Kanon postanowił wyjechać na krótkie wakacje. Prosił, żebym przekazała, że niedługo wróci.

Dziękuję za wszystkie komentarze.


- Nigdy nie zamierzałem wstąpić w szeregi Czarnego Pana, Potter. On chciał ukarać mojego ojca, dlatego powierzył mi zadanie... uśmiercenia Dumbledore'a. Nie miałem zamiaru nikogo zabijać. Nie jestem swoim ojcem.
Harry gapił się na Malfoya z lekko rozwartymi ustami. Nie mógł uwierzyć, że ślizgon zwierza mu się z czegoś takiego. Coś ścisnęło go mocno za serce. Tak naprawdę, nigdy nie zastanawiał się nad tym, w jaki sposób Malfoy przyłączył się do Voldemorta. Wolał skupiać się na swojej wieloletniej nienawiści i być ślepym na jakiekolwiek okoliczności łagodzące.
Znów byli w salonie Malfoya, jednak tym razem blondyn usiadł razem z nim na kanapie. Harry nawet nie zauważył, kiedy zaczęli rozmawiać o swojej przeszłości. Było to zaskakująco naturalne, choć gdyby parę lat temu ktoś mu powiedział, że będzie siedział w domu Dracona Malfoya i słuchał jego zwierzeń, zapewne wybuchnąłby śmiechem. Teraz jednak w ogóle nie był w nastroju do żartów.
- Jest pieprzonym tchórzem - mruknął ślizgon nie patrząc Harry'emu w oczy. - Zasłużył sobie na to, co go spotkało.
Harry przez chwilę nie potrafił skojarzyć, o kim blondyn mówił. Dopiero po kilku sekundach zorientował się, że chodziło o Lucjusza Malfoya. Raptem, odczuł przemożną chęć, by jakoś pocieszyć ślizgona, ale nie miał pojęcia od czego zacząć.
- Ciebie, Potter, też nienawidziłem - rzekł po chwili Malfoy, nieco głośniej. Podniósł na niego głowę i uśmiechnął się lekko. - Okropnie cię nienawidziłem. Zawsze wszędzie musiałeś być pierwszy, zawsze najważniejszy, najlepszy. Wszyscy skakali wokół ciebie, jakbyś był jakąś cholerną porcelanową lalką, która może się w każdej chwili stłuc.
Harry'emu bardzo spodobał się czas przeszły, którego użył ślizgon.
- A teraz? - szepnął.
- Teraz też jesteś wkurzający - przyznał Malfoy, kiwając głową. - Ale nie... nie nienawidzę cię.
Zapadła cisza, a Harry z zaskoczeniem stwierdził, że po raz pierwszy nie wydaje się być krępująca. Przeciwnie, sprawiała wrażenie wyjątkowo naturalnej.

Malfoy patrzył na niego jakoś dziwnie. Kąciki jego ust były lekko uniesione ku górze. W szarych, zwykle beznamiętnych i obojętnych oczach zatańczyły wesołe iskierki. Harry odwrócił wzrok, czując że się rumieni.
Od kiedy w ogóle Harry rumienił się w obecności Malfoya? I dlaczego ten zachowuje się tak... niemalfoyowo? Dlaczego nie może być taki jak zwykle - złośliwy, zimny i arogancki?
- Ja też cię nienawidziłem - rzekł Harry. - Ale to była twoja wina, to ty zachowywałeś się jak dupek.
- Ja? - zdziwił się ślizgon z udawaną pretensją. - Potter, a kto nie przyjął mojej wyciągniętej ręki? Kto cały czas miał ślizgonów za śmierciożerców? Kto rzucił na mnie jakiś czarnomagiczny urok, od którego omal nie umarłem?
Gdy Malfoy zadał ostatnie pytanie, poczucie winy spłynęło na Harry'ego lodowatą falą.
- Nie wiedziałem, jak to działa – wymamrotał spode łba.
- No świetnie! - zawołał Malfoy z oburzeniem. - Rzuciłeś na mnie urok, którego w ogóle nie znałeś i nie wiedziałeś jak działa! A jakby to było zaklęcie uśmiercające? Boże, Potter, ty naprawdę jesteś taki głupi...
- Cały ten czas myślałeś, że chciałem cię zabić?
- No... tak.
- Nigdy nie chciałem zabić nikogo.
Malfoy odchrząknął znacząco.
- Oprócz Voldemorta.
Teraz wydał z siebie głośne kaszlnięcie.
- I Snape'a. Ale tylko czasami.
Malfoy zaczął prawie się krztusić. Harry roześmiał się.
- Och, zamknij się Malfoy - rzucił.
Chciał, by jego głos brzmiał gniewnie, ale nie specjalnie mu to wyszło, bo nie potrafił pozbyć się szerokiego uśmiechu z twarzy.
- A' propos, Snape'a, - zaczął Malfoy – to zawsze zastanawiałem się, dlaczego aż tak bardzo cię nienawidzi. Oczywiście on w ogóle nie lubił gryfonów (i wcale mu się nie dziwię), ale ty mu szczególnie podpadłeś.
- Nie przepadał za moim ojcem - wyjaśnił Harry. - I ja mu go chyba trochę przypominałem.
Malfoy uniósł brwi.

- Dlaczego nie przepadał za twoim ojcem?
Harry kaszlnął nerwowo, chcąc odwlec trochę odpowiedź na to pytanie. Nie był pewien, czy powinien opowiadać Malfoyowi o szczegółach niezbyt przyjaznej znajomości Jamesa Pottera i Severusa Snape'a. Odniósł wrażenie, że mistrz eliksirów wolałby, żeby nikt nie wiedział, jak zachowywał się w stosunku do niego ojciec Harry'ego.

- No cóż, powiedzmy, że mój ojciec był dla Snape'a trochę jak ty dla mnie – wyjaśnił.. - … w szkole, oczywiście – dodał.
Na twarz Malfoya wstąpił wyraz jeszcze większej konsternacji.
- To nie wszyscy Potterowie są szlachetni i prawi? - wyszeptał teatralnie, z udawanym strachem. - Chcesz powiedzieć, że twój tatuś był zły i samolubny? Niemożliwe.
Z ust Harry'ego wyrwał się chichot, pospiesznie stłumiony dłonią. To co powiedział Malfoy nie było przecież zabawne.
- A jednak.
Harry zerknął na zegarek. Było już późno.
- Chyba już pójdę – powiedział wstając.
Malfoy podniósł na niego wzrok i przez chwilę, Harry'emu wydawało się, że zaraz poprosi go, by został. Harry nagle zdał sobie sprawę, że jemu również nie spieszy się, by wyjść, ale musiał. Wiedział, że gdyby nie wrócił na noc do Nory, Ron i Hermiona, a przede wszystkim pani Weasley bardzo by się martwili. A Harry nie chciał przyprawiać dodatkowych zmartwień pani Weasley. Nie po tym, co jej się przytrafiło.
- W porządku - mruknął Malfoy, również wstając, by odprowadzić go do drzwi.
Weszli do przedpokoju. Harry uklęknął, by założyć buty.
- Potter, zrób coś dla mnie – poprosił ślizgon.
Harry podniósł ze zdziwieniem głowę.
- Przeczytaj książkę, którą ci dałem.


- Gdzie byłeś? - powitał go od progu Ron. - Nie widzieliśmy cię w Magicznych Dowcipach Weasleyów.
On i Hermiona siedzieli przy stole w kuchni. Nie wyglądali na zadowolonych.
- U Malfoya - odparł Harry zgodnie z prawdą.
Jego przyjaciele wymienili zaskoczone spojrzenia.
- U Malfoya? - powtórzył Ron, jakby nie dosłyszał.
- Tak, u Malfoya.
- Po co?
Harry wytrzeszczył na niego oczy. Ron zamierzał urządzać mu teraz śledztwo? Jakim prawem? Zresztą i tak nie miał pojęcia, jak miałby wytłumaczyć przyjaciołom swoją obecność w mieszkaniu Malfoya, skoro sam nawet nie był pewien, dlaczego się tam znalazł.

- Po prostu. - Harry wzruszył ramionami.
- Przyjaźnisz się teraz z Malfoyem? - wyszeptał Ron lodowatym tonem.
- A to jakiś problem? - zapytał Harry gniewnie.
- Harry, po prostu się o ciebie martwimy - powiedziała Hermiona. - Nie jestem pewna, czy towarzystwo Malfoya... Ginny powiedziała nam, że nie jesteście już razem...
- Ja lubię jego towarzystwo - oznajmił Harry. - I nic wam do moich relacji z Ginny. Właściwie nie rozumiem, co was tak dziwi? Jesteście zbyt zajęci sobą, a ja muszę od czasu do czasu z kimś porozmawiać.
Nie powinien był tego mówić. Hermiona nie powiedziała nic, jedynie utkwiła w nim swoje pełne rozczarowania i zaskoczenia oczy, lecz Ron poczerwieniał na twarzy i wykrztusił:
- Co?
- Nie to miałem na myśli - powiedział Harry szybko. - Nie mam do was pretensji. Malfoy jest teraz... inny.
Oczywiście, że miał do nich pretensje. Oczywiście, że czuł się odsunięty, ale nie potrafił im tego powiedzieć. Byli zbyt szczęśliwi, by mógł w jakikolwiek sposób się między nich mieszać, tylko dlatego, że ostatnio nie spędzają już z nim tyle czasu.
- Jakoś nie mogę w to uwierzyć - prychnął Ron.

- No to nie wierz - zaperzył się Harry.
- Uspokójcie się! - zawołała Hermiona wstając.
Była wściekła. Jej spojrzenie niemal miotało błyskawice.
- Ron, przestań zachowywać się jak zazdrosny dzieciak – warknęła. - Jeśli Harry chce przyjaźnić się z Malfoyem, to nie nasza sprawa. A ty, Harry... - Zwróciła się do niego, a jej twarz momentalnie złagodniała i wypełniła się troską. - Po prostu uważaj na siebie. Nie chcemy, żeby przydarzyło ci się coś złego.
Harry i Ron oniemieli, obaj z podobnymi minami gapiąc się na Hermionę.
- Jestem zmęczona – oświadczyła. - Idę spać. Dobranoc.

Odeszła od stołu i weszła na schody, a Harry i Ron jeszcze przez chwilę patrzyli za nią, z szeroko otwartymi ustami.
Wkrótce i oni poszli na górę, położyć się do łóżek, nie odzywając się do siebie ani słowem. Chwilę po tym, gdy Harry przyłożył głowę do poduszki, zasnął.
Znajdował się w jakimś mikroskopijnym pomieszczeniu. Gdyby rozłożył ręce na boki napotkałby ściany. Ktoś za jego plecami wypowiedział jego imię, ale gdy się odwrócił nie zobaczył żywej duszy. Nagle tuż przed jego twarzą, pojawiła się lewitująca głowa Rona. Zawieszona w powietrzu, jakby na niewidzialnym sznurku wyglądała dość komicznie. Harry miał ochotę się roześmiać i nawet otworzył usta by to zrobić, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Potter cuchnie - odezwała się głowa Rona, głosem do złudzenia przypominającym głos Malfoya.
Harry'ego przestało to śmieszyć, a zaczęło trochę przerażać. Coś ukłuło go w pierś i gdy spojrzał w dół, zobaczył po pierwsze, że jest nagi, a po drugie, że wielka odznaka ze świecącymi, czerwonymi literami przebiła mu skórę. Kilka kropel krwi skapnęło na podłogę.
- To za mojego ojca - powiedziała głowa.
Harry poczuł okropny ból w nosie, jakby ktoś go kopnął w twarz, i usłyszał głośne chrupnięcie. Podniósł ręce do twarzy. Krew zaczęła ściekać mu po palcach.
- No to do zobaczenia, Potter, chyba... żebyśmy się już nie zobaczyli.
Coś zmiażdżyło mu palce u lewej ręki. Chciał krzyknąć ale i tym razem głos ugrzązł mu w gardle. Czuł ciepłą krew tryskającą z jego nosa i spływającą w dół po twarzy i szyi. Zamachnął się, by uderzyć lewitującą głowę, sprawić, żeby przestała, jednak jego pięść tylko przeleciała przez nią jak przez powietrze.
- Nie gustuję w zdrajcach krwi - rzekła głowa Rona, ku zdziwieniu Harry'ego.
Nie miał pojęcia co stanie się tym razem. Zamknął oczy. Ból, który tym razem zaserwowała mu głowa pochodził raczej ze środka i zlokalizowany był gdzieś w okolicach serca. Harry uniósł powieki i znów zerknął na swoją lewą pierś. Nie zmieniła się. Coś mocno ścisnęło go za gardło tak, że nie mógł oddychać. Tracił powietrze. Jak tak dalej pójdzie, to się udusi...

Obudził się z krzykiem i usiadł gwałtownie na łóżku. Odetchnął głęboko kilka razy i zerknął na łóżko Rona. Na szczęście nie obudził go jego wrzask. Harry założył okulary, kapcie i szlafrok i zszedł na dół do kuchni, by napić się wody. Przed oczami nadal miał wizję tamtego pokoju. Przez chwilę nawet, wydało mu się, że czuje lekkie kłucie w tym samym miejscu, gdzie we śnie wbiła się odznaka.

Odznaka z napisem Potter cuchnie.