Pairing: DESSE, czyli Derek / Jesse

( M jak Mature Content Tyle o Ile )

Dedykacja: Dla M_GmbH:*

Jesse przechadzała się tam i z powrotem po mostku kapitańskim, uważnie obserwując wszystkie ekrany i wskaźniki. Za jakiś kwadrans powinni wpłynąć do zatoki. Kwestią minut było więc to, że jej stopy znowu dotkną twardego, pewnego gruntu. Jej tak długo wyczekiwane spotkanie z Derekiem zbliżało się z każdą sekundą, a na myśl o nim serce w jej piersi zaczynało bić szybciej.

Przeczesała włosy palcami i poprawiła kurtkę.

- Siedemnaście minut do pełnego wynurzenia, pani kapitan. – Usłyszała głos swojego pierwszego oficera i szybko skinęła mu głową. – Przechodzę na sterowanie ręczne.

Łódź podwodna wynurzyła się bez najmniejszych problemów i marynarze rozeszli się po swoje rzeczy. Jesse zajrzała do kajuty, którą zajmowała, żeby upewnić się, czy aby na pewno spakowała wszystko. Sprawdziła zamki przy torbie; jeden z nich nie był dosunięty, ponieważ zaraz pod nim tkwił klosz lampy, którą kupiła podczas cumowania u wybrzeży Brazylii, dlatego tylko czule pogłaskała sztywny materiał i sięgnęła po plecak. Wychodząc na świeże powietrze, zastanawiała się, czy Derek już na nią czeka; przypłynęli w końcu o czasie. Nie widziała go od dwóch tygodni i aż się trzęsła, żeby znowu wziął ją w ramiona.

Derek Reese na nią czekał. Wypatrzyła go od razu, schodząc z trapu na twardą płynę portu. Mężczyzna stał w głębi ładowni, oparty o drewnianą skrzynię. Miał skrzyżowane na piersiach ramiona i wodził wzrokiem po schodzących z pokładu ludziach. Zawołała go i jego czujne oczy bez problemu wypatrzyły ją w głośnym tłumie witanych i witających. Zaczęła przeciskać się między ludźmi, aż wreszcie znalazła się przy nim. Cisnęła na ziemię plecak i już miała rzucić torbę, kiedy wziął ją w ramiona i zaczął całować jak szalony. Objęła go jedną ręką, w drugiej nadal ściskając pasek od bagażu.

- Hej, co tam masz? – Usłyszała przy uchu.

- Lampę – mruknęła, ostrożnie odstawiając torbę na ziemię, co było raczej trudne z ciepłymi dłońmi ukochanego mężczyzny gdzieś pod swoją bluzką. – Kupiłam ją.

- Lampę? A po co?

Objęła go znowu, zaciskając palce na materiale jego lekko przepoconej koszulki.

- Do czytania – rzuciła wymijająco. – Spodobała mi się. Później ci pokażę.

- Już nie mogę się doczekać. – Posłał jej szeroki uśmiech, puszczając ją; wziął jej bagaże i ruszyli przed siebie korytarzem. – Najpierw do dowództwa jak zwykle, co?

- Procedury, kochanie. Rozumiesz.

- Jasne. Ale obiecujesz, że się pośpieszysz?

- Obiecuję. – Musnęła wargami jego usta i skręciła w boczny korytarz.

Złożenie meldunków i przedstawienie kilku raportów o aktywności wroga na Oceanie Atlantyckim zajęło jej niemal godzinę. Niecierpliwiła się coraz bardziej, odpowiadając na liczne pytania. Miała wrażenie, że to przesłuchanie nie skończy się nigdy; myślała niemal tylko o Dereku. Aż wreszcie pozwolono jej odejść. Zasalutowała energicznie i pobiegła prosto do swojej kwatery.

Dereka nie było, a jej rzeczy leżały na pryczy. Lampa stała na biurku z opartą o nią karteczką. Musiałem coś załatwić. Wrócę wkrótce. Czekaj. D. PS. Fajna lampa. Uśmiechnęła się do siebie i postawiła nowy nabytek na półkę nad biurkiem. Wzięła prysznic i umyła włosy. Kiedy je suszyła, wygładziła ręcznik na udach, uznając, że nie ma sensu się już ubierać. Położyła się na pryczy i przez chwilę gapiła w sufit. Wreszcie postanowiła rozpakować torbę. Była w połowie tej wielce skomplikowanej czynności, kiedy stare zawiasy w drzwiach skrzypnęły mocno. Odwróciła się akurat w momencie, żeby zobaczyć, jak Derek idąc w jej stronę, zrzuca z siebie kurtkę. Od razu znalazła się w jego ramionach. Niemal zdarł z niej ręcznik, kiedy zaczął ją całować.

- Dużo tych gratów masz na łóżku – mruknął Derek, całując ją po szyi; jego ręka powędrowała między jej nogi. – Nie jesteś przygotowana, co?

- Biurko – szepnęła, kiedy wplótł dłonie w jej włosy; rozpięła jego spodnie, zsuwając je w dół i pociągnęła go za sobą, żeby pozwolić się posadzić na zimnym blacie.

Jesse przymknęła lekko powieki, poddając się pieszczotom mężczyzny. Jego dłoń przesuwała się miarowo między jej udami, powoli doprowadzając ją do rozkoszy. Jęknęła, odchylając lekko głowę do tyłu. Derek przyciągnął ją do siebie i wszedł w nią jednym zdecydowanym ruchem; biurko pod nią skrzypnęło.

Nagle coś ciężkiego spadło jej prosto na głowę. Uderzenie było tak mocne, że aż łzy stanęły jej w oczach. Przeklęła; dostrzegając leżącą obok niej na blacie lampkę.

- Cholera, Jesse. – Derek cofnął się nieco, zakładając szybko spodnie. – Boli?

- Oczywiście, że boli – syknęła, zsuwając się z biurka i rozcierając głowę.

- Coś zimnego... coś zimnego... – mruczał mężczyzna, krążąc po pokoju. – Rozmasuj to, bo...

- ...będzie guz, wiem, rany, Derek, wiem!

- Spokojnie. – Podał jej mokry ręcznik i od razu przycisnęła go do głowy, czując pod palcami rosnący szybko guz. – Złośliwość rzeczy martwych, Jesse.

- Pieprzona lampa! – syknęła. – Po co kupiłam to cholerstwo?!

- Zdarza się.

- O tak, każdego dnia na kogoś spada jakaś lampa – prychnęła, schylając się po ubrania.

- Ja tylko...

- Dobra, nieważne. Jestem zmęczona.

- Nie będziemy... kontynuować?

- Nie, Reese. Rany, mam guza wielkości jabłka! A ty tylko o jednym!

- Myślałem...

- To nie myśl i spadaj! – krzyknęła, czując rosnącą złość. – Już, już!

Derek wywrócił oczami, podnosząc kurtkę. Rzucił pod nosem dobranoc i wyszedł.

Kiedy została sama, usiadła na skraju łóżka w spodniach nasuniętych tylko do połowy ud i spojrzała na blat biurka. Leżała na nim przewrócona na bok lampa. Była metalowa i – jak Jesse zdążyła się już boleśnie przekonać – dosyć ciężka. Przeklęła, zrzucając z łóżka swoje rzeczy. Przykryła się prześcieradłem, starając się nie myśleć o pulsującej bólem głowie i wkrótce też zasnęła.

Obudził ją pocałunek w czoło. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Dereka.

- Dzień dobry, piękna.

Nachylił się i pocałował ją w usta. Odwzajemniła pocałunek i mężczyzna znalazł się na niej, wplatając dłoń w jej włosy. Syknęła z bólu, kiedy przesunął palcami po jej guzie. Cofnął się.

- Uważaj – prychnęła, siadając na posłaniu. Nawet nie zastanawiała się nad tym, że jest zupełnie naga. Patrząc na Dereka, wstała z łóżka. Nagle kopnęła nogą w coś twardego. Trafiony paznokieć zabolał tak mocno, że łzy pojawiły się w jej oczach. Spojrzała w dół i zobaczyła lampę. – Co to cholerstwo tutaj robi?!

Mężczyzna wstał ostrożnie, unosząc ramiona w geście pojednania.

- Przepraszam. Przełożyłem twoje rzeczy na biurko i...

Kobieta wzięła głęboki oddech.

- Jesse, nie widzieliśmy się tak długo... – zaczął, ale urwał. – Mam sobie iść?

- Nie. Nie, przepraszam. – Sięgnęła po ręcznik i obwiązała się nim. – Po prostu... Muszę załatwić kilka rzeczy. Możemy spotkać się wieczorem?

- Okej. – Podszedł i musnął wargami jej czoło.

Gdy została sama, ubrała się szybko, cały czas mając na oku lampę. Wreszcie wzięła ją ostrożnie i wyszła. Swoją pamiątkę z Brazylii oddała jakiemuś handlarzowi za posrebrzaną klamrę do włosów. Kiedy wreszcie pozbyła się feralnej lampy, od razu poprawił się jej humor. Zajrzała na swoją łódź, żeby doglądnąć załadunek i poszła porozmawiać ze znajomym mechanikiem o dziwnym zgrzytaniu w silniku atomowym.

Kiedy wyszła spod prysznica i usiadła na łóżku, czekając na Dereka, miała lekkie uczucie deja vu. W pokoju panował mrok, rozjaśniany jedynie przez mętne światło łazienkowej jarzeniówki. Kobieta zaczęła czesać włosy; niecierpliwiła się coraz bardziej. Wreszcie usłyszała pukanie do drzwi.

Derek też nie mógł się doczekać, kiedy weźmie ją w ramiona, więc bez zbytnich ceregieli przeszli do rzeczy. Raz po raz wymieniali namiętne pocałunki, niecierpliwie zbliżając się do siebie.

- Na biurku – szepnęła Jesse. – Będziemy... kontynuować.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

Posadził ją na biurku i pozwolił rozpiąć sobie spodnie, żeby wreszcie chwycić ją za nogi pod kolanami i przyciągnąć do siebie. Objęła mocno jego kark, kiedy w nią wszedł i zaczął się w niej poruszać. Biurko skrzypiało pod nimi miarowo. Jesse jęknęła, balansując na granicy rozkoszy i w tym samym czasie coś runęło jej prosto na głowę. Niemal krzyknęła, odpychając od siebie Dereka.

- Światło! Zapal światło! – rozkazała, masując głowę. Dzwoniło jej w uszach, a pod powiekami piekły łzy.

Jarzeniówka pod sufitem rozbłysła mocno i gdy oczy kobiety przyzwyczaiły się do jasności, zobaczyła leżąca na podłodze obok niej jakże znajomą lampę. Derek podbiegł do niej z nasączonym zimną wodą ręcznikiem w dłoni i od razu przystawił go do jej nowego, rosnącego powoli guza zaraz obok tego z dnia wcześniej.

- Co ta cholerna lampa tutaj robi?! – wrzasnęła, schylając się. Dostrzegła niewielką karteczkę i podniosła ją. Pani kapitan, zobaczyłam tą lampę dziś rano i pomyślałam, że ją pani kupię. Jest podobna do tej, która spodobała się pani w Brazylii. Będzie do czytania. Położyłam ją na półce, bo wiem, do jakich celów zwykle używa pani biurka. Pozdrawiam. R. PS. Pozdrowienia dla Reese'a!

Jesse chwyciła lampę za abażur, chcąc ją rzucić o ścianę, ale wtedy ten się po prostu oderwał i ciężki metal spadł jej prosto na stopę. Przeklęła siarczyście.

Dokładnie w tamtej chwili znienawidziła wszystkie lampy świata.

Oprócz bezpiecznie wiszących wysoko jarzeniówek. I chińskich lampionów z papieru.

KONIEC LUBIENIA LAMP