Opuszczam dach kilka minut po Peecie i idę do swojego pokoju. Muszę się przespać, a przynajmniej spróbować. Podczas gdy trybuci będą walczyć na arenie, ja i Haymitch będziemy odpoczywać na zmianę, ale wiem, że będę chciała być przytomna tak długo jak będzie to tylko możliwe. Dla Peety.
Ubieram wygodną koszulę nocną i wślizguję się w marynarkę Peety zanim kładę się do łóżka. Znów płaczę i szloch wstrząsa moim ciałem. Nie wiem jak długo jestem w takim stanie, ale wydaje się to nie mieć końca. Jednak w którymś momencie zasypiam, bo następną rzeczą jaką widzę jest moja ekipa przygotowawcza.
Całe trio jest niezwykle poważne, a ja nie rozumiem dlaczego. Zwykle moja ekipa przygotowawcza jest podekscytowana przed tuż przed Głodowymi Igrzyskami. Wiem, że ich smutny wyraz twarzy nie jest spowodowany obawami o bezpieczeństwo Misu, bo jak zapewnili mnie, że za nią nie przepadają.
W końcu Flavius pyta mnie jak Peeta i ja się pożegnaliśmy i w tym momencie zdaję sobie sprawę dlaczego są tacy smutni. Zaangażowali się w tragiczną historię miłosną, moją i Peety.
- My... - zaczynam, ale nie wiem co powiedzieć dalej. To była niezwykle osobista chwila i nie chcę się nią dzielić. Ale też nie chcę być niegrzeczna i powiedzieć im by pilnowali własnego nosa. - Poszliśmy na dach i tam się pożegnaliśmy.
- Tylko tyle zamierzasz nam powiedzieć? - pyta Flavius, a jego zabarwione na purpurowo usta wyginają się w uśmiechu.
- Powinieneś być zadowolony, że powiedziała nam aż tyle - mówi Venia, a posyłam jej pełne wdzięczności spojrzenie.
- Chcemy szczegółów - jęczy Octavia.
- I je dostaniemy, kiedyś - obiecuje Venia, a ja zmuszam się by nie przewrócić oczami. - Swoją drogą, Katniss, wyglądałaś dziś rano cudownie owinięta w marynarkę Peety.
Rumienię się wściekle i cała trójka chichocze, a potem zaczynają dyskutować o tym, kiedy zorientowali się, że Peeta i ja pasujemy do siebie idealnie. Próbuję ich nie słuchać, bo czuję ból w klatce piersiowej za każdym razem gdy wspominają o Peecie.
Kończą mój makijaż i pomagają mi ubrać się w sukienkę. Przez większość Igrzysk będę mogła nosić co chcę, ale dziś muszę wyglądać jak najlepiej, dla sponsorów. Znów moje ciało jest bardziej odsłonięte niż zakryte, ale nie obchodzi mnie to.
- Proszę, twoja marynarka - mówi Venia, podając mi ubranie. Zarzuca mi ją na ramiona, a ja zdaję sobie sprawę, że to marynarka Peety, którą miałam wcześniej na sobie. - Cinna przysłał inną, ale jestem pewna, że nie będzie miał nic przeciwko.
- Dziękuję - mówię, owijając się ciaśniej marynarką. Będzie mi ona cały czas przypominać o co tutaj walczę.
Gdy moja ekipa przygotowawcza wychodzi z pokoju, dociera do mnie, że brakuje mi uspokajającej obecności Peety. Ale jest razem z Misu w drodze na arenę. Jestem odrobinę zazdrosna o Portię, która w tym momencie jest z Peetą. Mam ogromną nadzieję, że przekonała go do zjedzenia śniadania.
Ja sama zdążam zjeść szybkie śniadanie zanim Effie i Haymitch przychodzą po mnie i we trójkę jedziemy do Centrum Operacyjnego Igrzysk. Zazwyczaj nie prowadzimy ze sobą jakiejś nadzwyczajnej pogawędki, ale dziś nie odzywamy się ani słowem. Nawet Effie jest przygaszona, przez co jej rzucająca się w oczy różowa peruka wygląda jeszcze śmieszniej.
Rozdzielamy się gdy docieramy do Centrum Operacyjnego by znaleźć jak najwięcej sponsorów. Odchodzę, gdy Effie łapie mnie za nadgarstek. Patrzę na nią, a ona posyła mi smutne spojrzenie.
- Sprowadzimy go z powrotem do ciebie - mówi z siłą i ściska mnie delikatnie zanim puszcza moją dłoń.
Kiwam tylko głową, bo nie ufam mojemu głosowi w tym momencie. Effie odwraca się na swych ogromnych szpilkach i odchodzi.
- I stało się niemożliwe - mówi Haymitch zza moich pleców, a ja podskakuję z zaskoczenia. - Chłopiec zmusił Effie do dbania o coś innego niż awans do lepszego dystryktu.
- Jest wyjątkowy - udaje mi się wydusić i cieszę się, że mój głos zadrżał tylko raz.
- Tak, to prawda - zgadza się.
Teraz, gdy jestem w Centrum Operacyjnym Igrzysk, zdaję sobie sprawę, że powinnam być lekkomyślną ulubienicą Kapitolu. Dziś to będzie dla mnie prawdziwy test dla moich aktorskich umiejętności i mam nadzieję, że nie jestem tak kiepska jak Finnick i Johanna twierdzą.
Wiem jaki powinien być mój pierwszy krok. Ze smutkiem zdejmuję marynarkę Peety, ale Haymitch powstrzymuje mnie.
- Nie, zatrzymaj ją.
- Ale moja sukienka - skarżę się.
- Z tą marynarką zdobędziesz więcej sponsorów niż używając swojego ciała - mówi Haymitch. - Nie przejmuj się uśmiechaniem. Kapitol myśli, że jesteś załamana tym, że Peeta wyląduje dzisiaj na arenie, więc im to pokaż.
- Ale ja jestem załamana - wyrzucam z siebie, a Haymitch wzdycha:
- Wiem, ale mamy robotę do wykonania.
Ma rację i mimo że historia nieszczęśliwych kochanków działa na naszą korzyść, to i tak musimy włożyć sporo wysiłku i zebrać tak dużo pieniędzy jak tylko możemy.
Patrzę jak Haymitch podchodzi do mężczyzny, którego oddech przesiąknięty alkoholem czuję aż tutaj.
Nikia Blith niemal łamie mi żebra, przytulając mnie do siebie z zaskoczenia. Zawsze była hojna dlatego naprawdę cieszę się, że wpadła na mnie dziś rano.
- Och, Katniss, to musi być dla ciebie okropne! - wykrzykuje Nikia i odsuwa mnie na długość swoich ramion i przygląda mi się. Wzdycha. - Czy to jego marynarka?
- Tak - odpowiadam i przełykam moją potrzebę prywatności. - Potrzebowałam czegoś, co należy do niego by... wiesz, przetrwać jakoś ten dzień.
- Och, oczywiście, kochana! - Po jej policzkach spływają zabarwione na niebiesko łzy. Chcę, żebyś wiedziała, że masz moje wsparcie. Przeleję nieco pieniędzy na konto Peety jak tylko zaczną się Igrzyska!
- Dziękuję - mówię. - To wiele dla mnie znaczy.
- Och, przynamniej tyle mogę zrobić - mówi, a ja uśmiecham się do niej lekko. - Mam nadzieję, że wygra! Zapłacę ile będzie trzeba by znów zobaczyć was razem! Jest Taygen!
Nikia macha do Taygena Torrklina, a ja czuję jak przechodzą mnie ciarki. Taygen jest ważną osobistością w Kapitolu. Ma pieniądze, wpływy i potężnych przyjaciół. Ma także na mnie oko od pierwszego dnia gdy mnie zobaczył.
Taygen podchodzi do nas, pochyla się i całuje grzbiet ojej dłoni. Zwalczam w sobie chęć wytarcia mojej ręki o cokolwiek.
- Taygen, jak dobrze cię widzieć! - wykrzykuje Nikia. - Widziałeś, co Katniss ma na sobie?
Wzrok Taygena, niezbyt dyskretnie, ląduje na moich piersiach. Na nieszczęście dla niego, marynarka szczelnie zakrywa moje wdzięki. Rozpoznaje tę część ubrania i jego rozczarowanie jest oczywiste.
- Jak sobie z tym radzisz, moja droga? - Patrzy na mnie intensywnie, a ja nie wiem, czego ode mnie chce.
- Niezbyt dobrze - przyznaję. - Żałuję, że nie spędziłam z Peetą więcej czasu.
- Oczywiście - mówi i nagle coś dziwnego pojawia się jego oczach. - Ale znalazłaś wczoraj trochę czasu by spędzić te ostatnie chwile razem?
- Tak - mówię. Pamiętam jak ciekawska była moja ekipa przygotowawcza. - Poszliśmy wczoraj na dach by się pożegnać.
Nikia niemal mdleje, ale Taygen wygląda na zirytowanego i boję się, że powiedziałam coś nie tak.
- Jak romantycznie! Prawda, Taygen? - pyta Nikia, a Taygen kiwa szybko głową. - Oczywiście, że tak! Jesteśmy tak podekscytowani! Przepraszam, gadam jak najęta, a Taygen pewnie chce ci powiedzieć, że zasponsoruje Peetę. Prawda?
Mogłabym ucałować Nikię. Zapędziła go w kozi róg i teraz już Taygen nie ma wyboru. A skoro sponsorowanie jest jawne, będzie musiał przelać pieniądze.
- Oczywiście - mamrocze. - Nie śmiałbym pozbawiać Katniss mojej pomocy.
- Bardzo dziękuję za twoją hojność - mówię. - Z niecierpliwością będę czekać na twoją darowiznę.
- Z pewnością - mówi i pochyla się by znów pocałować moją dłoń. Patrzy mi w oczy i nie mogę oprzeć się uczuciu, że nie spodobają mi się konsekwencje, które wynikną z tego spotkania.
Jakiś czas później idę na stanowisko dla mentorów Dwunastego Dystryktu. Kręci mi się w głowie od mocnych perfum, ostrych kolorów i słów litości od potencjalnych sponsorów, z którymi rozmawiałam. Wielu z nich, jeśli nie wszyscy, złożą darowiznę dla Peety, nie mam co do tego wątpliwości. Niemal docieram na stanowisko, gdy zatrzymuje mnie Strażnik Pokoju.
- Prezydent Snow chce panią widzieć - mówi, a moje serce na chwilę przestaje bić. - Proszę za mną.
Kiwam głową i pozwalam się zaprowadzić do prezydenckiego apartamentu. W międzyczasie przypominam sobie wszystko, co zrobiłam od przyjazdu do Kapitolu. W jakiś sposób musiałam go rozzłościć i jestem pewna, że wzywa mnie tylko po to, by mnie poinformować o tym, w jaki sposób zabije Peetę.
Wchodzę do prywatnych pokoi Snowa, a on odsyła wszystkich Strażników Pokoju. Pokazuje gestem bym usiadła, co robię natychmiast, bo moje nogi już dłużej nie utrzymają ciężaru mojego ciała.
- Mamy interesującą grupę dzieci w tym roku - mówi, kładąc dłonie na kolanach.
Zapach krwi sprawia, że kręci mi się w głowie i z trudem utrzymuję śniadanie z żołądku. Przełykam głośno ślinę.
- Chyba tak.
- Słyszałem, że żywisz szczególne uczucia względem jednego ze swoich trybutów - mówi. - Misu, prawda?
Nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam.
- Misu?
Kiwa głową.
- Czy to nie jest prawda, że jej nie lubisz? Sądzę, że z tym ogromem nienawiści do ciebie, przynajmniej jesteś do niej choć odrobinę wrogo nastawiona. Zwłaszcza, że zaatakowała się wczoraj wieczorem.
Bezwiednie dotykam policzka, choć wiem, że nie ma na nim śladu po uderzeniu. Nikt z mojej ekipy przygotowawczej nawet tego nie skomentował i zakryli ślad na twarzy bez słowa.
- Nie lubię jej zbytnio.
- Nie uczyniła decyzji o ratowaniu Peety trudną, prawda? - Odrywa róże z klapy swojej marynarki.
- Prawda.
Wręcz chirurgicznie uśmiecha się.
- Mam jednak wrażenie, że decyzję kogo ratujesz podjęłaś na długo przedtem zanim Misu rozmawiała z tobą po raz pierwszy.
- Nie wiem co pan ma na myśli...
- Panno Everdeen - strofuje mnie. - Myślałem, że po tym incydencie z pani przyjacielem w zeszłym roku, uzgodniliśmy, że będziemy wobec siebie zawsze szczerzy.
Kiwam głową, pamiętając tę okropną rozmowę po śmierci Gale'a na arenie. Uzgodniliśmy, że okłamywanie siebie nawzajem to tylko strata czasu.
- Ma pan rację - mówię. - Decyzję o ratowaniu Peety podjęłam jak tylko Effie przeczytała jego nazwisko.
Snow jest zadowolony z mojej szczerości.
- Wiesz, że to tylko czyste szczęście, prawda? Nie przyłożyłem ręki do tych dożynek.
- Wiem.
- Gdyby tak było - robi pauzę dla większego efektu - to nie jego bym wybrał.
Oczywiście, że nie. Snow wybrałby Prim, albo Rory'ego, albo jeszcze kogoś innego, równie mi bliskiego. Nikt nie wiedział o moich uczuciach względem Peety, ja również jak się okazuje.
- Nie wiem, co pan chce ode mnie usłyszeć
- Nic, naprawdę - mówi. - Po prostu stwierdzam fakt. Jestem jednak ciekawy jak narodziło się twoje uczucie do Peety.
Nie powiem mu o incydencie z chlebem, bo wiem, że Snow wykorzystałby to przeciwko mnie.
- Dawał mojej siostrze chleb, gdy ja byłam na arenie.
- Upewniał się, że twoja siostra ma co jeść, gdy ty sama nie mogłaś o to zadbać - mówi, jakby to przetrawiając. - Tak, wierzę w to. Bardzo kochasz swoją siostrę i jesteś zobowiązana wobec każdego kto jest jej życzliwy.
- A Peeta jest bardzo życzliwy - mówię.
- Oczywiście, że tak. - Snow podnosi stertę papierów i zdjęć leżących na stoliku za nim i zaczyna je przeglądać. - A kiedy dokładnie twoja wdzięczność zamieniła się w coś poważniejszego?
- Naprawdę nie wiem - odpowiadam szczerze. - Wiem, kiedy zdałam sobie z tego sprawę.
- A kiedy to było?
- Ostatniej nocy - mówię.
- Naprawdę? Tak późno? - Snow patrzy na mnie znad papierów. - Myślałem, że stało się to jeszcze przed twoim wywiadem z panem Flickermanem.
Delikatnie kulę się w sobie.
- Wtedy myślałam, że to tylko małe zauroczenie.
- Więc mówisz mi, że twoje uczucia do niego są dużo głębsze niż zwykłe dziewczęce zadurzenie?
- Tak.
- A twoje uczucia do niego są jedynym powodem, dla którego chodzisz wystrojona w jego marynarkę. - Snow posyła mi znaczące spojrzenie.
- To nie jedyny powód - przyznaję. - Ale głównie dlatego.
- Wiesz, że nie uznaję kłamstwa - mówi Snow. Gdy otwieram usta, chcąc zaprotestować, przerywa mi. - Nie, wiem, że mnie nie okłamałaś, ale po prostu odnoszę się do tego, co powiedziałaś wcześniej panu Torrklinowi.
- W czym skłamałam Taygenowi? - pytam, bo nie mam zielonego pojęcia o czym mówi :Snow, a jestem pewna, że nie okłamałam Taygena.
Snow wygląda na zaskoczonego.
- Zamierzałem cię zdenerwować i wytknąć ci twój brak szczerości względem mnie, ale wygląda na to, że naprawdę nie wiesz do czego się odnoszę.
- Bo nie wiem.
- Nie pamiętasz jak powiedziałaś, że odbyłaś stosunek z młodym panem Mellarkiem na dachu Centrum Treningowego?
Moja twarz płonie i mam problem z ułożeniem odpowiedzi.
- Ja nie... Nie, ja nie... My nigdy...
- Jesteś pewna, że mu tego nie powiedziałaś? - pyta mnie Snow. - Ponieważ pan Torrklin wyglądał raczej na przekonanego, że tak właśnie powiedziałaś.
- Powiedziałam mu, że Peeta i ja poszliśmy na dach - mówię, próbując sobie przypomnieć dokładnie moje wcześniejsze słowa. - Ale powiedziałam tylko, że się pożegnaliśmy!
Snow się śmieje, a mnie ten dźwięk napełnia obrzydzeniem.
- Oczywiście, że tak. Pan Torrklin ma nawyk przekręcania czyichś słów, przez co dochodzi do nieporozumień. Ale wyglądał na tak pewnego, że pomyślałem, iż to twój mądry sposób na anulowanie licytacji o twój pierwszy raz.
Krew odpływa z mojej twarzy.
- Nawet nie przeszło mi to przez myśl.
- Teraz to wiem, więc się nie martw - mówi uspokajająco. - Ale już chyba rozumiesz dlaczego tak się na ciebie zdenerwowałem.
- Ale już nie jest pan na mnie denerwowany?
- Ani trochę - mówi z uspokajającym uśmiechem, a przynajmniej przypuszczam, że taki jest. - W zasadzie to postanowiłem wyświadczyć ci przysługę.
Oj, niedobrze.
- Jakiego rodzaju przysługę?
- Zamierzam odwołać licytację o twoje dziewictwo - mówi.
- Dlaczego?
- Sądziłem, że będziesz zadowolona - mówi.
- Jestem, ale nie dlatego pan to robi.
- Masz rację - przyznaje. - Anuluję to, bo wszyscy sądzą, że ty i Peeta jesteście kochankami.
- Nie jesteśmy!
- Wiem, ale ważne jest to, że inni w to wierzą - mówi. - A nikt nie chce kupować tego, co nie istnieje.
Czuję ucisk w brzuchu. Nie chciałam by moje dziewictwo zostało sprzedane za największą cenę, ale to nie jest sposób w jaki chciałam tego uniknąć.
- Nie zrobiłam tego specjalnie - mówię, bo boję się, że Snow zemści się za to. - A Peeta w ogóle nie ma z tym nic wspólnego!
- Jestem tego świadomy. Nie musisz się martwić - mówi. - Twój drogi pan Mellark nie odczuje żadnych reperkusji tego drobnego incydentu.
- Nie?
- Obiecuję - mówi Snow, podnosząc dłoń. - Lubię tego chłopca. W zasadzie to nawet myślę o przekazaniu darowizny na jego konto. Co o tym sądzisz?
Nie wiem co o tym sądzić. Czasami prezydent sponsoruje trybuta, ale to zdarza się tak rzadko, że robią z tego ogromne wydarzenie.
- Dlaczego pan to robi? - pytam. Musi mieć jakiś ukryty motyw, ponieważ wiem, że Snow nie ma w sobie ani odrobiny altruizmu.
- Ponieważ chcę, żeby wygrał - odpowiada, a ja wiem, że nie kłamie. - Mam względem niego wielkie plany.
- Jakie plany?
- Dowiesz się niedługo - obiecuje. Spogląda na zegar wiszący na ścianie. - Zaraz zaczynają się Igrzyska, powinnaś już iść.
Kiwam głową i wstaję.
- Oczywiście, prezydencie Snow.
- Panno Everdeen? Jeszcze jedna rzecz, zanim pani pójdzie - mówi i podaje mi coś. Obawiając się pułapki, ostrożnie podchodzę bliżej i biorę do ręki kartkę papieru, którą mi podaje. - Jeśli rzeczywiście wygra, to mam nadzieję, że wiesz, iż oczekuję powtórki. Na oczach całego Panem.
- Spoglądam na kartkę, która jest fotografią przedstawiająco Peetę i mnie na dachu. Całujących się.
- Nie sądzę, że oczekuję zbyt dużo po dziewczynie i chłopaku, którzy są w sobie zakochani, prawda?
- Prawda - mówię, a moje ręce się trzęsą. Czuję się całkowicie złamana i ledwie powstrzymuję się od podarcia tego zdjęcia na kawałki. - Czy to już wszystko?
- Tak, możesz iść - mówi, najwyraźniej zadowolony z naszej rozmowy. - Niedługo znów porozmawiamy. Wypatruj mojej darowizny.
- Będę. Dziękuję - mówię i wychodzę z pokoju. Zaczynam biec jak tylko zamykają się za mną drzwi. Kieruję się na mentorskie stanowisko i boję się, że jeśli zatrzymam się choć na chwilę, to ktoś mnie złapie i każe mi wracać do Snowa.
Nikt się nawet za mną nie ogląda i nikt mi nie przeszkadza w drodze do pokoju. Haymitch jest już w środku i wygląda na to, że dotarł już tutaj jakiś czas temu.
- Zajęło ci to sporo czasu . mówi kwaśno. - Zaczynałem myśleć, że nie zdążysz na czas.
- Byłabym wcześniej - odpowiadam. - Ale musiałam iść zobaczyć się ze Snowem.
- Co się stało?
- Chciał porozmawiać. Najwyraźniej Taygen Torrklin źle zrozumiał moje słowa i dlatego Snow musiał odwołać moją... licytację.
- To brzmi poważnie.
- Obiecał, że nie ukarze za to Peety - mówię, siadając obok Haymitcha. - Tak właściwie, to Snow zamierza go zasponsorować.
- To niedobrze.
- Wiem - zapewniam go.
Rozlega się głośny brzęczyk i ogromne ekrany przed nami ożywają. Najpierw pojawia się Róg Obfitości, a potem pokazują arenę z różnych perspektyw. Widzę las, jezioro, strumienie, klify i pole pełne jakiegoś zboża, którego ni mogę zidentyfikować.
Znów pokazują Róg Obfitości tym razem widzimy trybutów pojawiających się na arenie. Potrzebuję kilku sekund by znaleźć Peetę i moje serce zaczyna mocno bić. Zaraz się zacznie.
I wtedy słychać donośny głos Claudiusa Templesmitha:
- Panie i panowie, czas zacząć Siedemdziesiąte Czwarte Igrzyska Głodowe!
