jesteśmy razem to nie czuje pustki.

- A przypadkiem między wami przypadkiem nie ma więzi czysto przyjacielskich?

- Czemu tak myślisz?

- Bo nie jesteście smutni jak nie jesteście razem.

- W sumie masz rację, co powinieniem zrobić?

- To co chcesz!

- Czyli co chce?

- Nie wiem, porozmawiać z nią?

- Porozmawiam z nią jutro a teraz pójdę spać.

- Dobranoc!

- Dobranoc.

Harry poszedł na górę zostawiając Ginny samą. Zrobiło mu się dziwnie, tak naprawdę Vivien była tylko przykrywką! On nadal czuł coś do Ginny! Muszę ją odzyskać! pomyślał. Wszedł do pokoju, było ciemno wszyscy spali. Harry umył się, przebrał w piżamę i zasnął.

Kilka słów od autora:

Mam nadzieje, że rozdział wam się podobał!:D i, że będziecie czytać następne rozdziały.